marwitka
10.06.05, 13:18
W środę wieczorem obejrzałam w telewizji program " Skazane na śmierć" i
uderzyło mnie, że są inni osieroceni rodzice jak ja, że nie jestem sama, że
ktoś jeszcze potrafi zrozumieć co czuję.Zaczełam Was szukać i nie wahałam się
żeby napisać i wylać swój żal przed Wami. Za dwa dni minie 2 mies. od urodzin
iodejścia moich dziewczynek.Jestem przykładem błędu w sztuce lekarskiej, a
może ofiarą ich rutyny.Byłam prowadzona przez dwóch lekarzy,każdy z nich
mówił co innego na temat mojej ciąży.Jeden z nich stwierdził zupełnie
prawidłowo rozwijającą się ciążę bliźniaczą, a drugi jedno dziecko z cystą.
Szczęście w nieszczęściu, że w 28 tyg. trafiłam do kliniki patologii ciąży i
tam powiedziano mi, że moje dzieci nie mają szans na to, żeby żyć.Dano mi
wybór albo rozwiązać ciąże i czekać co się stanie, albo na własną
odpowidzialność nie robić nic i prawdopodobnie umrzeć z moimi dziećmi.
Skrajne wielowodzie groziło pęknięciem macicy.Decyzja, którą wtedy podjęłam,
będzie ciągneła się za mną do końca życia, a ja tak bardzo chciałam żyć. Mam
półtoraroczną córeczkę Hanię. Dziewczynki urodziły się przez cesarskie cięcie
12 kwietnia 2005.Kiedy się obudziłam one już odeszły.Mąż mowił,że przez
godzinę walczyły o każdy oddech. Zrobiliśmy to co mogliśmy jeszcze dla nich
zrobić, ochrzciliśmy je i pochowaliśmy. Nina i Zuzia były tak malutkie, a tak
wielką pustkę po sobie zostawiły,czytam imienniki widzę że były by
wspaniałymi kobietami.Pogodziłam się z tym co się stało,ale smutek
pozostał,płaczę kiedy o tym myślę kiedy o tym piszę. gdyby nie Hania to nie
wiem... Proszę o zapalenie światełka dla moich dziewczynek.