eksdoktorant
13.07.08, 14:51
Abstrahując od kwestii finansowych...
Zauważyłem taką prawidłowość, że wśród młodych naukowców w bon tonie
jest nigdzie nie wyjeżdżać w celach innych niż badawczo-poznawcze, a
im bardziej człowiek blady we wrześniu, tym większy szpan. ;)
Dane mi było usłyszeć, że wylegiwanie się na plaży i pluskanie w
morzu to coś dla prymitywów (autentyczne słowa znajomej kreującej
się na wielkiego naukowca, może nieznacznie przekręcone).
Nie ukrywam, że nad ślęczenie nad książkami w zakurzonej bibliotece
w lipcu czy sierpniu zawsze przedkładałem wypoczynek, mniej lub
bardziej aktywny. W górach, nad wodą, u koleżanki na działce itp. W
Polsce lub za granicą. Poczytać wolę wieczorem, natomiast w dzień
szkoda mi słońca.
Zauważyłem również, że ludziom mającym stałą pracę/własną firmę
często łatwiej się zorganizować i wyjechać dokądś na parę
dni/tygodni niż doktorantom i im podobnym dziwolągom, którzy
teoretycznie powinni mieć więcej wolnego, zwłaszcza w okresie
wakacyjnym.
Czy jestem odosobniony w moich obserwacjach?