Śmierć rodziców

20.10.06, 19:10
Często tu zaglądam. Ale nie dlatego,ze straciłam dziecko.
Ale też odczuwam ból, przeogromny, nawet nie wiem czy ktoś z mojego otoczenia
potrafi sobie wyobrazic jaka jestem rozdarta.
STRACIŁAM RODZICÓW
Z dnia na dzień, jedno po drugim.
Byliśmy szczęśliwą kochającą się rodzinką 2+2. Mam brata.
Mama od zawsze chorowała na serce,wada wrodzona, dziura w sercu, wymiana
zastawek, rozrusznik serca. Ale nigdy się nie poddawała.Nigdy nie narzekała.
Tato zdrowy jak koń.
Aż pewnego zimowego dnia 2002 roku okazało sie ze ma mięsaka. (nowotwór
złośliwy). Były chemie, naświetlania. Stan taty był coraz gorszy. Mama się
załamała.
Nie znałam drugiej takiej miłości jaką się obdarowywali. Byli wspaniałymi
ludzmi.
Mamy serce nie wytrzymało zmarła 27.07.2002r o godzinie 10. Brat był przy
mamie a ja w tym czasie w szpitalu u taty. Kiedy tata się dowiedział, zmarł
28.07.2002r o 2 godzinie w nocy.
Świat się dla mnie zawalił. Mama miała 46 lat, tata 48.
Rodzice wierzyli w Boga.
Czasami się zastanawiam jakiego Boga?
Nienawidze Go. Zabrał mi wszystko co miałam. nie wierze juz w nic.
Jestem człowiekiem a w środku mam ból,pustkę i ból...
    • maretta111 Re: Śmierć rodziców 20.10.06, 19:21
      Ja straciłam tatę, mam cudowną mamę, ale wiem co to ból jak odchodzi ktoś
      bliski. To nieprawda, ze czas goi rany, ale uczymy sie żyć z tą tragedią.
      Pocieszaj się, że kiedyś spotkasz się z bliskimi, ja mam tam swojego aniołka i
      mi pomaga myśl, że kiedyś z nimi sie zobaczę.
    • magapi Re: Śmierć rodziców 20.10.06, 19:54
      Nie znam słów pocieszenia...nie ma sposobu na wyjaśnienie i ludzkie
      wytłumaczenie tego co się stało.Tylko Bóg zna odpowiedź i tylko jego tłumaczenie
      mogłoby coś wyjaśnić.Za życia ziemskiego nie jest to możliwe...
      Twój niewyobrażalnie głęboki ból i żal jest tak ostry,bo...to jest tylko moje
      przypuszczenie...być może nie wybaczyłaś Bogu tego co się stało.Na własnym
      przykładzie wiem,że to konieczne w drodze do odnalezienia spokoju...względnego
      spokoju...Myślę,że gdybyś choć spróbowała,Twoi Rodzice,tam w niebie,pomogliby
      Tobie przezwycięzyć troski i zapory w Twoim życiu.Oni z pewnością nie
      chcieliby,byś czuła żal,wściekłość...kochana...nic się nie wróci...Oni są
      szczęśliwi...wiem,wiem,Ty jesteś nieszczęśliwa ...tak jak setki kobiet na tym
      forum...ale żyjemy,bo chcemy pielęgnować pamięć,nie poddajemy się,choć często
      upadamy...podnosimy się,niektóre z nas rodzą nowe dzieci i budują nowe
      szczęscie...wierzę,że dla Ciebie przyjdzie taki dzień,że cierpienie nie
      przytłoczy Cię do końca,że zaczniesz dostrzegać malutkie drogowskazy do
      szczęścia...ono na Ciebie czeka...szczęście po przejściach,szczęście po
      doświadczeniach...jestem pewna,że spełni się...dla Twoich Rodziców * * * dla
      Ciebie i brata pozdrowienia...Trzymaj się..
      • pustezycie magapi 20.10.06, 20:07
        Skąd u Ciebie tyle wiary,nadzieji na lepsze życie.
        Rodzice odeszli 4 lata temu a jest coraz gorzej. Na początku, było tyle spraw
        do załatwiania,ze nawet nie miałam chwili się zastanowić co się stało.
        Wszyscy mówili, ze silna ze mnie kobieta, brata pilnowałam,zeby nic sobie nie
        zrobił.(brat był strasznie załamany).Czułam się potrzebna.
        A teraz sama sie wypaliłam. Tak jakby to co się stało było wczoraj,tak bardzo
        mi ICH brak.
        Chyba jestem słaba
        • magapi Re: magapi 20.10.06, 20:25
          Nie jesteś słaba...zagubiłaś gdzieś tylko samą siebie...przejęłaś role
          Rodziców,stałaś się odpowiedzialna za cały dom...a nikt nie zaopiekował się
          Tobą...Nie wiem ile masz lat...ale przez te 4 lata stałaś sie bardzo dorosłą
          kobietą...zapomniałaś tylko o tym,że przed Tobą całe życie,zapomniałaś o
          szukaniu szczęscia dla Siebie.Rozejzyj się wokół...na pewno nie jesteś
          sama...wybacz,wybacz to co złe...spróbuj...a Anioły Rodziców Cię poprowadzą...

          Ja,gdybym nie wybaczyła sobie,lekarzowi,mężowi,córce Weronice i nawet mojej
          Nadusi,że odeszła...byłabym niczym ziarenko piasku miotane huraganem,obijajace
          się o rzeczywistość...to wybaczenie i kolejno dźwigane kamienie,które przyjmuję
          nie zawsze z pokorą...to wszystko pozwala mi wstać rano i
          powiedzieć...Boże,miałam mieć cudowne życie,nowe,wesołe,piękne...mam
          ból,cierpienie,tęsknotę...ale dziękuję Ci,że jestem,przepraszam,że
          wątpię...jestem taka nijaka,niedokończona,niespełniona...Panie,poprowadź
          mnie...i wiesz co...On mnie prowadzi...czuję to każdego dnia...a nigdy nie byłam
          specjalnie wierząca...Pozdrawiam...dbaj o Siebie,pomyśl o Sobie...to nie
          egoizm.To nie grzech...zacząć nowe życie...przeciez nikt nie każe Ci zapomnieć...
          • twoj_aniol_stroz Re: magapi 25.10.06, 17:29
            Tak bardzo chciałabym umieć wierzyć tak bardzo głęboko jak Ty, tak bardzo umieć
            zaufać Bogu. Dziękuję Ci za te słowa, bo choć nie były skierowane do mnie, to
            jednak bardzo odnoszą się do mojej wiary, do mojego pojmowania świata. Jeszcze
            raz Ci dziękuję.
    • iorek Re: Śmierć rodziców 20.10.06, 20:19
      nie umiem znaleźć żadnych słów...
      ale Wiara jest chyba naszą ostanią Nadzieją.
    • alrada Re: Śmierć rodziców 20.10.06, 20:29
      W pewien sposób wiem co czujesz i wiem, że to jest ból pop stracie rodziców.
      Ale jednocześnie zazdroszczę Ci, że miałaś ich przy sobie aż tyle lat. Mnie to
      nie było dane. Mama zmarła na raka gdy bylismy dziećmi - miała zaledwie 34
      lata. O tragediach po drodze nawet nie chcę wspominać. Sama teraz wiem, że mam
      chore dziecko. Ból jest we mnie mimo upływu lat. Rana tylko z czasem zaschnęła
      powierzchownie. Ilez razy łapałam sie na tym, że w najtrudniejszych momentach
      mojego życia nie mam już tych, którzy mogliby mnie wesprzeć. I były chwile
      załamania, zwątpienia. Ale z niewiadomych przyczyn wierzę. Gdy jest mi źle
      jakis głos wewnątrz mnie mówi mi, iż zawsze mogło być gorzej, że powinnam się
      cieszyć tym co miałam, mam. Że wogóle w mojej pamięci mam przebłyski obecności
      mojej mamy. Jeśli masz ochotę napisz na adres gazetowy. Jeśli masz nr gg
      możemy porozmawiać. Pamiętaj, że oni nie chcieliby widzieć Cię w takim stanie
      psychicznym. Pozdr.
      • pustezycie Re: Śmierć rodziców 20.10.06, 21:04
        Dziękuję bardzo za odpowiedzi,chyba brakuje mi rozmowy na ich temat.
        Lubię o Nich wspominać.
        Moi bliscy myślą,ze kiedy bedą wspominać moich rodziców to bedzie bolało,ale to
        nieprawda. Odczuwam ulgę. I tak jest w tej chwili, trochę popłakałam i jest mi
        lepiej.
        Wiem,ze przezywacie gorsze tragedie. Że taka jest kolej rzeczy chować rodziców
        a nie własne dzieci.
        Naprawdę bardzo dziękuję, i przepraszam ze zawracam Wam głowę sprawą sprzed 4
        lat. Ale to we mnie tak siedzi, ze musiałam sie wyzalić.
        Co do wieku to nie jestem taka młoda. Mama urodziła mnie jak miała niecałe 20
        lat a brata jak 22 lata. Mam prawie 30 na karku. Mam od 2 lat męża. Ale jest mi
        ciężko z nim o tym rozmawiać. Mąż mysli,ze to juz dawno za mną. Że wystarczą
        tylko odwiedziny na cmentarzu. Ale nie wystarczają...
        Dziewczyny jezeli pozwolicie to zapale świateło dla NICH. I jeszcze raz dziękuję
        [*][*]
        • danusia1958 Re: Śmierć rodziców 20.10.06, 22:15
          ...Nie masz za co przepraszac...Lubisz wspominac swoich rodzicow...do bardzo
          dobrze...wspomnienia...sa najpiekniejszym obrazem z przeszlosci...widac po
          Twoich wypowiedziach wielka milosc i przywiazanie...nieostudzony jeszcze bol i
          tesknote...napewno cos sie skonczylo wraz z ich odejsciem...i mimo ze niby
          jestesmy pelnoletni , to zabraklo nagle nam dziecinstwa....Ja stracilam swoich
          rodzicow majac 29 ojca...i 32 mame...i nie mysl , ze myslalam inaczej niz
          Ty...tak samo obwinialam Boga....ale gdy mama zachorowala zaszlam w
          ciaze....zmarla gdy Maly mial 4 miesiace...i wiesz co?tu juz mniej wojowalam z
          Bogiem...przebolalam te zamiane ...Cos mi mowilo , ze jednak Bog dal mi oslode
          po stracie...Ja tez lubie Ich wspominac...czesto ogladam zdjecia...a i z mezem
          czesto wspominamy ojca, ktory od zawsze nadawal szyk wszystkim tradycjom w
          domu...i ktore te tradycje goszcza dalej w naszym domu...Ja jestem w tym wieku
          co Twoj ojciec...starsza corka ma 27 lat...stracila coreczke...Czas mija
          bezpowrotnie.... tylko wspomnienia zostaja...nie dajmy ich zagubic...To jest
          obraz naszego zycia...a to nic , ze namalowany tylko w naszej
          pamieci...pozdrawiam Cie milo...Dla Twoich rodzicow (***)(***) babcia Aniolka
          Natalki www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec410.htm
          • mrs.schmidt Re: Śmierć rodziców 21.10.06, 08:26
            ja tez zapalam swiatelka dla Twoich rodzicow (*)(*)(*)
            Wychowali Cie na dobra, wrazliwa i kochajaca kobiete. Rozumiem Twoj bol, i
            nawet nie sie nie dziwie, ze czasem tracisz wiare.... Jestesmy tylko ludzmi i
            zwatpienia sa czescia zycia. Tracimy wiare, potem z niewiadomych przyczyn znowu
            wierzymy i taki splot wzlotow i upadkow skalada sie na nasze zycie. Moi rodzce
            sa jeszcze na tym swiecie, ale wiem jak boli, gdy odchodzi ktos bliski. Jestem
            mama 4 Aniolkow.
            Pozdrawiam Cie cieplo.
            Monika
        • basia812 Re: Śmierć rodziców 21.10.06, 18:40
          (*)(*)(*) dla Twoich Rodziców.
        • monala1 Re: Śmierć rodziców 21.10.06, 23:06
          Ja też straciłam tatę pięc lat temu. Osiem lat temu wyciął operacyjnie dużego
          pieprzyka na czole. Po naruszeniu tego okazało się, że ma raka. Póżniej przeżuty
          na płuca, żołądek i wątrobę. Mama ukrywała to przed nim, żeby się nie martwił.
          Cały czas wierzył, że będzie żył. Miał piękne marzenia. Chciał wybudować domek z
          dala od zgiełku w zaciszu. Mieli tam mieszkać na starość. Cały czas o tym mówił
          i robił projekty. Mama znalazła uzdrowiciela. Magiczna buteleczka płynu miała go
          uzrdowić. Kilka takich buteleczek miało zagwarantować mu zdowie. Tylko, że koszt
          ich przekraczał 40 tys złotych. Co dalej? Kupić? Czy nie? Jesli to rzeczywiście
          jest "cud" buteleczka? Zaczeliśmy rozmyślać skąd wziąść taką sumę pieniędzy.
          Czar prysł, kiedy znajoma powiedziała, że to jej mąż też pił ale zmarł dwa lata
          temu. Własnie ten uzdrowiciel, w momencie, kiedy tata z mamą byli u niego,
          powiedział, że szanse sa małe " przeciez pan ma takie przeżuty".
          Koniec...Skończyły sie marzenia... czekanie na śmierć.. Woda zaczeła zalewac
          tacie płuca. Kilka razy w szpitalu, chemia..nic nie dało. Zamrł, kiedy byłam w
          pracy o godz 17,00. W tym momencie przeleciała koło mnie biała kulka.
          Pomyślałam, że chyba już jestem zmęczona. Póżniej zadzwonił do mnie chłopak (
          teraz mąz). Rozmawialiśmy chwilę ale nic nie powiedział co się stało. Tatę
          zabrało pogotowie. Mama mówiła, że wydawało się , że jadą godzinę choć byli w 10
          minut. Tata był przytomny. Próbowali podać mu leki w zastrzyku ale żyły już
          zostały zwężone. Lekarz powiedział " pani mąż umiera, czy chce pani jechać w
          ambulansie z nim?" Mama powiedział, że oczywiście, że tak. Zmarł na sali w
          szpitalu. Była przy nim moja mama i mój brat. Odszedł spokojnie. Dzień w którym
          był pogrzeb był najgorszym dniem w mojm życiu. Pamiętam mamę przy otwartej
          trumnie. Odwracała się do rodziny i choć nic nie mówiła to widać było po twarzy,
          że pytała się " DLACZEGO??" Podeszłam wtedy do taty i zaczełam go przytulać.
          Zaraz podszedł mój brat i zrobił to samo. Chyba w tym momencie zrozumieliśmy, że
          mamy jeszcze siebie. Po pogrzebie obiecałam sobie z bratem, że nigdy w domu nie
          zostawimy mamy samej. Tak było. Mama bardzo się zmieniła. Brała silne środki
          uspakajajace i srodki na senne. Krzyczała z byle powodu. Tata prowadził sklep
          więc na nią wszystko przeszło. Nie mogła sobie poradzić. Ja nie wiedziałam jak
          mam pomóc. To był ciężki okres i wielka próba dla naszej rodzimy. Dopiero teraz
          mama zaczeła żyć. Jest pogodna i wesoła. Je też zrozumiałam, że tak musiało być.
          Jest mu napewno dobrze bo gdzie by mu było lepiej jak u Boga? Czasami mi się
          śni. Też nikomu nigdy o tym nie mówiłam. Tez mi tego brakuje. Nikt nie chece
          poruszać tragedii ale przecież są i te dobre wspomnienia jak miłość dwóch ludzi,
          jak sie poznali, jak wychowali nas...

          Zapalam swiatełko dla Twojch rodziców ( ** ) i dla mojego taty ( * ). Może teraz
          siedzą i rozmawiaja ze sobą, że wychowali wspaniałe dzieci. Ja czekam na chwilę,
          kiedy to będę mogła swojm dzieciom opwiedzieć o ich wspaniałym DZIADKU:))
          Bo kto to zrobi jak nie my? Musimy to zrobić:)) Wiara i Siła Boga czyni cuda:))
        • izka601 Re: Śmierć rodziców 28.10.06, 16:00
          4 miesiace temu stracilam chlopaka... Wiec wiem co znaczy stracic bliska osobe.
          Mam wielki zal, ale sama nie wiem do kogo? Po jego smierci przestalam wierzyc
          ze Bog istnieje! Bo gdyby istnial nie zabieralby stad tak bliskich nam osob,
          nie pozwolilby nam cierpiec... Bardzo brakuje mi mojego Aniolka...
        • agunia0716 Re: Śmierć rodziców 09.11.06, 18:45
          ja tez stracilam rodzica tate,mialam wtedy tylko 16 lat,i tez wiele razy
          zadawalam sobie pytanie dlaczego bog mi go zabral dlaczego jest niesprawiedliwy
          dlaczego moj tato a nie ktos inny,ale z biegiem lat a mija juz prawie 10
          czlowiek uswiadamia sobie jak kruche jest to zycie,jak brak tej osoby,co by
          bylo gdyby zyla,teraz kiedy sama jestem mama malenkiej miesiecznej dziewczynki
          mysle sobie ze moj tato napewno cieszy sie jest z nas dumny,i opiekuje sie nami,
          stracilam tez ukochana babcie,babcia byla dla mnie jak druga mama,tyle dobrego
          jej zawdzieczam ona nauczyla mnie wiele rzeczy,nauczyla mnie kochac
          bliznich,miala w sobie tyle dobroci,mimo jej ciezkiej nieuleczalnej choroby
          potrafila zawsze byc usmiechnieta,tak bardzo mi jej brakuje,moja corcia na na
          drugie imie imie po prababci a mojej ukochanej babci,babcia napewno sie cieszy
          prawnuczka tam w niebie
    • agatha_mama Re: Śmierć rodziców 22.10.06, 21:25
      1,5 miesiąca temu straciłam najukochańszą Babcię na świecie, straciłąm ją
      nagle, nie byłam na to przygotowana, wieczorem rozmawiałyśmy przez telefon,
      umawiałysmy się za kilka dni na spotkanie ( Babcia mieszkała w Niemczech ), a w
      nocy telefon...Babcia zmarła dziadziusiowi na rekach, nagle w nocy, serce
      stanęło !!!!! To był dla mnie szok, żyłam dzięki niej, moi rodzice się
      rozwiedli jak byłam mała, Babcia nigdy nie zapomniała o mnie, przez te
      wszystkie lata chciała wynagrodzić mi to, ze nie żyję w pełnej
      rodzinie...kupiła mieszkanie, samochód, wyprawiła wesele, co miesiąc przysyłała
      mi pieniążki na przyjemności dla moich dzieci....kochała nas całym sercem, co
      tydzień w niedzielę budziła nas telefonem, była przyjaciółką, najlepsza
      przyjaciółką !!!! Jej śmierć jest dla mnie czymś koszmarnym, co niedzielę
      czekam aż zadzwoni.....chce z nią porozmawiać, tyle się wydarzyło, chcę zapytać
      o radę, była taka mądrą kobietą.....3 dni temu nagle dowiedziałam się, ze mój
      dziadziuś umiera na raka wątroby, tata mojej Mamusi, kolejny szok, nie ma dla
      niego już ratunku, On tez był moim przyjacielem na dobre i na złe....nie chcę
      aby umarł, chcę aby żył !!!!!!
    • renata.bw Re: Śmierć rodziców 24.10.06, 12:57
      Chciałam Ci napisać, że rozumiem co czujesz. Moi rodzice odeszli w wieku 40
      lat. Tatę straciłam, kiedy miałam lat 14. Potem Mama wyszła drugi raz za mąż,
      znów przez chwilę mieliśmy pełną rodzinę(mam jeszcze brata 6 lat młodszego).
      Ojczym okazał się wspaniałym człowiekiem, był naszym drugim tatą (mieliśmy ich
      dwóch - jednego w niebie, drugiego w domu). Ale Mama zachorowała. Zmarła po
      dwuletniej walce z rakiem (miałam 21 lat). Nie wierzyłam, że Bóg zabierze nam
      ją - przecież zabrał tak wcześnie Tatę, a jednak... Zostaliśmy z Ojczymem,
      który starał się jak mógł dbać o dom, o nas. Po 5 latach wyszłam za mąż,
      wyprowadziłam się. Mój brat spotkał dziewczynę (obecną żonę). Wtedy zachorował
      nasz drugi Tata. Diagnoza okrutna - zaawansowane stadium raka. 3 miesiące
      spędziliśmy przy nim w szpitalu z niegasnącą nadzieją, choć lekarze nie dawali
      szans. To były ostatnie wspólne 3 miesiące...

      Ból i żal jego odejściu były nie mniejsze, niż kiedy traciliśmy rodziców.
      Miałam wrażenie, że wszystkich nam najbliższych zabiera Bóg. Ale wtedy
      uświadomiłam sobie, że On ma to wszystko przemyślane, że nigdy nie zostawia nas
      samych. Kiedy zabrał Tatę - postawił na drodze Mamy drugiego człowieka, który
      pomógł jej nas wychować i stworzyć ciepło rodzinne. I to jego nam zostawił,
      kiedy zabierał nam Mamę. Ojczyma zabrał nam, gdy już znaleźliśmy towarzyszy
      swojego życia. Kiedy mieliśmy już się na kim oprzeć.
      Cały czas też czuwali nad nami Babcia i Dziadek, jak dobrzy aniołowie, którzy
      są z nami od dnia naszych narodzin.
      To wcale nie zmniejsza bólu po śmierci rodziców, nie powoduje, że mniej nam ich
      brak. Ale pozwala na refleksję, że Bóg wie, jaki jest najlepszy czas odejścia
      każdego z nas. Choć nie potrafię zrozumieć dlaczego dla niektórych jest on tak
      krótki?...

      Na tym forum pojawiłam się, ponieważ przeżyłam kolejne tragedie - 3 ciąże i 4
      Aniołki...
      Przeszłam przez gniew, bunt, złość na Boga. Moje pytania - dlaczego wciąż tak
      bardzo mnie doświadcza? - pozostały bez odpowiedzi.
      Jednak wierzę, że On wie, co robi i moje Aniołki są u Niego szczęśliwe.
      A mi tu na ziemi dał kochającego męża, z którym jesteśmy dla siebie oparciem w
      trudnych chwilach i razem dźwigamy się po kolejnych tragediach.

      Myślę, że po takich doświadczeniach jesteśmy bogatsi w miłość i w świadomość
      jak wielkim darem jest dla nas druga osoba - mąż, brat.
      Niektórzy ludzie tego nie doceniają, a potem żałują, że nie dostrzegali, nie
      zdążyli...
      My potrafimy docenić każdy wspólny dzień i kochać jeszcze bardziej, niż to
      możliwe...
    • moniam18 Re: Śmierć rodziców 24.10.06, 13:45
      Moi rodzice na szczesie żyja,ale całkiem niedawno tata miał usunięte płuco,bo
      był guz,to był dla mnie koszmar.Mam cięzko chore dziecko,które bardzo cierpi.
      Wyobrazam sobie Twój ból.Trzymaj sie,rodzice czuwaja nad Toba i Bratem.

      Pozdrawiam mama chorego Kubusia
    • iskierka1975 Re: Śmierć rodziców 27.10.06, 14:36
      mój tata chorował na raka od kilku lat, było coraz gorzej. 18 kwietnia 2005 roku
      kiedy go goliłam to niechcący go zraniłam, zażartował wtedy że bedzie miał
      pamiątkę na tamtym świecie, a ja z mamą i moim mężem zaczeliśmy się śmiać.
      następnego dnia rano pomagałam mu wstać aby mama mogła poprawić mu pościel,
      chwycił mnie mocnej za rękę i powiedział żebym wróciła szybciej po pracy bo się
      boi że mnie już nie zobaczy a ja zażartowałam i powiedziałam żeby nie odchodził
      bezemnie.poszłam do pracy, nic nie przeczuwałam. o 15.30 przyszedł po mnie mąż.
      nigdy nie zapomnę jak wtedy na mnie spojrzał. pędziliśmy do domu.tatuś czekał na
      nas wszystkich, tylko mój brat nie zdążył dojechać, tata zmarł kilka minut
      wcześniej. byliśmy prawie wszyscy i wiecie co widziałam w jego oczach ulgę.a ja
      nadal płaczę kiedy o nim pomyślę. i bardzo go kocham.
    • weronika2802 Re: Śmierć rodziców 27.10.06, 15:36
      ja tez stracilam mame prawie pol roku temu. Nie potrafie jeszcze spokojnie o
      tym myslec i tak strasznie brakuje mi takiego miejsca, jak to tutaj, zeby
      porozmawiac, zeby powiedziec... Czasem czuje mamy bliskosc, czasem jakbym
      slyszala jej gloa w sobie w srodku. Czuje sie taka zagubiona, jakbym krecila
      sie w kolko. Stracilam poczucie stabilnosci w zyciu. A jestem zupelnie dorosla
      osoba. Nie wiem, jak dlugo ten stan jeszcze potrwa. A najgorzej jest, gdy
      pomysle, ze taki sam bol zgotuje moim corkom swoja smiercia.
      Pozdrawiam was wszystkich.
      weronika
    • elzbieta1111 Re: Śmierć rodziców 27.10.06, 23:22
      To straszne i aż nierealne ! Ja też czasami myśle że Go nie ma. Jak sobie
      radzicie w codziennym życiu ?
      Po kilku tragicznych listach siedzę jak otępiała, z twarza czerwoną od płaczu.
      Zupełnie ręce opadają. Ja juz nie wiem co pisać. Jednak pomodlę się za was
      pomimo wszystko.
      Pa
      • renata.bw Re: Śmierć rodziców 02.11.06, 13:18
        Elżbieto, czasami też zastanawiam się, jak mogłam to wszystko wytrzymać.
        Przecież nie jestem ze stali. Przecież już tyle razy moje serce rozdzierało się
        i życie przestawało mieć sens. Z każdym odejściem kochanej istoty traciłam
        część siebie. A jednak pcham swój wózek nadal i wciąż uparcie wierzę, trzymam
        się nadziei. Czasami dziwię się słysząc słowa: "pani jest taka pogodna,
        optymistycznie nastawiona do życia!" Czy to na prawdę ja?...

        Kiedyś słyszałam, że Bóg daje człowiekowi tyle doświadczeń, ile ten jest w
        stanie udźwignąć. Może coś w tym jest?
        Nie wiem...
    • ewunia19-89 Re: Śmierć rodziców 01.11.06, 15:50
      Moja mamusia też miała 46 lat jak odeszłą ,a to już mineło 1,5 roku:-(((
      (*)(*)(*)
    • verla Re: Śmierć rodziców 14.11.06, 21:01
      moi rodzice rozeszli się jak miałam 8 miesięcy. Zostałam z tatą a mamę
      widziałam raz jeszcze jak miałam 3 lata ( nie pamiętam tego). Nigdy potem jej
      nie spotkałam a minęło 28 lat. mój tata zginął w wypadku gdy ja miałam 7 lat a
      on zaledwie 32. Moja mama urodziła jeszcze chłopca, młodszego ode mnie o 3 lata
      który zginął parę lat temu. Nawet go nie znałam..
      teraz mam córkę i się boję żeby ona nie zamknęła tego błędnego koła. mam
      nadzieję że śmierć tylu osób ma jakiś sens w moim życiu..
      • mamawiktorki Re: Śmierć rodziców 14.11.06, 23:42
        Mój tata zmarł 2 listopada 2003 roku.Mial wypadek samochodowy.Najechal na niego
        pijany mlody chlopak.Do dzis nie poniósl za to zadnej kary.Zabił dwie osoby.Moje
        zycie od tego dnia to koszmar.W dwa miesiące od smierci taty dowiedziałam sie ze
        mama ma raka na piersi.Walczyłam o jej zrowie i zycie rękami i nogami i na
        szczęscie na razie wszystko jest ok.Jestem jedynaczką i nie mam komu sie
        wypłakać w mankiet.Mamie nie moge opowiadac o swoich kłopotach .Pewnie by tego
        nie wytrzymała.Kiedy zamyka oczy widze jego kochana buzie.Tak bardzo za nim
        tęsknie.Niestety mój mąz tego nie rozumie.Dzieki Bogu mam dziecko.Mam kochana
        córke i tylko dla niej żyje.Mój tata jej nie zobaczył zaszłam w ciąze prawie
        zaraz po wypadku.
Pełna wersja