Dodaj do ulubionych

Bóg,w butelce

05.12.09, 16:05
W forum już nie uczestniczę,ale podsyłam tekst,o którym kiedyś wspominałem.
„BÓG W BUTELCE"
Nie musimy wszak wybierać się na drugi koniec świata, by spotkać ludzi
niezadowolonych z tego „ja", z którym przyszli na świat; przechadzka po
niektórych ulicach naszych miast pozwoli nam odkryć niezliczoną rzeszę
niezadowolonych. Czasem aż strach ich oglądać — zbiegów, alkoholików,
narkomanów, klientów sex-shopów — możemy się jednak wiele od nich nauczyć.
Thoreau powiedział, że większość ludzi „żyje w cichej rozpaczy". Tutaj mamy do
czynienia z głośniejszą rozpaczą. Czego ci ludzie tak rozpaczliwie pragną?
Odpowiedź brzmi: transcendencji. Pragną oni uciec od czegoś: od nudy,
monotonii dnia codziennego, frustracji, nieudanych związków lub samotności. I
pragną gdzieś dojść, do czegoś potężnego, niezwykłego, podniecającego; słowem,
czegoś, co wyzwoliłoby ich od codziennego życia.
Uroki stanu transcendencji są nieźle ukazane w powieści Thomasa Wolfe'a Spójrz
ku domowi aniele. W pewnym miejscu autor pisze o tym, jak pierwszy raz był pijany.
Wiedział, że jest to wielka chwila w jego życiu. (...) Na całym świecie nie ma
drugiego człowieka jak on, nikt nie potrafiłby się upić tak wzniosie, tak
zachwycająco, tak wspaniale. To było większe i wspanialsze od wszystkiej
muzyki, jaką słyszał w życiu; było tak wspaniałe jak najwspanialsza poezja.
Dlaczego nikt mu o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie umiał tego opisać?
Dlaczego — skoro można było kupić boga w butelce i wypić go, i samemu zostać
bogiem — dlaczego ludzie nie są bezustannie pijani?
Transcendencja w wersji „zrób to sam" może jednak bardzo łatwo wymknąć się
spod kontroli. Bóg w butelce okazuje się potężnym dżinnem z piekła rodem,
obdarzonym własnym rozumem. Wkrótce eksperymentatora trzeba ratować, choć w
rzeczywistości może mu na tym w ogóle nie zależeć. Lecz jak go ratować?
Czasami pytam moich studentów, z których wielu pragnie w przyszłości nieść
ludziom pomoc, co zaproponują — dajmy na to alkoholikowi — w miejsce „boga w
butelce"? Ich odpowiedzi zwykle nie wykraczają poza ramy wyznaczone przez
psychologię: „przystosowanie się do społeczeństwa", „radzenie sobie", „lepsze
wyobrażenie o sobie" itd. Wydaje mi się, że odpowiedzi te nie dotykają istoty
sprawy. Skoro możemy mieć boga w butelce, a przez jakiś czas nawet samemu być
bogiem, to dlaczego mielibyśmy zadowolić się czymś tak marnym, jak
przystosowanie się czy radzenie sobie? Kiedy już zasmakujemy transcendencji,
nawet tej złudnej, niełatwo potem zejść z powrotem na ziemię.
To samo można powiedzieć o doświadczaniu boga w strzykawce, boga w tabletce
LSD lub boga w rozwiązłym czy perwersyjnym seksie. Mogą one być szkodliwe
zarówno dla ciała, jak i duszy, lecz dostarczają intensywnych przeżyć, które
trudno znaleźć w życiu codziennym. Nie wyobrażajcie sobie (mówię moim
studentom, przyszłym pracownikom opieki społecznej i psychologom), że wasza
opieka i troska łatwo zastąpi wspólnotę z tymi bogami — nawet jeśli są to
tylko bogowie pogańscy.
Obserwuj wątek
    • darekwolf Re: Bóg,w butelce 05.12.09, 21:10
      nie wiem Pierzchnia , czy zyłem od razu w "rozpaczy"......a
      transcedencji nie szukalem, i była mi obca , niczym aureola
      świetego.
      ja wiem czego szukalem Pierzchnia........kobiet, pieniedzy, nowych
      doznan, nowych wyzwan, innych wrazeń niz te , ktore juz
      znalem.i moj zwizek byl calkiem udany. dzieci tez mi sie
      udaly, ale zwyczajnie .......bylem zachlanny. myslalem sobie ,ze jak
      bede mial wiecej wszystkiego, tym samym bede szczesliwszym
      czlowiek.
      to taki materializm ducha wilka wedrownego.
      podsumowujac:........alkohol dodal mi wiele razy skrzydel. i jak
      durnemu ikarowi, mimo napomnień Dedala przyszlo mi walnać ryjem o
      glebe.
      i to cala trancedencja moja i rozpacz post factum
      heya Pierzchnia...zdrowia
      szcześcia
      wesolych swiat
      i do siego roku 2010

      wolf wirtualny
      • pierzchnia Re: Bóg,w butelce 06.12.09, 13:04
        NOWE „JA"
        Kiedy ci narkomani, alkoholicy i społeczni dewianci dochodzą w końcu do miejsca,
        w którym chcą zmiany, nie chodzi im o wyregulowanie lub dostosowanie swojego
        „ja". Najczęściej pragną całkiem nowego „ja". Swoje stare „ja" uważają za zbyt
        poważnie uszkodzone, by nadawało się do naprawy, chcą się go pozbyć. Ich życie
        wydaje im się nie do naprawienia, chcą mieć szansę spróbowania jeszcze raz.
        W takich wypadkach psychologia na nic się nie zda, gdyż zajmuje się ona nie
        gruntowną przebudową, lecz drobnymi naprawami. Nie twierdzę, że nigdy nie będzie
        tym ludziom pomocna, bardziej skuteczna jest jednak taka zorganizowana
        wspólnota, która wymaga podporządkowania się, dyscypliny i wiary, a w zamian za
        to daje ponowną szansę na transcendencję. W ten sposób Czarnym Muzułmanom udało
        się wyciągnąć z opresji niejednego wykolejonego mieszkańca getta.
        Podobnie Synanon, który wymagał całkowitego podporządkowania się woli jego
        charyzmatycznego przywódcy, Chucka Diedericka, okazał się o wiele bardziej
        skuteczny w leczeniu narkomanów niż programy rządowe oparte na modelach
        psychologicznych.
        Jak pokazuje tragiczna historia Synanonu, wiążą się z tym, oczywiście, pewne
        niebezpieczeństwa. Chodzi jednak o to, że bardzo często jedyną rzeczą, która
        jest lepsza od boga w butelce jest inny bóg; taki, który jest na tyle silny, by
        nas obdarzyć nowym „ja" — albo — Bóg. W Kościołach chrześcijańskich również są
        byli narkomani, byli przestępcy oraz byłe prostytutki; dotyczy to zwłaszcza
        bardziej wymagających form chrześcijaństwa.
        Chrześcijanie uważają, że owi nieszczęśni ludzie jedynie w bardziej dramatyczny
        sposób ilustrują sytuację, w jakiej wszyscy się znajdujemy. Naprawdę, wszyscy
        musimy porzucić nasze dawne „ja", ponieważ Bóg chce, abyśmy stali się nowym
        rodzajem ludzi. Istnieje nawet godna szacunku tradycja chrześcijańska, zgodnie z
        którą owi wyrzuceni poza nawias oraz odmieńcy są, w pewnym sensie, większymi
        szczęśliwcami niż cała reszta. Wiedzą oni w jak złej sytuacji się znajdują, jak
        bardzo potrzebują nowego narodzenia. Dlatego nawet zasługującym na szacunek
        ludziom należy przypominać, że celnicy i grzesznicy wejdą do królestwa
        niebieskiego przed nimi. Jeśli chronią nas nasze codzienne obowiązki lub
        przyzwyczajenie do umiaru, albo dobre zdrowie psychiczne, łatwo możemy sobie
        wmówić, że wszystko nam idzie świetnie, i że jeśli czegokolwiek potrzebujemy, to
        co najwyżej nieco więcej samoświadomości lub odrobinę więcej integracji.
        /
        W.K -Psychologiczne uwiedzenie/
        I jeszcze jedno,co uważam za równie ważne:
        August!
        Ty matole!
        • aaugustw Re: Bóg,w butelce 06.12.09, 15:37
          pierzchnia napisał:
          :::::::::::::::::::::::::::::::::
          > NOWE „JA"
          :::::::::::::::::::::::::::::::::
          > W.K -Psychologiczne uwiedzenie/
          > I jeszcze jedno,co uważam za równie ważne:
          > August!
          > Ty matole!
          ___________________________________________.
          Pierzchnia przytoczyl dwa wspaniale teksty i
          podpisal sie pod nimi moim imieniem, "po imieniu".
          Nie da sie ukryc... - Ja nie mam tu nic do powiedzenia...
          Ani do tekstu, ani do podpisu...!
          Nie ma(m) sie do czego doczepic... - To co tu zostalo
          napisane w tych dwoch tekstach to szczera, realna PRAWDA...!
          Do tych dwoch tekstow nie da sie nawiazac, ani cos dodac...!
          Ten, ktory nie byl w Piekle i nie doznal przebudzenia,
          nawet nie wie co tu napisano... - Ten, ktory tam byl widzi,
          ze to o nim mowa, ze to on sam moglby w ten sposob napisac,
          gdyby umial w ten sposob ubrac swoje przeobrazenie...
          (w AA...).
          A...
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Bóg,w butelce 06.12.09, 16:23
        moze jako trep nawykles myslec konkretnie i prosto i czasem czarno- bialo i stad
        te podejscie?

        czym jest szczescie?
        to uczucie subiektywne. Byc szczesliwszym- niby zawsze mozna, ale tak naprawde
        jak sie chce byc szczesliwszym to znaczy ze nie jest sie szczesliwym, jak dla
        mnie. tu jest akurat nieco czarno i bialo.
        jak mam ladny dom to owszem, moge pomyslec raz na miesiac o willi z basenem, ale
        na codzien jestem zadowolony. Jesli ty miales dzieci, zone i prace ok a ciagle
        szukalesc nowego szczescia, to cos tu sie nie klei.
        • aaugustw Re: Bóg,w butelce 06.12.09, 17:07
          beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
          > moze jako trep nawykles myslec konkretnie i prosto i czasem czarno-
          bialo i stad te podejscie?
          > czym jest szczescie? to uczucie...
          > ...jak mam ladny dom to owszem, moge pomyslec raz na miesiac o
          willi z basenem, ale na codzien jestem zadowolony. Jesli ty miales
          dzieci, zone i prace ok a ciagle szukalesc nowego szczescia, to cos
          tu sie nie klei.
          ______________________________________________.
          Wiem, ze nic nie zrozumiales z tych dwoch tekstow, chocbys
          dwa dodatkowe fakultety jeszcze zrobil nic to nie da...! ;-)
          Zdenerwowales sie tylko nad ta korespondencja tutaj, ale nie
          przejmuj sie, tak to juz jest, jak u dziecka, ktore chcialoby
          sie takze cieszyc, ale nie rozumie jeszcze tej wypowiedzianej
          przez doroslych mowy - prawdy...!
          A...
          Ps. Przymyk napisalby tobie, zes zwyklym stolkiem stajennym...! ;-)
        • darekwolf Re: Beka z kleiku. 06.12.09, 20:49
          jakby sie kleilo........to bym tu nie siedzial teraz Beka.......i
          nie pisywal postow z podstarzalymi prawiczkami z odzysku.
          chyba pisze jasno.........zachlanny bylem. jak malo kto ze
          znanych mi osob.
          i sadzilem w swej głupocie. ze : szczescie, satysfakcja, sukces,
          to skala bez konca.
          wiesz jak to brzmi po polsku?:
          "zeby docenic cos masz w tłumoku, musisz to stracić tłumoku"
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Beka z kleiku. 06.12.09, 23:59
            darekwolf napisał:

            > jakby sie kleilo........to bym tu nie siedzial teraz Beka.......i
            > nie pisywal postow z podstarzalymi prawiczkami z odzysku.
            > chyba pisze jasno....


            hah, kogo tak nazywasz?
            • darekwolf Re: Beka z odzysku 07.12.09, 15:02
              Beko.....tutaj jest więcej nawróconych, niż w całej historii
              chrześcijaństwa na poludnie od RioNegro
      • darekwolf Re: nabici w butelke 06.12.09, 21:14
        niezly kabaret: Pierzchnia napisal, wolf odpowiedzial, Pierzchnia
        pocignął dalej watek ku abstrakcji, Beka skomentował Wolfa,August
        wyjasnil Bece ,ze nie zrozumial niczego z tego co wyartykulowal
        Pierzchnia, choc Beka argumentowal cytat z Wolfa. itd etc
        w latach 20-tych ubieglego wieku, taki rodzaj humoru preferowali
        biali rosjniae w swych emigracyjnych kabaretach w stylu "rajski
        ptak".....

        heya

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka