Dodaj do ulubionych

trawa - problem z nastolatką

17.09.09, 11:44
Witam, jestem matką 16-latki. Na początek trochę informacji wstępnych -
mieszkamy we dwie (pożal się boże 'tatuś' nieobecny w naszym życiu od lat
kilkunastu), córka rozpoczęła właśnie naukę w liceum; kontakt mamy naprawdę
świetny, staram się nie być wiecznie zrzędzącym i prawiącym kazania rodzicem,
dużo rozmawiamy, wiem co się dzieje w szkole, wśród znajomych, wiem o
problemach sercowych itp. itd. Do najłatwiejszych dzieci nie należy - szybka,
głośna, często agresywna (słownie), bezczelna, momentami prezentująca totalny
brak szacunku dla wszystkiego i dla wszystkich, traktująca dom jak darmowy
hotel - ale jednocześnie wrażliwa, z rewelacyjnym poczuciem humoru, potrafi
np. wracając ze szkoły bez okazji kupić mi kwiatka:-) Bardzo ją kocham, a ona
o tym wie, bo mówię jej to codzienne.
Popala trawę, od wielu miesięcy, ja wiem o tym a ona tego za bardzo nie
ukrywa. Nie podoba mi się to, i mówię jej o tym wprost. Ostatnio jednak
następuje moim zdaniem przegięcie. Jest wiecznie zmęczona (czyt. rano w
tygodniu, gdy trzeba iść do szkoły), dziś kolejny raz stwierdziła, że nigdzie
nie idzie bo jest wykończona... i śpi.... Pewnie pośpi do 15.00. Wieczorami
szwęda się po osiedlu, wraca ok. północy, podejrzewam że często pod wpływem (o
innych używkach niż zielsko nic mi nie wiadomo). Brak zainteresowań, hobby,
absolutnie nic nie robi w domu, w pokoju ma taki burdel że już prawie nie
widać podłogi, no i strasznie doi mnie z kasy.
Szczerze mówiąc mam dość. A jednocześnie mam zero pomysłów co z tym zrobić.
Jestem absolutnie pewna, że to palenie jej na mózg pada.
[aha, dodam, że w wieku nastoletnim, a i potem kilka razy też, mnie również
zdarzyło się zapalić, ale jakoś w szkole i w domu problemów w związku z tym
nie miałam - piszę o tym dlatego, żeby podkreślić, że wiem z czym mam do
czynienia, i nie, wcale nie podchodzę do tematu lajtowo]

Ja nie jestem palcem robiona i zdaję sobie sprawę, że krzyki, prośby,
szlabany, totalne odcięcie od kasy czy zabranie kompa i telewizora z pokoju
nic nie da.
Pytanie - jakieś konkretne pomysły? Chciałabym wpłynąć na nią, żeby przede
wszystkim ogarnęła się z tą szkołą, jakoś lepiej zorganizować jej czas, żeby
powróciło jakiekolwiek poczucie obowiązku. Ale nie mam pojęcia jak ją
zmotywować - jaka kara może być np. za niechodzenie do szkoły? Zakaz wyjścia
na osiedle po południu? Przecież nie zamknę nastolatki w domu i nie przywiążę
do kaloryfera ... Rozmawiałyśmy nie raz o regularnym paleniu trawy, i innych
narkotykach, jasno wyrażałam swoje zdanie i ostrzegałam o skutkach ubocznych i
konsekwencjach. Jak do ściany.
Gubię się, jestem zmęczona, mam dość. Będę wdzięczna za wszelkie uwagi zarówno
od rodziców, którym udało się w takiej sytuacji wyjść na prostą, oraz od osób,
które przeżyły taki okres w swoim życiu – co was motywowało do działania, jaki
wpływ mieli Wasi bliscy, lub co Waszym zdaniem mogli/powinni zrobić, żeby Wam
pomóc?
Obserwuj wątek
    • yuraathor Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 12:00
      to Ty uważasz ze macie swietny kontakt supermamo.
      a czy ona też tak to widzi???
      wyraźnie ucieka od czegoś, ucieka w narkotyki, opisane objawy świadczą o czyms
      więcej niż tylko trawka.
      kontrolujesz i gó... widzisz.
      pewnie, 16 lat okres buntu i ucieczki tylko zapytaj sama siebie przed czym ucieka.
      piszesz ze rozmawiacie, a może ona myśli że :stara znowu gdera
      • voleo Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 12:10
        wielkie dzięki za zajebiście konstruktywny komentarz

        yuraathor napisał:


        > wyraźnie ucieka od czegoś, ucieka w narkotyki, opisane objawy świadczą o czyms
        więcej niż tylko trawka.

        konkretnie coś ci przychodzi do głowy? czy tylko gdybasz? bo tak to ja też potrafię

        > to Ty uważasz ze macie swietny kontakt supermamo.
        > a czy ona też tak to widzi???
        > kontrolujesz i gó... widzisz.
        pewnie, 16 lat okres buntu i ucieczki tylko zapytaj sama siebie przed czym
        ucieka. piszesz ze rozmawiacie, a może ona myśli że :stara znowu gdera

        może i ja gó*wno widzę, ale w takim razie ty gó*wno wiesz - owszem rozmawiamy,
        sama przychodzi i zaczyna rozmowy, opowiada co się działo w ciągu dnia itp., ja
        głównie słucham co ma mi do powiedzenia, nie gderam, nie wchodzę w słowo,
        ewentualnie komentuję, jeżeli mnie o to poprosi. Tak, jej zdaniem mamy świetny
        kontakt, sama mi to często powtarza, mówi że wielu znajomych jej zazdrości
        takiego porozumienia w domu.

        najprościej wsadzić moją sytuację do worka jak z książkowego przypadku - czyli
        kompletny brak zrozumienia ze strony rodziców, brak rozmów, zakazy, nakazy,
        nastolatek sam zamyka się w pokoju, znika na noce, kradnie złote pierścionki itp
        itd - no ale u nas tak nie jest.
        • yuraathor Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 12:33
          pewnie że gó... wiem bo wiem tyle ile napiszesz, gdybam po prostu.
          zwracasz się z pytaniem- problemem a ja piszę co mi przychodzi do głowy.
          problem nie powstał przeciez ot tak sobie.
          wiem na pewno że po samej trawce nie sypia się do 15 i nie ma poczucia totalnego
          zniechęcenia do otaczającego swiata.

          nie wiem jak u was jest i nie dopasowuję do książkowego przypadku,
          problem jest i myslę że ważne by było poznać przyczynę.
          nie leczyc objawów tylko przyczyny
          • pierzchnia Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 13:11
            Widziałem kiedyś,w telewizji film o specjalnym obozie organizowanym
            dla trudnej młodzieży-wychowanie poprzez zastosowanie surowej
            dyscypliny i nałożenie obowiązków.
            To byli specjaliści z prawdziwego zdarzenia.
            Po przebytym obozie wrócił szacunek do rodziców i zrozumienie swoich
            wcześniejszych błędów.


            • voleo Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 16:02
              pierzchnia napisał:

              > Widziałem kiedyś,w telewizji film o specjalnym obozie organizowanym dla
              trudnej młodzieży-wychowanie poprzez zastosowanie surowej dyscypliny i nałożenie
              obowiązków.
              > To byli specjaliści z prawdziwego zdarzenia.
              > Po przebytym obozie wrócił szacunek do rodziców i zrozumienie swoich
              wcześniejszych błędów.
              >
              Widzisz, moją córkę wbrew pozorom ciężko zakwalifikować do trudnej młodzieży -
              ja rozmawiałam z kilkoma osobami (a w zasadzie specjalistami w temacie) -
              usłyszałam, że wrzucenie jej do takiej grupy może wręcz pogorszyć sytuację, tam
              miałaby do czynienia z młodzieżą, która np. ucieka z domu, kradnie (w domu i
              poza domem), umawia się na ustawki itp. - ona takich rzeczy nie robi, to jest
              zupełnie inny temat.
          • voleo Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 15:48
            yuraathor napisał:

            > pewnie że gó... wiem bo wiem tyle ile napiszesz, gdybam po prostu.
            > zwracasz się z pytaniem- problemem a ja piszę co mi przychodzi do głowy.
            problem nie powstał przeciez ot tak sobie. wiem na pewno że po samej trawce nie
            sypia się do 15 i nie ma poczucia totalnego zniechęcenia do otaczającego swiata.
            >
            jak się jara całe popołudnie, wraca do domu o północy a potem siedzi na gg do 4
            rano, to można spać i do 15.00 - chęci to ona ma, owszem, ale nie do nauki tylko
            żeby z domu wyjść na osiedle na przykład, albo do galerii na zakupy pojechać ...

            > nie wiem jak u was jest i nie dopasowuję do książkowego przypadku,
            > problem jest i myslę że ważne by było poznać przyczynę.
            > nie leczyc objawów tylko przyczyny

            czy np. fakt, że w jej klasie jedynie TRZY osoby trawy nie palą, może być
            częściową przyczyną? nie wiem, próbuję tą przyczynę znaleźć.
      • krolewnasciezka Re: trawa - problem z nastolatką 06.10.09, 11:55
        bzdury opowiadasz. to, ze pali zioło czy bierze coś innego nie znaczy, ze przed
        czymś ucieka. ćpałam przez wiele lat i nie dlatego, ze przed czym uciekałam, bo
        nie miałam przed czym (m.in też mam z moją mamą wspaniały kontakt). ćpałam, bo
        to lubiłam i to sprawiło mi przyjemność. nie było w tym żadnego błędu moich
        rodziców i nie mogli nic w tej sprawie zrobić, nie mieli na to żadnego wpływu.
        przestałam brać, bo mi się po prostu znudziło.
    • honeyandmilk Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 15:06
      totalne odcięcie od kasy czy zabranie kompa i telewizora z pokoju
      > nic nie da.
      Jak to nie da? Bez kasy nie kupi narkotyków. Ty, jako jej matka,
      która daje jej mieszkanie i ją utrzymuje masz prawo żądać i wymagać.
      Przede wszystkim zakaz używania narkotyków!
      Jak to nic nie robi? I ty jej dajesz pieniądze???
      Taka postawa prowadzi do używania co raz cięższych narkotyków (o ile
      już to nie weszło w grę - a wszystko na to wskazuje: wyciąganie
      pieniędzy, zmęczenie, spanie do 15.00, odpuszczanie szkoły,
      obowiązków - typowe objawy brania heroiny).
      Przeżyłam to samo. Piekło trwało 9 lat.
      Najbardziej pomogły mi spotkania w grupach wsparcia dla rodziców.
      Powrót z U, Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, Monar i wiele
      innych instytucji. Chodziłam na niemal wszystkie spotkania dla
      rodziców, jakie odbywały się wtedy w Warszawie.
      Nauczyłam się jak postępować z dzieckiem, jak stawiać sztywne
      bariery, jak żyć żeby nie zwariować. W końcu jak swoim postępowaniem
      nie ułatwiać dziecku trwania w tym letargu (skoro ma dach nad głową,
      pieniądze, telewizor, komputer i żadnych strat, to po co ma coś
      zmieniać??? Po co nie brać czegoś, po czym jest odjazd? Bez żadnych
      konsekwencji, bo matka nad nią czuwa? Wszystko zapewnia. Nic tylko
      ćpać!)
      • voleo Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 15:57
        honeyandmilk napisała:

        > totalne odcięcie od kasy czy zabranie kompa i telewizora z pokoju
        > > nic nie da.
        > Jak to nie da? Bez kasy nie kupi narkotyków. Ty, jako jej matka,
        > która daje jej mieszkanie i ją utrzymuje masz prawo żądać i wymagać. Przede
        wszystkim zakaz używania narkotyków! Jak to nic nie robi? I ty jej dajesz
        pieniądze???

        Zakazałam.
        Jak jej nie dam żadnej absolutnie kasy, to może zacząć kombinować (przykład z
        osiedla - fajna rodzina, niby spokojny chłopak, obecnie ma sprawę za drobne
        kradzieże...).
        Ustaliłyśmy właśnie, że pieniądze dostawać będzie na konkretny cel - bluzka
        (muszę zobaczyć paragon), kino (ewentualnie ja jadę i kupuję bilet) itp itd.

        > Taka postawa prowadzi do używania co raz cięższych narkotyków (o ile już to
        nie weszło w grę - a wszystko na to wskazuje: wyciąganie
        > pieniędzy, zmęczenie, spanie do 15.00, odpuszczanie szkoły,
        > obowiązków - typowe objawy brania heroiny).

        Znam byłego heroinistę. Rozmawiałam. To nie to.

        >Przeżyłam to samo. Piekło trwało 9 lat.
        > Najbardziej pomogły mi spotkania w grupach wsparcia dla rodziców.
        > Powrót z U, Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, Monar i wiele
        > innych instytucji. Chodziłam na niemal wszystkie spotkania dla
        > rodziców, jakie odbywały się wtedy w Warszawie.
        > Nauczyłam się jak postępować z dzieckiem, jak stawiać sztywne
        > bariery, jak żyć żeby nie zwariować. W końcu jak swoim postępowaniem nie
        ułatwiać dziecku trwania w tym letargu (skoro ma dach nad głową, pieniądze,
        telewizor, komputer i żadnych strat, to po co ma coś zmieniać??? Po co nie brać
        czegoś, po czym jest odjazd? Bez żadnych konsekwencji, bo matka nad nią czuwa?
        Wszystko zapewnia. Nic tylko ćpać!)

        Z tymi barierami mam problem i o tym wiem. Sił trochę brakuje, ale te co jeszcze
        zostały przeznaczę przede wszystkim na wzmocnienie siebie, głównie pod względem
        konsekwencji w działaniu. Będzie jasny podział obowiązków, kontrola czasu
        spędzanego poza domem, nagrody za dobre wyniki w nauce itp itd. Myślę, że na tym
        etapie damy radę. A przynajmniej mam taką nadzieję.
        • zyg_zyg_zyg Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 18:47
          Od razu napiszę, że nie mam ani dziecka palącego trawę, ani sama jej
          nie paliłam wiecej niż parę razy w życiu. I mimo, że kierujesz swój
          post nie do mnie, to pozwolę sobie napisać, jak to widzę z boku.

          W powyższym poście napisałaś, co jest źródłem kłopotów. Nie brak
          pomysłów na konkretne zachowania w konkretnych sytuacjach, tylko
          Twoje niezdecydowanie, brak konsekwencji i obawa przed
          byciem "twardą suką" dla swojej córki. To zresztą sama widzisz,
          tylko nie wiem, czy tego trochę nie bagatelizujesz. Co z tego, że
          ktoś Ci napisze np. "Powiedz córce, że ma być w domu przed 23:00, bo
          po 23:00 jej już nie wpuścisz". Będziesz w stanie zastosować się do
          takiej rady? Zaryzykować spanie porządnej dziewczyny, z którą masz
          świetny kontakt, na wycieraczce albo u Bóg wie kogo? Będziesz w
          stanie np. zarekwirować, albo wynieść z domu jej komputer jak np.
          trzy razy opuści zajęcia w szkole bez istotnego powodu? Będziesz w
          stanie przekonać siebie samą, że to jest dobre?

          Czy widzisz u siebie tendencję do zmiękczania i rozmywania - i tego
          wszystkiego, co ona robi, i swoich reakcji? Czy jesteś w stanie
          wewnętrznie przestawić się na większą twardość?

          Ja na przykład doskonale wiem, że młodzi ludzie potrzebują i
          doceniają jasne granice i konsekwencje w ich egzekwowaniu. Ale
          miałam kiedyś jeden epizod z pracą z młodzieżą. I mimo tej wiedzy
          często automatycznie wybierałam bycie "fajną", tzn. nadmiernie
          empatyczną, usprawiedliwiającą, odpuszczającą, miękką, pobłażliwą.
          Mimo świadomości, że to nic dobrego nie przynosi i że wcale nie
          jestem fajna. Trochę z lenistwa, trochę z tchórzostwa, trochę z
          niezdecydowania, trochę z bierności itp. To, co mnie uratowało przed
          klęską, to zmiana w sobie - a nie próby zmiany ich.

          Może nie będzie Ci to potrzebne, ale pamiętaj, że istnieją takie
          spotkania, o których pisała Honeyandmilk. Tam może znajdziesz więcej
          ludzi z doświadczeniem, którego potrzebujesz.
          • voleo ... to cała ja.... 17.09.09, 19:13
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > W powyższym poście napisałaś, co jest źródłem kłopotów. Nie brak
            > pomysłów na konkretne zachowania w konkretnych sytuacjach, tylko
            > Twoje niezdecydowanie, brak konsekwencji i obawa przed
            > byciem "twardą suką" dla swojej córki. To zresztą sama widzisz,
            > tylko nie wiem, czy tego trochę nie bagatelizujesz. Co z tego, że
            > ktoś Ci napisze np. "Powiedz córce, że ma być w domu przed 23:00, bo po 23:00
            jej już nie wpuścisz". Będziesz w stanie zastosować się do takiej rady?
            Zaryzykować spanie porządnej dziewczyny, z którą masz świetny kontakt, na
            wycieraczce albo u Bóg wie kogo? Będziesz w
            > stanie np. zarekwirować, albo wynieść z domu jej komputer jak np.
            > trzy razy opuści zajęcia w szkole bez istotnego powodu? Będziesz w
            > stanie przekonać siebie samą, że to jest dobre?
            >
            nie...

            > Czy widzisz u siebie tendencję do zmiękczania i rozmywania - i tego
            wszystkiego, co ona robi, i swoich reakcji? Czy jesteś w stanie
            > wewnętrznie przestawić się na większą twardość?

            właśnie próbuję, średnio idzie, ale pracuję nad tym

            > Ja na przykład doskonale wiem, że młodzi ludzie potrzebują i
            > doceniają jasne granice i konsekwencje w ich egzekwowaniu. Ale
            > miałam kiedyś jeden epizod z pracą z młodzieżą. I mimo tej wiedzy
            > często automatycznie wybierałam bycie "fajną", tzn. nadmiernie
            > empatyczną, usprawiedliwiającą, odpuszczającą, miękką, pobłażliwą.
            > Mimo świadomości, że to nic dobrego nie przynosi i że wcale nie
            > jestem fajna. Trochę z lenistwa, trochę z tchórzostwa, trochę z
            > niezdecydowania, trochę z bierności itp. To, co mnie uratowało przed klęską,
            to zmiana w sobie - a nie próby zmiany ich.
            >
            to nawet nie chodzi o udawanie 'fajnej' - ja po prostu mam taki trochę
            utrudniający życie charakter - trochę pierdoła jestem, tą przysłowiową kromkę
            chleba to nie tylko podzielę, ale wręcz oddam.
            dotychczas bycie osobą zupełnie bezkonfliktową raczej przynosiło korzyści, a
            tutaj konflikt pomiędzy moimi oczekiwaniami i jej zachowaniem jest i muszę się z
            tym zacząć godzić i odpowiednio to rozegrać.

            > Może nie będzie Ci to potrzebne, ale pamiętaj, że istnieją takie
            > spotkania, o których pisała Honeyandmilk. Tam może znajdziesz więcej ludzi z
            doświadczeniem, którego potrzebujesz.

            mam nadzieję, że nie będzie potrzebne, ale na pewno zachowam w pamięci na
            wszelki wypadek.
    • aaugustw Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 15:22
      voleo napisała:
      > Witam, jestem matką 16-latki...
      _____________________________________.
      Po tym co przeczytalem, nie wierze...!
      A...
      • aaugustw Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 16:01
        aaugustw napisał:
        > voleo napisała:
        > > Witam, jestem matką 16-latki...
        _____________________________________.
        > Po tym co przeczytalem, nie wierze...!
        A...
        =======================================.
        (uzupelnienie):
        Mam(y) dwie dorosle juz corki... - Obie wyuczone. Obie zonate i
        dzieciate. Obie pracuja...
        Przed kilkunastu laty mlodsza corka, (miala wtedy 13 lat) spoznila
        sie pol godziny do domu, (zawsze byla punktualna), w tym dniu zona
        wyczula od niej piwo, (ja wtedy jeszcze pilem). Corka ta probowala
        wtedy oszukac swoja mame (moja zone) i wpierala jej, ze nic nie
        wypila. Wtedy zona kazala jej sie ubrac i powiedziala: jedziemy na
        pogotowie, wezmiemy probke krwi, jezeli wypilas i w dodatku mnie
        oklamalas poniesiesz surowe konsekwencje... - Corka przestraszyla
        sie nie na zarty, "pekla" i zaczela mocno przepraszac, ze juz nie
        wezmie nigdy piwa do ust... - Po dzien dzisiejszy nie bylo z nia
        zadnego problemu alkoholowego...
        A...
        • voleo Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 16:09
          aaugustw napisał:

          > (uzupelnienie):
          > Mam(y) dwie dorosle juz corki... - Obie wyuczone. Obie zonate i
          > dzieciate. Obie pracuja...
          > Przed kilkunastu laty mlodsza corka, (miala wtedy 13 lat) spoznila
          > sie pol godziny do domu, (zawsze byla punktualna), w tym dniu zona
          > wyczula od niej piwo, (ja wtedy jeszcze pilem). Corka ta probowala
          > wtedy oszukac swoja mame (moja zone) i wpierala jej, ze nic nie
          > wypila. Wtedy zona kazala jej sie ubrac i powiedziala: jedziemy na
          > pogotowie, wezmiemy probke krwi, jezeli wypilas i w dodatku mnie
          > oklamalas poniesiesz surowe konsekwencje... - Corka przestraszyla
          > sie nie na zarty, "pekla" i zaczela mocno przepraszac, ze juz nie
          > wezmie nigdy piwa do ust... - Po dzien dzisiejszy nie bylo z nia
          > zadnego problemu alkoholowego...
          > A...

          No to gratuluję. A co to ma wspólnego z moją sytuacją? Bo jeżeli sugerujesz, że
          każdy młody człowiek przestraszy się tekstu o surowych konsekwencjach i
          natychmiast odstawi wszelkie używki, już tak do końca życia, to niestety bardzo
          się mylisz.
          • aaugustw Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 16:20
            voleo napisała:
            :::::::::::::::
            ...to niestety bardzo się mylisz.
            ________________________________.
            Widze, ze na wszystkie wypowiedzi masz jedno: NIE!
            Pozostaje wiec zyczyc Tobie dalszej takiej milej
            coreczki i kochanej mamusi.
            Zyjcie mi dlugo i zdrowo....
            A...
            • magtomal Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 16:37
              Nie wyobrażam sobie, by któreś moje dziecko w pierwszej klasie liceum wracało do
              domu o północy, potem siedziało przy komputerze do 4 nad ranem, a następnie -
              zamiast iść do szkoły- odsypiało do 15.
              Twoje dziecko czuje sie bezkarne, wie, że na wszystko może sobie pozwolić, to
              czemu ma się wysilać, by np chodzić do szkoły? Czemu ma nie palić? - skoro
              mamusia się godzi...
              Dzieci naprawdę potrzebują konkretnych granic - jeśli ich nie mają (bo
              mamusia-kumpela ich nie stawia - sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć. To
              dopiero I klasa liceum - jak nie przestaniesz być kumpelą swojej córki, a nie
              staniesz się matką - będzie coraz gorzej.
              • aaugustw Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 16:51
                magtomal napisała:
                > Nie wyobrażam sobie, by któreś moje dziecko w pierwszej klasie
                liceum wracało do domu o północy, potem siedziało przy komputerze do
                4 nad ranem, a następnie - zamiast iść do szkoły- odsypiało do 15.
                > Twoje dziecko czuje sie bezkarne, wie, że na wszystko może sobie
                pozwolić, to czemu ma się wysilać, by np chodzić do szkoły? Czemu ma
                nie palić? - skoro mamusia się godzi...
                > Dzieci naprawdę potrzebują konkretnych granic - jeśli ich nie mają
                (bo mamusia-kumpela ich nie stawia - sprawdzają, jak daleko mogą się
                posunąć. To dopiero I klasa liceum - jak nie przestaniesz być
                kumpelą swojej córki, a nie staniesz się matką - będzie coraz gorzej.
                ____________________________________________.
                Nic dodac, nic ujac...! ;-))
                Jedyny problem w tym, ze tam gdzie ten problem
                powstal, (a powstal duzy juz problem...!),tam
                nie umie byc on rozwiazany...! :-((
                A...
              • voleo i na tym polega problem 17.09.09, 17:19
                że na tego typu wątki odpowiedzi udzielają wszechwiedzący, którzy nigdy w życiu
                nie zetknęli się w praktyce z podobnym problemem

                magtomal napisała:

                > Nie wyobrażam sobie, by któreś moje dziecko w pierwszej klasie liceum wracało
                do domu o północy, potem siedziało przy komputerze do 4 nad ranem, a następnie -
                zamiast iść do szkoły- odsypiało do 15.

                skoro nie przeżyłaś czegoś takiego, i sobie tego nie wyobrażasz, to po co się
                wymądrzasz?

                > Twoje dziecko czuje sie bezkarne, wie, że na wszystko może sobie pozwolić, to
                czemu ma się wysilać, by np chodzić do szkoły? Czemu ma nie palić? - skoro
                mamusia się godzi...

                zacytuj proszę jakiekolwiek zdanie w moich wypowiedziach świadczące o tym, że
                godzę się na palenie.
                uprzejmie cię również poproszę w tym miejscu o podanie niezawodnego sposobu
                wyciągnięcia 16-letniej osoby z łóżka, która wstać nie chce i wyrzucenia za
                drzwi na klatkę schodową ze słowami - idź do szkoły, ewentualnie np.
                wyegzekwowania szlabanu na wychodne. Z pewnością wielu rodziców nastolatków
                chętnie posłucha.

                > Dzieci naprawdę potrzebują konkretnych granic - jeśli ich nie mają (bo
                mamusia-kumpela ich nie stawia - sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć. To
                dopiero I klasa liceum - jak nie przestaniesz być kumpelą swojej córki, a nie
                staniesz się matką - będzie coraz gorzej.

                granice są od zawsze, a od jakiegoś czasu są również notorycznie łamane - nie
                każdy ma grzeczne dzieci
                • magtomal Re: i na tym polega problem 17.09.09, 17:33
                  Nie jestem osobą, która - jak piszesz - nigdy w życiu nie spotkała się z
                  podobnym problemem. Po pierwsze mam troje dzieci; najmłodsza córa jest w klasie
                  maturalnej. Nasza rodzina borykała się z poważnymi problemami, ale akurat dzieci
                  są super. I w tym kontekscie NIE WYOBRAŻAM sobie, by mozliwe było, to, o czym
                  pisalam. Dzieci znały swoje obowiązki i wiedziały, że nie zgodzę się, by np. nie
                  poszły do szkoły. Dodam, że mam z nimi świetny kontakt (bo zaraz powiesz, że u
                  nas był terror) - po prostu znały granice, wiedziały, co do nich należy i pewnie
                  im było z tym łatwiej.
                  Pracuję z młodzieżą od wielu lat (i nadal bardzo to lubię) i obserwuję różne
                  sytuacje i uwierz mi: najnieszczęśliwsze są dzieci, które w domu zamiast
                  rodziców mają kumpli lub zupełnie bezradnych rodziców pytających jak Ty: jak
                  mogę zmusić córkę/syna do...? One potrzebują silnych rodziców, w których mają
                  oparcie i do których mogą mieć szacunek
                  • pierzchnia Re: i na tym polega problem 17.09.09, 17:38
                    Ojciec porządny,matka porządna,a syn kolejorz.
                    • aaugustw Re: i na tym polega problem 17.09.09, 21:00
                      pierzchnia napisał:
                      > Ojciec porządny,matka porządna,a syn kolejorz.
                      __________________________.
                      Czyli pracuje na bani(e)..!
                      A...
                      Ps. Zaloze sie pieprzniak, ze nie wiesz skad wzielo sie to
                      powiedzenie...!
            • pierzchnia Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 16:48
              Voleo jest po prostu rozsądna.
              Jedno jest pewne-dalszy bezruch spowoduje następstwa,które nie będą
              miłe.
              Nikt nie chce aby jego dziecko cierpiało,ale tego typu zmiany
              wymagają ofiary.
              Trzeba znaleźć punkt oparcia/może istnieją dla niej jakieś
              autorytety?/inaczej pozostaje tylko droga przełamywania.
              • voleo Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 17:21
                pierzchnia napisał:

                > Voleo jest po prostu rozsądna.
                > Jedno jest pewne-dalszy bezruch spowoduje następstwa,które nie będą miłe.
                > Nikt nie chce aby jego dziecko cierpiało,ale tego typu zmiany
                > wymagają ofiary.
                > Trzeba znaleźć punkt oparcia/może istnieją dla niej jakieś
                > autorytety?/inaczej pozostaje tylko droga przełamywania.

                Dziękuję za zrozumienie.
                Bezruchu w zasadzie z mojej strony nigdy nie było, może po prostu zbyt mało
                konsekwencji i zaparcia z mojej strony, to zamierzam naprawić i między innymi
                stąd ten wątek.
                • magtomal Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 17:36
                  voleo napisała:
                  może po prostu zbyt mało
                  > konsekwencji i zaparcia z mojej strony, to zamierzam naprawić i między innymi
                  > stąd ten wątek.

                  Lepiej późno niż wcale. Życzę powodzenia, choć teraz będzie Ci trudno. Ale
                  walcz, bo w końcu chodzi o Twoją córkę.
                  • voleo Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 17:41
                    magtomal napisała:

                    > voleo napisała:
                    > może po prostu zbyt mało
                    > > konsekwencji i zaparcia z mojej strony, to zamierzam naprawić i między
                    innymi stąd ten wątek.
                    >
                    > Lepiej późno niż wcale. Życzę powodzenia, choć teraz będzie Ci trudno. Ale
                    walcz, bo w końcu chodzi o Twoją córkę.

                    Walczę, bo bardzo ją kocham i uważam że jest wspaniałym człowiekiem i ma ogromny
                    potencjał. Właśnie wstawiła pranie i chyba robi dla nas kolację, więc jestem w
                    szoku ale siedzę cicho:)
                    • magtomal Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 17:44
                      Oby tak dalej. Niech czuje Twoją miłość, ale i siłę, stanowczość. Powodzenia
                      życzę, naprawdę.
                      • voleo Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 19:15
                        magtomal napisała:

                        > Oby tak dalej. Niech czuje Twoją miłość, ale i siłę, stanowczość. Powodzenia
                        życzę, naprawdę.

                        nie dziękuje, żeby nie zapeszyć
                        moje potomstwo w tej chwili właśnie zabrało się za szukanie pracy ... kurczę,
                        trochę dużo niespodzianek jak na jeden dzień ... :-)
                        • aaugustw Re: Beznadziejny przypadek... 17.09.09, 19:42
                          voleo napisała:
                          > ...moje potomstwo w tej chwili właśnie zabrało się za szukanie
                          pracy ... kurczę,
                          ________________________________.
                          A mama caly dzien przy kompie...! :-(
                          A... ;-)
                          • voleo August 17.09.09, 20:51
                            Ja w większości pracuję w domu, i akurat wyłącznie przy komputerze, więc zamiast
                            chadzać na jakieś lunche i na kawę itp. to na krótkie przerwy wpadam na forum
                            A praca w domu bardzo mi obecnie odpowiada, bo mam oko na dziecko! Jak wraca ze
                            szkoły to spędzamy sobie popołudnie razem, a potem po prostu kończę pracę
                            wieczorem.
    • sysiulek Re: trawa - problem z nastolatką 17.09.09, 20:50
      proponuje zabrać ją do najbliższego ośrodka gdzie leczy się ludzi uzależnionych
      od narkotykow. Nie chodzi o to by sama się tam leczyła ale żeby mogła zobaczyć
      jak tym ludzią którzy zaczynbali kiedyś od trawki {podobno lekki narkotyk} jest
      ciezko. Może którys z podopiecznych tego osrodka zgodzi sie na krótką rozmowe.
      Mi to pomogło. Moja mama tez próbowała mi przegadac ze to jest złe i jakie sa
      tego skutki... nic z tego...dopiero taka "wycieczka" uswiadomila mi ze narkotyki
      nawet te lekkie sa zabawa tylko i wyłącznie do pewnego czasu. potem zaczynaja
      sie schody. pozdrawiam i życze powodzenia a wszczegolnosci duzo siły
      • honeyandmilk Re: trawa - problem z nastolatką 18.09.09, 21:12
        Moja córka była zabrana do takiego ośrodka - Monaru dla bezdomnych
        na Nowym Zjeździe w Warszawie (żeby jej pokazać - to najgorsze,
        bezdomne, bardzo chore przypadki). Nic nie pomogło. Sama przebywała
        w ośrodkach trzy krotnie. Dopiero jak ja nauczyłam się z nią
        postępowac przyszły zmiany.
        Przede wszystkim - zakaz brania jakichkolwiek narkotyków! Robienie
        testów co 3 dni! Ma być czysta. Nie ma mowy o innym układzie, bo nie
        ogarniesz jej.
        A, że boisz się, że jak jej nie dasz kasy, to będzie kraść? To
        będzie znaczyło, że jest BARDZO uzależniona. I staniesz przed
        wyborem, czy lepiej żeby twoje dziecko poszło do więzienia za swoje
        czyny, czy lepiej żeby umarło? Towar jest różny, nigdy nie wiadomo
        na co trafi czy ile weźmie.
        Sama wiem, że rodzic NIGDY nie może ułatwiać ćpania, a ty to robisz.
        Ja też tak robiłam, dopóki nie wyleczyłam swojego współuzależnienia.
        I nie nauczyłam się twardo stawiać warunków. Miałam dwa wybory: jak
        nie zacznę być twarda to moje dziecko umrze, a jak będę twarda, to
        moje dziecko: 50% umrze, 50% się wyleczy. Wygrałyśmy te, ostatnie
        50%. Na szcęście. Już kilka lat żyjemy normalnie. Ba, co raz lepiej.
        • jap.11 Re: trawa - problem z nastolatką 20.09.09, 16:36
          To bardzo trudny problem. Mnie osobiscie pomogly grupy dla rodzin osob
          uzaleznionych. Tam ucze sie czego nie powinnam robic, zeby nie wspomagac
          (nieswiadomie) uzaleznienia.
          Bardzo poruszyl mnie list alkoholika starczy zamienic tytul na narkomana bo
          przeciez kazde uzaleznienie ma ten sam schemat.

          www.adamolejnik.com/blog/list-alkoholika/
    • pierzchnia Re: trawa - problem z nastolatką 03.10.09, 13:14
      Znów za darmochę-superextraodlotowo!
    • magoch Re: trawa - problem z nastolatką 05.10.09, 15:32
      Po przeczytaniu wszystkich postów chciałoby się napisać: Szukaj
      szybko pomocy u specjalistów od uzależnień!!! Znając jednak temat,
      wiem, że niektórzy rodzice wiele muszą doświadczyć, zanim zaczną na
      poważnie podchodzić do rzeczy. Piszesz, że rozmawiałaś ze
      specjalistami w temacie, również z byłym heroinistą. I co oni Ci
      powiedzieli?

      Oczekujesz od innych gotowych rad dla siebie. Gotowych rad nie ma. W
      takich wypadkach najważniejsza jest gotowość do wprowadzania
      konstruktywnych zmian w życiu całej rodziny.
      Najlepsze rady, które tu dostałaś, to te, kierujące Cię na spotkania
      grupy wsparcia dla rodzin osób uzależnionych. Tu na forum będziesz
      się tylko zżymać na, Twoim zdaniem, złośliwe uwagi pod Waszym
      adresem, bo nikt tak naprawdę nie jest w stanie do końca poznać
      skomplikowanych mechanizmów funkcjonowania waszej rodziny.
      Piszesz:
      "I na tym polega problem, że na tego typu wątki odpowiedzi udzielają
      wszechwiedzący, którzy nigdy w życiu nie zetknęli się w praktyce z
      podobnym problemem".
      Na grupie wsparcia dla rodziców dzieci uzależnionych znajdziesz
      samych "specjalistów" i do tego praktyków!

      Możesz się ciągle uspokajać, że jeszcze nie jest tak źle. Ale to Ty
      tak myślisz.
      Uzależnienie jest jak tocząca się śniegowa kula. Na początku wygląda
      niewinnie, ale z czasem trudno ją zatrzymać. Kiedy urośnie do
      monstrualnych rozmiarów, zmiata wszystko, co stanie na jej drodze.
      W tej chwili uważasz, że adresy poradni uzależnień są Ci
      niepotrzebne. To znaczy, że wolisz czekać, aż będziesz pewna, że
      twoja córka ma problem z narkotykami. Według mnie, ona już ten
      problem ma.

      Pozdrawiam,
      magoch

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka