Dodaj do ulubionych

dołek psychiczny :(

16.09.07, 23:21
Witam Wszystkich bardzo serdeczecznie:)
Dziś znalazłam te forum, z czego bardzo sie cieszę. Postanowiłam
napisac, gdyż BARDZO potrzebuję Waszego wsparcia.. Otóz, od ok. 3
mscy mam tzw. dół psychiczny, nie potrafię zmobilizować się do
pisania doktoratu, mimo iż jestem już na 4 roku WSD na UAMie,
lingwistyka na Katedrze Filologii Romańskiej. Za mną akceptacja
projektu badawczego, planu pracy, obowiązkowego referatu naukowego,
pobyt semestralny w Belgii w ramach stypendium Socrates,Erasmus, i
przeprowadzone badania główne..W te wakacje, które dobiegają
nieubłaganie końca, planowałam napisać roboczo chociaż 2 rozdziały z
części teoretycznej, a zamiast tego...Nie napisałam NIC, dosłownie
NIC :( Jestem załamana, ale jakoś nie mogę się zmusić, stąd coraz
większy dół psychiczny...Teraz zaczęłam pracę na pół etatu w liceum,
a od pazdziernika znowu zajęcia ze studentami, więc czasu będzie
niewiele...
Zmarnowałam 3 miesiące...Skupiłam się na diecie (zrzuciłam 16 kg..)i
rzuciłam sie w wir dyskotek, imprez itp., itd..Sama siebie nie
poznaję, jest mi wstyd przed samą sobą, że okazałam się tak słabym
człowiekiem, który jak nie poczuje bata nad sobą, to nie zrobi nic..
Proszę o pocieszenie, wsparcie...Bardzo mi to potrzebne:(
Jednoczesnie, jeśli ktoś ma pytania dotyczące studiów doktoranckich
z dydaktyki francuskiego w Poznaniu, to chętnie podziele sie moim
doświadczeniem i wiedzą.
Pozdrawiam,
Kasia
Obserwuj wątek
    • niewyspany77 Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 00:01
      Odpowiem glupio. Walnij sobie 2 piwka i przemysl "na co mi to". Bo jesli masz
      sie do tego wszystkiego zmuszac to lepiej zajac sie czyms przyjemnym.
    • coalla Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 00:04
      Hej Kasiu!

      doły się zdarzają każdemu, po upadkach będą wzloty!
      ale nie mam Cię jeszcze co pocieszać, nie stalo się
      nicnieodwracalnego, jakieś tylko przejściowe-chwilowe :)

      widac że sukcesów naukowych masz już na koncie sporo, jesli tylko
      więc dostatecznie się zbierzesz w sobie, uporasz się ze wszystkim!

      nie żałuj tych trzech miesięcy! tyle lat pracowałaś już, ciężko i
      wytrwale, by sprostać ambicjom :) nie można przecież pracowac jak
      koń z łbem przy ziemi, co innego gdybyś 90 dni spędziła gapiąc się
      w migający kursor... Nie da się przecież efektywnie pracować myśląc
      stale o jedzeniu. Fajnie że miałaś odmianę aktywności, inne
      otoczenie, zamiast się teraz biczować czy wstydzić, weź się
      spokojnie do roboty, pewnie lubisz swój doktorat, to zapał się sam
      pojawi, a znajomości z imprez i taka fantastyczna strata wagi mają
      większe znaczenie dla przyszłości niż jakieś robocze dopiero
      rozdziały, powinny Ci poprawiac humor, a nie go psuć :)
      ja tez tak mam, że rozkladam skrzydła dopiero gdy stoję nad
      przepaścią, tuż przed terminem zobowiązania, kiedyś robiłam sobie
      wyrzuty, jakieś zobowiązania, wsyzstko na nic... ale zaakceptowałam
      to, promotorka też wie, że tekst czy analiza przygotowana na dzień
      przed konsultacjami będzie świetna, a ja w dodatku w dobrym
      samopoczuciu

      życzę Ci powodzenia, głowa do góry, zamiast tekstów roboczych
      napiszesz od razu takie gotowe :) a jak się rok szkolny i
      akademicki na dobre rozkręcą wpadniesz we właściwy rytm

      pozdrawiam!
      M.
      • gagolek Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 02:25
        spokojnie! Ja zaobserwowalam, cos takiego jak "depresja
        przedoobronna", ktora ujawnia sie w ostatniej fazie doktoratu, czyli
        wlasnie wtedy, kiedy wszystko gotowe i pozostaje tylko pisac.
        Tylko nielicznym udaje sie tego uniknac:)
        • coalla Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 11:11
          gagolek napisała:

          > kiedy wszystko gotowe i pozostaje tylko pisac.

          no właśnie, kiedy trzeba "udźwignąć intelektualnie materiał, który
          się zgromadziło"
          dla ochrony swego dobrego samopoczucia chciałoby się tej
          konfrontacji uniknąć... ale w końcu człowiek jest ekspertem od
          swojego doktoratu, zreztą to jest tylko "na zal."

          głowa do góry, trzeba się racjonalnie i irracjonalnie utrzymywac w
          przekoaniu, że warto i że damy radę!

          ja jeszcze powtarzam, że przecież żeby skoczyć dalej trzeba się
          cofnąć o krok-dwa, więc chwilowe zwątpienia traktuję jako okazję do
          nabrania dystansu i rozbieg

          powodzenia!
          • niewyspana123 Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 12:01
            nie wiem czy jestem najlepsza osoba do dawania rad, bo od trzech godzin oglądam
            ellen degeneres show na youtubie zamiast pracować nad doktoratem,
            ale powiem tyle: trzeba mieć motywację. Jakąś. Najlepiej stosunkowo bliską w
            czasie. Np. kończą się studia i trzeba będzie oddawać kasę, promotor się
            wścieknie, dziecko w domu płacze z babysitterką i tym podobne.
            Mi w dużym stopniu pomogło właśnie dziecko jako potężny bat nad głową. Może
            spraw sobie? :))
            Życzę powodzenia, poza tym wiadomo, że każdy potrzebuje oderwania się, zabawy
            itd, więc nie bądź dla siebie za ostra tylko weź się za robotę!!!
            • epingle Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 12:12
              Wakacje potraktuj jako czas zainwestowany w inną część siebie, to
              nie jest czas stracony! Każdy potrzebuje trochę oddechu, relaksu,
              zajęcia się czymś innym niz nauką. Na pewno tak fantastyczna strata
              wagi, a co za tym idzie nowa figura, a więc i większa pewność siebie
              zaowocują dobrym samopoczuciem, zadowoleniem z przezwyciężenia
              swoich słabości. Dla zdrowia psychicznego i ogólnego to nie bez
              znaczenia:) Zatem nie dołuj się, bo skoro pokonałaś jedną słabość ,
              to i teraz też dasz radę:) Wakacje na pewno dały Ci mnóstwo
              pozytywnej energii, którą wykorzystasz teraz.
              • zieloonomi Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 13:45
                No to witamy w klubie :-) . ja właśnie też zaczynam czwarty rok i
                takze nie mam NIC, dosłownie NIC ;-). Ale mam zamiar miec, co ja
                mówię, ja bedę mieć. I Ty, oczywiśie, też. Bo po prostu nie mamy
                innego wyjścia.
                Ja się pocieszam w chwilach kryzysowych, ze przez 9 miesięcy mozna
                spłodzić dziecko, donosić je i urodzić. Więc tym bardziej doktorat
                da się napisac. I tego się trzymajmy! :-)
                • tymiankowo Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 21:57
                  zgadzam sie w calej rozciaglosci z Niewyspanym i reszta. Primo
                  przemysl, czy Twoj wysilek jest wart tego stresu. Nic nie musisz,
                  aczkolwiek wielka szkoda, rezygnowac na finiszu.
                  Trzymiesieczny dol, to betka i zdarza sie kazdemu. Aczkolwiek koniec
                  doktoratu to wielki horror i wielki wysilek - pot i lzy i warto sie
                  na to przygotowac - tak chyba musi byc.
                  Ja wlasnie wyzalalam sie niedawno w swoim watku na ten temat, ale
                  jakims cudem udalo mi sie dzis wyslac prace do ostatecznej
                  akceptacji, i za dwa tygodnie skladam prace.
                  Pamietaj, ze jak sie nie obronisz w terminie, to przepadaja Ci lata
                  stazu pracy.
                  • zieloonomi Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 22:33
                    A to ostatnie zdanie to mnie zainteresowało. "W terminie" czyli w
                    jakim czasie? Bo u nas bronić sie mozna do dwóch lat po zakończeniu
                    studiów, tak stanowi regulamin.
    • doktorantkafr Re: dołek psychiczny :( 17.09.07, 21:56
      Kochani!!!
      Dzięki za te cudowne słowa otuchy :D
      Pare myśli nasunęło mi się czytając Wasze odpowiedzi:) Jeśli chodzi
      o wypowiedż dotyczącą motywacji: otóż normalnie to raczej ją mam, bo
      język francuski to moja pasja, którą rozwijam juz od czasów liceum,
      zresztą doktorat potrzebny mi, aby nadal pozostać na uczelni (to był
      warunek przyjęcia mnie do pracy). Uwielbiam pracować ze studentami
      (nota bene prawie moimi rówieśnikami), w szkole raczej też:) Poza
      tym zauważyłam u mnie też pewną prawidłowość: im więcej mam do
      roboty, czyli w roku akademnickim, pracując na uczelni czy też
      prowadząc kursy, to jakby mam takiego powera, że szooook. Kiedyś,
      jak wracałam o 21 do domu, to mogłam siedzieć do 3ej w nocy,
      przygotowując się do zajęć, do seminarium doktoranckiego z uśmiechem
      na ustach:)Czyli muszę z powrotem wpaść w ten tryb:), zresztą tak
      jak ktoś z Was świetnie to zauważył:)
      Tak sobie myślę, to na pewno do tego stanu rzeczy przyczyniła się
      wiadomość, którą otrzymałam po powrocie z Belgii(z masą super
      książek, materiałów do pracy):nie mogę pisać w języku fr, bo
      znalezienie recenzenta-specjalisty z psychologii (spora część pracy
      dotyczy właśnie tej dziedziny), który zna ten język, graniczy z
      cudem...Tak więc wiadomość, która powaliła mnie na kolana: mam pisać
      rozprawę w języku pl....Czyli dwa razy więcej roboty, przetłumaczyć
      to wszystko, ładnie i poprawnie sklecić zdania...Przeżyłam szok i
      szczerze powiedziawszy, poczułam się "lekko" oszukana. Po co zatem
      ten wyjazd, te sumy wydane na książki w j.fr??? Taniej i prościej
      było zostać w Polsce i latać po bibliotekach i księgarniach...
      Ale cóż,nawiązując do minionych wakacji, tyle imprez to jeszcze w
      życiu nie przeżyłam:)Możliwe, że mój nowy wygląd, pchnął mnie do
      tego, a jak, rozkoszowałam się spojrzeniami innych i co tu dużo
      mówić, bywało super. Do tego doszedł zabieg korekty mego ogromneego
      nochala, co było moim marzeniem od zawsze:)
      Dziecka raczej nie planuję, nie za bardzo czuje się w tej roli (żeby
      nie napisać, że w ogóle..).
      Acha, przypomniało mi się coś takiego, jak tzw. TEORIA JEŻA. Na
      seminarium była ona poruszana przez naszego opiekuna: jeż drepcze
      powoli, powolutku tak przez 4 lata (pisania doktoratu), ale są
      momenty, kiedy chowa łepek i tak zostaje w miejscu, aż
      minie "kryzys" i potem powolutku znowu idzie do przodu, aż tu znowu
      jakaś przeszkoda, wiec znowu łepek chowa i przeczekuje, bada teren,
      itp. itd...i znowu do przodu...Aż do mety:) Więc podobno to
      normalne..Chociaż miałam już takie momenty, ale nie tak długie, więc
      troche sie przestraszyłam, ale dzięki Wam biore się do roboty:D
      Dzięki Wam raz jeszcze:)Będe tu juz stałym gościem:)
      Kasia
      • doktorantkafr i dalej o jeżyku refleksja taka... 18.09.07, 00:08
        A czasami ten jeżyk to i "sturla" się z górki i... znowu jest u jej
        podnóża, i znowu mozolnie wspina się czepiając umęczonymi,
        czerwonymi łapkami jakiś wyrw w skale...:)
        A'propos, ta teoria wydała mi się tak genialna, że wyobrażcie sobie,
        kupiłam sobie taką maskotkę-jeża!!!No idealna, trafiłam na nią
        przypadkiem, zawsze stawiam ją w widocznym miejscu, np. koło kompa
        lub na szafce nocnej... A ostatnio niestety, mając tego doła,
        schowałam jeżyka dalej, za telewizorem...
        Zaraz ją wypiorę i postawię obok:)
        Oj, chyba robie się infantylna :)
        Bużka
        Kasia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka