Dodaj do ulubionych

pomóżcie

06.09.05, 13:24
Nawet nie wiem jak rozpocząć. Nie umiem mówić o problemie alkoholowym, a bez
tego nie znajdę żadnej pomocy. Czytam i czytam i juz wiem, że mam męża
alkoholika. Jestesmy prawie 30 lat po ślubie. Pije ostatnie 10 lat, w końcu
wyprowadzilam sie z nowo wybudowanego domu (2 lata temu) i zostawiłam jego i
dwóch synów-juz dorosłych, ale jeszcze bez rodzin. Przyjeżdżam do tego domu
dośc często, bo po prostu nie jestem w stanie tak tego wszystkiego zostawić
na zmarnowanie. Starszy syn porządny i odpowiedzialny przeżywa koszmar i nie
wiem jak mu pomóc. Nie wiem jak sobie pomóc. Wszyscy nadajemy sie na terapię-
a to mnie przeraża. To znaczy, że jestem nieodpowiedzialna??
Teraz z przerażeniem stwierdziłam, że młodszy syn też jest uzależniony. Jego
nowa dziewczyna tez chyba pije z nim. Poprzednią, sliczną, wykształconą
zostawił, myślę że dlatego, że nie "pozwalała" mu pić.
Dwa dni temu zabrałam moje kochne pijane dziecko z ulicy, choć wiem że
powinnam była zostawić. Naprawdę serce matki znieść tego nie potrafiło.
Proszę niech ktoś mi powie - jak ja mam rozmawiać z moim synem. CO MAM MU
POWIEDZIEC. Dokładnie, co? Jakimi słowami? Na sama myśl o tym słabo mi sie
robi..
Obserwuj wątek
    • yuraathor Re: pomóżcie 06.09.05, 17:14
      witaj. niestety nic nie możesz zrobić dla pijącego męża , syna, możesz coś
      zrobić tylko dla siebie .jak piłem to gdzieś miałem to co myśli matka , żona.
      dopiero teraz widzę rozpacz matki z powodu picia mojego młodszego brata .matka
      mówi -jurek powiedz mu coś ,ty już trzy lata nie pijesz, a ja nic mu nie mogę
      pomóc jest dorosły jak chce to pije i nie chce nikogo słuchać.możesz zrobić coś
      tylko dla siebie np. terapia Al anon. pozdrawiam
    • mxp4 Re: pomóżcie 07.09.05, 07:04
      Co masz zrobic?! A co juz zrobilas? Czy biernir patrzysz jak stacza sie twoje
      dziecko? Wygodnie mieszkajac z daleka nie wykluczone, ze u amanta. Masz go
      zabrac do siebie a jesli to niemozliwe zamieszkac na powrot w swoim domu. Masz
      go miec pod reka i robic mu ostra reprymende za kazde picie. Masz za nim
      chodzic i wyciagac z miejsc gdzie pije i to z awantura. Masz go oddac na
      leczenie. On ma wiedziec, ze zadne picie nie ujdzie mu na sucho. On ma miec
      dosc tych konsekwencji po piciu. Nie cackaj sie z nim i z soba. W ten sposob
      mnie wyciagnieto z uzaleznienia i nie pije juz 16 lat.
      • stachu34 Re: pomóżcie 07.09.05, 08:45
        Alkoholizm jest chorobą. Objawy tej choroby są jednakowe dla wszystkich, niemal
        identyczne. U wszystkich alkoholików działają pewne mechanizmy uzależnienia.
        Tworzą się z powodu chemicznego oddziaływania na pewne ośrodki mózgowe. Odbiór,
        ocena otoczenia, w związku z tym jest wypaczona.
        Alkoholik stara się zorganizować życie, tak, aby uzyskać akceptację bliskich
        dla swojego picia. Przyjmuje pomoc, na krótki czas godzi się na tożsamość
        alkoholową. Okresowo jest w stanie nie pić. To wszystko jest jednak
        manipulacją, po pewnym czasie jednak następuje powrót do nadużywania alkoholu.
        To może trwać kilka lat...
        W tym czasie bliscy alkoholika, którzy usiłują mu „pomóc” płacą ogromna cenę za
        takie postępowanie. Tą ceną jest współuzależnienie. To jest równie poważna
        choroba jak sam alkoholizm. Stek bzdur wypisanych przez forumowicza mxp4 jest
        niezwykle szkodliwy. Poza tym zarzuty i insynuacje wobec matki alkoholików są
        szczytem arogancji. Uważam, że ten post powinien zostać usunięty.
        • tgrs76 Re: pomóżcie 07.09.05, 12:26
          Racja Stachu
          • bradz Re: pomóżcie 07.09.05, 14:28
            Bardzo Wam dziękuję. Mam dość dużą wiedzę na temat alkoholizmu, od wielu lat
            czytam na ten temat. Tylko strasznie dużo czasu zabiera wprowadzenie słusznych
            teorii w życie. To własnie udało mi się zrobić w przypadku męża, próbuję żyć na
            własna rękę, choć pamięć o dobrym (kiedyś) małżenstwie i świetnej (kiedyś)
            rodzinie budzi we mnie poczucie strasznego żalu. Ale na ogół sobie nieźle
            radzę, mam świetna pracę, którą kocham, grono dobrych przyjaciół i apetyt na
            codzienne życie.
            Napisałam dlatego, bo na własne oczy zobaczyłam, że ukochany syn tez idzie tą
            drogą i ogarnęło mnie przerażenie. Jak mogło mnie nie rozboleć serce??
            Bardzo jeszcze raz dziękuję, zwłaszcza tgrs76 i stachu 34, bo post mxp4 zwalił
            mnie z nóg. Nie wyobrażam sobie żeby kochac najbliższych w ten sposób -
            przemocą i awanturami. Moge powiedzieć, że jestem góralką (choć juz nie
            mieszkam w górach) i może dlatego najwyższym dobrem jest dla mnie poszanowanie
            wolności drugiego człowieka. Ja to rozumiem, zresztą "od zawsze" - to pierwszy
            krok. Gorzej z pogodzeniem się z utratą ambicji, marzeń, zainteresowań dziecka,
            które niezwykle aktywne, ciepłe i zdolne - marnuje siebie, swój czas i zdrowie.
            Próbowałam wczoraj rozmawiać z synem, zapytałam tylko czy nie potrzebuje mojej
            pomocy i powiedziałam żeby pamietał, że go kocham. Zapytałam, czy problemem
            jest dla niego powstrzymanie się od alkoholu chocby tydzień. Tylko tyle..
            Czy uważacie, że mogę te korespondencję posłac linkiem do syna?? Tak, czy nie?
            Pomoże, zaszkodzi? Takie praktyczne wskazówki są dla mnie w tym momencie bardzo
            pomocne. Prosze o odpowiedź. Pozdrawiam wszystkich
            • tgrs76 Re: pomóżcie 07.09.05, 14:47
              bradz napisała:

              > Pomoże, zaszkodzi?(...)
              raczej nie zaszkodzi, ale pomóc wcale nie musi. Powinnaś zrozumieć, że możesz
              naprawdę pomóc synowi dopiero wtedy, kiedy on cię o to poprosi. wcześniej
              najzwyczajniej może twojej pomocy nie przyjąć, ponieważ dopuki sam nie zauważy,
              że ma problem, będzie się upierał, że żadna pomoc nie jest mu potrzebna.
              niestety, żeby alkoholik zobaczył, że zmiana trybu życia jest konieczna, musi
              sie wydarzyć wiele zła, musi wiele wycierpieć (tak przynajmniej było w moim
              przypadku).
              wiem, że to , co ci zaproponuje jest bardzo trudne ( "bezczynne" patrzenie jek
              ukochana osoba się stacza wymaga ogomnej siły), ale najlepsze, co możesz dla
              niego zrobić, to pozwolić mu osiągnąć jego "dno", powstrzymując się od
              niwelowania konsekwencji jego picia.
              powodzenia
              • bradz Re: pomóżcie 07.09.05, 15:14
                Bardzo dziękuję za taką szybką odpowiedź. Naprawdę zrobiłam sie spokojniejsza i
                moge znowu nornalnie funkcjonować.
                Czasem człowiekowi, który z powodu przeciwności i zmartwień, zaczyna się chwiać
                na swojej wąskiej ścieżce, wystarczy podać na chwilę rękę, a potem pójdzie sam
                dalej.
                Właśnie podaliście mi swoje ręce. Jestem wdzięczna
            • rauchen Re: pomóżcie 07.09.05, 15:20
              Mysle ze nad ta korespondencja to sie zastanow...w sumie przeciez dotyczy
              ciebie bardziej niz syna.
              Moze bardziej warto wyslac mu wszelkie materialy jakie masz i jakie zdobedziesz
              dotyczace alkoholizmu.
              Przeczyta-nieprzeczyta - w sumie jego sprawa, a tak naprawde to sama od siebie
              mozesz chyba dac w ten sposob duzo.
              Dopoki sam nie poprosi o pomoc, chyba wiecej zrobic nie mozesz dla niego - skup
              sie na sobie, zeby nie zagubic sie w sytuacji. Ja wychodze z zalozenia ze
              najpierw trzeba pomoc samemu sobie, bo w przeciwnym wypadku nikomu mozna nie
              byc w stanie pomoc.
              Ponadto wchodzi w gre stosunek emocjonalny, wiec tak naprawde trudno tobie
              bedzie poswiecic sie calkowicie zeby mu pomoc - to tak jak lekarz nie leczy
              czlonkow wlasnej rodziny, to tez nie powinno sie za bardzo pomagac i w takim
              przypadku. Chyba wystarczy wsparcie, zrozumienie gdy podejmie leczenie - reszte
              musi zrobic on sam.
              A patrzenie w miedzyczasie na to ze sie stacza zeby osiagnac dno - no coz,
              akurat w tym wypadku to dno moze okazac jest jedynym wyjsciem z problemu.
              Na wiele rzeczy nie ma sie wplywu, pozostaje czekac.
              Tak sobie teraz patrze na pewnych moich znajomych, ktorych jedyny syn ma raka
              mozgu. Facet ma 37 lat i najprawdopodobnie idzie na najgorsze. Dwa lata po
              operacji, dwa lata na lekach, i okazuje sie ze w momencie kiedy juz zaczynalo
              byc lepiej, wszystko jakby wrocilo. Zaczyna byc nieobecny, trzeba mu zalatwic
              szpital na dzien, albo opiekunke, sam nie jest w stanie nic zrobic i nie moze
              byc sam.
              Zona do pracy - bo ktos musi pracowac, male dzieci - do szkoly, rodzice sami
              chorzy, matka sparalizowana sama potrzebuje opieki.
              I nic sie nie da zrobic...trzeba czekac i patrzec.....i pewnie chocby wszyscy
              rzucili w kat swoje problemy zeby pomoc temu czlowiekowi, to nie wiem czy
              daloby to cokolwiek....
            • stachu34 Re: pomóżcie 07.09.05, 18:35
              >"Czy uważacie, że mogę te korespondencję posłac linkiem do syna?? Tak, czy
              nie?
              > Pomoże, zaszkodzi?"
              Jak najbardziej,jeżeli masz taką możliwość...Może nawet znajdzie tyle
              odwagi,aby wejść na forum i porozmawiać na ten temat.Ja napewno wezmę udział w
              tej wirtualnej rozmowie,a i wiele życzliwych mu osób się też włączy.Czekamy...
              • hepik1 Re: pomóżcie 07.09.05, 21:35
                bradz napisała:

                > Nie wiem jak sobie pomóc. Wszyscy nadajemy sie na terapię-
                > a to mnie przeraża.

                Jak sie nadejecie ,to dlaczego nie idziecie?Trzeba zacząc od siebie.
                Do przeczytania:Zaczarowane koło zaprzeczeń:
                www.forum.akcjasos.pl/viewtopic.php?t=3668
                • bradz Re: pomóżcie 08.09.05, 14:19
                  > > Nie wiem jak sobie pomóc. Wszyscy nadajemy sie na terapię-
                  > > a to mnie przeraża.
                  >
                  > Jak sie nadejecie ,to dlaczego nie idziecie?Trzeba zacząc od siebie.
                  > Do przeczytania:Zaczarowane koło zaprzeczeń:

                  Właśnie nad tym zastnawiam dlaczego nie idziemy. Bardzo lubie tak postawione
                  pytania. Zmuszają do odpowiedzi.
                  Pewnie dlatego, że jeszcze moge wytrzymać, jeszcze nie ma tego dna (dla każdego
                  zresztą innego). Wszystko co nowe rodzi sie w bólu, a przede wszystkim nowy
                  sposób myslenia, a co za tym idzie - działania.
                  Bo wg męża i syna - to, że zwracam uwagę na ilość pustych butelek, na brak
                  kontaktu, chłód, agresję to jest MOJ problem, a nie ich. I pewnie mają rację?
                  Czyli pójście na terapię dotyczy tylko mnie.

                  Przez wiele lat nie mogłam w to uwierzyć, że to moja rodzina i, że to dzieje
                  sie naprawdę. Jakbym ogladała koszmarny film.
                  Kiedyś, parę lat temu, gdy dopuściłam do siebie myśl, że mąż jest uzależniony,
                  trafiłam na necie na terapeutę, który przez jakiś czas poprowadzil mnie przez
                  życie. Potem okazało się, gdy go zobaczyłam w tv, że jest to człowiek, który
                  jest autorytetem w tym zakresie. Bardzo mi pomógł.
                  Poradziłam sobie wtedy jakoś, bo na wakacjach, na które jeździmy od wielu lat w
                  wiele osób i na których podstawowym "artykułem" jest skrzynka piwa mogłam
                  spkojnie cieszyć się piękna przyroda, pływać, siedzieć przy ognisku, a to że on
                  pije mi "latało". Sama juz mogłam wypić piwo, bez absurdalnego strachu, że coś
                  ze mną jest nie w porzadku. Potem wreszcie w markecie spokojnie patrzyłam jak
                  on wrzuca ileś tam piw, a reklamy piwa w tv przestały mnie przerażać. Naprawde
                  zajęłam się sobą i byłam właściwie szczęśliwa. Bo moja miłośc do męża utopiona
                  została skutecznie w alkoholu.

                  A teraz jakby od nowa to samo - z synem. I znowu potwornie boli. Stad się tu
                  wzięłam właśnie. Żeby móc powiedzieć. Kobieca psychika jest tak zbudowana,
                  że "gadanie" pomaga. Mnie bardzo pomaga, ubieranie myśli w zdania działa na
                  mnie uspokajająco.

                  I ZAWSZE NAJWIEKSZYM PROBLEMEM JEST to, że jak sa trzeźwi to nie ma o czym
                  rozmawiać, bo przecież jest tak dobrze.
                  Kazda próba rozmowy wywołuje agresję skierowaną na mnie, no bo czego sie
                  czepiam??!! A jak sie zezłości - to grozi tym, że bedzie pił. A jak pijany -
                  rozmawiać się nie da. Nawet nie próbuję, to już wytrenowałam.

                  I jedyne co potrafię, to uciec stamtąd. Z miejsca, gdzie jest oaza zieleni w
                  duzym mieście, gdzie wysiłek finansowy poprzednich pokoleń, a zwłaszcza mojej
                  mamy ukochanej. Gdzie własnymi rękami potrafiłam budować dom i nauczyłam się
                  prawie wszystkich męskich cieżkich budowlanych robót. Wracam więc do pustego
                  mieszkania w bloku i czuję się spokojna i zadowolona. Czasem ryczę w samotności
                  nad straconą rodziną. Mam blisko do pracy, a nie jeżdżę przez całe miasto.
                  Słucham ukochanej muzyki, czytam w nocy i wreszcie nikomu to nie przeszkadza.
                  Wracam w piatek posprzatać, ugotować i pokazać synom, jak bardzo ich kocham.
                  Myślę, że kiedyś to docenią i zawsze będą pamiętać.
                  Dzięki Wam przestałam mieć potworne pretensje do siebie, że NIC nie robię, by
                  ich ratować.


                  • stachu34 Re: pomóżcie 08.09.05, 22:15
                    Jesteś bardzo mądrą kobietą, żoną i matką. Podejmujesz bardzo karkołomną
                    próbę...o ironio, niesienia swoim bliskim pomocy po przez pozbawienie ich tej
                    pomocy. To absurdalne stwierdzenie, ale czyż alkoholizm nie jest chorobą
                    absurdów?
                    Chory nie jest chory, bo to silny, zdrowy fizycznie człowiek. Powiedz mu, że
                    jest chory – to wyśmieje się.
                    Choroba kojarzy się z cierpieniem, bólem, pewną niedoskonałością. Alkoholikowi
                    natomiast nic nie dolega, wręcz przeciwnie. Alkohol powoduje idiotyczne uczucie
                    doskonałości. Więc jak mu powiedzieć, że jest bardzo chory. A dramat tej
                    choroby właśnie na tym polega, na nieświadomości. Alkoholik nie zdaje sobie z
                    tego sprawy, że jest chory. Jemu to nie przeszkadza. Jemu z tym dobrze – na
                    razie dobrze. Czy on jest temu winny? Moim zdaniem nie.
                    Natomiast cierpi ktoś bliski, i to bardzo cierpi. Jakim prawem ma zostać
                    skazany na to cierpienie? Jednak bliscy sami sobie fundują to cierpienie,
                    ponieważ tu ścierają się dwie sprawy: uczucie związane z nadzieją oraz
                    rozsądek. Uczucie każe pomagać, ciągnąć do góry, usuwać konsekwencje w nadziei
                    zmiany na lepsze. Zaś rozsądek mówi, że to nieprawda żeby zostawić pijaka
                    własnemu losowi. Łatwiej pójść za uczuciem, a rozsądek bardzo boli. Tego nie
                    można pogodzić. Ogień i woda.
                    Trudno w tym wszystkim się połapać. Jeszcze trudniej samotnie stawiać temu
                    czoła.
      • kubek341 Re: pomóżcie 07.09.05, 15:00
        mxp4 napisała:

        > Co masz zrobic?! A co juz zrobilas? Czy biernir patrzysz jak stacza sie
        twoje
        > dziecko? Wygodnie mieszkajac z daleka nie wykluczone, ze u amanta. Masz go
        > zabrac do siebie a jesli to niemozliwe zamieszkac na powrot w swoim domu.
        Masz
        > go miec pod reka i robic mu ostra reprymende za kazde picie. Masz za nim
        > chodzic i wyciagac z miejsc gdzie pije i to z awantura. Masz go oddac na
        > leczenie. On ma wiedziec, ze zadne picie nie ujdzie mu na sucho. On ma miec
        > dosc tych konsekwencji po piciu. Nie cackaj sie z nim i z soba. W ten sposob
        > mnie wyciagnieto z uzaleznienia i nie pije juz 16 lat.

        może i nie pijesz ale także i nie myślisz ....mówię o mxp4 i mam nadzieję że
        ten post zniknie - poza tym z takimi "radami" to i mxp4 powinien/na zniknąć z
        tego forum


        • wiga27 Re: pomóżcie 08.09.05, 09:07
          Jesli jeszcze nie czytałaś, to polecam Wielką Księgę AA m.in. rozdział 7 "Praca
          z innymi". Wiele rad i wskazówek. Co prawda skierowane one są do alkoholików,
          którzy chcieliby pomóc innym, ale Ty jako matka, żona bardzo wiele możesz.
          Wiesz jakie jest stadium zaawansowania choroby, znasz ich problemy, zachowania,
          poglądy. Jesli chcemy pomóc alkoholikowi, to NIC NA SIŁĘ, bo przyniesie to
          odwrotny skutek. Inna rada np.jest taka aby zaczekać na kolejną popijawę i na
          jej zakończenie. Jest to bardzo dobry moment na wyciagnięcie reki z pomocą. To
          akurat wiem z własnego doświadczenia. Doszłam do takiego etapu, że chciałam
          skończyć ze sobą. Było mi źle z alkoholem i bez niego. Przeszłam piekło, ale
          znalazłam jeszcze w sobie tyle siły, żeby podjąć leczenie w poradni odwykowej.
          Piłam przez trzy lata bez przerwy, uzależniłam się, teraz nie piję pół roku.
          Niby nie ciągnie mnie do alkoholu, ale pomocy potrzebuję ciągle. Ile ja bym
          dała, żeby mieć kogoś tak na zawołanie, żeby móc pogadać o problemach alk,
          kiedy się pojawiają. Na szczęście jest to forum. Wiele razy skorzystałam z rad
          forumowiczów i Ty też tu zagladaj jak najczęściej.
          • jerzy30 Re: pomóżcie 08.09.05, 11:41
            bradz - moja matka robila dokladnie co Ty. Dopiero jak mnie zostawila pijanego
            w moim domu i nie dala mi szklanki wody - a ja autentycznie zdychalem z
            pragnienia i przepicia i poszla sobie do swojego domu to zalapalem sie na
            leczenie - wtedy chcialem ja zabic - teraz jestem jej za tamto wdzieczny - nie
            pije juz 14 lat
            • yuraathor Re: pomóżcie 08.09.05, 23:48
              a mi ojciec powiedział "a zapij ty się k... na śmierć, raz nad grobem
              popłaczemy i będzie spokój a nie co noc matka płacze ", podziało. niedługo
              będzie trzy lata mojej abstynencji.dziś jestem wdzięczny ojcu za te słowa
              • bradz Re: pomóżcie 09.09.05, 11:01
                Jesteście bardzo kochani. Życie jest czasem bardzo ciężkie, ale nikt nam
                obiecywał, że zawsze bedzie dobrze. Skoro mozna spotkac bezinteresowna pomoc -
                tak jak tutaj na tym forum - to jest nadzieja, że ten świat jeszcze będzie
                istniał. Powodzenia wszystkim

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka