Dodaj do ulubionych

Elmex w szkole

02.02.09, 13:27
Tak raz na kilka miesięcy w dzienniczkach ucznia pojawiał sie
wpis "Przynieść szczoteczki i kubeczki" i nastepnego dnia szło się z
higienistką do łazienki, gdzie wyciskała na szczoteczki kilka kropel
Elmexu i szorowało sie te zęby przez ileś tam minut...
jak sobie to teraz wspomnę... Cholernie ten Elmex musiał pomagać,
raz na kwartał...
Obserwuj wątek
    • lustroo Re: Elmex w szkole 02.02.09, 19:46
      Nie wiem jak "toto" się nazywało. Ogólnie zabieg to fluoryzacja, nalewali
      jakiegoś ohydnego płynu na szczoteczkę, być może wlewało się to też to do wody,
      brrr. Ja w 2 chyba klasie nie umiałam napisać fluoryzacja i napisałam sobie
      notatkę w takim notatniku w kratkę "Na szczotka i kubek" :D
      • atela Re: Elmex w szkole 10.05.09, 15:21
        Ale to nie była zwykła pasta, tylko preparat fluorowy (z wielkiej tuby)
        Kolega z ławki miał rodziców dentystów, mył zęby magicznym elmexem i miał ładne
        :) Dlatego od kiedy jest w sklepie, cały czas go kupuję.
        Mam ząbki całkiem-całkiem a moje dzieci wręcz bardzo-całkiem ;)
        Szkoda, że dziś w szkołach nie ma dentystów
    • luccio1 Re: Elmex w szkole 10.05.09, 19:51
      Nam kazano przynieść torebkę papierową - do niej Pani Higienistka sypała z
      ogromnego słoja "tabletki fluorowe" -
      trzeba było łykać po jednej do śniadania i do kolacji.
      Był to rok 1964 - byłem w IV klasie.
      Potem zmieniłem szkołę - i aż do klasy VIII włącznie żadnej takiej akcji już nie
      pamiętam.
      • robin153 Re: Elmex w szkole 15.05.09, 14:28
        Tak, u nas to nazywalo sie fluoryzacja...

        A woreczki PCK pamietacie? U nas w szkole to byly biale worki z mydlem i recznikiem.
    • kkokos Re: Elmex w szkole 20.05.09, 22:26
      > Tak raz na kilka miesięcy w dzienniczkach ucznia pojawiał sie
      > wpis "Przynieść szczoteczki i kubeczki"


      szczęściara
      w obu moich podstawówkach szczoteczki nasze zbierała higienistka (a może pomoc
      dentystyczna, bo przecież była dentystka w szkole, już nie pamiętam) i leżały
      one sobie w jej gabinecie. raz na kwartał pani je przynosiła i wtedy:
      - w mojej pierwszej podstawówce szło się z higienistką do toalety, gdzie nad
      umywalkami szorowało się zęby wzmiankowanym już preparatem
      - w mojej drugiej podstawówce każdy w klasie, siedząc w swej ławce, dostawał
      szczoteczkę i szorował na miejscu, a pluć mógł do kuwetki z jednym listkiem
      ligniny. każdy miał indywidualną kuwetkę, żeby nie było. odruch wymiotny miały
      zwykle dwie-trzy osoby w klasie, higienistka była wściekłą, bo musiała za nimi
      biec do łazienki, żeby zębów nie wypłukały. taki był też oficjalny powód, dla
      którego tę wysoce obrzydliwą czynność wykonywaliśmy w klasie, a nie w łazience:
      "bo jak fluoryzujecie nad umywalkami, to płuczecie zęby".

      tak więc fluoryzacja to jedno z najobrzydliwszych moich wspomnień szkolnych. do
      dziś pamiętam i ten smak, i ten obrzydliwy zapach.
      uch, po co ja to wszystko pisałam - idę nalać sobie wina

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka