Dodaj do ulubionych

Mąż alkoholik :(((

26.11.06, 12:52
Obserwuj wątek
    • ruda1968 Re: Mąż alkoholik :((( 26.11.06, 13:12
      Wlasnie przed chwila kazalam wyprowadzic sie z domu mojemu mezowi akoholikowi,
      spakował sie i wyszedł. Pije juz od kilku lat , na poczatku po napiciu sie były
      jakies przeprosiny , obietnice poprawy itd. itp. Teraz od długiego juz czasu nic
      kompletnie nic , a doszło juz nawet do tego,że po tym jak się upił to na drugi
      dzień byl obrażony na mnie, potrafił sie do mnie nie odzywac tak jakbym to ja
      zrobila cos żle.Boże jak to wszystko boli buuuu.
      Wczoraj rozmawiałam z Nim, tłumaczyłam ,że tak nie moze być ,że strasznie rani
      mnie i nasze dzieci ( mamy dwóch synów), myslalam że moze cos z tego mojego
      monologu zrozumial . Niestety nie wieczorem znów sie upil i znowu spał na stole
      i znowu nasze dzieci na to patrzyły i ......
      Przedwczoraj kiedy byl kompletnie pijany chcial sie załatwic w kuchni, tzn.
      chcial zrobic siku na stól eechhh...........
      Dzisiaj znowu od rana obrażony na mnie, i nie wiem cos we mnie wstapilo i kazalo
      krzyczeć ,że dalej tak nie może byc, oczywiście znowu ja pierwsza do niego sie
      odezwalam , ale on nie chciał ze mna rozmawiać i wtedy coś pęklo, powiedziałam
      że albo wóda albo ja - on mi na to ,że nie przestanie pić....
      Kazalam mu się wyprowadzić no i stalo sie poszedł BUUUUUUUUUUUUU
      Powiedzialam mu ,że Go kocham i zawsze może do nas wrócić ale pod warunkiem ,że
      nie bedzie pił.
      Boze jak to wszystko boliiiii
      • e4ska Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 14:07
        Spakował się biedak, pewnie jeszcze trzasnął drzwiami...cóż, nie można nawet
        spokojnie nasikać na stół we własnym domu... jakby kto przeszkadzał ci w
        zaspokajaniu podstawowych potrzeb fizjologicznych - nie wyprowadziłabyś się? Ale
        dokąd to poszedł oburzony, umęczony, skacowany małżonek? jest jaka gwarancja, że
        nie wróci i dzieci będą miały trochę spokoju? koniecznie trzeba starać się o
        eksmisję, rozwód i te sprawy... dużo roboty przed tobą...

        Facet po wczorajszym ochleju, znudzony żoninym stękaniem, wychodzi z domu...
        pokazuje dobitnie: patrz, gdzie mam ciebie i twoje gadanie... a żona mu mówi, że
        go kocha... takiemu głąbowi, bezczelnemu pijaczynie kobieta szanująca się tak
        daje po pysku, żeby się kopytami nakrył... a ty mu... kocham cię...

        Ile czasu poświęciłaś na rozmowę ze swoimi dziećmi, a ile na ślęczenie przy
        pijaku? policz te minutki na karteczce i zastanów się, jaką jesteś troskliwą
        matką... rozmowa z dziećmi nie liczy się, jeśli tematem był pijak domowy.

        I wyciągnij wnioski - o sobie, nie o czynnym alkoholizmie twojego faceta.
        • sarkoid Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 14:38
          rozstanie czy tez myśl o rozstaniu boli...ale w perspektywie przyszłego czasu
          to Twoja postawa juz coś zmieniła w Twoim /Waszym życiu...
          ....no nie da sie wymazac z pamieci wspolnie spedzonych chwil, ale nie da sie
          rowniez wymazac zapitych nocy Twojego męza/ojca 2 synów....
          jak tak Ci powiedział-ze nie przestanie pic...trudno jego sprawa, jeszcze nie
          wie na jakiej jest straconyej pozycji, gdzie w gre wchodzi zycie....
          teraz martw sie o siebie i synków....jak to zrobić? poszukaj w watkach na tym
          forum, które przewijaja sie co jakis czas.....
          ...
          bardzo dobrze zrobilas...(to tak ode mnie)
          • ruda1968 Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 14:55
            Siedze teraz i buczę(((( Rozmyslam nad kazdym wypowiedzianym dzisiaj słowem,
            biję sie z myslami, zadręczam sie tym ,że powiedzialam ( wykrzyczalam, że ma
            wyp.... z domu,są momenty że załuję - za chwile przychodzi myśl , że tak dlużej
            byc nie mogło. Bardzo chcialabym aby wrocił, ale zdrowy odmieniony.
            Boje sie czy dam sobie rade utrzymac dom i dzieci, boże......((((((
            • magtomal Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 15:01
              ruda1968 napisał:

              > Siedze teraz i buczę(((( Rozmyslam nad kazdym wypowiedzianym dzisiaj słowem,
              > biję sie z myslami, zadręczam sie tym ,że powiedzialam ( wykrzyczalam, że ma
              > wyp.... z domu,są momenty że załuję - za chwile przychodzi myśl , że tak
              dlużej
              > byc nie mogło.


              Bo nie mogło! I dobrze mu powiedziałaś :)
              I czym się zadręczasz? To on powinien się pozadręczać myśląc o tym, jakie Wam
              życie zafundował.
              Bardzo chcialabym aby wrocił, ale zdrowy odmieniony.
              > Boje sie czy dam sobie rade utrzymac dom i dzieci, boże......
              ((((((


              Dasz radę! Nie bucz (albo tylko trochę - to przynosi ulgę)- to, co się stało
              jest NAPRAWDĘ szansą na Twoje lepsze życie.
            • aaugustw Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 18:53
              ruda1968 napisał:
              > Siedze teraz i buczę(((( Rozmyslam nad kazdym wypowiedzianym dzisiaj słowem,
              > biję sie z myslami, zadręczam sie tym ,że powiedzialam...

              > Boje sie czy dam sobie rade utrzymac dom i dzieci, boże......((((((
              ____________________________________________________________________.

              Sugeruje wybrac sie na Mityng Al-Anonu, do innych takich samych, zamiast
              myslec i zadreczac sie...!
              A slowo "bog", zastapil bym duzym "B"!
              A...
              Ps. wiecej czynu - nie myslec za duzo...!

          • magtomal Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 14:57
            Tylko bądź konsekwentna! Jeśli będzie chciał wrócić (a pewnie - gdy zobaczy, że
            nie jest tak łatwo bez opiekującej się nim żony - będzie chciał wprowadzić się
            już jutro/pojutrze), nie zgadzaj się na to. Postaw twarde warunki (przemyśl
            jakie: podjęcie leczenia, AA, a na pewno absolutna abstynencja przez określony
            czas) i nie ustępuj ani na krok. Musi poczuć, że jesteś zdeterminowana - wtedy
            jest szansa, że będzie chciał coś zmienić. Na razie - sądzę - wyprowadził się,
            by Ciebie "ukarać" za to, że się "czepiasz". Liczy, że Ciebie nauczy większej
            jeszcze pokory. Pokaż mu, że się przeliczył. To jedyna szansa na zmianę. A
            jeśli on się nie zmieni, to nie buuuu (jak teraz), tylko perspektywa życia
            spokojnego dla Ciebie i Twoich Synów. Tylko nie ustępuj!!!
            • ruda1968 Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 15:10
              Magtomal dziękuję za dobre słowo:)))
          • janulodz Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 15:11
            Też nie będę męskim szowinistą i utwierdzę Cię w przekonaniu, że dobrze zrobiłaś, tylko, że z tonu Twojego listu wynika, że masz jeszcze złudzenia.
            Jesteś przekonana, że to tylko na niby, że on zaraz wróci z kwiatami, padnie na kolana i odtąd będziecie żyli długo i szczęśliwie.
            Owszem wróci, a Ty mu jeszcze raz wybaczysz, a potem wszystko się zacznie od nowa.
            Niestety on już wybrał. Teraz musisz o siebie i swoje dzieci zadbać sama. Nie licz na cuda. Na tym etapie go nie zmienisz. Taka jest ta choroba.
            • myszabrum Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 15:17
              My, ludzie, lubimy złudzenia. I wolno nam je mieć, czemu nie?

              Wolno też być wiernym prawdzie własnych emocji.

              Za jedno i drugie się płaci - ale gdzie jest powiedziane, że nie mamy płacić,
              skoro tego chcemy?

              Chcesz, to go wpuścisz i przebaczysz. Zyskasz w ten sposób tydzień, miesiąc,
              dwa mężowskiej miłości i złudzenia, że wszystko cacy. To też towar, czemu nie?

              Ale zapłacisz.

              Ja na swój prywatny użytek mam taką zasadę: jeśli coś zdarzyło się raz, to ma
              tendencje, żeby się powtarzać. Zwłaszcza dotyczy to zachowań innych ludzi
              (moich zresztą też).

              Należy przeto założyć, ze próba sikania na stół bedzie się powtarzać. Dacie
              radę (Ty i dzieci) z tym żyć? Czy raczej zrobisz wszystko, aby...
              • magtomal Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 15:58
                myszabrum napisała:

                > Chcesz, to go wpuścisz i przebaczysz. Zyskasz w ten sposób tydzień, miesiąc,
                > dwa mężowskiej miłości i złudzenia, że wszystko cacy. To też towar, czemu nie?

                Jeśli teraz będziesz twarda, to może będziesz mogła kiedyś "wpuścić i
                przebaczyć" bez płacenia za to. Tylko nie wolno robić tego teraz. Daj mu czas,
                by zobaczył co traci, by się pozbierał, by zaczął walczyć. Nie przjmuj teraz
                słów, kwiatów, przeprosin. Naprawdę jest szansa, że to, co stało się teraz,
                będzie przełomem.
                Trzymaj się dzielnie! Od teraz może być tylko lepiej (z nim lub bez niego...)
                I koniecznie daj znać, co dalej :)
                • yuraathor Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 18:15
                  Ruda trzymaj się , jesteśmy z Tobą
                  • hennna Re: Gdzie idą pijaki? 26.11.06, 22:53
                    Absolutnie zgadzam sie z przedmowcami- masz najlepsza okazje aby mu postawic
                    ultimatum: picie albo by. I musisz byc twarda jak stal.
    • cortona Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 09:54
      Ja czegoś nie rozumiem.
      Większość piszących tu nie pijących alkoholików ma żony, mężów, dzieci.
      Deklarują, że rodzina jest dla nich najważniejsza. Pili często bardzo wiele lat,
      i te żony jakoś z nimi wytrzymywały, dźwigały z nimi ich pijacki krzyż.
      Janu, a gdyby Twoja żona była taka pryncypialna, wystawiła Ci walizki, wymazała
      z życia, zakazała widywania z córką, skrupulatnie przez lata pielęgnowała swoje
      urazy do Ciebie, to co by teraz z Tobą było?
      Ruda, możesz rozmawiać na forum, słuchaj co mówią inni, ale i tak mam nadzieję,
      że postąpisz, jak sama będziesz chciała. Nic na siłę.
      Sprawa jest prosta. Wystawia się walizki mężowi, którego już się nie kocha.
      A jeśli się kocha, to trzeba się z nim męczyć.
      • ruda1968 Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 10:11
        Witam!
        Taka jet prawda jak napisałaś Cortono:), gdybym Go nie kochała to nie byloby
        problemu tak jak wczoraj Mu wykrzyczalam żeby sp.. z domu i sprawa byłaby
        zamknieta. Problem jednak jest pomimo tych przykrości ,które robi nam przez tyle
        lat to moja milośc jest do Niego ogromna. Moje sece peka i krwawi......
        Pozdrawiam Ruda:)))
      • janulodz Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 10:19
        Cortona.
        Ja napisałem: "na tym etapie go nie zmienisz"
        Mąz Rudej jest w tej chwili na etapie fascynacji alkoholem i nic go nie obchodzi żona, dzieci i dom. On manipuluje całą rodzina po to by zapewnić sobie komfort picia. On sie wyprowadził po to by muc pić. By udowodnić swojej żonie, że to Ona musi się dostosować do jego nałogu. Te pijaki tak mają.Jego upadek trwa i się pogłebia.On musi sam osiagnąc ten stan od którego wraca się do życia. Być może takie działanie Rudej ten moment przyspieszy. Dla niej to też dopiero początek drogi.
        Moja żona cierpiała bardzo, bardzo długo . Może gdyby wiedziała więcej...

      • xyz68 Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 10:19
        hehe cortono...sprawa jest prosta - piszesz na tym forum od dawna ale chyba nie
        czytasz...Twoja znajomość choroby alkoholowej jest żadna...
        • cortona Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 11:03
          Ruda nie jest osobą bezwolną, pozbawioną refleksji.
          Ruda, to Twój mąż powinien się bać, a nie Ty. Bo Twoje uczucie - w tych
          warunkach, jakie on stwarza - po prostu wygaśnie. Jestem tego pewna. Facet w
          końcu doczeka
          się tego, że bez mrugnięcia powieką i bez sentymentów wystawisz mu te walizki.
          Nie życzę Ci oczywiście tego, ale on musi wiedzieć, że tak będzie. To jest tak,
          jak w tym porzekadle o dzbanie, który wodę nosi.
          Zamiast twardej miłości powinno się uczyć żony alkoholików godności.
          A Ruda godność ma. Nie narzeka, że jak się z mężem rozejdzie to nie będzie miała
          z czego żyć ani gdzie miszkać. Więc da sobie radę.
          Ruda, trzymaj się:)
          • magtomal Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 15:43
            cortona napisała:

            > Ruda, to Twój mąż powinien się bać, a nie Ty. Bo Twoje uczucie - w tych
            > warunkach, jakie on stwarza - po prostu wygaśnie. Jestem tego pewna. Facet w
            > końcu doczeka
            > się tego, że bez mrugnięcia powieką i bez sentymentów wystawisz mu te
            walizki.

            Nie, Cortono. Miłość nie musi wygasnąć. Ja Męża kocham nadal; uczucie nie
            wygasło (aż czasami sama się dziwie, że mimo tylu przeciwności, mimo tego, co
            robił...).

            > Nie życzę Ci oczywiście tego, ale on musi wiedzieć, że tak będzie.


            Znów nie, Cortono. On nic nie musi. On zakłada, ze na pewno nie będzie gorzej,
            że od jutra nie będzie pił, a żona i tak będzie z nim.


            > Zamiast twardej miłości powinno się uczyć żony alkoholików godności.


            A ta godność polega między innymi na tym, że jak ktoś sika na mój stół, jak
            lekceważy moje uczucia, to - nawet gdy go kocham, mówie mu "do widzenia"
            • aaugustw Re: do Cortony 27.11.06, 17:03
              Cortona: Ile Ty juz nie pijesz, mozesz mi - prosze - na to pytanie
              odpowiedziec...?
              A...
              Ps. Pytam, bo Twoje porady wydaja mi sie - delikatnie mowiac - "zabojcze"
              (w kazdej formie!).
      • mikaszka Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 11:55
        cortona napisala:
        " A jeśli się kocha, to trzeba się z nim męczyć. "

        Bzdura. Nawet kosciol w sytuacji alkoholizmu dopuszcza separacje.

        A co do reszty wypowiedzi - duza liczba alkoholikow wyszla z czynnego
        alkoholizmu wlasnie dlatego, ze zony wystawily walizki za drzwi i postawily
        TWARDE warunki - albo leczenie, albo koniec. Dla niektorych jest to wstrzas na
        tyle duzy, ze stanowi motywacje do zmian.

        Zakazac widywania sie z dzieckiem matka nie ma prawa (to moze tylko sad) -
        natomiast ma prawo wymagac, aby podczas widywania sie ojciec byl trzezwy.

        Jesli chodzi o ruda to zrobila jeden podstawowy blad - nie przemyslala swojej
        decyzji, poleciala na emocjach. A teraz sie lamie, bo emocje opadly. Taka
        decyzje trzeba podejmowac "na zimno", bedac dobrze przygotowanym, majac
        swiadomosc, czego sie mozna spodziewac i majac sile do wytrwania w niej. Bo
        wycofanie sie w tym momencie jest najgorsza rzecza jaka mozna zrobic.
        • aaugustw Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 16:55
          mikaszka napisała:

          > cortona napisala:
          > " A jeśli się kocha, to trzeba się z nim męczyć. "
          - - - -
          > Bzdura. Nawet kosciol w sytuacji alkoholizmu dopuszcza separacje.
          >
          > A co do reszty wypowiedzi - duza liczba alkoholikow wyszla z czynnego
          > alkoholizmu wlasnie dlatego, ze zony wystawily walizki za drzwi i postawily
          > TWARDE warunki - albo leczenie, albo koniec.
          _____________________________________________________.
          Mikaszka, tak wlasnie bylo ze mna - w moim domu...!
          Nadszedl moment, ze zona postawila mi TWARDE warunki...
          Dlatego dzis nie tylko, ze zyje, ale zyjemy dalej ze
          soba - w dodatku o niebo lepiej, anizeli przedtem...!
          A... ;-))
          Ps. Nie przejmuj sie poradami tych, ktorzy probuja
          przekazywac cos, czego sami jeszcze nie maja...! :-((

    • stasia40 Re: Mąż alkoholik :((( 27.11.06, 12:12
      witaj bardzo dobrze zrobiłaś opowiem ci chistorie mojego brata pił bardzo dużo
      nieliczyło sie nic tylko wóda pił przez cały czas trwania małżeństwa dzieci
      jego tez piją tak jak tata doszło do tego że brat miał marskość wątroby męczył
      sie okropnie 2 miesiące leżał w łóżku zanik mięśni odleżyny okropne zmarł w
      domu a co sie wycierpiał męki okropne ja zostałam wrogiem w rodzinie bo
      mówiłam że pije głośno teraz go niema i problem wrogości został przykre to muj
      mąż też pije okropnie wyzywa wygania z domu niedociera nic do niego mimo że
      jest po udarze powiem jedno licz na siebie tu tylko mogą dać rade i doła dać
      dobrego dla dobra dzieci niewpuszczaj do domu jak sie niezacznie leczyć to
      jedyna nadzieja na lepsze życie dla ciebie i dzieci - powodzenia a rade dasz
      sobie bez niego tylko musisz uwierzyć w siebie i na siebie liczyć

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka