beka.smiechu-w.sali.obok
24.02.08, 14:48
Wlasciwie wszelkie problemy z alkoholizmem- a wlasciwie utrzymaniem
abstynencji moznaby sprowadzic do dwoch, a potem do jednego.
Pierwszy to przerwanie picia, drugi to nie zaczecie picia.
Jako, ze wiekszosc osob pragnacych cos robic ze swym piciem cierpi
na tzw. bezsilnosc i gdy juz zacznie pic nie umie przerwac-
wlasciwie mozemy powiedziec, ze ten "problem przerwania picia"
nie istnieje, bo przerwanie picia jest po prostu niemozliwe.
Calosc tematu profilaktyki mozemy wiec sprowadzic do zagadnianie-
jak nie zaczac pic.
Przy tej okazji bardzo zastanawiajace jest sprzegniecie tematu
powrotow do picia z decyzja o niepiciu. ze slow piszacych tu i tam
wynika, ze oni swoja bezsilnosc wobec alkoholu rozumieja tez w
sposob dlugofalowy- tzn ze nie chca zaczac pic ale zaczynaja, ze
postanawiaja nie pic, ale nie potrafia w tym wytrwac.
No i tu tkwi ten diabel- co to znaczy "nie potrafic wytrwac". coz
dzieje sie w glowie takiej osoby- pomijajac rzeczy typu
racjonalizacje- bo racjonalizacje czy iluzjo- zaprzeczenia pojawiaja
sie wlasciwie juz PO decyzji o napiciu sie, w celu jej
usprawiedliwienia na wypadek watpliwosci.
Wiec ten etap tez nie jest tym diablim. Szczegolny moment to ten,
gdy pojawia sie decyzja o piciu. Czy w tym momencie alkoholik ma
wolna wole? Czy jest to jego decyzja, czy bezsilnosc?
Mzoe inaczej- wiele osob postanawia, ze nie bedzie pic i swiecie w
to wierzy. Po jakims czasie jednak wracaja do picia- i nie mowie tu
o tych, co napijaja sie w jakiejs wielkiej tragedii wskutek impulsu.
Mam na mysli dosyc spokojnie podjeta decyzje o zmianie decyzji o
niepiciu.
Jak w takim kontekscie widziec problem bezsilnosci? Ja nazwalbym go
raczej problemem malej wytrwalosci we wlasnym postanowieniu? No
nawet krotkiej pamieci?
Wydaje mi sie, ze piszacy tak podreperowuja swoje zyciorysy, by
wyszlo ze w momencie podjecia decyzji o piciu po jakims czasie
abstynencji byli "bezsilni".
bo to tak pieknie brzmi, tak ladnie uniewinnia i uduchawia.
Z dosiwadczenia wlasnego i obserwacji zauwazam, ze ten kto
postanawia nie pic- w momencie postanowienia ma takie a takie
myslenie i naprawde w to wierzy.
Natomiast gdy zmienia zdanie i zaczyna pic- wg. mnie swiecie wierzy
w to, ze wypic moze i mu sie nic nie stanie, a jak ma watpliwosci to
je sobie zracjonalizuje- tak by uwierzyc.
Gdzie tu jest miejsce na bezsilnosc- nie mam zielonego pojecia.