maliniaq
16.09.04, 11:20
Witajcie, jestem mamą 3miesięcznego, zdrowego chłopca. Kiedy po raz pierwszy
trafiłam na to forum byłam 3 dni przed rozwiązaniem. Wtedy też napisałam do
Was, próbując dodać Wam jakoś otuchy, i powiedzieć że nie jesteście same.
Prosiłyście mnie, bym dała znać, kiedy Adaś będzie już z nami. No więc, jest.
Za 2 dni skończy 3 miesiące. W minioną niedzielę odbył się jego chrzest.
Dostał duużo prezentów. Jeden tylko mnie zadziwił. W sumie na chrzcinach było
sporo, bo 19 osób. Ludzie od rana wchodzili, wychodzili, zostawiali prezenty,
pieniążki. Nie wszystko dokładnie obejrzałam, nie było czasu, bo wcześniej
zdjęcia u fotografa były zamówione. Kiedy przyszłam po imprezie do domu, nad
łóżeczkiem Adasia wisiały 2 aniołki, takie przeźroczyste z pięknymi "złotymi"
skrzydełkami. Oba uwieszone na takiej cieniutkiej żyłce, z aureolkami nad
główkami, jeden wyżej, drugi niżej. Między nimi są takie jak srebrne pałeczki
i jak się tą żyłką potrząśnie, to aniołki przecudnie dzwonią. Nie chciałam
wiedzieć od kogo ten prezent. Kiedy go zobaczyłam, od razu nazwałam te
aniołki Sylwunia i Igunia, tak jakoś samo mi się pomyślało. To była pierwsza
myśl, jaka przyszła mi do głowy. Wierzę, że sfrunęły do mnie z nieba, że są
symbolami Waszych wszystkich kochanych Aniołków i... że przybyły, by
roztoczyć opiekę nad moim dzieckiem. Wierzę w to i chcę w to wierzyć.
Codziennie po kilka razy podchodzę do tych dźwięczących cudów, głaskam po
skrzydełkach, proszę o opiekę i wsparcie. Teraz, kiedy piszę, one też są ze
mną. Pokazuję im że piszę, że donoszę ich mamusiom, że się u mnie zatrzymały.
Dziewczyny, proszę spróbujcie się uśmiechnąć. To był znak.
Ja może nie udzielam się na forum zbyt często, ale czytam wszystkie Wasze
wpisy. Historia Sylwii i Igi jakoś szczególnie mnie ujęła, bo gdy zaczynałam
przeglądać Wasze wpisy, te dziewczynki jescze żyły. Tak bardzo mocno
trzymałam kciuki, żeby im się udało... No i chyba myślami ściągnęłam je do
siebie pod postaciami tych maleńkich Aniołków. W szpitalu leżałam na sali z
dziewczyną, która poroniła swoją 3 ciążę w 26 tygodniu. Patrzyłam na nią,
rozmawiałam... Dla mnie była jedną z Was. Starałam się, ale chyba nie
potrafiłam jej pomóc. Może choć w ten sposób pomogę Wam, Joluś i Agusiu.
Opiekuję się Waszymi dziewczynkami, mówię do nich, odmawiam wieczny
odpoczynek... A mój synek tak pięknie się śmieje, kiedy mu "śpiewają".
Pozdrawiam serdecznie. Agnieszka.