21.11.04, 11:14
przeczytalam kilka postow, gdzie dziewczyny pisza o cudach, ktore im sie
przytrafily. A to jakies dziecko na granicy smierci zostalo uratowane i
pieknie sie teraz rozwija; a to ktos zaszedl w ciaze itp. Wiem, ze takie
posty sa wazne; pokazuje, ze trzeba miec nadzieje, ze bedzie dobrze, ze
zdarzaja sie piekne rzeczy. Z jednej strony ciesze sie, ze komus sie udalo i
jest szczesliwy. Z drugiej rozsadza mnie zlosc, ze my nie mielismy takiego
szczescia. Zamiast radosci z narodzin synka przyszla rozpacz z powodu jego
smierc. Zla jestem, ze happy end'y przytrafiaja sie innym. Chcialabym czerpac
sile i nadzieje z tych pozytywnych postow, ale poki co nie potrafie.
Obserwuj wątek
    • igga-81 Re: cuda? 21.11.04, 11:52
      ja mam podobne odczucia, czuję niesprawiedliwość, tam z góry!
      jednak bardzo cieszę się że cuda się zdarzają, i serdecznie pozdrawiam tych,
      którym się udało.
    • majuta Re: cuda? 21.11.04, 13:07
      W pewnym momencie się obraziłam. Na los czy na kogoś tam na górze. Zazdroszczę
      tym szczęśliwcom. A przecież tak niewiele potrzebuję. Chciałam, żeby mój Synek
      żył, teraz chciałam urodzić dziecko, potem, żeby to nie był zaśniad, zeby hcg
      spadło i zebym nie musiała się leczyć. Tylko nikt mnie wysłuchał. Czasami
      myślę, ze urodziłam się wbrew czyjejś woli. I nie mam na kogo pokrzyczeć i
      powiedzieć, ze to straszne świństwo. I bardzo dobrze Was rozumiem. Cuda się
      zdarzają. To dobrze. Ale dlaczego nie mi?
    • dziunia32 Re: cuda? 21.11.04, 13:40
      Drogie Dziewczyny!Mnie sie taki cud zdarzyl.Choc jestem szczesliwa uwierzcie,ze
      dobrze Was rozumiem.Mysle,ze gdyby Tomcio wtedy nie przezyl-reagowalabym tak
      jak Wy na wiesc o czyims szczesciu.Mysle,ze bardzo ciezko jest cieszyc sie w
      takich sytuacjach,ze komus sie udalo-komus-a nie Mnie...Przezylam porod,ktory
      zdarz sie raz na 100tys(!).Tez przez wiele tygodni plakalam-czemu ja??Czulam
      zlosc,gdy widzalam moje kolezanki szczesliwe z pieknymi maluchami.Dopiero,gdy
      po czterech miesiacach neurolog stwierdzil,ze na 95% bedzie z malym dobrze-
      troche mi przeszlo.Bardzo mi zal,ze nie wszystkim bylo dane taki Cud przezyc,bo
      los byl taki niesprawiwdliwy,ale piszac o moim szczesciu chcialam dac choc
      troche nadziei tym,ktorym najbardziej jej potrzeba.Po tym ,co przezylam mam tym
      wiekszy szacunek dla matek moich niepelnosprawnych uczniow i pomagam im,jak
      moge.
      Zycze Wam z calego serca NADZIEI isily.Zycie niesie wiele niespodzianek-nie
      tylko zlych-zdarzaja sie przeciez i te dobre:-).

