Dodaj do ulubionych

dzieci alkoholików

19.04.07, 14:26
KROK CZWARTY

Uczyniliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

Nasze dążenie do spotkania się ze samym sobą, do odkrywania swoich
pozytywnych i negatywnych stron, to prawdziwa zasługa, istotna wartość.
Earvin Larson



Sporządzenie obrachunku moralnego jest bardzo ważnym krokiem w naszej pracy,
ponieważ pozwala uczciwie zobaczyć samego siebie i swoje życie. W tym celu
powinniśmy zacząć rzetelnie przyglądać się własnym cechom charakteru,
zachowaniom oraz ich skutkom. Dzięki temu poznamy nasze mocne i słabe strony,
będziemy mogli rozeznać się, co chcemy w sobie zmienić i na czym możemy się
w sobie oprzeć. Bardzo ważne jest, aby takie obserwacje były nieosądzające.
Musimy też uważać, by nie dać się wciągnąć w nasz własny system zaprzeczeń.
Zaprzeczenie jest niepostrzeżenie działającym w nas wrogiem przeciw
programowi dwunastu kroków. Jest ono dla Dorosłych Dzieci Alkoholików typowym
sposobem na życie. Wielu z nas używało zaprzeczeń w dzieciństwie w celu
uniknięcia silnych emocji związanych z przeżyciami, nad którymi kontrola była
niemożliwa. Używaliśmy zaprzeczeń również po to aby nie czuć się
odpowiedzialnym za brak poprawy sytuacji w domu rodzinnym. a także po to aby
ukryć strach, złość oraz poczucie niższej wartości.

By móc zrobić uczciwy obrachunek moralny musimy przestać zaprzeczać i
pozwolić sobie na skonfrontowanie się ze samym sobą takim, jakim jest się
naprawdę. Ważne jest, abyśmy skoncentrowali się na tych cechach, które teraz
w sobie odnajdujemy i spisywali przykłady naszych obecnych zachowań. Odwagę
do sporządzania inwentury można czerpać Z przebaczającej miłości siły
większej od nas samych.

Aby dokonać obrachunku moralnego, należy opisać własne cechy charakteru oraz
zachowania z nich wynikające a także przekonania i opinie na swój temat.
Spisanie tego wszystkiego na papierze jest bardzo ważne. Napisane słowa mają
taką moc jakby wypowiedział je ktoś z zewnątrz. Gdy "coś" napiszemy mamy to w
konkretnej "dotykalnej" formie. Dla nas, Dorosłych Dzieci Alkoholików, jest
to szczególnie istotne, ponieważ nasz odbiór rzeczywistości oraz siebie
samych zaciemniają lęki i urazy z dzieciństwa. Spisanie obrachunku moralnego,
pozwoli lepiej rozeznać się w naszych skomplikowanych przeżyciach, możemy do
niego powracać i sprawdzać to co się napisało. Często zdarza nam się
przecież
zaprzeczać własnym słowom mówiąc: "to nie to, co naprawdę myślałem" lub "to
nie, to co naprawdę chciałem powiedzieć".

Karol, dorosły syn alkoholika w którego domu rodzinnym było dużo kar i
przemocy, zawsze zadręczał się ostrą samokrytyką, poczuciem winy i
nienawiścią do samego siebie. Zabrał się więc z takim nastawieniem do pracy
nad czwartym krokiem; podzielił kartkę na części, w których systematycznie
spisywał swoje wady i błędy w różnych dziedzinach życia. Dopiero po
przeczytaniu tego obrachunku zrozumiał schemat według którego go zrobił. Otóż
schemat ten oparł na poczuciu małej wartości i nienawiści do samego siebie.
Teraz uświadomił sobie, że nikt nigdy nie obwiniał go o to co napisał. Nikt
oprócz jego samego. Odkrył że wady i negatywne zachowania, które spisał, nie
były czymś bardzo złym. Bardzo złe, niszczące było jego nastawienie do samego
siebie. Karol mówi: W czasie pisania, wiele rzeczy stało się dla mnie
zrozumiałe. Zacząłem uświadamiać sobie, że nie te drobne błędy i zachowania
były destrukcyjne lecz sposób w jaki je przeżywałem. Obrachunek pomógł mi
skoncentrować się na rzeczywistych problemach i przestałem marnować czas i
energię, zacząłem stawać się człowiekiem.

Jesteśmy często, tak jak Karol, zagubieni w rozpoznawaniu własnych wad i
zalet. Najczęściej bardzo ostro i niesprawiedliwie siebie oceniamy. Przy tym
wszystkim możemy nie dostrzec naszych prawdziwych słabości, tak jak nie
dostrzegamy własnych mocnych stron. Dlatego sporządzenie obrachunku moralnego
jest takie ważne.
Obserwuj wątek
    • tenjaras lęk przed autorytetami 19.04.07, 14:27
      Wychowani w rodzinach alkoholowych, nauczyliśmy się podejrzliwości w stosunku
      do innych osób a w szczególności do ludzi będących dla nas autorytetami. Nasi
      rodzice, którzy byli dla nas pierwszymi autorytetami, często nie okazywali nam
      pozytywnych uczuć i nie zaspakajali naszych potrzeb. Pijący rodzice potrafili i
      nie mogli budzić naszego zaufania. Baliśmy się ich. Nigdy, pomimo naszych
      szczerych chęci nie udało nam się ich zadowolić. W życiu dorosłym możemy
      odczuwać taki sam lęk w stosunku do osób, które wydają nam się znaczące.
      Porównujemy się z nimi i zawsze czujemy się gorsi. Prowadzi to do tego, że
      zachowujemy się wobec autorytetów bardzo ulegle, pozwalamy się wykorzystywać
      albo też zachowujemy się bardzo obronnie, odbierając niemal każde ich
      zachowanie jako atak na siebie. Głęboko pot tymi zachowaniami leży nasze
      zaniżone poczucie własnej wartości. Warto więc sporządzić listę naszych
      zachowań wobec ludzi znaczących. Czasami ludzie tacy wcale nie muszą być na
      wysokich stanowiskach lub też reprezentować sobą jakieś cenne wartości. Możemy
      czuć się gorsi niemal do wszystkich ludzi nas otaczających.

      Możemy potulnie nie protestować gdy fryzjer źle obetnie nam włosy czy kelner
      poda niewłaściwy posiłek lub oszuka podczas wystawiania rachunku. Możemy nawet
      czuć się winni wobec hydraulika za zatkany odpływ wody w łazience.


      Warto więc, zastanowić się nad następującymi pytaniami:

      W jakich sytuacjach okazujemy lęk przed innymi? Co wtedy robimy i mówimy?

      Czy wpadamy w depresję i czujemy się gorsi, gdy ktoś ważny nie zwrócił na nas
      uwagi?

      Czy zakładamy, że inni zawsze mają rację, a my się mylimy?

      Czy najmniejsza krytyka wywołuje w nas uczucie niepowodzenia i nieadekwatności?
      • tenjaras izolowanie się, poczucie osamotnienia 19.04.07, 14:28
        Rodzina alkoholowa izoluję się od innych rodzin, jej członkowie nie chcą, by
        inni dowiedzieli się co się u nich w domu naprawdę dzieje. Większość z nas w
        dzieciństwie starało się nie zapraszać zbyt często przyjaciół do domu, by nie
        wydało się, że rodzice piją. Stworzyliśmy samotne więzienie dla siebie samych,
        pewni że otwarcie go, spowodowało by odrzucenie nas i ból.

        W naszym dorosłym życiu często nie potrafimy przełamać dystansu wobec innych
        ludzi. Nie przyiaźnimy się z sąsiadami, nie wchodzimy w zbyt bliskie relacje z
        innymi. Dbamy o to, by nasz dom był miejscem odizolowanym. Możemy przyzwyczaić
        się do tego nazywając siebie samotnikami lub domatorami. Jednak w końcu czujemy
        się pozbawieni związków z resztą świata. Ta pełna bólu separacja od innych
        ludzi może być skutkiem naszej chorej przeszłości. Mimo że w naszym obecnym
        domu może już nie być alkoholu, nadal obawiamy się zapraszania innych do
        siebie, tak jakbyśmy ciągle mieli coś wstydliwego do ukrycia. Spotykanie się z
        obcymi ludźmi, szczególnie w celach towarzyskich, budzi w nas podświadomie lęk
        i tak jak dawniej bronimy się przed zbliżeniem się do nich, w ten sposób
        niszczymy często możliwość nawiązania nowych przyjaźni. Warto spisać własne
        zachowanie izolacyjne, opisać relację z ludźmi oraz zastanowić się, jakie
        uczucia leżą u podłoża tych zachowań nawet wtedy gdy wydają się nielogiczne.
        • tenjaras poszukiwanie uznania 19.04.07, 14:29
          W naszym alkoholowym dzieciństwie najczęściej nie doświadczyliśmy bezwarunkowej
          miłości i akceptacji. Jako dorośli obawiamy się więc dezaprobaty innych. Stale
          obawiamy się, że inni mogą nas niezakceptować i staramy się zdobyć dla siebie
          ich uznanie. Aby pozyskać aprobatę możemy kłamać, udawać lub też tłumić własne
          uczucia, możemy także podporządkować nasze zdanie czy też decyzję innym. W
          rezultacie niczego nie robimy dla przyjemności. Lekceważymy własne potrzeby i
          staramy się spełniać oczekiwania innych. Życie w taki sposób staje się bardzo
          męczące, jednak nie zmieniamy się, ponieważ bardzo zależy nam na akceptacji
          otoczenia. Możemy czuć się zmęczeni oczekując, że inni dadzą nam szczęście.
          Wierzymy, że dzięki spełnieniu oczekiwań naszego otoczenia, otrzymamy miłość i
          uznanie. Kiedy tak się nie dzieję, obwiniamy za to siebie i próbujemy starać
          się jeszcze bardziej. W naszych relacjach z innymi często naśladujemy nasze
          relacje z rodzicami. Powtarzamy je wytrwale, mimo że nie przynoszą nam żadnych
          korzyści.
          Warto abyśmy spisali tego rodzaju relacje z ludźmi, mogą do tego nam być
          pomocne następujące pytania:

          Co zrobiliśmy aby inni nas lubili?

          Jakie są nasze obawy związane z zaprzestaniem spełniania oczekiwań innych?

          Czy mamy kłopoty z odmawianiem lub proszeniem o coś?

          Co wyobrażamy sobie, że pomyślą inni gdy powiemy "nie"?

          Odpowiedzi na te pytania pomogą nam stać się mniej zależnymi od uznania innych
          i bardziej świadomymi własnych uczuć, potrzeb i przekonań.
          • tenjaras nadopiekuńczość 19.04.07, 14:30
            W dzieciństwie często spełnialiśmy rolę opiekunów w rodzinie. Dbaliśmy o dom i
            rodzeństwo, ponieważ rodzice byli zbyt skoncentrowani na swoich problemach z
            piciem alkoholu. Często też musieliśmy opiekować się swoimi rodzicami
            załatwiając za nich wiele spraw lub chronić ich np. broniąc matki przed
            pijanym, agresywnym ojcem. W rezultacie, rozwinęła się w nas nienasycona
            potrzeba bycia stale potrzebnym, która hamuje nasz rozwój ponieważ uniemożliwia
            nam kontakt z innymi naszymi uczuciami i potrzebami.

            Bierzemy odpowiedzialność za innych, jednak takie zachowanie utwierdza nas w
            zaprzeczaniu własnych uczuć i unikania rozwiązywania własnych problemów.
            Zagubiliśmy siebie w naszych relacjach z ludźmi, którymi się opiekujemy i
            zaniedbaliśmy własne potrzeby. Staliśmy się wiecznymi męczennikami
            poświęcającymi się dla innych, którzy w naszym mniemaniu należą do nas.

            Powinniśmy spisać nasze nadopiekuńcze zachowania. Często zdarza się że takie
            zachowania przenosimy na własne dzieci, czy też na współmałżonka. Bywa też, że
            wchodzimy z ludźmi uzależnionymi by móc opiekować się tak, jak opiekowaliśmy
            się naszymi rodzicami. Nadal wierzymy, że inni będą nas kochać tylko wtedy, gdy
            będą nas potrzebować. Praca nad krokiem czwartym doprowadzi nas do odkrycia, że
            tak naprawdę to inni nie potrzebują aż tak wiele pomocy od nas. Musimy pozwolić
            innym, nawet własnym dzieciom, żyć na ich własny sposób, ponieważ w przeciwnym
            razie możemy utrudnić im własny rozwój.
            • tenjaras zamrożenie uczuć, wypieranie złości 19.04.07, 14:30
              W dzieciństwie nauczyliśmy się nie okazywać naszych prawdziwych uczuć, jako
              dzieci nie mogliśmy swobodnie wyrażać emocji. Musieliśmy ukrywać uczucia
              ponieważ czyniły nas bezbronnymi, podatnymi na doznanie krzywd od innych
              członków rodziny. Ponadto widzieliśmy wiele przykrych, budzących lęk wybuchów
              niekontrolowanych emocji i to wyrobiło w nas przekonanie, że okazywanie uczuć
              jest złe i niebezpieczne. Z drugiej strony, wszystko co się wydarzyło w naszym
              domu musiało być zachowane w głębokiej tajemnicy przed obcymi osobami. Nie
              rozmawialiśmy o tym nawet w najbliższej rodzinie. Nasze uczucia musiały
              pozostać ukryte, w skutek czego nauczyliśmy się je tłumić.

              W dorosłym życiu nadal nie uświadamiamy sobie własnych uczuć ani ich wpływu na
              nasze samopoczucie i zdrowie, nie potrafimy też okazywać emocji. Jednak nie
              wyrażone uczucia nie znikają a zepchnięte głębiej powodują depresję, lęki i
              różne choroby. Ponieważ tłumienie emocji odbywa się na poziomie podświadomym,
              faktycznie nie potrafimy ich rozpoznać i możemy dojść do przekonania że w ogóle
              nic nie odczuwamy. Warto więc opisać takie sytuacje w których stajemy się
              twardzi i nie wzruszamy się tak, jak inni, za to odczuwamy dolegliwości
              somatyczne, np. powrót z przyjęcia z silnym bólem głowy może być sygnałem nie
              wyrażonych emocji, które obudzili w nas obecni tam ludzie.

              Szczególnie często tłumimy złość. Gdy byliśmy dziećmi, nasza złość na rodziców
              przerażała nas, więc zaprzeczaliśmy jej i tłumiliśmy ją. jako dorośli tłumimy
              ją nadal i poprzes to możemy czuć się tak, jakbyśmy mieli "w środku" bombę
              zegarową. Może to spowodować poważny uraz i wprawiać nas w stany depresyjne.
              Może też być przyczyną wielu chorób somatycznych oraz źródłem dużych stresów.
              Stłumiona złość nie znika. Jeśli nie wydobędziemy jej na światło dzienne i nie
              zmierzymy się z nią, stanie się częścią nas samych.

              Ponieważ będziemy mieć trudności w dotarciu do naszych uczuć, pisanie
              obrachunku moralnego możemy zacząć od obserwacji naszych niedomagań fizycznych
              oraz przykrych, nieadekwatnych reakcji na ludzi i wydarzenia.
              • tenjaras potrzeba kontrolowania 19.04.07, 14:31
                W dzieciństwie nie byliśmy w stanie niczego kontrolować, ponieważ nigdy nie
                mogliśmy przewidzieć jak zachowają się nasi rodzice. Nie wiadomo było kiedy
                pijący rodzic będzie pijany i zrobi awanturę, w konsekwencji której, trzeba
                będzie uciekać lub bronić się, czy też akurat będzie miał dobry nastrój i chęć
                okazywania rodzicielskich uczuć. Nie mogliśmy polegać na naszych rodzicach ani
                wierzyć im. Nigdy nie wiedzieliśmy co nas dzisiaj może spotkać. Wskutek tego w
                naszym dorosłym życiu próbujemy kontrolować wszystko i wszystkich, również
                własne emocje i zachowania. Wieczne kontrolowanie wydaję się nam jedynym
                sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa, którego byliśmy pozbawieni jako
                dzieci. Potrzeba kontrolowania bierze się w nas z lęku przed chaosem i
                nieprzewidywalnymi, krzywdzącymi nas wydarzeniami.

                Możemy, jako dorośli stać się nietolerancyjni wobec nowych idei czy nieznanych
                nam zachowań. Możemy odczuwać niepokój w sytuacjach, nad którymi nie mamy
                kontroli. Ta sztywność i potrzeba kontrolowania może nam utrudniać zaufanie do
                ludzi, zrelaksowanie się czy też odczuwanie zadowolenia. Możemy też nie
                potrafić korzystać z wolnego czasu
                czy cieszyć się z niezaplanowanych przyjemności.

                Warto spisać wszystkie swoje kontrolujące i manipulacyjne zachowania oraz
                udzielić samemu sobie odpowiedzi na pytania:

                Czy próbowaliśmy kiedykolwiek zmieniać naturalny bieg wydarzeń?

                Jak reagowaliśmy na niespodziewane wydarzenia?

                Co czuliśmy kiedy inni nie zgadali się z nami?

                Jak reagowaliśmy na nowe poglądy?

                Czy mieliśmy zaufanie do innych i pozwalaliśmy im żyć tak, jak chcą?.

                Czy próbowaliśmy kierować życiem innych ludzi?

                Czy czuliśmy się zmuszeni do mówienia innym jak mają postępować pomimo tego że
                nikt nas o to nie prosił?

                Co czuliśmy i robiliśmy gdy inni zachowywali się nie tak jak byśmy chcieli?
    • aniolparys Nie myślałeś się ożenić? 19.04.07, 14:36
      W ciągu czterdziestu lat - od 1964 do 2004 roku - 70 tysięcy księży katolickich
      na świecie porzuciło stan kapłański, by się ożenić - takie dane przedstawił w
      najnowszym numerze związany z Watykanem dwutygodnik jezuicki "Civilta Cattolica".
      wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8826799&rfbawp=1176985996.111
      • aaugustw Re: Nie myślałeś się ożenić? 19.04.07, 20:14
        aniolparys napisał:
        > W ciągu czterdziestu lat - od 1964 do 2004 roku - 70 tysięcy księży
        katolickich na świecie porzuciło stan kapłański, by się ożenić - takie dane
        przedstawił w najnowszym numerze związany z Watykanem...
        _______________________________________________________.
        Zazdrosc, zawisc, czy glupota kardynalna Aniolka...!?
        A...
        • e4ska Re: Nie myślałeś się ożenić? 20.04.07, 13:17
          Mnie też się, Jarasie, dziwnie kojarzą te dwie - dla ciebie oddzielne - sprawy.
          Myślę sobie nieraz, że byłby z ciebie niezły Torqumenada. Idealista i narzędzie
          siły wyższej.
          Zaś małżeństwo - dobra rzecz - nawet dla idealisty oraz narzędzia.

          Ale ty - wolisz terapie. Która to już z kolei? ile ci jeszcze terapii zostało do
          zaliczenia?
          Walnąłbyś jakie studia przy okazji, bo ile można studiować Jarasa? strasznie
          trudny ten Jaras i rozbudowany.

          Uniwersytet jednego studenta:)))Dobre, dobre..., heh:)
          • tenjaras Re: Nie myślałeś się ożenić? 20.04.07, 13:34
            e4ska studiuję jarasa bo jest tego wart

            chcę znać swoje mechanizmy, motywacje, hamulce, chce o sobie wiedzieć wszystko,
            bo jakoś tak zacząłem siebie lubieć, a wcześniej różnie z tym bywało,
            samopoznanie leżało w błocie obok, nie miałem czasu wcześniej się tym zająć, bo
            miałem ważniejsze sprawy na głowie

            wiem, bo znam, że ludzie, którzy do czegoś doszli, stosowali samodyscyplinę,
            pokonywali samych siebie, swoje bariery, a do tego się przygotować

            nigdy nie chciałem być przeciętniakiem i nadal nie chcę
        • aniolparys Re: Nie myślałeś się ożenić? 20.04.07, 18:22
          tenjaras napisał:

          > to za którą opcją jesteś aniolparys? i po co akurat tu poruszasz sprawy religii ?

          Gdzie Ty widzisz w moim tekście choćby jedno słowo o religii? Zacytowałem
          fragment tekstu o wyborach ludzkich. Że zawsze są możliwe. Jest tam też o
          miłości, która pokonuje zarówno wiarę, jak i ślubowania i naciski zewnętrzne.
          Wydawało mi się też, że nawiązuję zgrabnie do mojego niedawnego tekstu, gdzie
          występuje nieszczęśliwy góral. Pisałem tam, że zarówno Ty jak i ja obdarzeni
          jesteśmy rzadkim darem: nowym życiem. I od nas tylko zależy co z nim dalej zrobimy.
          Można po prostu radośnie żyć. Czego symbolem jest wspomniane małżeństwo lub moje
          „niepicie jest fajne”.
          A można pogrążyć się w swoim byłym pijactwie. Żyć życiem nieswoim.
          Dowartościowywać się swoim garbem. Otaczać alkoholikami i z nimi spędzać wolny
          czas.
          Jest to niegroźne, nawet sympatyczne, jeżeli odbywa się w wymiarze jednostkowym,
          hobbystycznym. Też bywam na zlotach hobbystów. Nie nazywamy tego Świętem
          Radości, ale się tam radujemy. Nie zanudzam jednak nikogo publicznie
          opowieściami o tych zlotach.

          A czemu napisałem o tym w tym wątku?
          Zobacz co zrobiłeś: skopiowałeś skądś dwie kartki A4 długiego nudnego tekstu i
          wkleiłeś go jako wątek na grupę dyskusyjną.
          Oceniam to jako objaw lenistwa umysłowego.
          Nie zastanowiłeś się nad formą i miejscem emanacji swojego rozwoju duchowego.
          Pies z kulawą nogą tego nie przeczyta. O czym dyskutować pod Twoimi siedmioma
          tekstami rządkiem ustawionymi? Dlaczego nie dasz linku do strony z której to
          skopiowałeś z podaniem tematu pod dyskusję? To jest grupa dyskusyjna.

          Nie odczytuj mojego postu jako ataku na siebie. Jest to raczej próba pomocy
          alkoholikowi. Dania dobrej rady. Zajmij się Ty tenjaras życiem, a nie pijakami.
          A jeśli jednak Cię to bawi, to nie wystawiaj głowy z niszy Tobie podobnych, bo
          zawsze się znajdą tacy, którzy źle ocenią Twoje starania.
          Chyba, że to lubisz (jak ja ;-) ) – ale to już jest życie :-))
    • addicted11 Re: dzieci alkoholików 19.04.07, 16:39
      Jaras, mam pytanie.
      Jezeliktos jest jednoczesnie alkoholkiem i DDA.
      I jest np. nieufny.
      To skad ta nieufnosc sie bierze?
      Z alkoholizmu czy z alkoholwoego domu?

      bo zgodnie z teoria, ze u alkoholika nieufnosc jest efektem alkoholizmu to
      wychowanie nie mialo na nia wplywu, albo gdy mialo to i tak alkoholizm niweluje
      wplyw DDA?
      Z kolei uznanie ze to efekt DDA wskazywaloby, ze ktos mial jakies
      nieprawidlowosci zanim zaczal pic, wiec zaprzeczaloby tezie ze nieufnosc jest
      efektem alkoholizmu.
      Ktory program sie wtedy stosuje?
      No bo one stoja w opozycji, jak wybrac?
      Pytam powaznie.



      • tenjaras Re: dzieci alkoholików 20.04.07, 10:23
        nie wiem addi jak u Ciebie, u mnie alkoholizm jest symptomem prawdziwej
        choroby, ja go traktuję jako narzędzie rozpoznawcze i motywator do działania,
        jest moim zbawieniem, bo dzięki temu mam możliwość wyzdrowieć

        syndrom dorosłego dziecka, który teraz mam na tapecie, robię terapię DDA,
        podobnie, ale nie jest mi motywacją do działania, raczej wyłączam hamulce,
        które mnie powstrzymywały w procesie zdrowienia i zmian życiowych

        jeszcze Ci napiszę coś takiego - w dzieciństwie nauczyłem się jakiegoś
        światopoglądu, potem popadłem w alkoholizm, prawdopobnie dlatego, że czułem, że
        to jaki się ukształtowałem było nieprawidłowe, a musiałem jakoś przetrwać,
        bycie pijanym i niemyślącym dobrze sie sprawdziło, aż nadeszła zmiana

        życie to nie jest program, program to wsparcie życia, narzędzie, a bierzemy to,
        co na daną chwilę przynosi korzyść, pomaga w osiągnięciu celu, dzięki temu, że
        to rozumiem, po swoim zachowaniu widzę jakie mam cele - negatyw czy pozytyw ;-)

        a jak zrozumiałem siebie, to czytam innych, po zachowaniach, używanych
        zwrotach, gestach, wpisach na forum ;-) i wiem jakie mają cele
              • tenjaras Re: dzieci alkoholików 20.04.07, 13:14
                teraz próbujesz udowodnić, że się mylę

                a jak się mylę, to całe to AA jest do bani i cały ten mój przekaz tu jest
                śmieszny i rację mają ci, którzy mi piszą, że nie mam racji, a Ty będzies mogła
                spokojnie robić to co robisz, bo po co się starać bardziej, skoro jest git

                co widzisz w lustrze?
                bo jeśli fajną babeczkę, to ja też chętnie popatrzę ;-)
                • myszabrum Re: dzieci alkoholików 20.04.07, 13:47
                  Próbuję Ci udowodnić, że się zagalopowałeś.

                  Oczywiście z tego nie wynika, że AA jest do bani, a Twój przekaz jest śmieszny -
                  ale za Twoimi wynurzeniami nie przepadam, bo są po prostu... nudne, wtórne,
                  bełkotliwe, pretensjonalne itd. itp.

                  Błyskotliwie piszący, przekonujący aowiec to chyba wielka rzadkość ;))

                  Ale nie przejmuj się - ja i tak robię to, co chcę, a staram się w tych
                  dziedzinach, które uważam za stosowne.

                  Natomiast co tam widać w lustrze, to kogo innego wypadałoby spytać :P
                  • tenjaras Re: dzieci alkoholików 21.04.07, 07:23
                    > są po prostu... nudne, wtórne,
                    > bełkotliwe, pretensjonalne itd. itp.

                    pomyśl z czego to wynika i napisz dlaczego ktoś inny ma pisać co widzi w Twoim
                    lustrze, ja pytałem co Ty widzisz...

                    był kiedyś taki dowcip, jak milicjant przyniósł do domu lustro do łazienki,
                    wchodzi, a zobaczyła to córka z progu swojego pokoju i woła:
                    - mamo, mamo, tato przyprowadził jakąś lafiryndę do domu!
                    a gdy dochodził do łazienki zobaczyła go żona w progu kuchni i stwierdziła:
                    - takie próchno... wstydu Władek nie masz?
        • addicted11 Re: dzieci alkoholików 20.04.07, 12:01
          Po tym co mowisz moge stwierdzic, ze pacjenci osrodkow terapii sa traktowani
          albo bardzo bardzo madrzy ( bo im sie nie wyjasnia 2oczywistych"rzeczy) albo
          bardzo glupi( bo sie im wmawia ze to oczywiste rzeczy nie istnieja)
          sam juz nie wiem.


          Dlaczego?

          Wiesz, kiedy ja przestawalem pic, juz bardzo wiele wiedzialem na temat
          uzaleznien, w chwili pojscia w nowa droge nie bylem taki tabula Rasa, ja
          naprawde sporo wiedzialem..

          I to co piszesz- podobnie kiedys ktos- co mi sie spodobalo.
          ze dla niego narkotyki i uzaleznieni to jednoczesnie przeklenstwo i wybawienie-
          to drugie dlatego, ze dzieki nim mogl poznac siebie przyjrzec sie wszystkim
          nieprawidlowosciom swojej osobowosci, ktore doprowadzily go do cpania.
          Przez to, ze wpadl w uzaleznienie, zostal niejako zmuszony do reformowania
          siebie.

          Ale coz, potem zetknalem sie z modelem minesota, ktory mowi, ze uzaleznienie
          nie ma nic wspolnego z osobowiscia, pijesz bo pijesz, powody o preteksty a
          powod jest jeden- jestes uzalezniony.
          To jest mieszanie w glowie.
          W zyciu czlowieka wydarzenia jedne wyniaja z drugich, jedne maja wplyw na
          drugie, nawet epizody z dziecinstwa moga silnie wplywac na pozniejsze zycie,
          wszystko ma swoja przyczyne i skutek a jesli ktos to neguje to jest dla mnie
          albo glupi albo ma nieczyste intencje.


      • janulodz Re: dzieci alkoholików 20.04.07, 16:54
        Jak czytam Jarasa to mnie ogarnia taki smutek i beznadziejna żałość, że zaczynam mieć myśli samobójcze. Symptom, choroba, narzędzie rozpoznawcze, motywator do działania, zbawienie, syndrom, program, wsparcie życia, alkohol, alkoholizm, alkoholik.
        Jak to ma być ta duchowość to ja się nie zapisuję.
        Wschód słonca, widok ze wzgórza, śmiech dziecka, radość życia małego psiaka, wydyszane "kocham cię", podnoszona kurtyna w teatrze, zapach spalonego eteru i huk silników na żużlu, obraz w muzeum przed którym można stać godzinami, to jest moja duchowość. Teraz ją widzę i przeżywam. Może nawet głebiej niż wtedy, kiedy piłem. Teraz jestem trzeźwy i chcę się tym napawać, a nie umartwiać i do tego co zmarnowałem wracać.
        • addicted11 Re: dzieci alkoholików 20.04.07, 17:12
          janulodz napisał:

          > Jak czytam Jarasa to mnie ogarnia taki smutek i beznadziejna żałość, że
          zaczyna
          > m mieć myśli samobójcze. Symptom, choroba, narzędzie rozpoznawcze, motywator
          do
          > działania, zbawienie, syndrom, program, wsparcie życia, alkohol, alkoholizm, a
          > lkoholik.
          > Jak to ma być ta duchowość to ja się nie zapisuję.
          > Wschód słonca, widok ze wzgórza, śmiech dziecka, radość życia małego psiaka,
          wy
          > dyszane "kocham cię", podnoszona kurtyna w teatrze, zapach spalonego eteru i
          hu
          > k silników na żużlu, obraz w muzeum przed którym można stać godzinami, to
          jest
          > moja duchowość. Teraz ją widzę i przeżywam. Może nawet głebiej niż wtedy,
          kiedy
          > piłem. Teraz jestem trzeźwy i chcę się tym napawać, a nie umartwiać i do tego
          > co zmarnowałem wracać.

          dobrze prawisz.


          Ja tez mam wrazenie, ze leczenie z alkoholizmu to zamiast pokonac problemy
          ktore istnieja ostatecznie konczy sie na wymyslaniu coraz to nowych
          niedoskonalosci i nic nie robienie z nimi.
          i powieksza sie samoswiadomosc, samowiedza a czlowiek coraz nieszczesliwszy.
        • tenjaras Re: dzieci alkoholików 21.04.07, 07:31
          janulodz, to dwa różne światy, tego nie da się porównać, każdy z nas ma swoje
          priorytety i żyje swoim światem

          tego typu krytyka jest bezcelowa, ale kiedy ktoś we mnie wywołuje smutek i
          beznadziejne żałości(!!!), staram się pamiętać, w trosce o swoje samopoczucie,
          by sprawdzić z czego to się bierze
          • janulodz Re: dzieci alkoholików 21.04.07, 08:54
            Jaras.
            Ja Cię NIE KRYTYKUJĘ. Skąd to uprzedzenie?
            Żyj sobie w swoim świecie, jeżeli on Ci odpowiada, tylko pamiętaj, że są jeszcze inne. I nie smuć się na zapas i za wszystko.
              • tranzyt80 Re: dzieci alkoholików 22.04.07, 00:49
                Re: dzieci alkoholików
                janulodz 20.04.07, 16:54 + odpowiedz
                Jak czytam Jarasa to mnie ogarnia taki smutek i beznadziejna żałość, że
                zaczynam mieć myśli samobójcze.

                Re: dzieci alkoholików
                janulodz 21.04.07, 08:54 + odpowiedz
                Jaras.
                Ja Cię NIE KRYTYKUJĘ. Skąd to uprzedzenie?


                to z braterskiej milosci...do was obojga :)
                • addicted11 Re: dzieci alkoholików 22.04.07, 09:20
                  No Janu troche jakby czuje sie winny krytykujac AA i tak sie czasem miota, na
                  co juz kiedys zwrocilem uwage odnosnie dopisywania formulki "nie mam nic do AA".
                  Nie mam nic do istnienia AA- mysle ze pewnie o to chodzi, a do AA mam- nie
                  podoba mi sie to i tamto- tak chyba powinien napisac Jan.

                  Ja tez znam to uczucie, swego czasu mialem straszne wyrzuty sumienia, ze
                  krytykuje terapie czy AA a zarazem chodzilem tam, jakbym jakims
                  nniewdziecznikiem byl, ale z drugiej sttrony- dlaczego ma obowiazywac lojalnosc
                  bez zadnych granic?
                  • janulodz Re: dzieci alkoholików 22.04.07, 09:30
                    Krytyka to działalność intelektualna polegająca na dyskusji, ocenianiu i interpretacji. :)))))))))

                    Wszystko inne to krytykanctwo.

                    Dziękuję za zaklasykowanie mnie do pierwszej grupy

                  • tenjaras Re: dzieci alkoholików 22.04.07, 18:38
                    janulodz, nawet lubię wymieniać się z Tobą poglądami, jak nie wyklinasz ;-)

                    nie myślcie, że ja nie krytykuję różnych rzeczy w AA, nawet tępię!

                    przede wszystkim przeniesienia społecznikowskiej działalności z tamtego
                    systemu, albo naleciałości zetempowskie, podobnie kwestie religijności, a już
                    ci, którzy nie trzymają się kanonu, wzorca nowego myślenia (nie czytają
                    literatury i twierdzą, że nie trzeba) i próbują przenieść pijane myślenie,
                    zbywalstwo, powszechne "ja wiem lepiej" i "mi się należy", ci, którzy żyją
                    problemami, a nie ich rozwiązaniem, nie mają przy mnie zbytniego spokoju ducha

                    wielu mnie nawet nie lubi i uważa, że jak przychodzę, to psuję mityng... 8-/
                    głoszę fanaberie, próbuję zmieniać AA i takie tam
                    • addicted11 Re: dzieci alkoholików 22.04.07, 19:29
                      widzisz tj, tam robisz za aowskiego wroga a tu za radykala-
                      ciezkie masz zycie:)
                      ja tez tak czesto mam, prawicowcy uwazaja mnie za komuniste a komunisci za
                      prawicowego oszloloma:)

                      ale tu sie z Toba nie zgodze, jedna z rzeczy ktora mi sie podoba w AA to fakt,
                      ze nie organizuje tego panstwo, ze jest to ruch oddolny- w naszym
                      spoleczenstwie w ogole niespolecznym to rzadkosc- cho pewnie tobie chodzi o
                      rewolucyjny zapal a nie prace organiczna, nie wiem.


                      • tenjaras Re: dzieci alkoholików 22.04.07, 20:15
                        tu o AA piszę tylko, że to nie jest organizacja, zorganizowana grupa ludzi
                        piszę też, że warto czytać Anonimowych Alkoholików i co sam wyczytałem

                        na odbiór nie mam wpływu
                    • a_riczia Re: dzieci alkoholików 04.05.07, 19:43
                      Wiesz, Jaras, ja kiedy Ciebie czytam, a czytam ciebie od dawna, często odnoszę wrażenie, że ty bardzo
                      lubisz płynąć pod prąd. Nie z innymi, tylko zawsze wbrew innym, na przekór innym albo ponad innymi.
                      Albo ujmę to inaczej - lubisz sobie od czasu do czasu - raczej częściej niż rzadziej - rozbłysnąć na tle
                      innych ludzi.
                      Bo wtedy tak się ładnie odróżniasz, masz takie ostre kontury, niczym biały dzbanek na obrazku, stojący
                      na tle ciemnej ściany.
                      I zastanawiam się czasem, skąd u alkoholika z tak długą abstynencją i tak solidnym, metodycznym
                      podejściem do swojego samopoznania i rozwoju, wciąż tak dużo tej typowo pijackiej przekory i tak
                      silna potrzeba "świecenia" swoją światłą osobą.
                      Ciebie pytam, po co tak świecisz, bo ty rokujesz, że się nad moim pytaniem zastanowisz zamiast mnie
                      za nie opie..ć.
                      "Samowystarczalnych" nawet nie pytam po co świecą, bo u nich to świecenie jest zrozumiałe.
                      Ale u Ciebie, Jaras?
                      Tyle blasku i tyle przekory?
                      Po co ci to?

                      • aniolparys Świecenie samowystarczalnych 04.05.07, 23:18
                        "Samowystarczalni" :) ładne słowo. Co by ono nie znaczyło.

                        a_riczia napisała:

                        > "Samowystarczalnych" nawet nie pytam po co świecą, bo u nich to świecenie jest
                        > zrozumiałe.

                        Rozwiń proszę tą myśl. Nie jestem zaczepny. Interesuje mnie Twój sposób
                        postrzegania "samowystarczalnych".
                        • addicted11 Re: Świecenie samowystarczalnych 05.05.07, 08:31
                          Kolezanka chyba ma obsesje na punkcie jakichs odchylen gwiazdorskich innych
                          osob, tu oskarza o to Jarasa a na watju obok mnie.

                          Jeszcze zarzucanie mi przekory dla przekory rozumiem, ma pokrycie w faktach,
                          ale Jaras?

                          Jaras przekorny dla blysku?

                          Jaras ani przekorny ani chce blyszczec.

                          Ja wrecz uwazm, ze Jaras programowo maluje sie na szaro.

                          Ale to moje zdanie.
                      • tenjaras Re: dzieci alkoholików 05.05.07, 12:22
                        myślę o tym jak o afirmacji, widzę jak postępuję i zaakceptowałem to by trochę
                        ucywilizować, niekoniecznie się za to karcić, albo użalać

                        mam nadzieję, że nie robię tego z typowej przekory, a jedynie by odbudować
                        sobie wiarę w siebie, bo wychodzę ze strasznej doliny i pewnie w takich
                        chwilach brak mi umiaru i potrafię się zagalopować

                        mam nadzieję, że nie jestem poczytywany jako jakiś anioł, a w każdym razie nie
                        taki, jakim nie jestem ;-)
    • wszczuka Re: dzieci alkoholików 26.04.07, 05:35
      To dramat pijących rodziców.Jestem alkoholikiem .Wzrastał u mojego boku syn .W
      jego wychowaniu mam jeden sukces . Nie zdążyłem mu ponóc. Sam musiał budować
      swój swiat .Ja już wtedy nie piłem ale nie upotrafiłem zrobić nic.
      Teraz mam wiedzę .Refleksje przychdzą zawsze na końcu. Teraz wiem o
      uzależnieniu bardzo dużo musi tak być ponieważ pragnę być trzeżwy a to wymaga
      pracy .Teraz też rozumię wiele więcej.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka