ssszzzzz
20.05.25, 16:47
Słabo jest. Bo jest przykro, bo jest brzydko za oknem i monotonnie. I tak bez celu. Nic się nie lubi, nikogo się nie zna, nic się nie dzieje. Ciężko się za coś zabrać, bo już 11. Ciężko wyjść gdzieś, bo już 15. Na wycieczkę po lasku wpadam na godzinę przed ściemnieniem. Na chodzenie po galerii wtedy, gdy mam tłuste włosy. Trzeba poukładać w szafie to nie chce się tam podchodzić. Bo zaraz te ciuchy tak będą leżeć i trzeba będzie je tam powsadzać, a już się całkiem nie będzie chciało. Książka, film, sklepy, teatr, nauka - meh. Ludzie złoszczą. Wchodzą w paradę. Jest ich wszędzie za dużo. Na kawę nie usiądę, bo stoliki będą zajęte. Wokół bloku na spacer nie idę, bo byłam już nieraz i nic to nie wnosi. Nie mam ochoty na wydawanie pieniędzy, które mam. Bo mnie te przedmioty nie cieszą. Po przekąski nie będę szła, bo to niezdrowe i tylko utyję. Później będę tak ciągle po nie chodzić i się dopiero zacznie. A jak czuję się normalnie i dobrze, to wiem, że zaraz i tak będę czuć się źle. I że ogólnie to nie mam żadnego celu. Nie mam najmniejszej ochoty poprawiać sobie humoru. Sport, słodycze, alkohol, zakupy, serial, rozmowa z koleżanką - wszystko to może zmienić mój nastrój. Tylko po co ja mam go zmieniać. Nie chcę nic dostawać, nie chcę dawać. Nie mam iluzji. Religia mnie nie interesuje. Wartości też nie. Inni ludzie mnie zupełnie nie interesują. Moje potrzeby też mnie nie interesują. Wszystko się skończyło nim cokolwiek zaczęło.