kropka123
26.12.10, 04:51
Znalazłam to forum żeby się wyżalić bo już po prostu nie mam siły, chęci nic poprostu. Wiem, że pewnie mi odpiszecie że jestem glupia i zostaw go. Ja wiem , że jestem głupia, naiwna itp ale chyba go kocham. Poruszę tylko jeden aspekt to tak apropos okresu świątecznego i licznych odwiedzić towarzyskich. Mój facet z którym jestem 3 długie oj długie lata jest alkoholikiem. Ja nie mówię, że jestem jakaś święta abstynentka bo też czasami wypiję browarka czy drinka ale on to już wogóle. Na wszystkich imprezach typu imieniny , urodziny, wszystkie świeta lub zwykłe spotkania rodzinne czy przyjacielskie jest pijany. Przyjeżdza już nie trzeżwy a w trakcie imprezy wiadomo tez pije i gdy wszyscy w tym ja bawią się w najlepsze wiadomo rozmawiamy, śmiejemy się mój śpi lub śpiewa lub piepszy trzy po trzy jak to pijany. Ja oczywiście przed wszystkimi świecę oczami bo mi za niego wstyd i w połowie spotkania muszę go siłą wywlekać do domu. Mówiłam, tłumaczyłam, płakałam, darłam się na niego aż w końcu dałam mu w łeb tak że malo mu nie odpadł bo nie wytrzymałam. Nic jak grochem o ścianę. Już nie mam chęci nigdzie z nim wychodzić bo wiem co będzie. Wszyscy jego "przyjaciele" i rodzina wiedzą że pije ale zawsze mu polewają aż go schleją na umór a sami wiadomo ze dwa drinki i tyle. Dostałam życzenia podczas lamanią się opłatkiem "no żeby w końcu był ślub" a ja nie chę z nim spedzić reszty życia jesli to życie ma tak wyglądać. I nie wiem właściwie dlaczego z nim jestem i te trzy lata wytrzymałam przyzwyczajenie czy milość? Jesli można kochać kogoś za kogo się wstydzę na każdym kroku, kto po każdej imprezie wali się pijany do łóżka a na drugi cały dzień rzyga w łazience. Już nie mogę wykańczam się psychicznie dziś tak mnie serce bolalo że myślałam że zejdę śmiertelnie, włosy mi wypadają, jestem uzalezniona od validolu (na nerwy) ale jednak z nim jestem...