janulodz
25.02.07, 01:16
Trzy godziny temu miałem telefon. Dzwoniła sąsiadka z miejscowości, gdzie mam
działkę. Powiedziała mi, że dziś w południe podczas amputacji odmrożonych nóg
w szpitalu w Ł. zmarł mój najbliżej mieszkający sąsiad Marek A. Miał 45 lat.
Pił od 15 roku życia. W wieku 30 lat z powodu padaczki i innych schorzeń
układu nerwowego otrzymał rentę. Mieszkał i był wraz ze starszym bratem
alkoholikiem na utrzymaniu matki - gospodyni wiejskiej, wdowy po mężu
alkoholiku, który zapił się na śmierć w wieku ok. 50 lat. Mareczek rentę
przepijał a matka karmiła, opierała i kupowała leki. Dwa lata temu zmarła.
Panowie A. sprzedali ziemię , dobytek i żywiznę. Otrzymane pieniądze
przepili. Mieli gest. Po gorzałę była zamawiana taksówka na telefon. Dopóki
nie wyłączyli. Kiedyś (jeszcze przed śmiercią ich matki )piłem razem z nimi.
Za wysmołowany dach, za wykopanie szamba, za postawienie płotu, piliśmy.
Żył jeszcze wtedy mój ojciec i za wszystkie te roboty płacił gorzałą , bo
taki był obyczaj. A ja piłem razem z nimi. Żniwa, świniobicie, wykopki, to
dopiero było okazje. Nie wypadało się nie napić, nie wypadało nie postawić
Pili prawie wszyscy.
Kiedy sam skończyłem z alkoholem, przestałem za każdą robotę płacić wódką,
przestałem jeździć po glajchę na najbliższą metę i przestałem pożyczać
pieniądze. Kupowałem im za to chleb i karmiłem ich umierające z głodu psy.
Dwa razy odwoziłem do Warty na odwyk starszego, a młodszego Marka razem z
sąsiadami postanowiliśmy umieścić w domu opieki społecznej. Nie dało rady.
Kiedy starszy wracał z odwyku zatrzymywał go w domu, bo tamten miał jeszcze
swoją biedniutką rentę. Na Royala starczało. Na życie już nie. Nie wiem czy
wiecie, ale tam można za 16 PLN kupić 1 litr spirytusu. Sam go kiedyś piłem.
10 PLN kosztuje 1/2 bimbru. Kilkakrotnie razem z sołtysem i sąsiadami
proponowaliśmy panom poddanie się kuracji. Bez echa. Oni nie kradli, nie
gwałcili, nikogo nie bili. Oni tylko pili. Stan umysłu obydwu był na poziomie
hm.... Na jesieni sołtys podwiózł im na podwórko przyczepę węgla. Sąsiedzi
się złożyli. Po miesiącu węgla nie było. Sprzedali na gorzałę. W ostatnie dni
mieszkali w tzw. fejzie - letniej kuchni, gdyż z domu sprzedali wszystko
łącznie z piecami. Spali w walonkach i kożuchach, budzili się żeby się napić,
a srali i rzygali pod siebie. Kiedy młodszy stracił przytomność , ten
starszy oczywiście nie wiadomo po jakim czasie powiadomił sąsiada. Lekarka z
pogotowia zemdlała. Nogi młodego do kolan były sczerniałe i gniły. Zmarł
podczas amputacji. Starszy został zabrany na detoks.
Podobno nie ma przypadków beznadziejnych.