Podczas ostatniego zjazdu rodzinnego (tydzień temu), ktoś zapytał nas o plany na najbliższy czas. Odpowiedziliśmy z mężem zgodnie - czwarte dziecko. Reakcja rodziny była wspaniała. Cisza jak na stypie, wszystkie oczy wbite w nas i te świdrujące spojrzenia

Oczywiście zaczęło się gadanie, że trójka to i tak za dużo, że mamy zmarnowaną(!?) młodość itd. Koniec końców zostaliśmy niemalże wyklęci z tego zacnego grona. Taka mnie refleksja naszła - czemu wszyscy na siłę próbują nas wepchnąć w swoje ramy i uszczęśliwić na siłę. Nasz dzieci są największą radością, jaka nas spotkała. Uwielbiam z nimi przebywać i chociaż czasami doprowadzają mnie do furii, mogłabym jeszcze kolejną trójkę wychować. Dobrze, że choć na tym forum mam szansę znaleźć zrozumienie. Pozdrawiam