Wkurza mnie fakt, że moje własne dzieci nie reagują na moje polecenia.
Wszystko muszę powtarzać po kilka razy, żeby jeden z drugim raczył ruszyć
tyłek i zrobić to, o co go proszę. Dotyczy to wszystkiego poza jedzeniem
słodyczy. No chyba, że wrzeszczę. Wtedy natychmiast robią to co powinni i do
tego w szybkim tempie. Ale ja muszę wrzeszczeć tak, że aż mnie potem gardło
boli.
Czytam różne mądre ksiązki typu "Jak mówić...", ale efekty są mierne. Tym
bardziej, że te metody głónie opierają się na ciągłym wymyślaniu różnych
podchodów, które zmobilizują dziecko do współpracy. A ja nie mam sił i
cierpliwości do ciągłego główkowania, co zrobić i jak to powiedzieć, żeby
moje dzieci sprzątały zabawki, czy też ustawiały buty w przedpokoju. Uważam,
że to powinni robić i już i powinni reagować na to, co do nich mówię. Ale nie
reagują!!
A Wy jak sobie z tym radzicie?? Bo ja sobie chyba noie radzę.