      Pozdrawia serdecznie!
      • marianka15 Re: cuda? 21.11.04, 14:52
        Wiesz, ja chyba też jestem w stanie Ciebie zrozumieć: trudno jest cieszyć się
        szczęściem innych, kiedy samej się cierpi. Choć ja tak naprawdę też należę do
        takich szczęśliwców. W kilkudniowej ciąży miałam robione RTG płuc, a potem
        operację w ogólnym znieczulenieu. Nie wiedziałam o ciąży. Potem było dużo, dużo
        łez. Rozpacz rodząca się każdego dnia: czy będzie zdrowe, czy będzie normalne?
        Jakby tego było mało, na pierszym USG okazało się, że w macicy jest mięśniak
        większy od mojego maluszka... Potem, pod koniec ciąży, lekarz lekko i swobodnie
        stwierdził, że dziecko ma chyba wadę (rozszczep podniebienia i coś tam
        jeszcze), bo mam za duży brzuch, co sugeruje dużą ilość wód płodowych i w
        związku z tym przytoczone wyżej wady...
        Córcia urodziła się szczęśliwie. Patrzę na nią i widzę, jak się rozwija.
        Słucham pani pedagog z przedszkola, która mówi, że moje niespełne czteroletnie
        dziecko ma niektóre umiejętności na poziomie sześciolatka... I co czuję? Że to
        wszystko jest niezależne ode mnie, ale być może to moje wylane w czasie ciąży
        łzy sprawiły, że Opatrzność podarowała nam zdrowe jednak dziecko. Podarowała
        nawet więcej, gdyż te dziecko rozwija się lepiej, niż rówieśnicy. Razem z mężem
        żartujemy, że to tylko sprawa ogromnej dawki kwasu foliowego, który musiałam
        przyjmować w ciąży na zlecenie lekarza - dawka dla matek, ktore rodziły już
        dzieci z wadą genetyczną, tak na wszelki wypadek... Bo ktoś kiedyś żartował, że
        od kwasu foliowego dzieci są mądrzejsze...
        Ale może też jeszcze dzisiaj płacę za ten cud? Jestem na granicy depresji,
        bezrobocie męża przytłacza naszą rodzinę. Brak nadziei na lepsze jutro, ciagła
        rozpacz, apatia, łzy wylewane po nocach w poduszkę... Bo dlaczego nam się nie
        układa? Ten dostał wreszcie pracę, tamta dostała, a mój mąż...? My stoimy w
        miejscu...
        Myślę, że w życiu nie ma jednak nic za darmo... Kiedy dzisiaj zdarzy nam się
        cud, jutro możemy coś stracić...
        • dziunia32 Re: cuda? 21.11.04, 19:02
          W tym,co napisala Marianka jest duzo prawdy.Zaraz po tym,jak sie okazalo,ze z
          Tomkiem jest ok. nasza rodzina przeszla powazny kryzys,z ktorego na szczescie
          wyszlismy "calo".Byc moze zawsze musi byc cos za cos...
        • izabelski Re: cuda? 23.11.04, 02:21
          marianko,

          napisz na priva

          Iza
    • karpatka1 Re: cuda? 23.11.04, 12:13
      Należę do matek, które niedawno rozpisywały się o cudach. Dziś boję się o moje
      dziecko potwornie. Czekam na wyniki badań, które mają wykluczyć moje najgorsze
      przypuszczenia. Mam nadzieję, że nie będzie to cena za pierwszy cud, o której
      niektóre dziewczyny tu piszą...
      Kasia
      • melka_x Re: cuda? 23.11.04, 13:43
        Karpatko życzę Ci, żeby wyniki badań były jak najlepsze.

        Co do cudów. To normalne uczucie. Mnie, a raczej mojej córce też zdarzyło się
        wiele rzeczy na granicy cudów, ale w ostatecznym rozrachunku cud się nie
        zdarzył.
        Najpierw niemalże cudem było, że przy takiej wadze i tak przedwczesnym porodzie
        mała sama oddycha, że serce pracuje prawidłowo, że mimo zakażenia
        wewnątrzmacicznego mała jest w tak dobrym stanie. Kiedy stan się gwałtownie
        pogorszył cudem było, że ją odratowano, reanimacja trwała bardzo długo, lekarka
        już chciała zrezygnować... Później cudem była następna doba, przy takich
        wynikach jak nam powiedziano, mała nie powinna jej przeżyć. Jeszcze później
        cudem było to że przeżyła pierwszą operację i narkozę, szanse były minimalne.
        Natalia tak bardzo walczyła, a i tak zmarła, jej cierpienie okazało się bez
        sensu. Osteczny cud się nie zdarzył, nie ma jej. Rozumiem więc Wasze
        rozgoryczenie, co nie znaczy, że nie cieszę się, gdy kolejnym dzieciom udaje
        się przeżyć. Choć rozpacz, że cud o który się tak modliłam nie nastąpił chyba
        nigdy mnie nie opuści.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka