beka.smiechu-w.sali.obok
22.09.11, 13:00
O alkoholizmie- tu mi zostala polecona i przeczytalem. Ciekawe koncepcje, choc musze przyznac poki co ciezko mi sie utozsamic, bo zalatuje troche fanatyzmem. To znaczy argumenty ktore przedstawia autor sa- w uproszczeniu co najmniej- nie do obalenia. Ale sposob, w jaki pisze, jest nazbyt emocjonalny jak na moj gust. Przynamniej widac, ze autor wierzy w to co pisze:)
Koncepcje carra sa nieco inne niz AA i terapeutow 'wiodacych' szkol, aczkolwiek tez pokrywaja sie w wielu miejscach. Przede wszystkim, autor polemizuje z Aowskim scislym podzialem na alkoholikow i niealkoholikow (to co robi August tu czesto np). Wg autora, jesli ktos pije to juz jest alkoholikiem- a 'alkoholik-alkoholik' to po prostu glebsza faza tego samego procesu. Argumentem za jest nieobalalny fakt, ze linia podzialu miedzy 'alkoholikieim i niealkoholikiem', nawet wedle terapeutow, jest ruchoma, umowna i w gruncie rzeczy definiuje ja sam pijacy. Autor polemizuje z jednorazowa 'utrata kontroli'.
Inna koncepcja- bardziej odwazna i kontrowersyjna- to teza, ze alkoholizm nie jest genetyczny,a dokladniej ze ryzyko dotyczy kazdego. W przeciwnym razie, istnialyby osoby 100% odporne na alkoholizm a z drugiej strony osoby ktore sa alkoholikami zanim wypija pierwszy alkohol.
Ogolnie podstawowa koncepcja jest taka, ze ludzie- jako ludzkosc, nie alkoholicy- pija alkohol, bo wierza ze im to cos daje, a ta wiara jest wynikiem wielowiekowej manipulacji. Alkohol zle smakuje- a ludzie go nie 'lubia' tylko przyzwyczajaja sie do smaku- twierdzi autor. Alkohol nie dodaje odwagi- tylko zmniejsza strach (niby tenn sam skutek, ale inny mechanizm). Alkohol nie jest tez pity 'dla towarzystwa', poniewaz alkohol zaburza a nie wzbogaca spotkania towarzyskie (coz, to sie mozna spierac).
Inna ciekawa mysl to jest wiara w to, ze alkohol sam w sobie nie poprawia nastroju, a raczej daje mu sie kredyt za mile chwile- ktore sa mile pomimo a nie dzieki obecnosci alkoholu (przyjecia, imprezy, wakacje itp).
Rownie ciekawa koncepcja to to, ze alkoholik ktory zaczyna picie po okresie abstynencji nie doznaje ulgi w zwiazku z wypiciem alkoholu, ale w zwiazku z zaprzestaniem oczekiwania.
Co do fanatyzmu, to brakue mi pewnego klucza do calej historii. Autor mowi o 'wielkiej mistyfikacji', oszustwie, manipulacjio, wypraniu mozgu masom- ale nie dokladnie wiadomo kto mial by o robic. Polmosy? One istnieja od 200 czy 500 lat, a alkohol od tysiecy. Wladcy? Kosciol? A moze alkoholicy? Moze to alkoholicy 'zmusili' innych do picia aby usprawiedliwic swoje picie, i tak cala ludzkosc pije 'dla smaku' czy 'towarzystwa' by towarzyszyc alkoholikom nieswiadomie w ich obrzedzie?