Dodaj do ulubionych

Wielka księga siusiaków

13.10.09, 12:57
Oglądałam dzisiaj.
Jest tam wiele ważnych odpowiedzi na bardzo ważne pytania - np. dlaczego w
zimnej wodzie maleje!!! i inne ciekawostki anatomiczno fizjologiczne. Mam
nadzieje, że wydawnictwo Czarna Owca na targach będzie, bo chyba
profilaktycznie zakupię.
O ksiązce było też tu :
wyborcza.pl/1,99226,7099159,_Wielka_ksiega_siusiakow_.html
ale przegapiłam.

p.s. W sumie nie wiem, dlaczego wydawnictwo nie wynajęło jeszcze do promocji
oszołomstwo np. z forumFrondy albo innych pisiaków, taki wdzięczny temat do
przewalenia za darmo !!!! przez media.
Obserwuj wątek
    • metis1 Re: Wielka księga siusiaków 13.10.09, 13:47
      Hmmm, brzmi zachęcająco! ;) Jako mama małego mężczyzny, już teraz
      pytającego, dlaczego czasem "siusiak jest duży", czuję się zmuszona
      zainteresować się tą pozycją bliżej...

      Kubuś Wojewódzki też by pewnie tego nie puścił płazem :)
      • anndelumester Re: Wielka księga siusiaków 13.10.09, 14:14
        > Kubuś Wojewódzki też by pewnie tego nie puścił płazem :)
        To wszystko jest do zamówienia w jednym pakiecie :D - oszołom z każdej półki ,
        dla każdej grupy odbiorców - dla krewnych i znajomych duże rabaty ;))))
    • wojciech.widlak Re: Wielka księga siusiaków 13.10.09, 17:04
      Powiem krótko: ręce opadają. I nie będę rozwijał, bo to poniżej poziomu pasa.
      • anchen Re: Wielka księga siusiaków 16.10.09, 09:18
        wojciech.widlak napisał:

        > Powiem krótko: ręce opadają. I nie będę rozwijał, bo to poniżej poziomu pasa.

        A dlaczego? Rzetelnie pytam, bez podpuszczania.

        Łazi za mną ta książka wraz z bliźniaczką o miesiączce, parę dni temu
        rozmawiałam o niej z przyjaciółką, wydawczynią, a dzisiaj, proszę, wywiad w Rzepie:
        www.rp.pl/artykul/275010,378304_Mlodzi__uczeni__w_seksie___.html
        A mam z tą książką jakiś problem, choć właściwie nie potrafię go dobrze
        określić. Nie chodzi o temat, bo z moimi chłopcami, maleńkimi jeszcze wprawdzie,
        rozmawiamy o seksualności dość szczerze, bez ekskursji na zagony z kapustą,
        starając im się zarazem tłumaczyć, co to intymność (i że jej granice są różne w
        różnych kulturach i dla różnych ludzi).

        Nie mam specjalnego problemu ze słownictwem, "siusiak" brzmi neutralnie, by nie
        rzec, rzeczowo (ale już uroczego słówka "brandzlować" nie chciałabym do chałupy
        wpuszczać). Rozumiem, że polski nie jest w tym względzie łaskawy, tłumacz kroczy
        tu po wąskiej ścieżce pomiędzy podręcznikiem anatomii i wulgarnością, a
        stworzenie prywatnego słownika intymnego jest wyzwaniem. Rozumiem również, jaki
        cel stoi za dowcipem o słonicach i miesiączce, i faktycznie wolę, żeby proces
        został odczarowany i oswojony, choćby i w ten mało gustowny sposób, niż
        potraktowany z nabożną grozą w uroczej tradycji, która sięga aż do
        arystotelskich bredni o zwierciadłach zmętniałych pod wzrokiem menstruującej
        (ha! słownik podpowiada mi nieistnienie tego słowa i proponuje zamianę na
        "niekonstruującej") kobiety albo kurczakach padłych z tego samego powodu.

        Ale nadal coś mi wadzi. I nie wiem, dlaczego. W dyskusji padło tutaj zdanie -
        cytuję z pamięci - że dobrze, że są takie książki, a nie tylko te, które się
        świetnie sprzedają. Otóż nam (wydawczyni i mnie) forma tej książki wydaje się
        bardzo sensacyjna (tytuł, szata graficzna), obliczona na zwrócenie uwagi. Niby
        nic szokującego, w biznesie wydawniczym chodzi wszak - per fas et nefas - o
        sprzedawanie. Jeśli założymy, że cel jest zbożny (np. propagowanie wiedzy
        seksualnej), to lżejsza, sensacyjna forma sprawi, że przekaz dotrze do większej
        liczby osób. Więc niby dobrze. Ale mnie jakoś nadal uwiera. Bo widzę w tym część
        większego procesu tabloidacji literatury, sprzedawania jej w mediach poprzez
        sensację, szokujący (bez względu czy naprawdę jest szokujący, czy nie) lub
        obrazoburczy temat, wreszcie biografię twórcy. Dużo tego teraz, Witkowski we
        wszystkich telewizyjnych gadułach, w GW był niedawno absolutnie obrzydliwy
        wywiad z Tomkiem Piątkiem, który nadaremno usiłował zwekslować rozmowę na
        literaturę, podczas gdy rozmówca był zainteresowany wyłącznie jego
        doświadczeniami z herą (jasne, że wiem, że Piątek też wesoło dawniej tym media
        kokietował, tu jednak, ironicznie, role się odwróciły). Strategia marketingowa
        przesłania tekst.

        Co dalej? No, przeszkadzają mi te skaczące po okładce penisy, niektóre, sądząc z
        oglądu, na progu dorosłości. Nie dostaję drgawek przy nagości posągów ani sztuce
        współczesnej. Nie dostawałam ich również, kiedy analizowaliśmy ten typ obrazów
        Świętej Rodziny, w których Maryja i Święta Anna dotykają Dzieciątka w nader
        intymny sposób (na poziomie symbolicznym - zapowiedź męczeństwa, arcyciekawy typ
        wyobrażeń, bo pokazuje zupełnie inne podejście do erotyki w dawnych czasach).
        Ale tutaj na okładce nie widzę nagości, tylko gołość. Rozumiem jej cel
        (oswajanie, odczarowywanie przez ironię i żart), ale odbijam się od niej
        całkowicie. Drażni mnie, podobnie jak mnóstwo innych wyobrażeń w miejscach
        publicznych.

        Dygresyjka: jasne, że nagość w sztuce pełniła niegdyś i funkcje gołości, widać
        to szczególnie wyraźnie, kiedy się ogląda nie pojedyncze obrazy, ale kolekcje,
        np. władców, którzy z upodobaniem kolekcjonowali pewien typ twórczości i
        obwieszali nim ściany łożnicy. Ale jest w sztuce pewna wartość dodana, cel, idea
        poza wizerunkiem. Zupełnie inna niż ta na billboardzie ze szpachlowaną, pardon
        my French, dupą (reklama gładzi).

        Która, mam wrażenie, narusza moje granice intymności. Skaczące siusiaki też to
        czynią, choć w mniejszym stopniu, i nie jest to żaden zarzut, raczej
        konstatacja. U innych osób lub w innych miejscach jest inaczej, mam tego pełną
        świadomość. Nie wartościuję więc, tylko zaznaczam, że różne kultury nie
        przekładają się tutaj, mam wrażenie, automatycznie. I chyba chciałabym, żeby
        moje dzieci zachowały pewne poczucie intymności, które łączy się ze sferą
        prywatną, nie jest upubliczniane, przynależy do terytorium zarezerwowanego dla
        najbliższych. Nie zahamowania, lęk przed seksualnością, ale intymność.

        A to prowadzi nas do tajemnicy. Zastanawialiśmy się niedawno ze znajomym, jak na
        dzisiejsze nastolatki wpływa całkowity brak tajemnicy w sprawach intymnych (z
        zaskoczeniem konstatuję, że najwyraźniej nieustająco rozmawiamy ze znajomymi o
        erotyce). My wkraczaliśmy w dorosłość, nie wiedząc, jak wyglądają nagie kobiety
        i nadzy mężczyźni w, że tak to ujmę, akcji. Owszem, od pewnego momentu były
        jakieś pisemka, ale pojawiające się w nich wizerunki pozostawały statyczne i
        jednak niewyeksponowane w pełnej krasie oraz detalu. Inne było pole porównań,
        inny zakres tajemnicy. Teraz obraz jest znacznie bardziej dosłowny, większość
        rzeczy można obejrzeć w zbliżeniach, w ruchu, wzmocnione jest wrażenie, że to
        naprawdę, że to nie wystylizowany przekaz, ale rzeczywistość. Obszar tajemnicy
        się skurczył, a przekaz mami dosłownością, mimo że jest bardzo mocno wykreowany.
        Nie jestem pewna, czy to dobrze.

        Słowem, my tych książek raczej nie kupimy. Siusiak za małą rzecz, jak na wielką
        księgę. Na razie z przyjemnością czytamy "Jak się rodzą dzieci" Marii Zannin,
        słowo "plemnik" zostało przyswojone błyskawicznie. Od rozmaitych ksiąg ciała
        przejdziemy za jakiś czas do atlasów anatomicznych i ksiąg bardziej medycznych,
        chociaż własnych dzieci nie będę chyba dręczyć wyimkami z "Onanii" (młodszemu
        bratu strasznie dokuczałam). Ale katalog z wystawy "Eros i Thanatos" na pewno im
        pokażę. Rysunki Schulza też.

        Wasza siusiakowo zmieszana, ale niewstrząśnięta A. :)
    • mama_kasia Re: Wielka księga siusiaków 13.10.09, 19:31
      Zaściankowo być może, ale wcale się tego nie wstydzę:

      nie o wszystkim powinno się pisać książki dla dzieci.
      • i2h2 Re: Wielka księga siusiaków 14.10.09, 23:29
        Ale to NIE JEST książka dla dzieci - raczej dla młodszych nastolatków. Jedyne
        zastrzeżenie, jakie do niej mam, to to, że nie rozgranicza słownictwa na mniej i
        bardziej...hm... powiedzmy rynsztokowe. Poza tym bliżej jej do różnych książek o
        dojrzewaniu.
    • annafox Re: Wielka księga siusiaków 13.10.09, 20:35
      A ja jednak z polemiką.
      Czy pamiętacie swoje wzrastanie - pierwsze pryszcze i wszystkie kłopoty związane
      niepewnym i nieodwracalnym wkraczaniem w dorosłość.
      To jak błądzenie we mgle i kolektywne lekcje biologii w tym wcale nie pomagają.
      Drugą z serii po "Siusiakach" jest książka o miesiączce.
      Nie wiem jak z formą literacką - jakie są tam tony zbędnych informacji - a jakie
      są ważne dla dorastających ludzi.
      Ale formuła takiej książki przede wszystkim musi takiego "dzisiejszego"
      nastolatka nie odrzucić nachalną dydaktyką.

      Przejrzałam książkę i nie była tragiczna i jak każda ma swoją grupę docelową -
      na pewno nie są nią uczniowie z pierwszych klas podstawowej to oczywiste.
      Chciałabym by nie była jedyną na ten temat.

      Zdarza się że dzieci nie mogą otwarcie porozmawiać z rodzicami, którzy nie tyle
      że potrafią czy nie chcą ile nie maja tyle czasu by stworzyć odpowiednią
      atmosferę do tak delikatnej rozmowy.

      Jestem za wydawaniem książek o trudnych tematach - nie tylko takich które będą
      się świetnie sprzedawać.
      • metis1 Re: Wielka księga siusiaków 13.10.09, 21:07
        Skoro są książki o kupach i robalach, to tym bardziej powinny być o
        siusiakach, miesiączkach itp. sprawach, o ktorych rodzice w
        większości przypadków nie umieją mówić (wiem, są wyjątki wśród
        forumowych mam, ale to nie reguła, niestety)
        Wdziałam tylko okładkę "Siusiaków" (haha!), bardzo chętnie obejrzę
        ją sobie od środka. "Kupa" czy "Robale" też nie są zbyt zachęcające
        wizualnie ;), ich zaletą jest jednak zawartość, z takim entuzjazmem
        recenzowana przez Wajraka... Tu też jest zresztą wielu zwolenników
        tej kontrowersyjnej pozycji.
    • cacko33 Re: Wielka księga siusiaków 16.10.09, 17:59
      Dla mnie bardzo ciekawym wątkiem jest sprawa obu poruszanych tu tytułów. Zarówno
      moja szwedzka przyjaciółka, jak i post tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,904,101101774,101102112,Jak_drobiazgi_swiadcza_o_naszej_kulturze.html
      świadczą o sporym przegięciu wydawnictwa w tej sprawie. Nie wiem... ale
      właściwie już wiem, o co chodzi. Wcale nie o pieniądze, ale o władzę... I to nie
      nad byle czym/kim!
      • cacko33 i jeszcze 16.10.09, 18:06
        Pamiętam, że ów tytuł (wielka księga siusiaków) miał pojawić się nakładem
        Wydawnictwa Nasza Księgarnia w roku 2004, wraz z Babette Cole - 'Mama zniosła
        jajko'. Zapowiedź ta jednak skutecznie została anulowana, po znaczącej serii
        ataków na Wydawnictwo. Ciekawa jestem, co teraz się stanie albo nie stanie...
        • verdana Re: i jeszcze 16.10.09, 19:37
          Cóż, jako matka nastolatka (trzeciego egzemplarza) stwierdzam
          autorytatywnie, ze za zadne pieniadze nie dalabym tego 11-12
          latkowi, wolalabym dac "Kamasutrę":)
          Jako, ze moj nieszczęsny gimnazjalista usiłuje własnie zmęczyc
          obowiązkowe "Ferdydurke" mam wrazenie , ze tu pupa, pupa jest
          obecna - w wersji nie tyle doslownej , co gombrowiczowskiej. Ludziom
          w tym wieku nie jest potrzebne infantylizowanie problemu, tylko
          rzeczowa, popularnonaukowa ksiązka na ten sam temat.
          Forma - dla dzieci. Tytuł - wrecz dla przedszkolakow. Problemy - dla
          nastolatkow. Nie. Zdecydowanie nie.
          • abepe Re: i jeszcze 16.10.09, 19:57
            verdana napisała:

            > Forma - dla dzieci. Tytuł - wrecz dla przedszkolakow. Problemy -
            dla
            > nastolatkow. Nie. Zdecydowanie nie.

            Mam takie same odzucia, choć książkę znam tylko z okładki i Waszych
            opisów (właśnie, dla kogo okładka - dla rubasznych dorosłych?)
        • abepe Re: i jeszcze 16.10.09, 19:53
          Faktycznie, ciekawe, że wśród wszystkich małych książek Santorski
          wydał jedną wielką księgę.
          www.czarnaowca.pl/szukaj.php?szukaj=ma%B3a+ksi%B1%BFka&l=0&w=All
    • zawsze_wolna_nilka Re: Wielka księga siusiaków 17.10.09, 09:34
      Witam po dłuższej nieobecności:-)

      Przygnałam zachęcona tytułem- jako samotna mama dwóch chłopców,
      którzy zaczynają i kończą dzień z ręką w majtkach.
      To, że siusiak jest najlepszym przyjacielem chłopczyka, zdążyłam już
      zauważyć.
      Pytanie- jesli Czarna Owca (ciekawe, ach ciekawe, czemu zdecydowano
      się zmienić nazwę wydawnictwa..;-) wydaje beznadziejną książkę o
      siusiakach, to proszę, polećcie mi alternatywę- taką, która mnie
      samej umożliwi poruszanie się w temacie i odpowiedzi na tysiąc pytań.
      U nas nie ma tabu, ale powoli przestaję być wszechwiedząca...;-)
    • katrio_na Re: Wielka księga siusiaków 17.10.09, 10:54

      A ja poczatkowo sie bardzo ucieszylam. Bo wlasnie taka ksiazka byla
      nam potrzebna. Tytul - jak tytul, okladka - pal licho, ale
      spodziewalam sie rzetelnej wiedzy w srodku tak na pozomie od 7
      wzwyz. Bo tu troche o dojrzewanie chodzi, o radzenie sobie ze
      zmianami w swoim ciele - a to wazny temat. Szczegolnie dla matek
      chlopcow, nawet nie samotnych ;)
      Po waszych opiniach jednak widze, ze bardziej tej ksiazce
      do "ksiazki o kupie" a mniej do "kupy" dwoch siostr.
      Chodz mam wrazenie, ze wiecej wypowiedzi jest od osob, ktore nie
      przeczytaly tej ksiazki ;)
      • abepe Re: Wielka księga siusiaków 17.10.09, 21:15
        katrio_na napisał:

        > Chodz mam wrazenie, ze wiecej wypowiedzi jest od osob, ktore nie
        > przeczytaly tej ksiazki ;)

        Prawda:) Trzeba będzie poczytać w księgarni :))
        • verdana Re: Wielka księga siusiaków 18.10.09, 10:49
          Ja podczytywałam w księgarni i zdecydowanie mi sie nie podobala. Nie
          lubie infantylizowania spraw powaznych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka