02.05.19, 16:55
Dot. D D A

Żyjemy w izolacji od ludzi i czujemy lęk przed ludźmi, a zwłaszcza
przed wszelkiego rodzaju władzą i zwierzchnikami. Czujemy się
samotni, brak nam poczucia przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty.

Zabiegamy o aprobatę innych tak bardzo, że tracimy po drodze
poczucie własnej tożsamości. Gdy odnosimy sukces mierzymy go miarą
pochwał jakie otrzymujemy od innych ponieważ inaczej w ogóle nie
umiemy się cieszyć własnym sukcesem. Stawiamy sobie bardzo wysokie
wymagania, tak wysokie, że prawie nigdy nie udaje nam się im
sprostać. Boimy się krytyki, bowiem każdą krytyką odbieramy jako
osobisty atak i zagrożenie.

Nie jesteśmy zdolni do intymnych i trwałych związków z innymi
ludźmi. Myli nam się miłość z litością i najczęściej kochamy tych,
którymi możemy się opiekować lub którzy potrzebują naszej pomocy.

Czujemy się winni ilekroć stajemy w obronie własnych potrzeb i
dlatego też tak często ustępujemy innym. Jesteśmy nadmiernie
odpowiedzialni i nadobowiązkowi. Łatwiej nam się troszczyć o innych
niż o siebie. Pozwala to nam jednak nie dostrzegać własnych wad i
unikać odpowiedzialności wobec samych siebie.

Czujemy strach przed cudzym gniewem i awanturami i będziemy "chodzić
na paluszkach" byle tylko za wszelką cenę zachować spokój. A
jednocześnie nie możemy żyć bez ekscytacji, stresu i chaosu
emocjonalnego. W chwilach gdy wszystko układa się dobrze ogarnia nas
dezorientacja i nuda, ciągle czekamy więc, że "coś się stanie",
planując kolejną katastrofę.

Już w dzieciństwie nauczyliśmy się ukrywać nasze prawdziwe uczucia i
dzisiaj zupełnie nie umiemy ich okazywać. Zarówno dobre jak i złe
uczucia ukrywamy tak głęboko, że sami nie mamy do nich dostępu.
Naszą maską jest wieczny uśmiech na twarzy i najczęściej
powtarzamy: "czuje się doskonale, wszystko jest w najlepszym
porządku".

W życiu występujemy w roli ofiar i w rezultacie potrafimy tylko
reagować na to co robią inni, całkowicie zatracając własne "ja".
Jesteśmy zdolni jedynie do reakcji, nie do akcji.

Jesteśmy uzależnieni od naszych bliskich. Przeraża nas widmo
porzucenia. Zrobimy wszystko by utrzymać istniejący związek nawet
jeśli jest on dla nas krzywdzący, perspektywa osamotnienia jest dla
nas zbyt bolesna i przerażająca. Wzrastaliśmy z rodzicami
niezdolnymi do czułości i obcymi emocjonalnie.

Nie tylko sami zachowujemy się jak ofiary, ale pociągają nas te same
słabości w innych. Znajdujemy ofiary w miłości, przyjaźni i innych
bliskich związkach.

Uzależniamy się od alkoholu, albo znajdujemy uzależnionych
partnerów, albo jedno i drugie. A jeśli nie będzie to alkoholik czy
alkoholiczka, wybieramy sobie kogoś o osobowości uzależnionej, kogoś
kto obsesyjnie wyżywa się w pracy, w grach hazardowych, jedzeniu, i
w ten sposób kontynuujemy w dalszym ciągu ten rodzaj wzajemnej
zależności jaki łączył nas z rodzicami lub kimś innym w rodzinie
alkoholowej.

Alkoholizm jest chorobą systemową - chora jest cała rodzina, jest to
choroba przekazywana z pokolenia na pokolenie. Niektórzy z nas sami
popadli w nałóg, niektórzy nie, ale wszyscy jesteśmy ko-alkoholikami
i wszystkich nas cechują cechy typowe dla tego problemu.
----
A...
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka