Dodaj do ulubionych

Znowu ciekawy artykuł o rodzinach wielodzietnych.

15.12.04, 09:39
Niestety nie znam źródła ale bardzo ciekawy!

G.Górny,Źródło dobrobytu.

Polscy politycy i ekonomiści niewiele miejsca poświęcają w swej refleksji
problemom rodziny. Kwestia polityki prorodzinnej najczęściej ogranicza się do
sporu o zasiłki między "wrażliwymi społecznie" etatystami a liberalnymi
strażnikami równowagi budżetowej. Tymczasem w krajach wysoko rozwiniętych
debata koncentruje się na innych sprawach niż świadczenia, a linie podziału
przebiegają inaczej niż u nas. W ostatnich latach zachodni ekonomiści, w tym
także liberałowie, coraz bardziej uświadamiali sobie, że gospodarka nie
funkcjonuje w abstrakcyjnej próżni, lecz w pewnej społecznej otulinie i
bardzo często warunki panujące w owym otoczeniu mają wpływ na stan ekonomii.

Kapitał społeczny

Jednym z prekursorów tej myśli w skali światowej był profesor Uniwersytetu w
Chicago, laureat ekonomicznej Nagrody Nobla w 1992 roku Gary Becker. Chociaż
związany z liberalnymi Chicago Boys, dał się poznać jako twórca teorii
kapitału społecznego. Wyliczył, że aż 80 proc. zasobów w zamożnych krajach
stanowi kapitał ludzki, zaś pozostałe 20 proc. to bogactwa naturalne, zasoby
materialne i urządzenia.

Amerykański noblista znany jest także jako twórca ekonomicznej teorii
rodziny. W swych badaniach dowodzi, że rodzina i praca w niej wykonywana
przynoszą aż 30 procent dochodu narodowego. Becker pisze też, że właśnie w
rodzinie kształtują się tak pożądane w gospodarce rynkowej cechy, jak
rzetelność, uczciwość, solidarność, zdolność do współpracy i poświęceń,
pracowitość czy zamiłowanie do porządku. Nic więc dziwnego, że coraz częściej
ekonomiści zaczynają zwracać uwagę na zdrową rodzinę jako czynnik
gwarantujący w dłuższym okresie trwały wzrost gospodarczy.

Podobną myśl sformułował inny amerykański naukowiec Francis Fukuyama w swej
pracy "Zaufanie. Kapitał społeczny a droga do dobrobytu". Według niego
warunkiem zarówno pomyślności gospodarczej państwa, jak i powstania
społeczeństwa obywatelskiego jest wzajemne zaufanie, a środowiskiem, które
szczególnie sprzyja pojawianiu się ludzi godnych zaufania, jest dobrze
funkcjonująca rodzina.

Francuski ekonomista, profesor Jean-Didier Lecaillon, swoją książkę z 1994
roku zatytułował wręcz "Rodzina źródłem dobrobytu". Zauważa on, że
wychowywanie i kształcenie dzieci jest tworzeniem bogactwa ekonomicznego.

Warto też wspomnieć o pracach ekonomisty Glenna Loury'ego i socjologa Ivana
Lighta, którzy wspólnie badali dwie grupy etniczne w USA: czarnych i żółtych.
Afroamerykanie, wśród których wiele było rodzin rozbitych i panował
niedostatek więzi opartych na zaufaniu, byli znacznie mniej zamożni i
posiadali niższy status społeczny od Amerykanów pochodzenia azjatyckiego, u
których rodziny były silne, a poziom wzajemnego zaufania wysoki.

Niektórzy ekonomiści podkreślają też, że rodzina, czyli gospodarstwo domowe,
jest wręcz modelowym przykładem racjonalnej i efektywnej działalności
ekonomicznej. Analiza wykonana przez Thomson Financial dowodzi, że firmy
rodzinne sprawniej niż inne radzą sobie na giełdzie. Mają też lepsze od
konkurencji wyniki zarówno pod względem zysku, jak i wydajności.

Starzejące się społeczeństwa

Alfred Sauvy, kolejny francuski ekonomista, zauważa, że nie było do tej pory
w dziejach świata kraju, który osiągnąłby trwały rozwój gospodarczy podczas
stagnacji demograficznej. Starzenie się społeczeństw nie pozwala bowiem
zaspokoić w pełni potrzeb odnowy i rozwoju technologicznego.

Mniejsza dzietność zachodnich społeczeństw to także realne niebezpieczeństwo
załamania się systemów socjalnych, a zwłaszcza ubezpieczeń emerytalnych.
Oparte są bowiem na zasadzie, że generacja, która jest dziś aktywna zawodowo,
płaci na emerytury osób starszych, aby z czasem, kiedy sama się zestarzeje,
być utrzymywana przez następne pokolenie. Istotą systemu jest więc
inwestowanie w dzieci, czyli wydawanie na świat i wychowywanie tych, którzy
będą na emerytury pracować.

Niestety, dziś w wielu krajach ten warunek przestał być spełniany i często
ratunkiem przed zawaleniem się systemów emerytalnych jest ściąganie taniej
siły roboczej z krajów Trzeciego Świata, głównie islamskich. To zaś stwarza
coraz więcej problemów społecznych, gdyż mniejszość muzułmańska nie chce
integrować się z nowym otoczeniem i tworzy swoiste getta. Krach
holenderskiego modelu asymilacji jest jednym z przykładów tego
charakterystycznego dla Europy Zachodniej zjawiska.

Starzejące się społeczeństwa cechuje też ogromny wzrost wydatków na środki
medyczne i finansowanie emerytur. Charakteryzuje je również mniejsza
ruchliwość i elastyczność oraz niechęć do innowacji, a więc niedobór cech
bardzo pożądanych w działalności wolnorynkowej.

W związku z tym ekonomiści mówią dziś o teorii twórczej presji, w myśl której
wzrastający przyrost demograficzny wpływa kreatywnie na społeczeństwa, gdyż
zmusza je do poszukiwania i tworzenia nowych źródeł bogactw. Brak
demograficznej presji powoduje natomiast twórczą stagnację.

Prowadząc badania nad rodzinami wielodzietnymi we Francji, prof. Lecaillon
doszedł do wniosku, że rodziców, którzy zdecydowali się na posiadanie
licznego potomstwa, charakteryzuje większy duch innowacji i ryzyka oraz
skłonność do oszczędzania, a więc cechy pożądane we współczesnej gospodarce.

Pewnym ratunkiem dla zachodnich społeczeństw wydaje się w tej sytuacji
zachęcanie do zakładania rodzin wielodzietnych. Tylko bowiem dzięki ich
istnieniu możliwe było do tej pory zachowanie równowagi demograficznej w
społeczeństwach zachodnich. Kiedy rodziny wielodzietne zaczęły być jednak
upośledzane ekonomicznie i społecznie, model taki wszedł na Zachodzie w fazę
zaniku. Tym samym proces zastępowalności pokoleń w krajach wysoko
rozwiniętych został zahamowany.

Koszty społecznej nieufności

Jednym z czynników, który przyczynił się to zaniku wielodzietności, stały się
powszechne ubezpieczenia emerytalne. Od czasu ich upowszechnienia posiadanie
dziecka przestało być traktowane przez większość rodziców jako inwestycja na
przyszłość, czyli zabezpieczanie się na starość, a zaczęło być traktowane
raczej jako środek do osiągnięcia satysfakcji osobistej. W tej perspektywie
większa liczba dzieci urosła do poważnego problemu, gdyż wiąże się z
większymi wydatkami, utratą komfortu życia i ograniczeniem możliwości
zawodowych matki.

Dlatego, jak zauważa wspomniany już prof. Lecaillon, dziś większy nacisk
kładzie się nie na liczbę dzieci, lecz na ich "jakość", to zaś powoduje, że
na Zachodzie pojawiło się nowe zjawisko: dziecko królewicz, rozpieszczone,
pełne roszczeń i wymagań, stwarzające więcej problemów wychowawczych.

To również ma swoje wymierne koszty. W ostatnich latach wiele dużych krachów
gospodarczych w Stanach Zjednoczonych miało związek nie z problemami
ekonomicznymi, lecz z osobowościowymi. Wiązało się to z działalnością owych
dzieci królewiczów, młodych menedżerów, oszukujących sprytnie swoich
partnerów lub windujących swe uposażenia do niebotycznego poziomu, bez
względu na sytuację materialną macierzystych firm.

Amerykański politolog Samuel Huntington zauważa, że tak, jak istnieje kapitał
społeczny w postaci zaufania, tak też istnieją społeczne koszty nieufności. I
tak jak klimat zaufania rodzi się w zdrowej rodzinie, tak klimat nieufności
powstaje głównie tam, gdzie brak zdrowych rodzin. Związane z tym koszty
społeczne to większy odsetek rozwodów, wyższa przestępczość, ilość zażywanych
narkotyków, liczba procesów, wskaźnik samobójstw, rozmiar szarej strefy itd.
Statystyki pokazują wyraźnie, że dzieci z tzw. wolnych związków lub rodzin
niepełnych cierpią na zaburzenia psychiczne, wymagają specjalistycznej opieki
psychologa lub wchodzą w konflikt z prawem znacznie częściej niż dzieci
wychowywane przez ojca i matkę. To wszystko wiąże się także z większymi
wydatkami z
Obserwuj wątek
    • fumag Cd. 15.12.04, 09:43


      Amerykański politolog Samuel Huntington zauważa, że tak, jak istnieje kapitał
      społeczny w postaci zaufania, tak też istnieją społeczne koszty nieufności. I
      tak jak klimat zaufania rodzi się w zdrowej rodzinie, tak klimat nieufności
      powstaje głównie tam, gdzie brak zdrowych rodzin. Związane z tym koszty
      społeczne to większy odsetek rozwodów, wyższa przestępczość, ilość zażywanych
      narkotyków, liczba procesów, wskaźnik samobójstw, rozmiar szarej strefy itd.
      Statystyki pokazują wyraźnie, że dzieci z tzw. wolnych związków lub rodzin
      niepełnych cierpią na zaburzenia psychiczne, wymagają specjalistycznej opieki
      psychologa lub wchodzą w konflikt z prawem znacznie częściej niż dzieci
      wychowywane przez ojca i matkę. To wszystko wiąże się także z większymi
      wydatkami z budżetu.

      Jednym z tematów, poruszanych podczas ostatnich wyborów gubernatorskich w
      Kalifornii, była kwestia ogromnych, stale rosnących wydatków na system
      penitencjarny. W roku 1984 istniało tam 10 zakładów karnych, dzisiaj ich liczba
      wzrosła do 33. Na utrzymanie więzień, w których odsiaduje wyroki już 162
      tysiące osób, wydaje się więcej pieniędzy niż na 34 uniwersytety stanowe. Coraz
      częściej sytuację tę wiąże się z faktem, że Kalifornia jest jednym ze stanów
      przodujących w USA pod względem liczby rozwodów, rozbitych małżeństw i
      niepełnych rodzin.

      Jako pewien znak czasu potraktować można niedawną propozycję australijskich
      uczonych z Uniwersytetu w Sydney. Otóż zaczęli oni publicznie podnosić kwestię
      ograniczenia możliwości rozwodów i to bynajmniej nie z przyczyn moralnych, lecz
      czysto ekonomicznych.

      Lekcja dla Polski

      Do Polski ekonomiczna debata na temat rodziny dociera w niewielkim stopniu.
      Tymczasem w krajach wysoko rozwiniętych argumentacja na rzecz mocnej pozycji
      rodziny przekonała wielu polityków. Różnice polegają głównie na metodach
      realizowania polityki prorodzinnej.

      Tam, gdzie silniejsze są trendy socjaldemokratyczne i gdzie panuje tradycja
      państwa dobrobytu (np. w Skandynawii), preferuje się wysokie zasiłki,
      bezzwrotne pożyczki oraz długie i dobrze płatne urlopy macierzyńskie i
      wychowawcze. Tam z kolei, gdzie mocniejsze są tendencje liberalne, odrzuca się
      system zapomóg jako z natury antymotywacyjny, proponuje się natomiast
      wprowadzenie prorodzinnych ulg i ułatwień podatkowych, by więcej pieniędzy
      zostawało w portfelach rodzin, niż było im potem przyznawanych z budżetu.

      Niezależnie od proponowanych rozwiązań, co do jednego zaczyna panować zgoda - w
      trosce o ekonomiczną przyszłość należy prowadzić aktywną politykę prorodzinną.
      Dobrze by było, gdyby politycy w Polsce także przyswoili sobie tę lekcję.

      Autor jest redaktorem naczelnym kwartalnika "Fronda"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka