Gość: Kagan
IP: *.bhakleibnitz.asn-graz.ac.at
27.12.02, 04:13
Jak Pan Bóg stworzył Świat Idealny a później go nieco zmienił
Pewnego boskiego dnia Pan Bóg obudził się po bardzo miłym śnie. Śnilo mu się,
że jest otoczony przez istoty stworzone przez Niego, istoty oddające mu
należną, to jest boską cześć, istoty pozdrawiające sie Jego Imieniem, istoty
modlące się do Niego, istoty, których największym marzeniem było, aby się
przypodobać Jemu, Panu Bogu, który wówczas nazywał się skromnie Jahwe-Elohim-
Adonai (a czasem też El Shaddai). I pomyślał sobie Pan:
- Ostatecznie, jestem przecież Wszechmocnym Bogiem! A więc do dzieła!
I stworzył sobie taki eksperymentalny Kosmosik: równo milion galaktyk, w
każdej galaktyce równo milion gwiad: nie za małych, nie za dużych, takich w
sam raz, niektóre żółte, inne białe, jeszcze inne niebieskie czy czerwone,
aby ów Kosmos ładnie wyglądał. Każdą gwiazdę umieścił w równej odległości
roku świetlnego (milion boskich kilometrow na boską sekundę) od sąsiednich
gwiazd. Dookoła każdej gwiazdy umieścił dokładnie po dziesięć planet – też
nie za dużych, nie za małych, takich w sam raz, za to w różnych kolorach, aby
ładniej było. Stworzył więc planety niebieskie, czerwone, zielone, fioletowe,
pomarańczowe i w innych miłych Oku Pańskiemu kolorach. Każda planeta obracała
sie dookoła swej osi w ciągu 10 godzin i obiegała swe słońce w ciągu
wielokrotności 10 dób: najbliższa słońcu planeta w 10 dób, następna w ciągu
100 dób itd., aby istoty, którymi miał Pan Bóg zamiar zaludnić owe planety
nie miały kłopotów z ułożeniem prostego a niezawodnego kalendarza. Następnie
umieścił Pan Bóg na każdej planecie istoty żywe a rozumne, które od pierwszej
chwili chwaliły dniem i nocą Imię Jego. I tak się to wszystko pięknie a
niezawodnie kręciło dookoła Pana Boga, który po dniu spędzonym pracowicie na
medytacjach transcendentalnych i uczonych dysputach z Cherubinami i
Serafinami lubiał sobie pod koniec Boskiego Dnia usiąść na godzinkę czy dwie
w centrum przez Siebie Samego stworzonego Wszechświata i podziwiać, jak się
on ładnie a równo kręci: jak po planecie niebieskiej nadchodzi czerwona, po
białym słońcu nadchodzi z dokładnością szwajcarskiego zegarka żólte i
pomarańczowe słońce itd., a jak natężył tylko nieco swój Boski słuch, to
dochodziły do niego szczere podziękowania od istot, przezeń stworznych:
- Dzięki Ci, O Panie Wszelkiego Stworzenia, iż raczyłeś w swej nieskończonej
mądrości i potędze łaskawie nas stworzyć, abyśmy chwalili Imię Twe, o Wielki
Jahwe-Eleohim-Adonai, zwany czasem też El Shaddai : dzięki Ci, O Panie Panów,
Bogu Bogów, Kretorze Kreatorów!
Posiedział sobie pan Bóg tak raz, posiedział drugi i trzeci, ale za którymś
razem (trzynastym, aby być dokładnym) zauważył, ze to kręcenie się jego
Dzieła w kółko, bo po z góry określonych przez iego samego orbitach, staje
się nudne, a te modły zaczynają mu brzmieć nieszczerze, przez to, że są wciąż
te same, jakby je maszynka jakaś klepała. Pech (albo przysłowiowy łut
szczęścia) chciał, że poprzedniego dnia miał dość ożywioną dyskusję ze swym
doradcą naukowym, niejakim Lucyferem, czyli tytularnym “nosicielem
światłości”. Ów Lucyfer namawiał go bowiem do poczynienia pewnych
eksperymentów na Wszechświecie, a szczególnie ludziach (owych istotach
rozumnych przez Pana Boga stworzonych). Nie chciało się jednak Panu Bogu
samego psuć tej stworzonej przezeń harmonii przedustawnej, a więc zawołał
swego wiernego doradcę Lucyfera i tak mu rzekl:
- My, Pan Panów, Bóg Bogów, Kretator Kreatorów, czyli Jahwe-Elohim-Adonai
zwany też czasem El Shaddai, postanowiliśmy, aby ku Naszej rozrywce, nasz
Tajny Doradca Naukowy, Wielki Książę Lucyfer, poczynił pewne zmiany w Dziele
Naszym, bo taka jest Nasza Boska wola i życzenie!
Jak rzekł, tak się stało (“słowo ciałem się stało”). Lucyfer, który od tego
momentu nosi oficjalnie z Boskiej Woli, tytuł “Boga Tego Świata”, przystąpił
niezwłocznie do dzieła, którego skutki możemy obecnie podziwiać na każdym
kroku…