peregrine210
26.05.05, 09:47
Nie spać pięć nocy,nie jeść pięć dni.Codziennie powtarzać sobie,że wszystko
jest dobrze ,tylko po to by zagłuszyć resztki zdrowego rozsądku mówiące,że
jest wprost przeciwnie.Wypalić dwie paczki fajek w ciągu godziny,by potem
przez reszte dnia obsesyjnie kombinować skąd by tu mieć jeszcze jakieś
papierosy.Nasłuchiwać wszystkich szelestów wokół,by przekonać się ,że własne
serce bije zbyt szybko by można było cokolwiek usłyszeć.Co i w jakim celu
należy usłyszeć to zagadka dla każdego normalnego człowieka.Kraść i oszukiwać
stracić przyjaciół,złamać psychicznie rodzine,przerwać studia.Wszystko żeby
przydupić.I tak przez prawie trzy lata.
Dwa miesiące temu rodzice nie wytrzymali i zamknęli mnie w domu.Na początku
nie mogłam nigdzie wychodzić,nie dostawałąm żadnych pieniędzy.
Potem stopniowo zaczeli mi bardziej ufać.Portfele leżą na wierzchu,dostaję
pieniądze gdy chcę wyjść trochę się rozerwać,zaczynamy ze sobą rozmawiać a
nie tylko krzyczeć.Nie wykorzystałąm ani razu ich zaufania przez ten
czas.Wiem,że to nie jest wiele,takie dwa miesiące abstynencjii ,ale ja jestem
dumna z każdego dnia tak jak kiedyś byłam dumna z każdej imprezowej nocy i
każdego kolejnego grama.Z całą świadomością schematycznośi tego co mówię(sama
nieraz drwiłam z "nawróconych",którzy jak jakieś klony ,wszyscy mówią to samo)
chciałąbym powiedzieć wam,że zaczynam odkrywać wartość spokojnego,normalnego
życia,lojalności,rozsądku.Chociaż śmieję się sama z siebie ro i tak chodzę na
spacery po lesie,urządzam pikniki z moim chłopakiem ,który tak samo jak ja
stara się z tego wychodzić.Nie dopuszczam do sytuacji w których amfetamina
mogłaby mnie dopaść.
Możliwie ,że to złudny optymizm,ale po tak długim okresie myślenia,ze
megaimprezowe życie jest najlepsze,że naćpana famme fatale to ideał
kobiecości,totalna zmiana światopoglądu jest dla mnie nadzieją,że moje życie
będzie miało jeszcze jakiś sens.