Dodaj do ulubionych

Nauczanie dzieci

13.11.14, 14:46
Powiedzcie czy pomagacie swoim dziecim w odrabianiu zajec, zwlaszcza jak jest gromadka zroznicowana wiekowo? Jak godzicie zajecia przedszkolakow, szkolniakow i maluchow naraz, kto sie nimi w tym czasie zajmuje? Bo ja chyba nie nadazam. Kazdemu cos by sie przydalo i najlepiej codziennie a ja chyba sama nie potrafie sie skupic. Moze cos podpowiecie?
Obserwuj wątek
    • andaba Re: Nauczanie dzieci 13.11.14, 19:27
      Nie pomagam i nie pomagałam.

      Może troche starszej córce, bo ona długo nie czytała, ale też nie widziałam sensu pomaganiu jej we wszystkim, skoro wiedziałam, że nie będzie to samodzielna praca. Kazałam mówić, że nie potrafiła zrobić. A że córka ambitna była, to się starała jak mogła, żeby lekcje zrobić sama.

      Młodszej, która poszła jako niespełna sześciolatka do szkoły co najwyżej pytam czy ma zadanie i przypominam, że ma zrobić. Raz przypominam. Jak nie zrobi to jej problem.

      Efekty sa moim zdaniem pozytywne, starsze dzieci juz w średnich szkołach i uczą się świetnie, nawet starsza córka, ktora w pierwszych klasach podstawówki uczyła się wiele gorzej od koleżanek, począwszy od starszych klas SP wyprzedziła koleżanki i teraz uczy sie znacznie lepiej od nich. Samodzielna praca od lat dała efekty.

      • alusia255 Re: Nauczanie dzieci 13.11.14, 20:05
        Ja już rzadko pomagam. Starszy syn robi wszystko sam właściwie. Czasem jak zapyta to mu pomożemy. Córce czasem pomagam, jest młodsza.
        Ja właśnie mam ten problem, czy przypominać i pytać co chwila, zwłaszcza synowi ( 14 lat).
        Boje się, że będzie miał często nieodrobioną prace. Nie jest zbyt ambitny i wszystko zostawia na ostatnią chwile, a mnie to denerwuje. Myślicie, żeby jednak mu zaufać i odpuścić?
        • verdana Re: Nauczanie dzieci 13.11.14, 20:40
          Nie, i u mnie podobnie jak u Andaby. Dzieci w podstawówce słabe lub przeciętne, uczyły sie coraz lepiej. Córka już w liceum, synowie na studiach.
    • stefania1939 Re: Nauczanie dzieci 13.11.14, 21:19
      Ja jak trzeba to pomagam. Są takie momenty, że dzieci mają z czymś problemy. Nie zostawiamy tego. Dziwią mnie wypowiedzi rodziców, że nie pomagają dzieciom. To od czego jest rodzic?
      W klasie mojej córki (szósta klasa) dzieciaki jadą już na korepetycjach non stop i to z kilku przedmiotów, mają zaświadczenia o dysleksji, zwolnienia z W-Fu, i całą masę innych zaświadczeń.
      Moje uczą się bardzo dobrze, a nie kują całymi dniami. Czasem mam wrażenie, ze nic nie robią a dostają piątki. Ale jak mają problemy, to nie zostawiamy tego. Pracujemy na bieżąco, żeby nic się nie ciągnęło. W sumie w edukacji, nie ma żadnych nadzwyczajnych rzeczy, tylko konsekwencja i systematyczność jest ważna. Niech robią mało, ale codziennie. Zobaczysz, że to są tylko takie momenty kiedy trzeba z dzieckiem posiedzieć. I nie rób nic, co mogą zrobić same.
      • alin9 Re: Nauczanie dzieci 13.11.14, 21:34
        U mnie jak u andaby i verdany.

        Dziwią mnie wypowiedzi rodziców, że nie pomagają dzieciom. To od czego jest rodzic?

        Z tym pomaganiem jest różnie.Dla jednych to zrobienie pracy za dziecko bo ma za ciężko.Dla innych to tylko naprowadzenie dziecka.Tu pochwalam bo dziecko samo myśli.Rodzice już chodzili do szkoły i nie są od zadań domowych.
      • andaba Re: Nauczanie dzieci 13.11.14, 22:15
        stefania1939 napisała:


        Dziwią mnie wypowiedzi rodziców, że nie pomagają dzieciom. T
        > o od czego jest rodzic?

        Od karmienia, odziewania, uczenia nawyków higienicznych, wiązania butów, pacierza, pokazywania świata, przekazywania wartości.
        Od uczenia matematyki i angielskiego są nauczyciele.


        W klasie mojej córki (szósta klasa) dzieciaki jadą już na korepetycjach non sto
        > p i to z kilku przedmiotów

        Radzę zmienić dziecku szkołę na normalną. W klasach moich dzieci żadne nie chodziło na żadne korepetycje, poza dodatkowym angielskim (to tez nie były korepetycje) i jakoś podostawali sie do wybranych szkół, w tym także tych najlepszych.



        Oczywiście, że jak dziecko ma problemy, to trzeba zwrócić uwagę z czym ma i dlaczego ma. Ale dla mnie problemy to groźba pały na semestr, a nie czwórka ze sprawdzianu.
        Dziecko uczy sie dla siebie, jest to jego obowiązek, w dzisiejszych czasach w większości wypadków jedyny, poza podcieraniem tyłka i ścieleniem łóżka i powinno samo swojej działki zatytułowanej "nauka" pilnować. Nie wyobrażam sobie pytania szóstoklasisty, czy odrobił lekcje. Gdy przyjdzie i prosi o wytłumaczenie, przepytanie - proszę bardzo, ale nic ponadto.

    • 2007e Re: Nauczanie dzieci 14.11.14, 00:05
      A teraz w woli wyjasnienia. Chodzi mi o dzieciaka, ktory poszedl jako 6-latek do szkoly i teraz jest w 4 klasie. Ambicje to ma, ale raczej nie dotycza one nauki. Nie chodzi mi o to, zeby wyrosl na Einsteina, ale o to zeby nie narobil sobie brakow. System, o ktorym piszecie w kl 1-3 nie zdal rezultatow. NIe mial zadania to no problem. Teraz tez wydaje mu sie, ze jak cos zaniesie za miesiac, to bedzie ok. Moj problem tkwi w tym, ze mnie nikt nie zmuszal, nikt nie uczyl i musialam sobie radzic sama, dlatego jestem jak najbardziej zwolenniczka tej metody. Tyle, ze w tym wypadku otrze sie to o oceny mierne. O wielu waznych zadaniach zapomina (wiersz dluugi na pamiec, zielnik), ktore nie da sie na 2 dzien poprawic. Mam wrazenie, ze wklada zero wysilku i zaangazowania w "edukacje". Boje sie go zostawic, bo naprawde widze to czarno. Malo tego mam 5-latka, ktory ma problemy ortodontyczne (za czym idzie wymowa) i tez potrzebuje zajec przygotowujacych do szkoly, logopedy, czytania kasiazek. Do tego maluch sie trzyma moich nog i tez potrzebuej zabawy. Gotowanie,, pranie, sprzatanie w duzej mierze na mojej glowie. Sama ucze sie angielskiego, wiec tez wychodze z domu (coby tez nie zwariowac) i tez potrzebuje czasu dla siebie. Na szczescie 6-klasista radzi sobie moze nie swietnie, ale na pewno bardzo dobrze. Inna sprawa, ze zdarza mu sie mnie dreczyc o cos, czy tez mamo narysuj mi...! I zaczynam miec wrazenie, ze nie jestem w stnie zapanowac nad tym. Aha choroby, lekarze antybiotyki, zajecia ortopedyczne... i tak moznaby wymieniac. Tyle, ze rany takich jak ja chyba jest wiecej i jakos daja rade, a ja chyba juz nie.
    • stefania1939 Re: Nauczanie dzieci 14.11.14, 08:08
      A ja właśnie nie lubię karmić, odziewać, wiązać butów, o pacierzu nie wspominając. Nienawidzę sprzątać, gotować i robić porządków w szafach.
      Dla mnie niech sobie same coś zjedzą, ubiorą cokolwiek, chodzą w butach źle zawiązanych.
      Ale w nauce lubię pomagać. Mam z tego satysfakcję i wciąga mnie to.
      Nie myśl, ze sobie tak dobrze radzę, jestem teraz w bardzo ciężkim momencie. Wszyscy jesteśmy chorzy. Może napiszę więcej za parę dni o tym, co teraz przechodzimy.
      • sabina211 Re: Nauczanie dzieci 14.11.14, 10:30
        Syn, klasa I gimn. - od zerówki do teraz pomoc przy lekcjach codziennie, czasem godzinami. Inaczej się nie da. Córka, klasa 6 - od zawsze ogarnia się sama, prymuska ze średnią ponad 5,5 pomimo wielu zajęć dodatkowych i naprawdę minimalną ilością czasu spędzanym przy lekcjach, córka, klasa 2 - do wczoraj traktowana jak starsza siostra, w 0 i 1 klasie super zorganizowana i "przytomna", po wczorajszym zebraniu okazało się, że od miesiąca niemal nie robi prac domowych, więc przechodzimy na tryb dozoru i pomocy. Do tego 3,5-miesięczniak, już się cieszę, że jego szkoła nie pokryje się z rodzeństwem.

        Ze mną w czasie podstawówki też pracowano codziennie, bo było to konieczne, korepetycje też były. W liceum różnie, ale zdarzało się nieraz. Dzięki temu skończyłam studia (niejedne), a w zerówce byłam kierowana do szkoły specjalnej i nie wiem jakby się moja edukacja potoczyła gdyby nie determinacja mojej mamy i nieprzeliczone godziny przesiedziane ze mną i nade mną. Moje rodzeństwo miało dużo mniej szkolnego dozoru, bo dużo mniej tego potrzebowało.
        • 2007e Re: Nauczanie dzieci 14.11.14, 12:06
          Ciesze sie, ze to piszesz, bo ja wiem, ze nie jest to dziecko totalnie niekapujace, bo jak przysiade to łapie w miare szybko, ale jak nie, to bedzie zrobione byle jak - oczywiscie jak przykaze, bo samodzelnie to tylko wybrane zadania. A reszta tez mnie potrzebuje. Niestety maz nie ma zdolnosci pedagogicznego podejscia do dzieci i przekazywania im wiedzy, wiec zbyt duzo sie nim nie moge posilkowac. Jejku ja chyba potrzebuje tez kogos, kto napisze, ze wlasnie przy licznej gromadce to jest trudno, bo od czytania postow, ze wszystko sie da zrobic, jest mi slabo i poddaje sie. Własnie zdrowotnie teraz wszyscy stoja kiepsko. Juz chwilami myslalam, ze skonczy sie na szpitalu, wiec wszystko mnie załamuje. Owszem sa chwile, kiedy nie wiem, ze mam dzieci, ale teraz jest krytyczny moment i mam wrazenie, ze wszyscy sa lepiej zorganizowani. DO tego ja nie pracuje, a tez kiedys chcialabym sie znalezc na rynku pracy i jak pomysle, ze wtedy legnie nauka dzieci w gruzach, bo ja nie bede w stanie juz totalnie temu podołać, to wpadam kolejny dołek.
          • sabina211 Re: Nauczanie dzieci 14.11.14, 12:23
            Owszem, jest trudno. Coś za coś. U nas, nawet w tym roku, kiedy jestem na macierzyńskim, edukacja odbywa się kosztem porządku i czasem (rzadko) domowych obiadów. Mój syn też nie jest tępy (podstawówkę skończył ze średnią 4,8), ale ma duże problemy z koncentracją i inne szkolne dysfunkcje związane z ZA. Więc albo pracujemy codziennie i systematycznie i wtedy są 5,4, (rzadziej) 3, a i 6 czasem się zdarzy, albo mu się wydaje, że umie, wie i pamięta, a prawda jest zupełnie inna. Próbowałam we wrześniu zostawić go z materiałem i zaczęła się makabra...I wiem, że nie byłoby lepiej.
            Dlatego wiem, że jest taka grupa dzieci, które swój autentyczny potencjał mogą wykorzystać tylko dzięki systematycznej pracy pod kierunkiem rodzica albo/i korepetytora.
      • fielmon Re: Nauczanie dzieci 18.11.14, 12:26
        Mam wnuczka w IV klasie, poszedł do szkoły jako sześciolatek. Jego tata,porządnie wykształcony, typ intelektualisty. Mama prawdopodobnie nie przeczytała ksiązki od deski do deski. Wnuczek ma teraz siostrę kilkumiesięczną. Jeszcze jak mama była w ciąży usunęła jego biurko, by wstawić łożeczko dla drugiegi dziecka. Chłopiec pozostał bez swojego miejsca do nauki.Wszystko dzieje się w całym mieszkaniu.
        Początek czwartej klasy był dośc trudny.Był pozostawiony sam sobie.Teraz codziennie przychodzi do mnie na odrabianie lekcji. ie robię za niego, ale ma swoje miejsce, troche przy nim posiedzę, zainteresuję się co robi, pochwalę go jak złapie mnie na jakims błędzie i choć nie bardzo chce mu się siedzeć nad lekcjami to jednak je robi i w głowie coś zostaje. Jak był nieprzygotowany do lekcji to się buntował, nie chciał chodzić do szkołyh, bo po prostu się bał konsekwencji.Podobnie jak stefania1939 lubię pomaga w nauce, lubię patrzeć jak wnuczek robi postępy.
    • hanti Re: Nauczanie dzieci 14.11.14, 14:00
      starszaki już odrabiają lekcje same, potem przychodzą żeby sprawdzić. Siadam z nimi tylko kiedy czegoś nie rozumieją.
      Z maluchami sprawa prosta siedzą przy stole w jadalni i odrabiają, a ja na bieżąco kontroluję. Do sprawdzianów analogicznie, starszaki przygotowują się sami, ja robię odpytkę, maluchom poświęcam więcej czasu, żeby mieć pewność że zrozumieli.
      • lodziazero Re: Nauczanie dzieci 15.11.14, 23:31
        u nas podobnie jak Hanti. na razie dwójkaw szkole (poczatek podstawówki). dbam zeby mieli nawyk od razu po przyjsciu ze szkoły odrobiania lekcji. z samym odrabianiem (trudnosci z poziomem zadan) problrmów nie maja ale nie odpuszczam i maja odrobić a potem dopiero zabawa. jesli chodzi o jezyki, to kontrolnie opytam słówka przy okazji zagladania przez ramie do pracy domowej. wtedy wiem czy nauczył sie w szkole czy musi powtórzyć
    • gepardzica_z_mlodymi Re: Nauczanie dzieci 17.11.14, 09:49
      Jeden - koniec podstawówki - z ADHD i dysleksją, wymaga stałego nadzoru, audiobooków itp. Każde poluzowanie pomocy i kontroli, to pała za pałą, bo zapomniał, nie zrozumiał itp. Jeszcze co najmniej przez gimnazjum będzie potrzebował intensywnej pomocy. Drugi - pierwszy etap edukacji - z autyzmem - czasem wymaga doglądnięcia, wytłumaczenia, co autor miał na myśli, bo sam opacznie rozumie polecenia. Trzeci, dopiero zerówka i na tym etapie pełna samokontrola, zapowiada się dobrze i jak tylko się da, obarczam samoodpowiedzialnością i się wywijam od pomaganiawink
    • mamapodziomka Re: Nauczanie dzieci 17.11.14, 12:03
      Niestety. Zaczelam z zadeciem - nie chcialam pomagac, etc. Niestety okazalo sie, ze tutejszy system szkolny nie tylko te pomoc przewiduje, ale praktycznie wymaga. Wiec sie moje cale nie-pomaganie niestety skonczylo, chociaz bronilam sie dlugo i nadal nie znosze tego robic.

      No, ale powoli sie wdrazamy, docieramy i mysle, ze powoli bedzie lepiej, chociaz na razie jeszcze dosc czesto sie bierzemy za klaki, bo mloda nie bardzo ma ochote dac sobie pomoc (nawet jak bardzo tego potrzebuje), a i mnie sie nie chce codziennie i czesto zapominam i wracamy na start.
    • dzieciata.renata Re: Nauczanie dzieci 18.11.14, 09:34
      Podstawą są zajęcia wymagane ze względów zdrowotnych, rehabilitacyjnych, wspomagające prawidłowy rozwój. To trzeba zaplanować na pierwszym miejscu. Określony czas, który musisz poświęcić na ćwiczenia z jednym dzieckiem, inne zajmują się wtedy same sobą. Później pomoc w nauce szkolnej, jeśli dzieci potrzebują, a często jest tak, że potrzebują. Zaległości, niedostateczne umiejętności często ciągną się później na dalszych etapach edukacji i trudno już to nadrabiać, bo w szkole jest znowu coś nowego do opanowania, a dzieci odnoszące porażki bardzo się zniechęcają. Jak dzieci same sobie radzą, lepiej nie wkręcać się w pomaganie im, bo się przyzwyczają. A czy dzieci sobie radzą, dowiesz się w szkole. Jeśli nie zadowala ich efekt, który osiągają, chcą mieć same szóstki, niech się same starają. Inne zajęcia tylko, jeśli mamy czas, są blisko, są frajdą dla dzieci, fajną formą spędzania czasu wolnego. Na pewno nie kosztem zabiegania i zmęczenia. Można poczekać aż dzieci będą same w stanie dojeżdżać, chodzić. A najlepiej korzystać z oferty szkoły.
    • stefania1939 Re: Nauczanie dzieci 18.11.14, 11:53
      Już od trzech lat mam troje dzieci w szkole. Podstawa to systematyczność. Kiedy się dowiadujesz, że dziecko ma na jutro dać zielnik, nauczyć się długiego wiersza i jeszcze zrobić bieżące lekcje, a nie jest Einsteinem (albo właśnie jest, bo akurat Einstein miał duże problemy w szkole), to możesz paść na twarz.

      Żeby ogarnąć robisz tak. Dziecko ma dać zielnik za 2 tygodnie, wiersz ma powiedzieć za 5 dni.
      Spokojnie, na razie niech tylko zbiera liście, wkłada w książkę i robi lekcje bieżące. Za parę dni liście wysuszone, dajesz kolorowe papiery i taśmę klejącą( robiliśmy już kilka zielników, klej się nie sprawdza), dziecko nakleja tyko liście i to chowasz. Niech robi lekcje. Wiersz- niech się nauczy pierwszej zwrotki. Kolejny dzień dziecko -podpisuje liście, uczy się drugiej zwrotki wiersza, ogarnie to, co na jutro.
      Kiedy nadchodzi ten dzień,ze trzeba wszystko mieć na jutro, okazuje się, że musi się nauczyć tylko trzeciej zwrotki, zrobić okładkę zielnika i przewiązać to wstążką.
      Po jakimś czasie dzieci same uczą się planować i robisz coraz mniej, albo nic. Lekcje robią 15 minut, biegną się bawić, a jednak mają piątki.
      Myślę,że duży problem w tym, ze dzieci nie potrafią sobie same zaplanować i dobrze rozłożyć pracy na małe zadania i odcinki.
      Ja to musiałam przećwiczyć z trójką dzieci. Dwoje było w pierwszej, jedno w czwartej klasie i mało wtedy nie zgłupiałam, ale teraz mam troje prymusów i niewiele robię.
      • fielmon Re: Nauczanie dzieci 18.11.14, 12:29
        stefanio 1939 to bardzo mądre co piszesz. Ja właśnie tak postepuję z wnukiem. Jesteś rozsądną kobietą. Zajmujesz się dziećmi i nie zwalasz winy na innych np. nauczycieli.
        • stefania1939 Re: Nauczanie dzieci 18.11.14, 14:15
          Dzięki, piszę bo może komuś to się przyda. W sumie jest wiele takich drobnostek, które mogą decydować o sukcesach w szkole np. dobre spakowanie plecaka. Osobna teczka na prace pisemne.
      • 2007e Re: Nauczanie dzieci 18.11.14, 13:10
        Nie jest problemem to co piszesz, zeby zaplanowac. Problemem jest to, ze ja sie dowiaduje z dzienniczka za co ma 1 (bo czesto nie mowi nawet, ze dostaje 1, choc codziennie pytam o oceny i co w szkole) albo (jak o wierszu) dowiedzialam sie 3 dni wczesniej od innej mamy i o zielniku (bo do mnie zadzwonila). W zwiazku z czym nie jest klopotem nauczenie sie czy odrobienie zadania (choc musze przy tym byc obecna), ale to ze on o tym mnie nie informuje ani sam o to nie dba. Kompletnie nie zalezy mu na ocenach. Nie sztuka jest go zostawic i narobic takich zaleglosci, ze ledwo sie pozbiera i nie sztuka jest to zeby dostawal mierne z laski na ucieche, bo nie przypilnowanie go tym by sie zakonczylo. A co z reszta dzieci?
    • stefania1939 Re: Nauczanie dzieci 18.11.14, 14:13
      Hmm...a dlaczego nie mówi? Może nie pamięta? Może jakiś specjalny zeszyt na zapisywanie zadań domowych?
      • 2007e Re: Nauczanie dzieci 19.11.14, 23:42
        Moze nie pamieta, ale za to wierszyk opanowal w czasie blyskawicznym, wiec pamiec jako taką ma. Nie mam sily nawet sie rozwodzic nad jego postepowaniem. Nie mam sily myslec za niego, pilnowac na kazdym kroku. Dzisiaj idzie na sprawdzian nieprzygotowany. A oceny ma w calej skali od 1 po 5 (nie mowiac o plastyce czy religii). Ja po prostu nie wiem w czym tkwi problem, nie wiem czy jest zdolny czy niezdolny. Na dodatek mam dylemat co zrobic z 5-latkiem, ktory w przyszlymroku mialby rozpoczac 1 klase. Odwolywac czy przekonac sie, ze kolejny raz popelnilam ten sam blad wysylajac 6-latka do szkoly. Nie posylac i miec wyrzuty, ze nie pojdzie z rowiesnikami do szkoly? Czy wyjdzie mu to na lepsze? Oceniac po bracie?
        • luxnordynka Re: Nauczanie dzieci 20.11.14, 10:30
          Mam czwórkę dzieci w wieku szkolnym od pierwszej klasy do pierwszej gimnazjalnej... Mysle, że wiele problemów załatwiłby mądrzejszy system edukacji. Nasze dzieci od drugiej klasy dostaja plan tygodniowy zadan domowych. Wszystko muszą oddać na poniedziałek do sprawdzenia. Uczą się tego co Stefania napisala-planowania, a rodzice wiedzą wszystko co jest na zadanie, bo muszą ten plan podpisać od razu w poniedziałek. Nie mieszkamy w Polsce. Może udałoby sie napisać taki plan z dzieckiem (2007e-o zielniku na pewno wiedział wczesniej-może jakoś go nagradzac za pamiętanie i zapisanie dlugoterminowych zadan). W szkole naszych dzieci juz od pierwszej klasy dzieci dostaja minusy (na tablicy) za zapomnienie zadania domowego, rzeczy na wf czy pływanie. To naprawde dziala-nie pilnuje nawet takich rzeczy. Co miesiac jest szczegolowa ewaluuacja wiec widze czego nie opanowaly. Ucze czasami sie z dziećmi (w jadalniismile, sprawdzam czy rozumieja i czy nauczyly sie slowek (uczą sie 3-4 języków w szkole). Nasze dzieci sa bardzo ambitne i dobrze zorganzowane i nie wiem czy to nasza zasługa, systemu szkolnego czy mają to w genach. Ucza sie bardzo dobrze, a dodatkowo najmlodsza jest wyluzowana, hehe
          • hanti Re: Nauczanie dzieci 20.11.14, 12:14
            LUXNORDYNKA, genialny system. Nie sądzę żeby w Polsce udało się go wprowadzić, u nas jest możliwość wpisywanie do dzienniczka elektronicznego informacji o pracy domowej, u starszaków robi to jedna nauczycielka.
    • stefania1939 Re: Nauczanie dzieci 20.11.14, 11:10
      To zdolny jest, skoro tak szybko wiersz opanował. Myślę,że w podstawówce granica między dziećmi uczącymi się dobrze lub źle, to właśnie granica miedzy zdyscyplinowanymi i niezdyscyplinowanymi. Trzeba samemu wprowadzić, to o czym pisze Luxnordynka, fajnie że wam to dają , ale samemu też można taką listę zrobić. Albo w kalendarzu jakieś kolorowe kropy zaznaczać, karteczki specjalne naklejać. Powiedz młodemu, ze to naprawdę bardzo ważne, postrasz go konsekwencjami.
      Dzieci nie mają poczucia czasu, pewnie mu się wydaje że skoro coś jest zadane za tydzień, dwa to tak jakby tego wcale nie było.
      Obiecaj jakąś drobną nagrodę , za udany tydzień lub miesiąc np. że pójdziesz z nim na pizzę.
      Jak masz kartkę z ocenami z wywiadówki, to trzymaj i niech dopisuje oceny, które dostanie.
      Z innych rzeczy, które bardzo pomagają to porządek na biurku i w książkach, materiałach itd.
      Dobre spakowanie do szkoły, tylko wieczorem, nigdy rano( nie ważne, na którą idzie). Wiele dzieci robi różne prace, niestety je gubią i nigdy nie znajdują.
      Estetyka- opowiadanie wyciągnięte ze specjalnej teczki, na kartce podaniowej z marginesem różni się od opowiadania zgniecionego, na dnie plecaka i sklejonego bananem, na kartce wydartej z zeszytu.
      Robienie zadań dodatkowych, dla chętnych -często są bardzo proste i dzieci mogą dostać dobrą ocenę np. za przyniesienie historycznego zdjęcia rodziny i opowiedzenie o nim.
      A niewiele dzieci je robi.
      Cierpliwości, nie piszę tego żeby Cie tu pouczać. Ale to powinno pomóc na bank.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka