voleo
17.09.09, 11:44
Witam, jestem matką 16-latki. Na początek trochę informacji wstępnych -
mieszkamy we dwie (pożal się boże 'tatuś' nieobecny w naszym życiu od lat
kilkunastu), córka rozpoczęła właśnie naukę w liceum; kontakt mamy naprawdę
świetny, staram się nie być wiecznie zrzędzącym i prawiącym kazania rodzicem,
dużo rozmawiamy, wiem co się dzieje w szkole, wśród znajomych, wiem o
problemach sercowych itp. itd. Do najłatwiejszych dzieci nie należy - szybka,
głośna, często agresywna (słownie), bezczelna, momentami prezentująca totalny
brak szacunku dla wszystkiego i dla wszystkich, traktująca dom jak darmowy
hotel - ale jednocześnie wrażliwa, z rewelacyjnym poczuciem humoru, potrafi
np. wracając ze szkoły bez okazji kupić mi kwiatka:-) Bardzo ją kocham, a ona
o tym wie, bo mówię jej to codzienne.
Popala trawę, od wielu miesięcy, ja wiem o tym a ona tego za bardzo nie
ukrywa. Nie podoba mi się to, i mówię jej o tym wprost. Ostatnio jednak
następuje moim zdaniem przegięcie. Jest wiecznie zmęczona (czyt. rano w
tygodniu, gdy trzeba iść do szkoły), dziś kolejny raz stwierdziła, że nigdzie
nie idzie bo jest wykończona... i śpi.... Pewnie pośpi do 15.00. Wieczorami
szwęda się po osiedlu, wraca ok. północy, podejrzewam że często pod wpływem (o
innych używkach niż zielsko nic mi nie wiadomo). Brak zainteresowań, hobby,
absolutnie nic nie robi w domu, w pokoju ma taki burdel że już prawie nie
widać podłogi, no i strasznie doi mnie z kasy.
Szczerze mówiąc mam dość. A jednocześnie mam zero pomysłów co z tym zrobić.
Jestem absolutnie pewna, że to palenie jej na mózg pada.
[aha, dodam, że w wieku nastoletnim, a i potem kilka razy też, mnie również
zdarzyło się zapalić, ale jakoś w szkole i w domu problemów w związku z tym
nie miałam - piszę o tym dlatego, żeby podkreślić, że wiem z czym mam do
czynienia, i nie, wcale nie podchodzę do tematu lajtowo]
Ja nie jestem palcem robiona i zdaję sobie sprawę, że krzyki, prośby,
szlabany, totalne odcięcie od kasy czy zabranie kompa i telewizora z pokoju
nic nie da.
Pytanie - jakieś konkretne pomysły? Chciałabym wpłynąć na nią, żeby przede
wszystkim ogarnęła się z tą szkołą, jakoś lepiej zorganizować jej czas, żeby
powróciło jakiekolwiek poczucie obowiązku. Ale nie mam pojęcia jak ją
zmotywować - jaka kara może być np. za niechodzenie do szkoły? Zakaz wyjścia
na osiedle po południu? Przecież nie zamknę nastolatki w domu i nie przywiążę
do kaloryfera ... Rozmawiałyśmy nie raz o regularnym paleniu trawy, i innych
narkotykach, jasno wyrażałam swoje zdanie i ostrzegałam o skutkach ubocznych i
konsekwencjach. Jak do ściany.
Gubię się, jestem zmęczona, mam dość. Będę wdzięczna za wszelkie uwagi zarówno
od rodziców, którym udało się w takiej sytuacji wyjść na prostą, oraz od osób,
które przeżyły taki okres w swoim życiu – co was motywowało do działania, jaki
wpływ mieli Wasi bliscy, lub co Waszym zdaniem mogli/powinni zrobić, żeby Wam
pomóc?