29.08.12, 23:04
potrzebuje rady, przeczytał wszystko o objawach nawrotu - mam wszystkie, znalazłam informacje jak zapobiegac, ale nie znalazłam nigdzie jak sobie w trakcie poradzic, jak przerwac nawrót...wiem, ze go mam, nie chce gadek pod tytułem to nie nawrót i co zle zrobiłam tydzien temu, chce informacjo co zrobic jutro, jak sobie poradzic z tym co jest w moje głowie rozkreciło sie mega, nie chce sie napic, dzis nie myslałam by sie napic, ale wszystkie inny rzeczy z listy objawow mam i mnie to rozwala, ktos cos poradzi? dziekuje
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: nawrót 30.08.12, 09:30
      miskolaj napisała:

      > potrzebuje rady, przeczytał wszystko o objawach nawrotu - mam wszystkie, znalaz
      > łam informacje jak zapobiegac, ale nie znalazłam nigdzie jak sobie w trakcie po
      > radzic, jak przerwac nawrót...wiem, ze go mam, nie chce gadek pod tytułem to ni
      > e nawrót i co zle zrobiłam tydzien temu, chce informacjo co zrobic jutro, jak s
      > obie poradzic z tym co jest w moje głowie rozkreciło sie mega, nie chce sie nap
      > ic, dzis nie myslałam by sie napic, ale wszystkie inny rzeczy z listy objawow m
      > am i mnie to rozwala, ktos cos poradzi? dziekuje

      1. Mityngi AA
      2. Zajęcie się czymś co sprawia Ci przyjemność.
      3 Tak jak w pierwszych dniach: forum.gazeta.pl/forum/w,176,83726447,87123557,Re_Pierwsze_dni_bez_alkoholu_.html

      Pamiętaj, że to tylko mysli - one miną jeżeli im na to pozwolisz.

      Przydałyby Ci sie ćwiczenia z książki Lee Jampolskiego .
      • miskolaj Re: nawrót 30.08.12, 09:54
        to jak sie czuje jest straszne, do wszystkich tych negatywnych uczuc które znam z czasów picia doszła jeszcze złośc - nie znałam jej az tak, jestem kompletnie rozbita, czuje sie zdezorientowana, wczoraj poszłam do ksiegarni i musiałam uciekac - atak paniki, skrzyczałam meza 2 razy bez sensu w jeden dzien, potem corke - wszystko tto wstretny okropnym tonem - jak wariatka, czuje ze sobie s niczym nie poradze, rzuciłam zeszystem z planem dnia i 3 dzien nie zrobiłam nic, w ogole nie widze co robie i nie moge myslec, bo jestem jakby zawieszona, boje sie jezdzic a utem, nie robie nawet rzeczy które musze, ludzie mnie draznia, nie ocebirałam telefonów, a jak odebrałam to sie nie mogłam skupic na rozmowie i chciałam zeby sie skonczyła, to sie zaczeło wszystko jak wrociłam do pracy, ale powutku, wtedy mysłałam ze nad tym zapanuje zaraz, ale jak widac rozkreciło sie strasznie, choc chodziłam w trakcie na mitingi, ostatni tydzien codziennie - tylko wczoraj nie byłam,mam wrazenie ze zwariowałam i ze nic nie ma sensu, dzieci sa mi obce, czas i miejsce tez, czuje sie wyalienowana do konca...
        dziekuje, mam w domu ksiazke Jampolsky - leczenie uzaleznionenj osobowosci, ale jak ja otwieram nie moge sie skupic, które to cwieczenia? wrócił strach o zdrowie psychiczne, znowu mam lek ze oszalałam, albo ze oszaleje za chwilke no i panika i uzalanie sie nad soba, nie chce do wszystkiego, rany jakie to trudne wszystko, wyrzywam sie na ludziach, bo nie radze sobie z emocjami w ogole, chyba pojade gdzies autem bo bede musiała sie skupic wtedy nad tym co robie,
        • 7zahir Re: nawrót 30.08.12, 10:10
          Spokojnie Kochana - jeżeli nie możesz sie skupić na czytaniu - zacznij od oddechu relaksacyjnego.
          Weź głęboki wdech licząc w myslach licząc do 4-rech,
          następnie zatrzymaj oddech licząc do 4-rech,a potem wydychaj powoli powietrze licząc do 8-miu.
          Powtórz tak z 5-10 razy - poczujesz ulgę.

          A jak będziesz chciała - możesz liczyć na mnie na mailu.
          • miskolaj Re: nawrót 30.08.12, 11:12
            dziekuje, musze wziac sie w garsc cweczenia oddechowa mi na pewno pomoga, szczegolnie od wtorku jak wracam po zwolnieniu do pracy znowu, co mnie przeraza, paralizuje i odbiera mi chec do zycia i to jest moj najwiekszy problem w mojej głowie i to ze moj maz zaczal terapie i w domu atmosfera jest ciezka mi sie przytrafił nawrót (pewnie sama do tego dopusciłam) a on terazx ma misje naprawiania wszystkiego w okól siebie, mnie tez by chetnie na inny kolor przemalował bo zaczał trzezwiec i teraz robi to czego od lat nie robiłm ake zmienia wszystko oprocz siebie, ja mu tego nie mowie, bo kazdy musi sam wiec go nie pouczam, ale czasem mi strasznie przykro i mi nerwy puszczaja, maz zaplanował budzet miesieczny - jak pił wział kredytów na kilkaset tysiecy:( no i teraz mnie pyta o kazde 20 zł, jak powiedziałam ze chce pojechac do sarbinowa i wziac domek za 100 zł na jedna dobe to mi zrobiła wykład ze tak sie robiło jak sie piło i poczułam sie strasznie winna, sama pracuje - zawsze pracowałam, 10 lat zarabiałam wiecej od niego, nadal zarabiam całkiem niezle, ale spłacamy długi - jego i zrpbiło mi sie mega przykro, ze zarabiajac 4 tysiace jestem oskarzona o lekkomyslnosc kiedy chce wydac 100 zł na zlot radosci trzezwosci który mi jest teraz bardzo potrzebny - chciałam tez zabrac jego i dzieci, ale usłyszałm ze mozna spacerowac po parku za darmo, nie radze sobie z soba i z jego porzadkowaniem wszystkiego naraz, czesto kosztem moim, brakuje mi zrozumienia, nie chce oklaskow za to ze nie pije ani nic w tym stylu, ale mi ciezko, on nie pije bo ja go wywalilam z domu jak poszlam do aa i wrocił po miesiacu jak podjal decyzje ze chce przestac pic i ja sie bardzo ciesze, ze on to zrobił, mocno go w tym wspierałam, ale teraz mi jest nie łatwo radzic sobie ze wszystkim a jest tego duzo i chciałabym czasem uslyszec jakies mile słowo a zamiast tego mam chłod, zimno i rozliczanie, on sobie swoje ego karmi tym co inni robia zle i tego nie widzi, a ja wiem, ze musze to przeczekac i nie psuc mu komfortu trzezwienia i sie nie wtracac (jestem tez osoba uzalezniona) zaczełam chclac po 7 latach małżenstwa z alkoholiekiem, eh wszystko to trudne jak cholera, wiem wiem, nikt nie obiecywał ze bedzie łatwo, ale to tak boli, ze ja dostane predzej wsparcie od obcych ludzi niz odrobine zrozumienia w domu....wygadałam sie, nawet nie wiedziałam ze mi to tak lezy na watrobie, nie bardzo moge teraz wszystko powiedziec na mitingach, bo on tez na nie chodzi i go ludzie znaja, nie chce o nim mowic dlatego tam......jade z dziecmi na działke gdzie bedzie kilka osob z aa i moja przyjaciólka spoza aa mam nadzieje, ze usmiechy ludzi i rozmowy pomoga mi troszke sie pozbeirac i nabarc pozytywnej energii. maz na terapii popołodniowej - przez co ja musze czekac do listopada, bo oboje nie mozemy byc na tej samej i tez ciezko bo ja mam 3 dzieci, jak go nie ma i chce pojsc na miting prosze mame, ale ona (alkoholiczka) uwaza ze aa to sekta i wicaz mi mowi, ze ja to robie kosztem dzieci i zebym pomyslala o dzieciach kiedy siedze z jakimis obcymi ludzmi i sobie robie przyjemnosc:( tak to u mnie teraz wyglada i mam szefa który mobing wypluwa na sniadanie, po kazdej rozmowie z nim wyje i sie trzese, ale nie moge rzucic pracy przeciez, a pracuje 10 godzin srednio na dobe i z moia zerowa odpornoscia na stres i zmoja nerwica lekowa to wszystko mnie przygniotło, bo nie da sie w miesiac rozwiazac prblemow z wielu lat, tak teraz jest u mnie, ale jedna mysl mnie nie opuszcza, najwazniejsze to sie nie napic:) wole te wszystkie problemy dzis na trzezwo niz najpiekniejszy dzien po winie i to tylko mnie chcyba trzyma przy zdrowych zmysłach, choc ostatnio czuje jakby one w ogole nie byly zdrowe, bo sama nie wiem juz co jest wlasciwe i dobre a co nie i czy ja ide dobra droga...przepraszam za tak długi post, ale jak mowiłam na mitingu juz nie moge powiedziec wszystkiego co bym chciał pozdrawiam
            • 7zahir Re: nawrót 30.08.12, 11:33
              Nie zazdroszczę Ci presji pod jaka jesteś - nic dziwnego, że dopadł Cie nawrót.

              Życie z alkoholikiem na poczatku trzeźwienia jest często koszmarem dla osób bez problemów ,
              a co dopiero dla Ciebie.

              Oni ( my też) tak mają, że od razu chcą nadrobić zaniedbania z pijanego zycia, wszystko naraz i już i Natychmiast. A to błąd .

              Nie licz na ciepło z jego strony - on musi nauczuc się uczuć na nowo - a to wymaga czasu.

              Wywalcz swoje prawo do mityngów AA - możecie chodzić na różne grupy
              i wymieniać się opieka nad dziećmi.

              Mysle, ze przydałyby Ci sie też mityngi Al Anon - dziewczyny na pewno przyjma Cie ciepło.

              Co do twojego szefa - nie mozesz z nim po prostu porozmawiać - tak po ludzku?
              Spróbuj - nic nie stracisz, a możesz zyskać.

              Mobing w pracy jest przestępstwem - Twój szef ma swojego szefa, do którego możesz napisać z prosbą o pomoc. A co ze Związkami zawodowymi?

              Z tego co piszesz - mysle, ze jesteś bardzo dzielna - naprawdę Cie podziwiam.

              Pozdrawiam ciepło.
    • aaugustw Re: nawrót 30.08.12, 13:00
      miskolaj napisała:
      > potrzebuje rady...
      - - - - - - - - - - - - - -
      Rad nie udzielam, jedynie dziele sie swoim doswiadczeniem...!
      ___________________.
      miskolaj napisała dalej:
      > ... przeczytał wszystko o objawach nawrotu - mam wszystkie, znalaz
      > łam informacje jak zapobiegac, ale nie znalazłam nigdzie jak sobie w trakcie po
      > radzic, jak przerwac nawrót...
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      Jak sobie w trakcie poradzic...!? - Tak samo jakbys to zrobila z palacym sie juz domem...!
      (Znam kogos kto w takich przypadkach pyta: chodzilas regularnie na Mityngi AA, masz sponsora, pracujesz na Programie...!? - Jezeli na jedno z tych pytan padnie odpowiedz negatywna, czego sie dziwisz, ze nigdzie nie znalazlas odpowiedzi na swoje pytanie...!).

      ___________________.
      miskolaj napisała dalej:
      > ... chce informacjo co zrobic jutro, jak sobie poradzic z tym co jest w moje głowie rozkreciło sie mega, nie chce sie napic...
      ... ktos cos poradzi?
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      Co ciebie "jutro" interesuje...!? - Jutro nie wiadomo czy bedziemy zyli,
      skoncentruj sie na dzis, na teraz i zacznij wszystko od poczatku...!
      ALE NIE W POJEDYNKE (i nie czytaniem teorii o nawrotach...!).
      A...
      • wolfbreslau Re: nawrót 30.08.12, 16:34
        nie traktuje nawrotu, jako zjawiska zwiazanego tylko z moim alkoholizmem. w ogole nie nazywam tego nawrotem. poprostu staram sie rozwiazac jakiś problem ktory mam, sytuacje w ktorej jestem, patrze na przyczyne takich , a nie innych emocji, uczuc i cos konkretnego z tym robie.niekiedy stan rozdraznienia utrzymuje sie u mnie dluzej niz zwykle, czasami reaguje bardziej emocjonalnie niz zazwyczaj. wtedy zadaje sobie pytania: czy mi to przeszkadza? boli?dolega? mysle o tym obsesyjnie? itd etc jesli nie, to git. jesli jednak nie i jestem jak wulkan przed wybuchem, lub jak słamszona stara szmata wtedy zmieniam co moge, a czego nie moge akceptuje. wiem ,ze brzmi to dosc powierzchownie,ale nie znam tu innego sposobu opisania. niekiedy pomagaja mi cwiczenia fizyczne dosc wysiłkowe- ale nie zawsze- czasami cwiczenia fizyczne i muzyka wprowadzają mnie w jeszcze wyzszy stan wsiekłosci.ale najwazniejsze co robie to: uswiadamiam sobie, ze cos mi nie pasuje i to zmieniam -czyli przyczyne / o ile to mozliwe, bo bogiem nie jestem /.a chęci napicia sie w wyniku nawrotu w ogole sie nie obawiam. uwazam to za wydumany slogan. napic to ja sie moge zawsze kiedy zechce, nawet w tej chwili. p[ilem na smutki, radosci, z nudów, z fizjologicznej koniecznosci itp, ze strachu,smutku, wygranej na koniach itd. jesli moja mysli zaczyna kierowac sie chocby na sekunde w strone alkoholu-to dla mnie sygnał, ze jestem alkoholikiem i tyle. to takie przypomnienie. dla mnie osobiscie gorsze od powrotu do picia, jest powrot do starych schematow zycia i działania w zyciu.od pierwszego dnia abstynencji robie niemal wdszystko na odwrót niz robiłem wtedy gdy piłem.i mi sie to sprawdza. nadal lubie takie same kobiety, muzyke, zwierzeta, ale inaczej reaguje na te bodżce, lub swiadomie i upierdliwie wprowadzam zmiany. na przykład: zamiast sie slinic na widok dlugonogiej rudej mokrej wloszki....zaczynam powtarzać słówka z włoskiego i skupiam sie na tym jak poderwać taka rudą po włosku :-)))
        • miskolaj Re: nawrót 30.08.12, 21:42
          dzis powiem jakie to jest piekne, ze kazdy człowiek jest inny i inaczej postrzega rozne kwestie - tak po swojemu na swoj sposob, w kazdej tej "radzie" - odpwoiedzi dostałam mega duzo dla siebie, chyba pojde na miting dla wspóluzależnionych, czy pracuje na programie - tak, szykuje sie do pracy nad krokiem czwartym, robie notatki, mysle, analizuje, dziennieczek uczuc i tak dalej, czy mam sponsora? wlasnie go znalazłam wiec bede miała okazje cofnac sie z nim do kroku pierwszego drugiego i trzeciego zeby On spojrzał na to swoim doswiadczonym okiem, choc powiem szczerze nie były one dla mnie duzym kłopotem, ja idac do aa nie miałam najmniejszej watpliwosci co do swojej bezsilnosci i braku kontroli nad zycie - to co powinnam nie kontrolowałam, chco mozna, a to czego kontrolowac sie nie da - ja próbowałam, z siła wyzsza było mi o tyle łatwo, ze jestem osoba wierząca i juz kilka razy w zyciu oddałam się Bogu do dyspozycji w najciezszych dla mnie momentach, teraz tylko musiałam pojac, ze Pan Bóg pomaga mi codziennie a ja tego widziec nie chciałam, tylko z butelka wina w rece mówiłam Boze pozwó mi nie pic, a jak miał mi pomoc kiedy ja chciałam pic:) to taki paradoks i na dłuzsza rozmowe, krok 4 jest dla mnie juz nie do przejscia w pojedynke - i na czas znalazłam sponsora który wedle moje opini i obserwacji jesli nie dostapił jeszcze zaszczytu wytrzezwienia to na pewno jest na dobrej drodze i sie wcale tym nie chwali) czego nie zrobiłam? nie przestrzegałam halt, nie planowałam dnia a jak planowałam to to olewałam kiedy mi cos nie wychodziło - jak po pijaku, a tam jakos sie ułozy, na mitingi chodziłam - 90 w 90 dni (wypadły mi tylko 3 dni z tych 90)....
          ale moja odpornosc na stres jest zerowa wciaz i zaraz po tym jak przestałam pic musiałam sie zmierzyc z wieloma rzeczami, moze to i dobrze, ale troche sobie nie radze i czasem mam ochote sobie powiedziec - masz prawo, ale potem wiem, ze to dla mnie przywolenie na kolejna ucieczke i tu jeszcze sie babram ze soba i sobie czasem pobłazam, a czasem wymagam od siebie rzeczy niemozliwych - mowie modlitwe o pogode na ducha ni mitingach tylko i czasem zapominam ze jest ona odpowiedzia na wiele problemow dnia codziennego, wiec jeszcze sie biore za sprawy na które nie mam wpływu a lekcewaze te na które mam....
          moj najgorszy problem? lek przed zyciem, nałogowe uciekanie w lęk i tzw zawieszenie, jak dopuszcze do seibie jedna chora mysl to ona sie rozkreca do granic absurdu a ja nie potrafie juz jej potem powstrzymac - znaczy w koncu potrafie, ale zawsze przegapie moment w którym trzeba urwac łeb hydrze.....poddaje sie wycofuje chce sie schowac pod skorupka...a tu cholera nie da sie, tak robiłam całe zycie, to znaczy da sie na jakis czas, ale ja juz tego nie chce, czasem za bardzo sie siłuje zamiast rozwazyc co jest probleme - tak jak napisał kolega W:) a to nakrecanie wlasnie tak działa, zatrzymuje je kiedy pomysle "ale o co ci dziewczyno chodzi"...no ale tak czy tak czuje sie jeszcze bardzo nieporadnie w tym trzezwym zyciu, bo zdarzaja mi sie juz takie trzezwe chwile - tylko chwile, kiedy jasno i wyraznie widze jak powinna wygladac trzezwosc, jeszcze nie umiem trzezwo sie zachowywac, ale juz mi czasem gra w kilku kosciołach o co chodzi i co trzeba:)
          teraz moim wrogiem była praca no i w sumie jest, bo nie rozwiazałam tego problemu, ale na dzis go rozwiazałam, bo soebie powiedziałam ok "nienawidzisz swojej pracy, nie radzisz sobie, wiec jedyne co mozesz zrobic to pracowac teraz najleiej jak potrafisz bez sciemy i obijania przez miesiac i wysyłac cv gdzie indziej, albo sie zrobi lepiej i zostaniesz albo znajdzie sie inna praca, bo nie stac Cie zeby sie poddac i rzucic ta z dnia na dzien, i tak poczulam, ze mam robic swoje bez paniki a Pan Bóg wie co dla mnie dobre i jesli cos ma sie zmienic to sie zmieni, moze to jest mi potrzebne, moze ta próba mi potrzebna bym znowu poszła o krok dalej, jak sobie nie radziłam uciekałam, teraz mam zostac i spróbowac jak sobie nie poradze nic sie nie stanie, ale nie bede wiedziała jak nie dam z siebie tyle ile moge....- tak na dzien dzisiejszy widze sytuacje z praca i tak zdecydowałam.....
          bo nie moge sobie pozwolic na uciekne jak sie poddam w jednym temacie to zaraz popłyne w 5 innych bo poczucie winy mnie rozwali.....dzis ufam, ze jesli zrobie co do mnie nalezy najlepiej jak potrafie to nie stanie sie nic zlego i wyjde z tego lepsza:) dziekuje Wam bardzo, przeczytałam wasze posty po 5 razy kazdy, powoli i poczułam co nieco, pewnie tyle ile na ten moment mogłam i potrafiłam.......eh jakie to wszystko zaczarowane, jakos mi lzej, moze tak to nazwe ze dzisiaj ugasiłam swoj pozar....
          od jutra kilka zmian nastapi w moim zyciu, dziekuje innym alkoholikom, ze sa bo sama nie byłabym tu gdzie jestem i to moja druga Siła Wyzsza - a uzbrojona w dwie nie moge przegrac, jutro nigdzie nie uciekam...
          i musze sie pochwalic bo zauwazyłam, ze czasem zdarza mi sie nie wyrwac przed szereg i zastanowic sie chwilke co powinnam zrobic i ze zdarza mi sie najpierw pomyslec potem gadac i ze zdarza mi sie powiedziec nie kiedy mysle nie, bo kiedys myslalam tak a mowilam nie i na odwrót, wiec jednak sa postep jakies, nie wszystko stracone
          a kazda zmian i postep rodza sie u mnie we łzach i bólu - nie wiem czy to tak powinno byc ale ja tak mam, no to sie napisalam - sorry
          dziekuje magda
          • 7zahir Re: nawrót 30.08.12, 22:18
            Trzymaj się Magda.
            Fajnie, ze jesteś i piszesz tutaj tak ciekawie i szczerze.
            Miło, choć niełatwo się Ciebie czyta :-)
            • grazkavita Re: nawrót 30.08.12, 22:56
              To bardzo dobrze, że interesuje Ciebie jutro, to znaczy , że masz dobra perspektywę czasowa i nie jest z Tobą tak źle.Narkomani maja małą perspektywę czasowa i nie myślą o jutrze. Mysli o jutrze są charakterystyczne dla ludzi sukcesu, wiec myśl chłopcze o jutrze o egzaminach, chodź na mitingi , uprawiaj sport i zacznij być narkomanem na odwyku, a nie stojącym po uszy w błocie zerem bez przyszłości
              • 7zahir Re: nawrót 31.08.12, 08:53
                Pomyliłaś wątki :-)
                • grazkavita Re: nawrót 31.08.12, 10:43
                  Nie pomyliłam ja adwocem do Augusta to nie wazne, ze jutro byc może nie będziemy żyli, każdemu moze cegła nagle spaść na głowę. Ważne jest to , że umrzemy jako ludzie idący do celu, a nie jako degeneraci....
                  • 7zahir Re: nawrót 31.08.12, 10:54
                    Przepraszam - widać mylilam się myslac, ze piszesz do studenta z sąsiedniego watku :-)
                    • miskolaj Re: nawrót 31.08.12, 12:40
                      ciezko, bo nie stosuje interpunkcji? czy w ogole styl haotyczny? chetnie sie dowiem:) sama czasem jak czytam co napisałam to juz w połowie jestem spocona, ale chciałabym wiedziec jak to wiza inni:) tym bardziej jestem wdzieczna, ze czytacie moje przydługie posty :) pozdrawiam i jestem kobieta chciałam dodac i nie jestem narkomanem - jeszcze...ale dziekuję Grazynka za rade:)mysle, ze koledze A bardziej chodziło o to, ze kiedy ja bede codziennie myslała o tym co zrobie jutro, to nie zrobie nic bo dzisiaj jest dzisiaj, a nie jutro i tylko dzisiaj moge zrobic coś faktycznie i fizycznie, a jutro to moge tylko marzyc i planowac, ale z działaniem i postepem marzenia o jutrze maja nie wiele wspólnego, albo nic, choc faktycznie działajac dzis wpływamy częściowo na swoje jutro - tak to rozuemiem ja magda alkoholiczka, jak się myle to mnie zaraz Augusto naprostuje:) za co zreszta jestem bardzo wdzięczna pozdrawiam
                      • 7zahir Re: nawrót 31.08.12, 12:57
                        miskolaj napisała:

                        > ciezko, bo nie stosuje interpunkcji? >

                        Tak - mnie czytanie Twoich ciekawych postów utrudnia brak interpunkcji.
          • wolfbreslau Re: nawrót 31.08.12, 12:39
            zmiany łatwe, nic są warte. zreszta człowiek to takie gupie zwierze ,ze ceni tylko to ,co osiagnął trudem i potem. i ja to popieram. abstynencja sama w sobie nie jest dla mnie zadnym osiagnieciem, podobnie jak kupowanie dzieciom wikęszych butów , bo ze starych wyrosły.
            hey
            • miskolaj Re: nawrót 31.08.12, 12:53
              no i znowu sie zgadzam z kolega W:) nieprawdopodobnosc:) haha jesli czasem cokolwiek w sobie dostrzege wyraznie i uda mi sie zmiane przeprowadzic, ale nie taka zyczeniowa - bo tych to mam duzo, tylko taka faktyczna i trwała to rodzi sie to w wielkim bólu, wielkim kryzysie i po olbrzymim oporze, ale wtedy to juz we mnie zostaje raz a dobrze, a kiedy siedze i sobie mysle i wyobrazam jak to ja sie zmieniam i jaka byc powinnam to pozostaje to zawsze w sferze marzen i nic poza tym ze czuje złudne zadowolenie, ze cos sie zminiło sie nie zmienia....ale moim sukcesem jest to, ze kilka malutkich rzeczy sie jednak we mnie zadziało i to sa rzeczy o których juz nie musze gadac na mitingu ani pisac na forum - tez to zaobserwowałam, wiec te swoje burze i zakrety postrzegam dzis troszke jako poczatek jakies powaznej zmiany - i tak to jest, bo potem musze wyciagnac wnioski i analize przeprowadzic i zawsze stoje przed jakims wyborem juz bardziej swiadomym - moze to dziwne, ale u mnie troche tak działa, czasem sie musze cofnac mocno do tyłu, zeby pojsc troszeczke do przodu...
              • grazkavita Re: nawrót 31.08.12, 23:14
                Ja jeszcze o tej przyszłości, trzeba o niej myśleć i nie mieć zahamowań, ale żeby te ambitne plany zrealizować trzeba zaplanować tez każdy następny dzień, następną godzinę, a nawet 10 minut i się z tego przed sobą rozliczyć...To jest druga cecha ludzi sukcesu:planowanie następnego dnia, każdej godziny nawet każdego kwadransa i 10 minut...Oczywiście planujemy tylko połowę czasu bo reszta to nieprzewidywane zdarzenia.Są też tacy , którzy mają plany awaryjne....Ja tutaj sie mądruję , a strych nadal nieuporządkowany...Skończyłam ogród, dobre i to.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka