Dodaj do ulubionych

przestan walczyc

25.04.07, 02:54
zainspirowalem sie nieco ta koncepcja zaprzestania walki- bo walka jest
istota nalogu (walcze-przegrywam).

Pale papierosy od jakiegos czau. Ostatnio zaczalem sztucznie ograniczac,
liczyc itp- i mialem ciagle wyrzuty sumienia, ze za duzo, ze za czesto.
Przestalem sie w ogole powstrzymywac i biczowac mam chte to wyciagam faja i
cmie.
Jest o wiele lepiej, pale i tak nie wiecej a bez tego zbednego balastu
psychologicznego- wiem, ze uzaleznienie od fajek to smiertelna choroba ale
pale juz 10 lat i na razie jestem zdrowy,kiedys rzuce ale na razie nie mam
ochoty, po co sie zadreczac.
No to puuszcze dymka i zastanowie sie nad nasteomnym wpisem.
Obserwuj wątek
    • myszabrum Re: przestan walczyc 25.04.07, 05:37
      Ja miałam taką fazę z alkoholem (przez kilka lat). Dokładnie jak Ty z
      papierosami. I podobną do Twojej radosną filozofię.

      Wiązało się to jednak z tym, że byłam wtedy szczęśliwa w tzw. życiu osobistym i
      w ogóle w harmonii ze światem.

      Równowaga zaczęła się chwiać, gdy przeżyłam zawód miłosny. Wtedy zawzięłam się i
      przez kilka miesięcy nie piłam w ogóle, a potem jak mi ruszyło, to...

      Oczywiście fajki są mniej groźne i pewnie trochę mniej uzależniają, więc
      prawdopodobnie da się tak ciągnąć długi czas.

      Ale z mojego doświadczenia wynika, że w pewnym momencie wydarza się COŚ i cały
      epikureizm bierze w łeb.

      Myślę, że nie tyle walka jest istotą nałogu, co podejmując walkę dotkliwiej
      sobie ten nałóg uświadamiamy.

      Ale jak nie walczymy, to w nałogu tkwimy tak samo, tylko jest przyjemniej i...
      szkodliwiej.

      • addicted11 Re: przestan walczyc 25.04.07, 11:28
        wszystko prawda.

        po prostu ja czy walcze czy nie walcze to pale tyle samo, wiec po co mi walka.
        a przestac kiedys i tak przestane, zreszta fizycznie nie jestem uzalezniony (
        moge nie palic 12 godzin i nie mam problemu, nie lamie mnie i nie chodze po
        scianach) to tylko kwestia silnego przyzwyczajenia psychicznego.
        • wojtech451 Re: przestan walczyc 25.04.07, 20:42
          addicted11 napisał:
          > a przestac kiedys i tak przestane, zreszta fizycznie nie jestem uzalezniony (
          > moge nie palic 12 godzin i nie mam problemu, nie lamie mnie i nie chodze po
          > scianach) to tylko kwestia silnego przyzwyczajenia psychicznego.

          Oj addi, addi.
          Powyższe stwierdzenie - klasyka uzależnienia. Faktem jednak jest, ze
          równoczesne odejscie od dwóch uzależnień jest bardzo trudne jezeli nie
          niemożliwie.
          Na pewno problemów palacza nie można porównać z problemami alkoholika, na pewno
          jest to nałóg mniej szkodliwy dla człowieka i otoczenia ale jednak jest to
          NAŁÓG!
          • aniolparys Re: przestan walczyc 25.04.07, 23:15
            wojtech451 napisał:

            > Faktem jednak jest, ze
            > równoczesne odejscie od dwóch uzależnień jest bardzo trudne jezeli nie
            > niemożliwie.

            Jest pewien sposób patrzenia na uzależnienia, w który Twoje stwierdzenie dobrze
            się wpisuje. Rzucanie nałogu jako walka z samym sobą. Dwa nałogi: trzeba dwa
            razy więcej siły. Dwa razy więcej walki.

            Z drugiej strony ja jestem tego antyprzykładem. Nie jestem nikim wyjątkowym, ale
            po wielu latach picia i palenia zerwałem z obydwoma tymi nałogami w tym samym dniu.
            Kwestia motywacji. Przeżyłem pewnego rodzaju przemianę duchową, odrodzenie, w
            którym zerwałem z sobą uzależnionym i narodziłem się nowy, czysty. Mi to bardzo
            dobrze ze sobą współgrało. I do dzisiaj oceniam ten sposób jako coś bardzo
            naturalnego i właściwego.
            • tranzyt80 Re: przestan walczyc 26.04.07, 00:00
              aniolparys napisał:
              Przeżyłem pewnego rodzaju przemianę duchową, odrodzenie, w
              > którym zerwałem z sobą uzależnionym i narodziłem się nowy, czysty.

              -ciekawe....ale co konkretnie wplynelo na taka nagla zmiane ?

              -czy owa przemiana jest do opisania,czy gruchnelo cos toba,nagle,jak grom z
              jasnego nieba,moze jakis "cud nad cudy":)?

              • aniolparys Iluminacja 28.04.07, 18:01
                tranzyt80 napisał:

                > -czy owa przemiana jest do opisania

                Trzy lata temu rzuciłem alkohol po kilkunastu latach intensywnego picia. Po
                trzydziestu latach palenia, w tym samym dniu, rozstałem się także z papierosami.
                Nie w jakiś przygotowany wcześniej, zorganizowany sposób, ale na zasadzie impulsu.
                Bez terapii i udziału innych alkoholików.
                Ostatnio zwróciłem uwagę na swoje sny. Są nieciekawe i często w nich pojawia się
                alkohol. Jest to chyba jedyny koszt psychiczny mojej pijackiej przeszłości.
                Dzisiaj jestem zdrowy, prowadzę normalne życie wśród innych ludzi.
                Zmusiłeś mnie Tranzyt do zastanowienia co się wtedy stało?
                Nie wierzę w sekundowe cudowne przemiany człowieka. To się sprawdza tylko w
                amerykańskich filmach.
                Dopóki nie natrafiłem w Internecie na wypowiedzi innych niepijących alkoholików
                wydawało mi się to takie zwykłe, naturalne, nieciekawe.
                Teraz widzę, że chyba tak nie jest. To znaczy nadal uważam, że jestem zwyczajnym
                facetem. Reaguję jak dziesiątki tysięcy mi podobnych. Takich historii jak moja
                są tysiące. Ale chwalenie się tym publicznie, robienie czegoś niezwykłego ze w
                sumie banału nie pasuje do sposobu rzucenia nałogów o którym piszę. Zbieg
                okoliczności spowodował, że trafiłem i zostałem na tym forum, ale moje
                uzależnienie nie było tego najważniejszą przyczyną.

                Próbowałem znaleźć czynniki, które doprowadziły do tego momentu, nazwę to,
                mojego ozdrowienia.
                Chyba najważniejszym takim czynnikiem, który mi pomógł, była moja niewiedza. Nie
                wiedziałem tego wszystkiego, co oficjalna doktryna leczenia alkoholizmu
                przekazuje pijakom. Nie wiedziałem, że nie wolno jednocześnie rzucać picia i
                palenia bo się pomnaża stres. Nie wiedziałem o wyzwalaczach, suchych kacach,
                zgniłych ogórkach. Nie wiedziałem (na moje szczęście), że bez zawierzenia
                swojego losu jakieś zewnętrznej sile mądrzejszej i silniejszej ode mnie nie dam
                rady. Piszę „na szczęście”, bo autentycznie idea taka nie jest dla mnie. Ludzie
                bardzo różnią się od siebie siłą potrzeby posiadania jakiegoś Boga oraz
                łatwością podporządkowywania się autorytetom zewnętrznym. Nigdy w życiu nie
                potrzebowałem wiary w Anioła Stróża, który by czuwał nade mną, opiekował się mną
                i kierował moim losem. Musiałem poradzić sobie sam. Nawet bez terapeuty,
                człowieka, który wie lepiej ode mnie co powinienem zrobić z moim życiem.
                (Upraszczam, ale to jest moje wrażenie z jednorazowo podjętej próby leczenia
                prywatnego u specjalisty).
                Coś czuwało nade mną ;-) przy podjętej przeze mnie próbie leczenia w przychodni.
                Trafiłem na nieudolną (użyję sobie) babę „wiecie, rozumiecie, pójdziecie 3 razy
                na spotkania AA, powiecie, że jesteście alkoholik, potem znów się zgłosicie”.
                Dzięki temu dziewiczość mojej wiedzy na temat wychodzenia z nałogu nie została
                zbrukana.

                Pod koniec picia moja złość na siebie samego wzrastała. Byłem po kilku
                nieudanych próbach samodzielnego rzucania picia. To samo z paleniem. Nie paliłem
                kiedyś dwa miesiące i dawno temu pół roku – potem spróbowałem jednego papierosa
                i nałóg wracał w niezmienionej postaci. Miałem całkowitą pewność, że jestem
                nałogowcem. Przede mną nie było (tak myślałem) żadnej już nadziei. Narastały
                problemy w pracy i w domu. Życie ograniczyło się praktycznie do wegetacji. Nic
                nie było ważne poza nie pozwoleniem na spadek poziomu alkoholu we krwi. Zawsze
                piłem sam. Alkohol nie dawał żadnej radości, żadnych korzyści.
                Najważniejsza u mnie była złość na samego siebie, na swoje upodlenie oraz
                niepokora.
                Mam szczęście spotykać w życiu mądrych ludzi. I wtedy spotkałem kogoś takiego,
                który zrozumiał mój stan i dał mi impuls pozytywnego wzmocnienia. Działo się to
                na pewnej przełęczy górskiej, na której podobno dzieją się czasami cuda. Zmiąłem
                wtedy paczkę papierosów, którą miałem przy sobie i postanowiłem, że powalczę. I
                udało się.
                Były też dodatkowe czynniki, które mi pomogły.
                Zaczynała się wtedy akurat wiosna (którą kocham), budzeni się przyrody do życia
                współgrało z moją przemianą.
                Akurat wybierałem się na kilkudniową wyjazdową imprezę pijacką (błogosławiona
                niewiedza), na której z jednej strony moje niepicie szczególnie mi się podobało
                wśród pijaków (moja niepokorna), z drugiej nikogo nie obchodziło, że nie jem,
                nie śpię i jestem roztrzęsiony.
                Miałem (mam) kibiców mojego niepicia - mężczyźni to lubią ;-)
                I pewnie inne.

                Najważniejszy wniosek jaki mi się nasuwa w tej chwili to niby banał: ludzie są
                różni. Oficjalna szkoła terapii uzależnień uwzględnia to jednak w zbyt małym
                stopniu. Stąd wg mnie jej niska skuteczność.
                Podobnie AA. Każe każdemu stawiać te same kroki. Dużemu czy też małemu, wesołemu
                i smutnemu, mądremu i głupiemu.
                A tajemnica sukcesu w walce z nałogiem leży w każdym z nas. Niektórzy mają to
                szczęście do niej dotrzeć.
                • wojtech451 Re: Iluminacja 28.04.07, 18:48
                  aniolparys napisał:
                  Chyba najważniejszym takim czynnikiem, który mi pomógł, była moja niewiedza. Nie
                  > wiedziałem tego wszystkiego, co oficjalna doktryna leczenia alkoholizmu
                  > przekazuje pijakom. Nie wiedziałem, że nie wolno jednocześnie rzucać picia i
                  > palenia bo się pomnaża stres. Nie wiedziałem o wyzwalaczach, suchych kacach,
                  > zgniłych ogórkach. Nie wiedziałem (na moje szczęście),

                  W podobny sposób dokonano wielu wynalazków przez ludzi którzy w danej
                  dziedzinie nie mieli wykształcenia i wiedzy, kierowali się jedynie intuicją i
                  dokonali rzeczy wielkich. Bardzo prawdopodobym jest, że gdyby mieli wiedzę i
                  podchodzili do problemu naukowo nie zdziałaliby nic (addi nie rozszczepiaj na
                  atomy swego uzaleznienia).
                  Intuicja, determinacja, konsekwencja w działaniu powoduje, ze niemożliwe staje
                  się faktem, najczęściej ku zdumieniu otoczenia.
                  Mój dobry znajomy, prosty człowiek, pewnego dnia bez udziału "gromu z jasnego
                  nieba" powiedział - nie piję! I przestał - już dobre kilkanaście lat. A chlał
                  jak wściekły i nie było na niego żadnego sposobu. Pytałem wiele razy, Józek!
                  Jakżeś to k.... m.. zrobił?! Doradź, podpowiedz, ale słyszałem tylko - po
                  prostu przestałem. I dla mnie ten Józek był żywym przykładem, że można
                  przestać pić.
                  Takze jednym z argumentów było dla mnie ze dużo wcześniej przestałem palić.
                  Mówiłem: skoro przestałem palić to i pić przestanę. Niestety ten drugi nałóg
                  był znacznie silniejszy, dłużej trwały moje zmagania ale też sie udało.
                  Mogę sie pochwalić?
                  Nie palę 23 lata, nie piję prawie 5 lat.
                  PS. I
                  Dzisiaj myślę, że skoro udało mi się zwalczyć dwa nałogi, wygrać z własnymi
                  słabościami to wszystkie przeciwności losu jakie przede mną to już "mały pikuś"
                  PS. II
                  aniolparys - PODZIWIAM I GRATULUJĘ!
                  • magtomal Re: Iluminacja 28.04.07, 19:02
                    Bardzo spodobała mi się Twoja opowieść, Aniele. I myślę, że może wiele dać tym,
                    którzy nie odnajdują się ani w terapii ani w AA i tracą nadzieję słysząc "to
                    jedyna droga", "inaczej nie dasz rady". Dajesz im szansę, pokazujesz, że
                    inaczej też można.
                    • aniolparys Re: Iluminacja 28.04.07, 19:37
                      Nie jest to takie jednoznaczne, co piszesz.
                      Kiedyś już zastanawiałem się, czy ukazywanie mojej historii nie zaszkodzi komuś.
                      Znam sposób myślenia alkoholika ;-) Będzie szukał każdej przesłanki, pretekstu
                      do stwierdzenia "to nie dla mnie". AA nie dla mnie, terapia nie dla mnie. Żeby
                      dalej pić. To odbiorca przekazu decyduje o tym w co uwierzy, na co zwróci uwagę.

                      Inna rzecz: ludzie są mądrzejsi, niż wielu z nas sądzi.
                      Ktoś, kto będzie szukał pretekstu do dalszego picia poradzi sobie beze mnie. A
                      może znajdzie się ktoś, kto potrzebuje nadziei?
                      Jak piłem brakowało mi takiego głosu. Inna sprawa to ta, że nie wiem, czy by mi
                      w czymś on pomógł ;-)
                • wojtech451 Re: Iluminacja 28.04.07, 19:06
                  A swoją drogą to ciekawe, że - aniolparys napisał:
                  >Nigdy w życiu nie potrzebowałem wiary w Anioła Stróża, który by czuwał nade
                  >mną, opiekował się mną.
                  • myszabrum Re: Iluminacja 28.04.07, 19:09
                    Pewnie sam woli być Aniołem :))
                    • addicted11 Re: Iluminacja 28.04.07, 19:39
                      Wojciechu, mylisz mie z kims innym.
                      Ja nie jestem zwolennikiem nauki- aj jestem zwolennikiem samodzielnego myslenia
                      i dzialania.
                      TTo wlasnie oparcie sie na AA i terapiach to jest kult nauki- ze juz
                      wymysklono, ze ktos tak powiedzial, napisal i zalecil to takk musi byc.
                      Ja mysle sam i roszczepiam na atomy wedlug wlasnych pomyslow.

                      Jak napisal Aniol, nie czul suchuch kacow bo o nich nie czytal- nauka podsuwa
                      czesto glupie podpowiedzi.
                      A ze intuicja jest niedoceniana skladowa ludziego mysklenia?
                      jasne.

                      a co ma wspolnego AA z intuicja?
                      toc to przeciwienstwo- to nakaz i regulamin.

                      zawsze mozna grzebac i sie czegos dogrzebac, skruszyc powloke intuicujnosci i
                      rozebrac na czynniki pierwsze- ale i tak nie wiadomo nigdy do konca co tak
                      naprawde bylo wazne.
                      • wojtech451 Re: Iluminacja 29.04.07, 08:04
                        addicted11 napisał:
                        > Ja mysle sam i roszczepiam na atomy wedlug wlasnych pomyslow.

                        Nie wątpię! Tylko po co?

                        > zawsze mozna grzebac i sie czegos dogrzebac, skruszyc powloke intuicujnosci i
                        > rozebrac na czynniki pierwsze- ale i tak nie wiadomo nigdy do konca co tak
                        > naprawde bylo wazne.

                        A może zamiast grzebać, kruszyć, rozbierać na czynniki, po prostu dać wiarę i
                        nie tracić czasu na odkrywanie Ameryki?
                        Piszę tak bo moje własne próby wytrzeźwienia zawiodły i przyjąłem jako ostatnią
                        deskę ratunku bez cienia watpliwości: oni (terapeuci w ośrodku) mają rację i
                        wiedzą co robią. I dobrze zrobiłem ale i dobrze trafiłem.
                        Aniolparys, janulodz i mój Józek sami sobie poradzili - ja byłem za słaby i
                        potrzebowałem wsparcia.
                        • addicted11 Re: Iluminacja 29.04.07, 08:58
                          Janu, 1550, okragla liczba.
                          ciesze sie ze sie cieszysz:)


                          wojtek:
                          może zamiast grzebać, kruszyć, rozbierać na czynniki, po prostu dać wiarę i
                          > nie tracić czasu na odkrywanie Ameryki?
                          > Piszę tak bo moje własne próby wytrzeźwienia zawiodły i przyjąłem jako
                          ostatnią
                          >
                          > deskę ratunku bez cienia watpliwości: oni (terapeuci w ośrodku) mają rację i
                          > wiedzą co robią. I dobrze zrobiłem ale i dobrze trafiłem.
                          > Aniolparys, janulodz i mój Józek sami sobie poradzili - ja byłem za słaby i
                          > potrzebowałem wsparcia.


                          wiesz, z piciem to sobie poradzilem, natomiast z pewnymi nawykami myslowymi
                          (pesymizmem na przyklad) moglbym oddac sie w jakies rece, ale musialbym w taka
                          osobe uwierzyc, a o to mi nielatwo, musialbym trafic na kogos, kto traktuje
                          mnie jak czlowieka a nie jak pacjenta, nie wiem czy pgladalaes film buntownik z
                          wyboru, Robinn Williams gral psychiatre, ktory potrafil dotrzec do pewnego
                          mlodzienca.
                          Na sile to sie nie da, a jak jeszcze nie tylko ja probuje na sile ale i ktos na
                          sile to nici.


                • addicted11 Re: Iluminacja 28.04.07, 19:45
                  Ja bym podal przyklad z innej dzialki.

                  rezyser, muzyk, pisarz- czesto tworzy dziela latami i nic.
                  zadnego sukcesu, zero satysfakcji.

                  a nagle nie wiadomo skad nagle staje sie gwiazda.

                  ktos robi zupelnie niekomercyjny film i osiaga wielki sukces- intuicja mu
                  podpowiadala, ze to bedzie to, mimo ze nikt nie chcial dac pieniedzy.
                  W inne szykowane arcydzielo pompuje sie miliony, robi promocje- i klapa.

                  Nie ma sprawdzonych resept, moze z wyjatkiem jajek na twardo.
    • honeybeam Re: przestan walczyc 26.04.07, 00:42
      addicted11 napisał:

      > zainspirowalem sie nieco ta koncepcja zaprzestania walki- bo walka jest
      > istota nalogu (walcze-przegrywam).
      >
      > Pale papierosy od jakiegos czau. Ostatnio zaczalem sztucznie ograniczac,
      > liczyc itp- i mialem ciagle wyrzuty sumienia, ze za duzo, ze za czesto.
      > Przestalem sie w ogole powstrzymywac i biczowac mam chte to wyciagam faja i
      > cmie.
      > Jest o wiele lepiej, pale i tak nie wiecej a bez tego zbednego balastu
      > psychologicznego- wiem, ze uzaleznienie od fajek to smiertelna choroba ale
      > pale juz 10 lat i na razie jestem zdrowy,kiedys rzuce ale na razie nie mam
      > ochoty, po co sie zadreczac.
      > No to puuszcze dymka i zastanowie sie nad nasteomnym wpisem.

      gdybyś zadał sobie trochę trudu i poczytał o rzucaniu palenia, zapewniam, że
      już w pierwszym artykule znajdziej informację o tym, że ograniczenie ilości
      wypalanych papierosów jest najmniej skuteczną metodą rozstania z papierosem,
      żeby nie powiedzieć dosadeniej - jest w ogóle nieskuteczne. Jeśli 10 lat to
      Twoim zdaniem nie długo, to prosze pal tylko w jednym, najlepiej zamkniętym
      pomieszczeniu przez 10 lat, nie pierz w nim firan i nie maluj ścian i zobaczysz
      czy to nie długo, a jak to już zobaczysz, to pomniejsz jeszcze to pomieszczenie
      do wielkości Twoich płuc. I jeśli uważasz, że to, że jestesteś zdrowy jest
      argumentem za tym, żeby nie rzucać, to poczekaj aż zachorujesz, wtedy to będzie
      miało rzeczywiście sens :))) tak jak pudrowanie umarłego lub zdejmowanie nogi z
      gazu w momencie kiedy rozpędzony samochód wali na wprost na drzewo. Oooooj
      gratuluję argumentacji. Z iloma nałogami skończyłeś w życiu?
      • addicted11 Re: przestan walczyc 26.04.07, 03:05
        gdybyś zadał sobie trochę trudu i poczytał o rzucaniu palenia, zapewniam, że
        > już w pierwszym artykule znajdziej informację o tym, że ograniczenie ilości
        > wypalanych papierosów jest najmniej skuteczną metodą rozstania z papierosem,
        > żeby nie powiedzieć dosadeniej - jest w ogóle nieskuteczne. Jeśli 10 lat to
        > Twoim zdaniem nie długo, to prosze pal tylko w jednym, najlepiej zamkniętym
        > pomieszczeniu przez 10 lat, nie pierz w nim firan i nie maluj ścian i
        zobaczysz
        >
        > czy to nie długo, a jak to już zobaczysz, to pomniejsz jeszcze to
        pomieszczenie
        >
        > do wielkości Twoich płuc. I jeśli uważasz, że to, że jestesteś zdrowy jest
        > argumentem za tym, żeby nie rzucać, to poczekaj aż zachorujesz, wtedy to
        będzie
        >
        > miało rzeczywiście sens :))) tak jak pudrowanie umarłego lub zdejmowanie nogi
        z
        >
        > gazu w momencie kiedy rozpędzony samochód wali na wprost na drzewo. Oooooj
        > gratuluję argumentacji. Z iloma nałogami skończyłeś w życiu?
        >

        myslisz, ze tego nie wiem?

        obiektywny fakt jest taki, ze 10 lat palenia po 10 papierosow dziennie to nie
        tyle co 30 lat palenia po 40.
        ale to jest i tak 36500 sztuk
        niecale 2000 paczek, czyli 200 kartonow, czyli 10 tys zlotych.
        niby duzo, ile moglbym za to kupic, ale z drugiej strony teraz to w kika
        tygodni sobie na czysto tyl zrohbie, wiec czy to naprawde tak duzo?


        a ze jest to racjonalizacja to oczywiste.

        zycie to jedna wielka racjonalizacja, muzyki tez glosno slucham i zle to dziala
        na moj sluch, patrze w monitor kompuera i psuje sobie wzrok i kregoslup.
        a jednak to robie.

        gdyby nie pewne racjinalizacje to nie wyszedlbym z domu, gdzie tam, w domu tez
        niebezpiecznie.
        • janulodz Re: przestan walczyc 28.04.07, 21:34
          Bardzo często zastanawiam się, jak potoczyłyby się moje losy, gdyby nie parę , przypadkowych, a może w rzeczywistości bardzo znaczących epizodów.
          Znudzony i niezangażowany terapeuta, przewidywany czas trwania terapii na którą mnie kierowano, kursy, które akurat mi wypadły, rozmowa z lekarzem, może nawet teraz, z perspektywy czasu wcale nie taka rewelacyjna, ale dająca mi wiele do myślenia, wreszcie te kapcie i własny kubek, które kazali przynieść -przepełniły szalę.
          NIE POSZEDŁEM NA TERAPIĘ.
          Też tak, jak Parys, nie wiedziałem nic o kiszonych ogórkach SW i WK i 12 Krokach i suchych kacach i miejscach zakazanych.
          Mną wstrząsneło kilka zdarzeń, własna marność, beznadziejność każdego takiego samego dnia polegającego na utrzymaniu stałego stężenia we krwi, a jednocześnie męczarnie przy obniżaniu tego poziomu. Spadanie na dno. Strach i jednocześnie złość na samego siebie. Jak ja walczyłem tego dnia, o którym już nieraz pisałem, żeby nie wypić tego jednego, jedynego piweńka. Cały, co do godziny mam do dzisiaj przed oczami. Najgorsza była pierwsza noc. Koszmarna, bezsenna, w samotności.
          Potem też nie było lekko, ale JA WIEDZIAŁEM, że to moja ostatnia szansa.
          Musiałem wytrwać. I zrobiłem to.
          Nie wiem jak by było, gdybym się znalazł na terapii.
          Moje przeżycia były takie osobiste. Gdyby mnie wrzucono do jednego wora z innymi, kto wie...
          Przyznać też muszę, że na poczatku mojego trzeźwienia miałem takie marzenia, że kiedyś, jak już sobie ułożę życie i nie będę miał obowiązków, ciepłą emeryturkę, jakaś wygraną , albo spadek, - to się napiję.
          Jakie to było głupie. Teraz wiem, że mi to już do niczego nie jest potrzebne.
          Tak jest mi bardzo, bardzo dobrze.
          Tylko jeszcze czasmi złość mnie ogarnia, jak mi ktoś mówi, że to co zrobiłem to jest niemożliwe:)))

          Dziś minęło mi 1550 dni


          • hepik1 Re: przestan walczyc 29.04.07, 06:36
            janulodz napisał:
            > Nie wiem jak by było, gdybym się znalazł na terapii.

            Może łatwiej?
          • yuraathor Re: przestan walczyc 02.05.07, 18:30
            A ja nie wiem co by było gdybym na terapię nie trafił, stało sie :
            POSZEDŁEM NA TERAPIĘ
            tez nie wiedziałem o kiszonych ogórkach, SW itp, tam sie dowiedziałem i tam
            spotkałem takich jak ja, a ty Janu nadal nie widziałes innego alko na żywo????
            Byłem w Sierakowie i nawet Augusta spotkalem ,ale dziwna sprawa albo ma dziury
            w mózgu albo ktos sie pod niego podszywa- zupełnie nie kojarzył mojej osoby, a
            był to ten August co na zdjęciu z linku co sam podesłał.Dopiero potem jakby
            załapał i powiedział że w necie z wieloma ludźmi gada.a potem inne sprawy mnie
            zajmowały i juz go nie widzialem, no niewazne.Twoje 1550 jest możliwe bo jest
            faktem.

            a mi cos tak 1610 albo 1612
            • addicted11 Re: przestan walczyc 02.05.07, 18:43
              O kurcze, ale historia z tym Augustem!!1
              Ale musial byc uniesiony, stan ekstazy jaki przezywaja tylko swiecie- zupelnie
              sie zatracil!

              Ja piernicze, August nie kojarzy na zywo ludzi z forum, August- 2 twarze.

              Naprawde niezly z niego wariat:)
            • myszabrum Re: przestan walczyc 02.05.07, 18:46
              A forum Uzależnienia w ogóle kojarzył :-0?
              • yuraathor Re: przestan walczyc 02.05.07, 19:01
                To jest dla mnie bardzo dziwne, mówię żem yurator, z internetu się znamy, bo
                jak na plakietce zlotowej napisane: August ,to walę jak w dym a on : a jaki
                jura bo kilku jest? i juz rezon straciłem. a potem na kawe mnie zapraszal ale
                akurat z innymi ludxmi gadałem a jak skonczyłem to siedział w większym
                tawarzystwie to nie podeszłem,
                ogólnie fajnie było, teraz na zlot w Sianożętach czekam ( to nad morzem kolo
                Kołobrzegu we wrześniu)
                • rauchen Re: przestan walczyc 02.05.07, 19:04
                  moze to nie ten august forumowy...
                  ten forumowy to by mial karteczke z napisem aaugustw@gazeta.pl
                • tenjaras Re: przestan walczyc 02.05.07, 20:02
                  to na pewno ten August :-)
                  mnie tam nie było, ale z opisu widzę, że dokładnie - kiedy próbował zwerbować
                  Cię na kawę, to po to by dojść do tego, który Ty jura, bo ja też znam kilku...

                  po prostu w sieci dzieje się dużo ;-)
            • tranzyt80 Re: przestan walczyc 02.05.07, 21:02
              yuraathor napisał:
              > Byłem w Sierakowie i nawet Augusta spotkalem ,ale dziwna sprawa albo ma
              dziury
              > w mózgu albo ktos sie pod niego podszywa- zupełnie nie kojarzył mojej osoby


              -ej! Yuraa,ej!taka szanse zaprzepasciles....
              trzeba bylo wziasc pod pache najpiekniejsza ;),podejsc z nia do Augusta i
              szepnac cicho:"Janulodz! i Eska "... :)))
            • janulodz Re: przestan walczyc 02.05.07, 21:06
              Ciekawe, co by było, jakbyś powiedział, że jesteś Eska:)))))
              • myszabrum Re: przestan walczyc 02.05.07, 21:08
                :)))
              • janulodz Re: przestan walczyc 02.05.07, 21:09
                Tranzyt, jak boga kocham ja Cię wcześniej nie czytałem. Tak nam się podobnie pomyślało :))
                • tranzyt80 Re: przestan walczyc 02.05.07, 22:30
                  sluchalem dzisiaj,Radio Warszawa,na falach dlugich,byla rozmowa
                  o alkoholizmie z dwoma terapeutkami,pania Elzbieta Witkowska i pania
                  Tomaszewska,o ile dobrze zapamietalem nazwiska,obie ponoc z W-wy z Osrodka przy
                  ul.Kolskiej,
                  pierwszy raz slyszalem na zywo terapeutki,przyznam,ze bylem negatywnie
                  zaszokowany,ten wiesniacko-prymitywny sposob wymowy,ten specyficzny dla
                  niewyksztalconych osob akcent i ogromna trudnosc w skladaniu w proste
                  zdania,swoich mysli,jednym slowem,jak dla mnie,wogole nie do
                  przyjecia,katastrofa...a moze byly tylko stremowane i za trzezwe... ;)
                  W sumie gdakajac nic nie powiedzialy,najlepsze byly ich odpowiedzi na
                  pytanie:"Czy panie pija alkohol ?"Potowka pelna...:)))

                  P.S.
                  32% wzroslo picie alkoholi,40% wzrost w spozyciu wodki wsrod 18-29 letnich
                  • addicted11 Re: przestan walczyc 03.05.07, 02:01
                    wedlug mnie terapeuta powninien byc abstynentem aby byc wiarygodnym.
                    tak jak lekarz powinien sie zdrowo odzywiac a instrukltor nauki jazdy jezdzic
                    bezpiecznie.

                    Pijacy terapeuta to smiech na sali.

                    Mam znajomych, ktorzy dlugo prawili mi kazania na temat szkodliwosci alkoholu.
                    Teraz gdy nie pije oni lubia czasem przy mnie pic wino- taki snobzim wydaje mi
                    sie.
                    Przyznam szczerze, ze ich picie to jedyne picie ktore mi przeszkadza u innych.
                    Inni moga przy mnie pic i nie ma zadnego problemu.
                    Ale oni- po tylu wygloszonych kazaniach- sa dla mnei po prostu zalosni.

                    Duzo kazan slyszalem od matki, ale ona nie pije w ogole, wiec z nia nie mam
                    takiego problemu, gdyby pila to reagowalbym tak samo.

                    To tak jak rodzice tlumacza coreczce " nie chodz do lozka przed slubem" a potem
                    wychodzi, ze narodziny corki byly 5 miesiecy po slubie.
                    • addicted11 Re: przestan walczyc 03.05.07, 02:04
                      Author of this text: Jan Kochanowski; Original:
                      psr.racjonalista.pl/kk.php/s,1680
                      kaznodziei

                      Pytano kaznodzieję: "czemu to prałacie,
                      nie tak sami żywiecie, jako nauczacie"?
                      (A miał doma kucharkę), i rzecze: "Mój panie,
                      Kazaniu się nie dziwuj, bo mam pięć set na nie:
                      A nie wziąłbym tysiąca, mogę to rzec śmiele,
                      Bym tak miał czynić, jako nauczam w kościele"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka