Dodaj do ulubionych

Czy dobrze zrobiłam???

29.01.05, 21:12
Witam znowu. Ostatnio pojawiła się u mnie myśl tóra nie daje mi spokoju...
Czy dobrze że nie chciałam patrzeć na moje dziecko zaraz po porodzie? Ja
myślałam że czas leczy rany, a tu jest jeszcze gorzej niż było........ewa
Obserwuj wątek
    • wustyle Re: Czy dobrze zrobiłam??? 29.01.05, 22:15
      Ewo...
      Juz do konca zycia bedziemy sobie zadawac pytania, na ktore prawdopodobnie nie poznamy
      odpowiedzi. Bardzo czesto zastanawiam sie jak dzis wygladaloby moje zycie gdybym zaraz po porodzie
      mial sile sie z nia zobaczyc - niestety wtedy, 7.07.2004 nie mialem...
      To prawda, ze czas nie leczy ran, mozna tylko miec nadzieje, ze uda sie ich za bardzo nie rozdrapac.
      Nie bylem przygotowany na smierc mojego dziecka, dlatego nie bylem przygotowany na wszystkie
      wydarzenie, ktore po niej nastapily. Trzeba miec gleboka wiare, ze decyzja, ktora zostala wtedy
      powzieta byla sluszna. Badz dobrej mysli, wysylaj w niebo duzo ciepla, miej wiare w przeznaczenie.
      Pozdrawiam Ciebie i Twojego meza

      Sebastian - tata Laury
      • mamaadama4 Re: Czy dobrze zrobiłam??? 29.01.05, 22:38
        W sytuacjach ostatecznych, kiedy juz nic nie można zmienić zawsze pojawia się
        pytanie - czy lepiej byłoby gdybym zrobił/a inaczej. Na początku wszystko
        rozbiera się na czynniki pierwsze, pytania i wątpliwości się mnożą.
        Pomysl, że gdybyś zrobiła inaczej to i tak nie meiniłoby to nic - ból byłby
        taki sam - wcale nie mniejszy.
    • kajka68 Re: Czy dobrze zrobiłam??? 29.01.05, 23:34
      hmmm...mi nie pozwolono popatrzeć...zobaczyć... wydawało mi się że zaraz ją
      przyniosą ...tylko umyją i przytulę...ale nie przynieśli...nigdy jej nie
      zobaczyłam...w marcu minie 15 lat...czy czas leczy rany?jeśli tak to na miły
      bóg kiedy?czy coś by to zmieniło gdybym mogła zobaczyć?chyba nie...może było by
      jeszcze gorzej...może właśnie tak jest lepiej...mogę ją sobie wyobrażać na
      wszelkie sposoby...mogę ją widzieć taką piękną jasnowłosą aniołeczkę?może ?
      chyba tak...Ewuniu...może tak jest lepiej....
    • wlekliczka Re: Czy dobrze zrobiłam??? 30.01.05, 00:48
      Ewo, zawsze pojawiają się takie pytania i nikt nie potrafi udzielić na nie
      odpowiedzi. Słyszałam głosy mam, które są zadowolone, że nie przytuliły dziecka
      (albo jego ciałka). Bały się je pokochać.
      Tylko, że miłość nosi się w sobie, a nie w dziecku albo w jego ciele.

      Mój synek zmarł w inny sposób, ale znam te dręczące myśli, że mogłam zrobić coś
      inaczej, uratować go itp. Nie zmienię przeszłości i jego śmierci, tak samo jak
      nie zmienię faktu, że był moim synem. Akurat tego jednego bym nie zmieniła :)
      I tak już pozostanie ze mną do końca życia.
      • urszula5 Re: Czy dobrze zrobiłam??? 30.01.05, 04:07
        Witaj Ewo
        Wiesz ja straciłam pięcioro aniołeczków ;-( ale niewiem jeżeli bym miała
        poruwnywać strate a strate to przynajmniej dla mnie jest bardzo duża różnica,
        boli , każda strata boli , ale ja naprzykład niewiem jak inne mamy nie
        wypowiadam się ...... ja tamtych aniołków tak nie przeżyłam jak przechodzę
        odejście Bartusia, niewiem może dlatego że tamtych dzieci nie widziałam , albo
        nie pamiętam ( narkoza ) pamiętam tylko Mateuszka ( 18 tc ) kiedy lekarz
        dosłownie wydarł mi moje dziecko ze mnie , kiedy spytałam co bym miała
        powiedział syna , kiedy spytałam czy mogę zobaczyć powiedział ( a po co pani
        to !!!!! chce widzieć ) to !!! jakby to był przedmiot nie zobaczyłam nie dane
        mi było. Karolinke widziałam tylko przez moment jak ją chciłam ( nie wiedziałam
        że to dziewczynka czułam że mam moją Karolinke ochrzciłam i mnie już nie było )
        Gdy mąż zadzwonił do szpitala to lekarz mu powiedział ( czy jest pan wierzący ?
        tak ! to niech pan idzie do kościoła i podziękuje Bogu że żona żyje ) Po
        Kubusiu było jeszcvze gorzej ( łożysko przodujące ) oczywiście znowu leżenie
        lekarz mi powiedział ( tylko do świąt Bożego narodzenia bo jest pani bombą
        zegarową ........niewiadomo kiedy wybuchnie oczywiście zgodziłam się ) wszystko
        byle by tylko urodzić niestety 19 grudnia dostałam krwotoku pogotowie zabierało
        mnie z domu już nieprzytomną , kiedy mnie przywieźli do szpitala ( decyzja !!
        natychmiast cięcie ....... błagałam zawieźcie mnie do kliniki do lekarza który
        prowadził moją ciąże .... właściwie po kryjomu bo chodziłam wtedy też dla
        zabezpieczenia do lekarza na kase i to wtedy jego wzywali do tego cięcia ....
        jak mnie zobaczył to tylko powiedział ( q...........a tylko nie to ) mój mąż w
        tym czasie ze szpital;a dzwonił do mojego lekarza prywatnego co dalej ( miałam
        założony krążek na szyjke macicy ) zdjoł mi go lekarz do którego chodziłam
        prywatnie wyzywał na czym świat stoi po co to zrobił !! po co ściągnął ten
        krążek ... tak jak ja bym miała wpływ na to ..... trzymali mnie 3 dni zamiast
        tak jak prosiłam ( przewieźcie mnie do kliniki , nie zgadzam się na żadne
        cięcie .... mój prywatny lekarz załatwiał przewóż mnie z Żor do Zabrza )
        dopiero w sobote mnie przewieźli , w Żorach mimo tak dużej utraty krwi nie
        podali mi nic. Dopiero jak przyjechałam do Zabrza mój lekarz już na mnie czekał
        ( powiedział mi zdaje sobie pani sprawe z tego że do końca ciąży musi pani
        leżeć !!! TAK I BĘDE LEŻAŁA !! ) ZARAZ BYŁY ROBIONE BADANIA całą noc leciała
        krew , osocze!!ręce popuchnięte ....... ale to nic byleby tylko donosić do
        bezpiecznego momentu..... tak chciał lekarz i ja też po podaniu krwi i osocza
        znowu badanie ..... niestety 23 grudnia zjadłam śniadanie przyszedł lekarz i
        powiedział musi pani rodzić już !!!! szkok , bezsilność nic nie mogłam zrobić
        nawet błagać i prosić ( tylko nie cięcie , nie teraz ) Powiedział mi że albo
        będe ja i dziecko albo jedno z nas ;-(.... jak człowiek ma chemoglobine 13,coś
        tam ja miałam niecałe 4 wszyscy się dziwili że po podaniu krwi i osocza jeszcze
        żyję ( ja sama nie zdawałam sobie z tego sprawy moim celem było tylko to żeby
        donosić za wszelką cene ) w trakcie cesarki byłam przytomna ...... niby ...
        widziałam wszystko co robili lekarze w lampie która była u góry... słyszałam
        płacz Kubusia jak jeszcze był w moim brzuchu ;-( szybko Go wyciągneli i jeszcze
        szybciej przewieźli do innej kliniki.... później tylko słyszałam czy nie ma
        krwawienia , wyczyścić , zszywamy to trwało wieki później 2 dni na OIOM-e cały
        czas krew i osocze , na zmiane nie było gdzie wkłuwać już moje myśli były już
        tylko przy moim dziecku a tu lekarz przychodzi i mówi ( niech pani dziękuje
        Bogu że pani żyje........ była uż pani w bardzo dalekiej podróży )Potem już
        była tylko modlitwa żeby przeżył, niestety żył tylko 24 dni widziałam go
        zaledwie pare razy....wiem rozpisałam się ale mogę powiedzieć tylko jedno mimo
        że tyle napisałam że ( o wiele łatwiej jest pogodzić się ze stratą dziecka
        kiedy się Go nie widzi.... niż ...................Boże to tak strasznie boli, a
        nie wyobrażam sobie co czują matki które straciły dzieci starsze ) mnie boli z
        dnia na dzień bardziej , mocniej coraz gorzej jest ze mną mimo że jestem na
        lekach i tak nie śpię . Jak odszedł Bartuś uleciało ze mnie życie . Aniele mój
        ty przy mnie zawsze bądź............. kiedyś napisałam tą piosenke na forum ,
        słuchałam jej jak chodziłam w ciąży z Bartusiem ........ teraz właśnie leci.
        Kiedy ubierałam Bartusia do trumienki słyszałam u pielęgniarek piosenke " sen
        się spełni " mój sen się spełnił ;-(((( Wybacz za to co napisałam ale tylko
        tyle mogę powiedzieć na zakończenie ciesz się że nie widziałaś dziecka , wierz
        mi to mniej boli, przynajmniej ja to tak odczuwam , bo teraz kiedy udało mi się
        donosić i urodzić kiedy było wszystko wporządku , a potem ten CHOLERNY WYROK
        ŚMIERCI TAK CZY INACZEJ ....... PYTANIE ile mamy czasu nikt mi tego nie
        powiedział , bałam się odbierać telefony ( bo może to szpital ) może to już
        koniec . Nigdy w życiu się tak nie modliłam jak przez całą ciąże , dopuki
        mogłam chodziłam do kościoła , chodziłam na rekolekcje do spowiedzi i nigdy w
        życiu moja spowiedź nie trwała tak długo....... rozmawiałam z księdzem o tym co
        mam zrobić .... nie bałam się o życie swoje choć było zagrożone , bałam się
        tylko o dziecko, czy donoszę badania wporządku donosiłam huraa udało
        się ....już nic złego się nie może stać !!! jakże się myliłam......... Mój
        Bartuś odszedł 13.01.05 o godzinie 10.30 (*)(*)(*)(*)(*)
        Do dziś się z tym nie pogodziłam i chyba nigdy się nie pogodzę !!!!
        Mówią czas goi rany........ ja już nie mam ran !!! ... ja zamiast serca mam
        pustą szarą dziure.
        Jeżeli kogoś uraziłam znowu swoim postem to przepraszam i prosze o skasowanie
        go !!! pierwszy raz udało mi się coś więcej napisać , choć to nie wszystko.
        Pozdrawiam i przepraszam Ula

        Jest miłość co była ciałem , a stała się duchem.......
        • ewelia5 :"( 30.01.05, 10:27
          :"""""""""""""""""""""""""""""" """"""""""""""""""""""""""""""" """"""""""""""""""
          """"""""""""""""""""""""""""""" """"""""""""'""(to są łzy)
          ((((((((((((((((((((((((((((((( ((((((((((((((((((((((((((((((( ((((((((((((((((((
          ((((((((((((((((((((((((((((((( (((((((((((((((((((((
        • ekaczmarczyk Re: Do Urszuli5 31.01.05, 16:34
          Witaj. Przeczytałam twój post i poprostu sama niewiem co mam napisać. Teraz
          już wpadam w paranoję, dużo rzeczy żałuję.
          Ja do kościoła już nie chodzę, nie wierzę już w Boga ale chciałabym wierzyć że
          moje dziecko jest gdzieś tam patrzy na mnie, bawi się z Twoimi Aniołkami....
          Ale jak w to uwierzyć jak już nie iwerzę w Boga!!!!!!!
          Teraz cały czas słucham kawałek Dżemu ><DO KOŁYSKI>< I CHYBA SAMA NA WŁASNE
          ZYCZENIE SIĘ ZADRECZAM!!! Ale to mi pomaga to zadręczanie . Chociaż sama już
          niewiem.........
          Czasami brakuje mi sił, jestem do niczego.
          Dostaję szału widzac kobiety w ciąży, tak im zazdroszczę!!!!!!!!!!!!

          <>...jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic...<>



          To dla naszych Aniółków (*) (*) (*)


          Dobrze że jesteś Ulu, dobrze że wszyscy jesteście... Dziękuję Wam!!!
    • martagoryczka Re: Czy dobrze zrobiłam??? 30.01.05, 10:41
      Ewo,

      Moja Wiktoria, nie odeszła zaraz po porodzie ale 10 miesięcy później. Mogłam ją
      dotykać w inkubatorze, głaskać, ale po raz pierwszy wzięłam ją na ręce po 3
      miesiącach.
      Za to uparłam się żeby ją ubrać, kiedy już odeszła. Było to po paru dniach,
      kiedy przeprowadzono już sekcję i mogliśmy Ją zabrać do domu...
      I ten widok prześladuje mnie do dzisiaj. I teraz myślę, że za dużo sił miałam w
      tamtej chwili, a może nie myślałam... Nie wiem, czy było to dobre, ale wiem, że
      wtedy musiałam to zrobić dla siebie. Czy była to słuszna decyzja? Napewno
      ciężka i wymagająca dużo odwagi. Nie raz żałuję tej decyzji, bo pamiętałabym Ją
      taką jaką była gdy się uśmiechała i wyciągała ufnie rączki.
      W wielu wypadkach czas nie ma nic do rzeczy, bo ból pozostanie na zawsze. Z
      czasem tylko złagodnieje, wyciszy się.
      I takiego wyciszenia i złagodzenia bólu Ci życzę.

      Pozdrawiam cieplutko
      Marta, mama Maksia i Aniołeczka Wiktorii
      • heath2 Re: Czy dobrze zrobiłam??? 31.01.05, 11:29
        Pewnie Cię nie pocieszę, ale ja żałuję, że Go nie widziałam.Tak bardzo chcę Go
        przytulić!Załuję, że nie czułam Jego ciałka, że nie widziałam buzi, że nie
        mogłam wylać mojego żalu przy Nim.Teraz mam tylko zdjęcie w trumience.Chociaż
        załuję, że się z Nim nie pożegnałam to myślę, że może ciężej by mi było wrócić
        do równowagi gdyby mnie wpuścili na salę, w której leżał.Nie oddałabym Go i
        może byłaby histeria i zastrzyki uspokajające.Nawet teraz czasem myślę, że
        przecież nie musieli Go wkładać do ziemi, mógłby być ze mną w domu, a po chwili
        uświadamiam sobie co za bzdury przychodzą mi do głowy.Wczoraj minęły 4 miesiące
        od śmierci mojego Maksa a ja nadal płaczę i tracę wiarę w sens próbowania
        dalej.Wczoraj też minął rok od Jego poczęcia.Przepraszam, że weszłam w Twój
        wątek z moimi myślami.Jestem z tobą w Twoim żalu
    • bunio1 Re: Czy dobrze zrobiłam??? 31.01.05, 11:43
      Widzisz Ewo jestem Tatą Bunia-ROBERTA.Byłem przy porodzie i byłem w jego
      ostatnich chwilach krótkiego życia.Przez dwie godziny jak ciałko malucha było
      na sali w szpitalu ja dalej tuliłem do siebie.Wiedziałem że będzie mi jego
      brakować i brakuje bardzo.Sami z żoną ubieraliśmy malucha.Z dnia na dzień jest
      coraz gorzej.Oddał bym wszystko aby jeszcze być z nim.Mówią że czas leczy rany
      ale nie w moim przypadku.Pozdrawiam-Adam.

      Tak długo czekałem a tak szybko odszedł.Pamiętajmy o naszych aniołkach.
    • agablues Re: Czy dobrze zrobiłam??? 31.01.05, 11:50
      Ewuniu, ja widziałam, dotykałam, ubierałam...
      U nas było inaczej, wiedzieliśmy, że Iga odejdzie i chcielismy, zeby odeszła w
      domu. I mimo, ze "byłam przygotowana" ( bo wiedziałam, pytałam, obmyślałam),
      jej smierć bardzo mnie zaskoczyła. To jest taki szok, że niewiele pamietam z
      tego dnia. Pamiętam jedno - ciężko było mi na nią patrzeć przez pierwsze dwie
      godziny. Jeszcze ciężej było mi jej dotykać - była taka inna... Miałam
      świadomość, że to już nie ona, a tylko jej ciałko. Dopiero po tych kilku
      godzinach oswoiłam się z nową sytuacją.
      Kobieta po porodzie jest w innym stanie świadomości. Nawet po zdrowym,
      szczęśliwym porodzie. Często słyszy się jakie dziwne rzeczy kobiety robią
      podczas i zaraz po porodzie. W jakim szoku musi być kobieta, której poród nie
      kończy się szczęśliwie... Jak podejmować w tak ekstremalnej sytuacji decyzje, o
      których będzie się pamiętało całe życie, każdego dnia? Ja miałam czas, a jednak
      moje zachowanie mnie samą zaskakiwało. Ty nie miałaś chyba zbyt wiele czasu. Ty
      nie miałaś możliwości "obgadania" tej sytuacji, rozważenia wszystkich za i
      przeciw. I to niczyja wina.
      Tak jak pisali już inni, my zawsze się do czegoś "przyczepimy". Zawsze będą
      wątpliwości, pytania bez odpowiedzi. Nikt tutaj Ci nie odpowie tak albo nie i
      Ty sama też nigdy nie będziesz wiedziała na pewno. Ja miałam mnóstwo
      wątpliwości, z czasem starałam się "ujarzmiać" swoją wyobraźnię, zapanować nad
      nią i powtarzać sobie, że zrobiłam wtedy wszystko najlepiej jak mogłam. Wtedy,
      na tamtą chwilę. Może teraz zrobiłabym inaczej, ale wtedy zrobiłam najlepiej
      jak mogłam. I wierzę, że Ty też.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Aga
    • vinga_o Re: Czy dobrze zrobiłam??? 31.01.05, 17:27
      Ewo, całkowicie zgadzam się z Agą - zawsze coś znajdziemy, aby się przyczepić:
      ktoś widział dziecko - żałuje, ktoś nie widział - zastanawia się, czy lepiej by
      było nie widzieć ... A wszystko to przychodzi po czasie. U mnie było zupełnie
      inaczej.
      Nie miałam możliwości zobaczenia Julki zaraz po porodzie, ponieważ miałam cc pod
      narkozą. Miałam Ją zobaczyć dopiero rano, ale nie udało się ... Moja córcia
      zmarła po 10 godzinach, nie widziałam Jej :( Mąż zajął się pochówkiem. Ja
      leżałam pięć dni w szpitalu, więc pogrzeb odbył się po ośmiu dniach od porodu i
      śmierci Juleńki. Moja pierwsza myśl - nie chcę Jej zobaczyć, bo chyba tego nie
      przeżyję, serce mi pęknie, po dwóch dniach jednak postanowiłam, że chcę Ją
      zobaczyć, a po czterech, że chcę wziąć Ją na ręce ... I nie żałuję ani jednej
      chwili, a ponieważ było aż osiem dni za "myślenie", więc miałam sporo czasu, aby
      powziąć takie decyzje, by później było mi łatwiej żyć, przejść żałobę.
      Podejmowanie takich decyzji jest ciężkie, bo sytuacja jest nienormalna i ciężka
      :( Ale chyba naprawdę najlepiej myśleć, że na daną chwilę zrobiliśmy wszystko
      co najlepsze dla naszego dziecka i dla nas ...
      A takie pytania są naturalne. Do mnie po dwóch m-cach wróciło pytanie "dlaczego"
      i zastanawiam się, czy zrobiłam wszystko, aby zapobiec chorobie :( Wiem, że to
      część żałoby.
      Ewuniu, załączam link do pewnego artykułu, może Ci pomoże:

      Pięć faz opłakiwania straty

      Pozdrawiam serdecznie
      Kinga
      • ekaczmarczyk Re: Czy dobrze zrobiłam??? 02.02.05, 10:17
        Czasami sobie jednak myślę że może i dobrze że nie widziałam synka. Podobno był
        mocno zdeformowany(nosiłam go 2 tygodnie martwego), może lepiej jak go
        zapamiętam z usg, jak dostał czkawki:)...
        ...pamiętam też jak wariował przy muzyce MANDARYNY...szok...


        (*) (*) (*)
    • igga-81 Re: Czy dobrze zrobiłam??? 03.02.05, 11:20
      moje dziecko było ze mną 3 lata, dwa miesiące i siedem dni... nie potrafiłam
      się zmusić by ją umyć , ubrać...bo nie wierzyłam w jej śnierć! i dzis tego
      bardzo żałuje. Gdybym wtedy miała tę świadomość, że to ten ostatni raz... że
      już nigdy jej nie zobacze... zrobiłabym inaczej.
      A teraz wciąż na nią czekam, na to pożegnanie.
      • anuszka_bishi_buluu Re: Czy dobrze zrobiłam??? 03.02.05, 15:03
        Mój synek miał prawie 5 miesięcy. Przez cały czas nawet w szpitalu nawet w sali
        pooperacyjnej byłam z nim, dotykałam, całowałam, karmiłam piersia,
        pielęgnowałam rany pooperacyjne i wyłonione jelitka, śpiewalam piosenki,
        woziłam w wózeczku, kapałam, dawałam niedobre leki i pyszne mleczko. On się do
        mnie usmiechał, gaworzył, robił minki, marszczył nosek, płakał, wymiotował na
        mnie. Tak bardzo mi tego brak!!!!
        Po sekcji zwłok nie chciałam na niego patrzeć, kazałam wejść mamie do kostnicy,
        ale ona mnie zawołała że już załozyła czapeczkę(miał otwieraną czaszkę!) i
        Marcinek wygląa ślicznie jakby spał. Mama niemalże KAZAŁA mi wejść i się
        pożegnać z synkiem. Widziałam synka po śmierci, widziałam go w trumnie to ja
        dałam znak żeby zamknąć trumienkę jak już go pożegnałam.
        Wyglądał ślicznie wcale nie jak śpiące dziecko tylko własnie jak laleczka
        aniołeczek. Żadnego grymasu tylko buzia gładka i spokojna. Paptrzyłam na niego
        chyba z pół godziny żeby zobaczyć COŚ. Nie wiem co..śmierć? cierpienie? Teraz
        myślę że śmierć chyba nie boli Marcinek miał taką spokojną buzię, że więcej się
        wymęczył podczas krótkiego życia niż leżąc w trumience.
        Gdybym go nie zobaczyła w trumnie pewnie nic by się nie zmieniło tylko nie
        widziałabym tego spokoju, bałabym się że ma umęczoną skrzywioną buźkę.
        Kochana zobaczenie dziecka dałoby Ci 200% pewność, że nie cierpi że śpi juz
        spokojnie to że go nie zobaczyłaś nic jednak nie zmieniło.
        Twoja odmowa była odruchem, strachem przed zobaczeniem czegoś strasznego.
        Każdy z nas zamyka oczy jak widzi coś strasznego to taki zwykły ludzki lęk...
        Dorota mama Aniołka Marcinka
        • igga-81 Re: Czy dobrze zrobiłam??? 03.02.05, 15:10
          > Kochana zobaczenie dziecka dałoby Ci 200% pewność, że nie cierpi że śpi juz
          > spokojnie to że go nie zobaczyłaś nic jednak nie zmieniło.

          własnie tej pewności mi brakuje...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka