19.11.08, 13:54

Witam! po lekturze wątku "żona alkoholika" postanowiłam i ja napisać. JMój mąż
jest akoholikiem. Jesteśmy małżeństwem od prawie 14 lat, mamy dwie córki 13 i
3,5 roku. W sierpniu tego roku w wyniku kolejnej awantury domowej zmuszona
byłam wynieść się wraz z dziećmi i zamieszkać u rodziców. Wczesniej złożyłam
pozew o separację, pierwszą sprawę miałam w październiku (mąż się nie zgłosił)
nastepną mam w najbliższy piątek. Przez te kilka miesięcy mąż cały czas pił,
nie pracował - przebywał na chorobowym- nie opłacał jakichkolwiek opłat
związanych z mieszkaniem. Na poczatku tego miesiąca w wyniku wspólnych działań
moich i pracownicy z OPS udało nam się namówić go na detoks, który zakończył
się w poniedziałek. W czasie gdy on przebywał w szpitalu ja dostałam się do
naszego mieszkania ( on w międzyczasie zmienił zamki, mimo iż jestesmy
obydwoje jego najemcami- nie ma przepisu, który by mu tego zabraniał- ale to
już inny wątek tej sprawy)i doprowadziłam je do stanu używalności. Nie
wróciłam do domu z dziećmi, gdyż zgodnie z prawem on po powrocie z odwyku ma
również prawo tam przebywać. Tak więc wyszedł ze szpitala, okazało się że mimo
, iż jego rodzice mają fantastyczne warunki mieszkaniowe- nie chcą go
zwyczajnie przyjąć więc ja chcąc nie chcąc dałam mu klucze ( bo przecież nie
będzie spal na dworcu...) i zamieszkał sobie w czystym mieszkanku. Oczywiście
okazało się,że tak czy owak za mieszkanie trzeba będzie zapłacić, a ponieważ
zależy mi aby tam wrócić zaczęłam na raty spłacać zadłużenie i jednoczesnie
aktualne opłaty mieszkaniowe. Pewnie bardzo chaotycznie piszę ale staram się
przedstawić sprawę w wielkim skrócie. bilans jest taki: mieszkam z dziećmi i
psem "kątem"u rodziców , opłacam mężowi mieszkanie i czekam aż ta - jak to
nazwała pani z OPS "patowa sytuacja" się rozwiąże. Na dzień dzisiejszy nie ma
żadnej siły sprawczej, która mogłby wyrzucić męża z naszego mieszkania. W
dodatku on po powrocie ze szpitala zachowuje się jakby nic się nie stało,
jakby ta cała irracjonalna sytuacja była czymś najnormalniejszym w świecie.
Oczywiście wogóle nie wspomniałam o stronie emocjonalnej - o tym jak dzieci
przeżywają to co się dzieje, i o tym zwłaszcza jak ja się motam ze swoimi
myślami, jak nie wiem już w jakim miejscu mojego życia jestem i zaczynam się
zastanawiać czy warto było zacząć zmieniać? znajomi i rodzina wciąż mi
powtarzają że się ułoży, że będzie dobrze, ale chyba zaczynam tracić w to wiarę?
Obserwuj wątek
    • zuzia36 Re: co dalej? 19.11.08, 14:28
      jako założycielka wątku "zona alkoholika" i żona alkoholika radzę Ci iśc do
      najbliższego ośrodka dla współuzależnionych. Tam są osoby, które Ci pomogą w
      sprawach emocjonalnych jak i prawnych. Samo nic się nie rozwiąże. A Ty opłacając
      mu mieszkanko dajesz mu jeszcze lepsze warunki do picia.
    • aaugustw Re: co dalej? 19.11.08, 14:51
      agadom38 napisała:
      > ...nie wiem już w jakim miejscu mojego życia jestem i zaczynam się
      > zastanawiać czy warto było zacząć zmieniać? znajomi i rodzina
      wciąż mi powtarzają że się ułoży, że będzie dobrze, ale chyba
      zaczynam tracić w to wiarę
      __________________________________________.
      Znajomi i rodzina moga Tobie w ten sposob mowic, a ja nieznajomy
      alkoholik, ojciec dwoch doroslych (juz) corek, ktory ma to juz za
      soba Ci mowi, ze oni sie myla...! - Z takim Twoim postepowaniem nie
      bedzie NIGDY lepiej, wrecz przeciwnie - bedzie jeszcze gorzej...!
      Ty nic nie robisz w tym kierunku, aby bylo dobrze... - Postepujesz
      tak, ze on ma komfort picia i zapicia sie na dobre...!
      Ile razy bylas na spotkaniach Al-Anon...!?
      Ile razy bylas w poradni terapeutycznej...!?
      Wybacz ten ton, ale nie lubie kiedy sie narzeka, i nic przy tym nie
      robi...! :-((
      A...
      • agadom38 Re: co dalej? 19.11.08, 22:25
        niestety, w mojej miejscowości nie ma żadnej grupy wsparcia, nie ma również
        żadnego dobrego psychologa-terapeuty kogokolwiek kto może pomóc koalkoholikowi,
        którym jestem i z tego sobie sprawę zdaję. Mam śwaidomość i ogromną potrzebę
        uzyskania wskazówek jak postępować w relacjach z mężem, który - z czego także
        zdaję sobie sprawę manipuluje mną lub jak kto woli "gra na moich
        uczuciach".Najbliższa poradnia znajduje się w miejscowości oddalonej ok. 10 km
        od mojego miejsca zamieszkania. Nie mam samochodu. Pracuję, wychodzę z domu o
        6.30 prowadzę córkę do przedszkola, jadę do pracy 30 km i wracam ok. 17.00.
        Poradnia czynna jest do 18.00 więc nawet gdyby był PKS to i tak nie dałabym rady
        bo od przystanku do poradni jest ok. 20 min. drogi. Więc jak? na rowerze?
        Dlatego też trafiłam tutaj myśląc, że może czytając te wszystkie historię znajdę
        również swoją drogę...
        Po drugie: że mąż ma problem z alkoholem zorientowałam się już kilka lat temu,
        przeszłam od tamtego czasu długą drogę, próbowałam Go wielokrotnie namówić do
        leczenia,oferowałam pomoc, zawierzałam obietnicom, itd. Po ostatnich
        wydarzeniach, których wynikiem była nasza wyprowadzka ( dwukrotnie wzywałam
        policję, zakładałam niebieską kartę) podjęłam ostateczną decyzję dot. separacji.
        I tego się trzymam. Docelowo dążę do odzyskania mieszkania i ułożenia dzieciakom
        życia w równowadze. Owszem, może ktoś uważa ,że nie robię nic tylko siedzę w
        kątku i popłakuję- ale w moim mniemaniu tak nie jest, gdyby sprawa w sądzie
        toczyła się szybciej może miałabym już wyrok o separacji i zwłaszcza eksmisji (
        taki wniosek również złozyłam) gdyż jest to w tym kraju JEDYNY zgodny z prawem
        sposób abyśmy wróciły do domu. Owszem mogłabym nie płacić za mieszkanie, ale
        skoro chcę do niego wrócić to tak czy owak musiłabym spłacić całe
        zadłużenie,które powstanie do czasu przeprowadzki. Odwiedziłam w międzyczasie
        burmistrza, wydział meldunkowy, złozyłam w UM wnisek na mieszkanie ,
        wielokrotnie rozmawiałam z pracownikiem socjalnym i... tyle. On może tam
        mieszkać, ma prawo, ma prawo również nie płacić rachunków, ma prawo także
        zmienić zamek a ja np. mam prawo wywarzyć drzwi. Mogłabym zacząć działać
        bardziej radykalnie i np. wywieźć jego rzeczy do pod dom teściów i wywalić Go
        dosłownie na tzw. "zbity pysk" np. przy pomocy moich braci, wprowadzić się do
        domu i czekać aż przyjdzie i zacznie robić awantury, więc wtedy mogłabym wzywać
        policję , złozyć doniesienie o przestępstwie itd. A dzieci mogłyby sobie na to
        patrzeć ... Uff... zagmatwałam się bo jest naprawdę w czym... właściwie mogłabym
        tak pisać jeszcze długo ale generalnie chodzi o to,że na dzień dzisiejszy nie ma
        sposobu żebyśmy zwyczajnie mogły zamieszakć we własnym mieszkaniu bez Niego. Po
        prostu.Pewnie wobec męża postępuję diametralnie źle, ale cały czas się uczę ,
        tyle że jedynym źródłem inf. na dzień dzisiejszy jest internet
        • to_ja_pytam Re: co dalej? 20.11.08, 07:39
          Witaj agadom38.
          Dobrze, że trafiłaś na to forum. Oznacza to, że szukasz pomocy.
          Zajrzyj także do linków wskazanych w wątku "współuzależnieni". Ja
          nie uważam, że nic nie robisz i tylko marudzisz. Na pewno nie stoisz
          w miejscu, w przeciwnym razie nie trafiłabyś tutaj. Każdy musi
          znaleźć swoją odpowiednią drogę do zdrowienia. Nie u każdego wygląda
          to tak wzorcowo jak u Zuzi :) Znam wiele osób współuzależnionych,
          które krocząc czasem bardzo krętą drogą, jednak posuwały się do
          przodu - żeby w końcu znaleźć się na prostej. Dokładnie to samo jest
          z alkoholikami. Dla jednych ta droga jest krótsza, dla innych bardzo
          długa. Ja nie krytykuję tych, którzy wybierają tę drugą. Każdy ma
          swoje tempo. Wiąże się to z wieloma rzeczami, z przemianami własnej
          osoby. Jednemu potrzeba na to więcej czasu, innemu mniej. Zachęcam
          Cię do pełnej konsekwencji w postępowaniu i trzymania się nadal przy
          raz obranych postanowieniach. Rozumiem, że Ci ciężko, niemniej za
          jakiś czas gdy pojawią się sukcesy (dzięki Twojej wytrwałości) - na
          pewno stwierdzisz, że warto było ponieść ten trud i wysiłek. Chroń
          dzieci i siebie, i dużo rozmawiaj (chociażby w internecie, jeśli nie
          masz innej możliwości) z osobami w podobnej sytuacji. Pamiętaj, że
          nie jesteś sama :)
          Pozdrawiam :)
        • zuzia36 Re: co dalej? 20.11.08, 08:09
          poradnia do której chodzę jest czynna do 15.30, jednak codziennie od ok 16 są
          zajęcia albo dla współuzależnionych albo dla uzaleznionych więc może zadzwoń i
          spytaj. Mnie tez nie jest łatwo tam dojeżdżać. Na moją grupę chodzą panie które
          dojeżdżają po 30 km. Pomyśl nad tym dla własnego dobra. Nawet nie wiesz jak
          pomocne są spotkania z osobami, które wiedzą co czujesz, mają podobne problemy.
          W każdej gminie jest też komisja d/s przeciwdziałania alkoholizmowi czy jakoś
          tak. Przejdź się tam i zgłoś męża. Oczywiście jakbyś chciała pogadać to
          zapraszam. Trzymaj się !!! Powodzenia!!!
          • agadom38 Re: co dalej? 20.11.08, 08:57
            W wyniku interwencji policji i załozeniu niebieskich kart mąż został zgłoszony
            do poradni gminnej niejako "z automatu"- takie są bowiem procedury.Nie wiem jak
            to wygląda w praktyce u nas ale podejrzewam,że wysłano mu pismo urzędowe,
            którego On po prostu nie odebrał( tak jak wiele innych np. z baków- bo nie
            wspomniałam, że przez te lata kombinował z pozyczkami i teraz jako dodatkową "
            atrakcję" mam odpieranie ataków działów windykacyjnych). Policja zawaidomiła
            również OPS, z którego trafiła do mnie Pani na wywiad, i z którą -jak juz
            wcześniej wspomniałam doprowadziłam do zamknięcia męża na detoksie. Jak już
            wcześniej napisałam dla mnie NAJWAŻNIEJSZE to móc zamieszkac z dziecmi w naszym
            domu-ale niestety nasze prawo jest w tym względzie bardzo kulawe. Teraz siedzę i
            czekam i wciąż mam uczucie przepływającego przez palce czasu bo na dzień
            dzisiejszy NIC nie moge zdziałać.W ciągu tych trzch miesięcy żyłam swoim zyciem
            , z mężemnie miałam prawie żadnych kontaktów ( nie licząc jego wiecznych
            telefonów, do mnie . do mojej rodziny z pogrózkami i róznymi wywodami toczonymi
            po pijanemu). Zupełny przypadek sprawił ,ze znalażłam się w odpowiednim czasie w
            odpowiednim miejscu i za namową pani z OPS wzięłam udział w wywiezieniu męża do
            Szpitala. Kierowały mną oczywiście zwykłe ludzkie odruchy- nie mogłam postapić
            inaczej-po prostu, pomyślałam,że każdy powinien mieć szansę. Po czym obrociło
            się to przeciwko mnie gdyż mąż odebrał to chyba jako znak,że znowu będzie
            wszystko tak jak dawniej. SMS-sy, telefony z osrodka zablokowały mi skrzynkę.
            Jego telefony i smsy zablokowały mi skrzynkę, w końcu nie wiedziąłm -odbierać
            czy nie , rozmawiac czy nie- wciąz dylematy...kucze, chyba się nie nadaję na to
            forum bo piszę jakieś elaboraty i końca nie widać - inni jakoś potrafią ujać " w
            pigułce" swoje mysli. Musze kończyć- bo Córcia wstała i tzreba się nią
            zająć...pozdrawiam i dzięki za wszystkie słowa
            • to_ja_pytam Re: co dalej? 20.11.08, 09:19
              agadom38 napisała:
              > kucze, chyba się nie nadaję na to
              > forum bo piszę jakieś elaboraty i końca nie widać - inni jakoś
              > potrafią ujać " w pigułce" swoje mysli.
              Uśmiechnęłam się po przeczytaniu tego zdania. Nie przejmuj się, znam
              tę potrzebę wygadania się komuś :)) Gdy swego czasu trafiłam na
              internetowy czat alkoholików, całe godziny potrafiłam "przegadać" z
              ludźmi. I muszę powiedzieć, że te rozmowy dały mi tak wiele, że jest
              to nie do przecenienia.
              Tak więc pisz, jeśli masz potrzebę. Sytuacja obecna może wydaje się
              bez wyjścia, jednak po pewnym czasie na pewno zmieni się. Potrzeba
              tylko cierpliwości. Czego Ci z całego serca życzę.
              Aha, co do opłat za mieszkanie, ktoś Ci zarzucił że pomagasz w ten
              sposób alkoholikowi. Ja myślę jednak, że dobrze robisz, ponieważ
              zadłużając mieszkanie nic nie wskórasz, a na pewno mąż tego nie
              ureguluje nigdy. Znam podobny przypadek, więc wiem że nie ma innego
              wyjścia. Zgodnie z prawem niestety nie da się tego wyegzekwować,
              poza tym przewlekłość spraw sądowych jest tak duża, że prędzej
              pozbędziesz się mieszkania za długi, niż doczekałabyś jakiegoś
              zadowalającego wyroku.
              Pozdrawiam :)
            • zuzia36 Re: co dalej? 20.11.08, 09:58
              trzymaj się !!! dzielna babka jesteś :*
              • agadom38 Re: co dalej? 20.11.08, 10:47
                juz zaczynam żałowac ,ze wczesniej się nie zalogowałam. Dzięki. Przemyślałam raz
                jeszcze wszystko i prosze moze podpowiecie mi w nastepujacych kwestiach:
                jak właściwie mam rozmawiac z mężem ( bo to że muszę z nim czasami rozmawiać to
                niestety nieuniknione) on teraz wrócił do domu, od tygodnia jest domatorem,
                wydzwania do mnie z róznymi technicznymi pytaniami dot. mieszkania np. a te
                białe wkłady to do jakiego koszyka trzeba włożyć? itp. Zachowuje się tak jakby
                ta sytuacja była zupełnie naturalna- my mieszkamy u rodziców (w jednym pokoiku ,
                z psem , komputerem starsza córka śpi na materacu, ubrania poukladane na
                szafce-oprócz rodziców mieszkaja tutaj moi dwaj (22 i 24 lata) bracia -studenci
                oraz brat mojej mamy, który jest po wypadku, operacji głowy i trzeba było się
                nim zająć, dla dodania smaczku i udowodnienia ,że zachowuję szczątki poczucia
                humoru - dodam ,że mieszkają również z nami pajaki różnej maści i wielkosci -
                ok. 20 sztuk i jeden neurotyczny królik- jest w sumie wesoło)on sam w
                dwupokojowym , opłacanym przez naiwną żonę mieszkaniu- jego rodzice we dwoje
                mieszkają w 4-pokojowym mieszakniu - i to wg męża naturalna sytuacja.Więc co,
                nie rozmawiac z nim w ogóle? Zapomnaiłą wspomniec o jego pracy- tu też jest
                kanał- a na domiar złego pracujemyw jednym przedsiębiorstwie- na szczęście w
                zupelnie innych działach- on chorował , aż pewnego dnia ( dlatego w sumie doszło
                do detoksu) po prostu nie pojechał po kolejne l-4 i w zakładzie pracy , zgodnie
                z KP chciano Go zwolnic z art. 52. Dowiedziały się o tym koleżanki, które były
                żyrantami pozyczek męża ( jedna z nich o ironio losu! jest moją bardzo bliską
                koleżanką- pracujemy biurko w biurko) i mąż jednej z nich interweniował u
                tesciów i wówczas Oni się obudzili- bo wstyd itd. ( wczesniej chlali z nim, bo
                tez piją) i zaczeli coś z tym detoksem kombinowac,żeby go z roboty nie wywalili.
                kolejna ironia- czy też paradoks- wspólni znajomi z pracy zajmujący wyższe
                stanowiska- ze względu na mnie i dzieci- ugadali z dyrektorem,żeby ten dał
                mężowi szansę. I dał.Facet ma więcej szcześcia niż rozumu.Więc chyba nie
                powinnam z nim wogóle gadac, co? bi widzi mi się,że to wtedy daje mu jakies
                złudzenia , ze moze wroce? a ja nie wrócę. To wiem na pewno. Musze odzyskac
                siebie i dac dzieciom zwyczajne, nudne życie. Jutro mam sprawę. Mam ogromna
                nadzieję,że uzyskam orzeczenie o eksmisji ale jak Go wywalę z domu jeszcze nie
                wiem. niektórzy mówią,że zbyt kuluralnie się z nim obchodzę, a ja marzę o tym
                żebym już nie musiała się z nim wogóle obchodzić.
                • to_ja_pytam Re: co dalej? 20.11.08, 11:31
                  agadom38 napisała:
                  > jak właściwie mam rozmawiac z mężem (bo to że muszę z nim czasami
                  rozmawiać to niestety nieuniknione) on teraz wrócił do domu, od
                  tygodnia jest domatorem,
                  > wydzwania do mnie z róznymi technicznymi pytaniami dot. mieszkania
                  np. a te białe wkłady to do jakiego koszyka trzeba włożyć?

                  Niech sam sobie radzi z różnymi technicznymi rzeczami. I
                  nietechnicznymi też. I ze swoim życiem niech sam sobie radzi. Jeśli
                  już musisz rozmawiać, to krótko konkretnie i na temat. Nie szczędząc
                  zdań typu: "nie leczysz się, nie wrócę ani, ja ani dzieci", "choroba
                  nie wybiera, ale to Twój wybór że nic z tym nie chcesz zrobić". Musi
                  do niego dotrzeć naga prawda, opaść ta zasłona dymna którą cały czas
                  ma przed oczami i w głowie.
                  Rzeczywiście ma wielkie szczęście (tfu, nieszczęście) mając tylu
                  pomagaczy wokół (w pracy, rodzice).Ale ty rób co do Ciebie należy,
                  na działania innych nie masz przecież żadnego wpływu.

                  > bi widzi mi się,że to wtedy daje mu jakies
                  > złudzenia , ze moze wroce? a ja nie wrócę. To wiem na pewno. Musze
                  odzyskac
                  > siebie i dac dzieciom zwyczajne, nudne życie.

                  I tego się trzymaj.
                  Pozdrawiam :)
                • aaugustw [...] 20.11.08, 11:44
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • zuzia36 Re: co dalej? 20.11.08, 12:42
                  tak się zastanawiam, że ja bym go przy pomocy braci wywaliła z mieszkania. Jak
                  nie chcesz narażać na taki widok dzieci, pomieszkaj tam sama, w razie co dzwoń
                  na policję
                  ale to ja bym tak zrobiła
        • aaugustw Re: co dalej? 20.11.08, 10:30
          agadom38 napisała:
          > ...Pewnie wobec męża postępuję diametralnie źle, ale cały czas się
          uczę , tyle że jedynym źródłem inf. na dzień dzisiejszy jest internet
          _________________________.
          OK, Agadom, po przeczytaniu Twego postu przekonalas mnie...!
          Obiecalem sobie teraz, ze nie bede sie juz denerwowal i zrobie
          wszystko aby podzielic sie z Toba moim doswiadczeniem, jako
          trzezwy alkoholik, aby i Twoje zycie wrocilo do normalnosci...
          A...
          Ps. Wiem, ze w trudnej jestes sytuacji, ale czasami trzeba przezyc
          wojne, aby odzyskac pokoj... - Postaram sie Tobie takze pomoc...
          Nie podoba mi sie i nie zgadzam sie z tym co mowia Tobie ci
          biurokraci: "ma prawo to i to..." - "mam prawo to i to..." Przeciez
          to jest wasza wspolna wlasnosc, wiec owszem on ma prawo, ale dopiero
          po uzgodnieniu z Toba - albo...!?

          • agadom38 Re: co dalej? 20.11.08, 21:22
            bardzo, bardzo dziekuję za odzew i wszystkie posty. chłne ta wiedze jak gabka ,
            mam niezły metlik w głowie ale czuję się jakoś ...mocniej (?). Nie zawsze będę
            zaraz natychmiast odpisywać gdyż ten tydzień to wyjatkowa sytuacja- mam opiekę
            na chorą córkę- potem idę do pracy, gdzie niestety trzeba pracowac i internet
            mamy zablokowany- więc pozostają tylko wieczory- jak już starsza córka załatwi
            swoje internetowe sprawy... Właśnie, co do tej ewentualnej akcji pt> wyrzucamy
            męża z chaty to nie jest tez proste- bo ob de facto ma prawo być w tym
            mieszkaniu nie mniejsze niz ja i dzieci. Ratuje mnie tylko eksmisja,którą mam
            nadzieje uzyskac jutro w sądzie. Jęśli jej nie dostanę to chyba pójdę do UMiG i
            wymelduję siebie i dzieci- będę wówczas bezdomną matką z dziecmi- wstyd dla
            Gminy okrutny. w ten sposób zwolnię się od płacenia za mieszkanie, a On i tak
            nie bedzie płacił, jestem tego pewna- więc ZGKiM bedzie mialo kolejne mieszkanie
            zadłużone. Nie widze innej - zgodnej z prawem- opcji. Chcę to robić zgodnie z
            litera prawa bo zalezy mi PRZEDE WSZYSTKIM na spokoju dizeci. Prosciej i
            szybciej byłoby się włamać i go wywalic , ale Droga Zuziu - dzieci mam nieco
            większe niz Ty i wierz mi bardzo to co się dziłao przezyły. Np.starsza córka
            wyryła dlugopisem na framudze jej pokoju wszytskie daty kiedy były awantury,
            młodsza dług opowiadała wszystkim ( ma 3,5 roku) jak tata zuczał nozami ( bo
            faktycznie żonglował nożami w oczekiwaniu na policję- a ja truchlałam ze strachu
            na myśl,że wystarczy ułamek sekundy i..)Swoje przeżyłyśmy, nie bedę się
            rozpisywać - miałam wiele, wiele miłoości, cierpliwości, chęci , determinacji by
            to ratowac - ale on nie chciał. Więc ratuję siebie. Auguscie, to jest odpowieź
            na Twoje pytanie- czy chcę go ratować? Myslę, że jestem już tak zmęczona tym
            wieloletnim stanem gotowości, napięciem nerwów do garnic, stróżowaniem,
            pilnowaniem , prztłacza mnie jak żelazny krzyż odpowiedzialnośc za dzieci i
            resztę codziennych spraw,że myslę że nie chce. Wiem na pewno ,że chcę odzyskać
            siebie. Poza tym, mimo iz mąż był na detoksie to jkoś instynktownie wyczuwam, że
            nie była to Jego decyzja a raczej presja otoczenia, więc tym razem chyba mu sie
            nie uda...
            • zuzia36 Re: co dalej? 20.11.08, 21:39
              Agadom ale ja pisałam o tym co ja bym zrobiła, Ty znasz lepiej swoją sytuację
              więc rób jak uważasz, nikt tu nie mówi że źle robisz
              a jak wezwiesz policję to oni nie będą sie pytać czy on ma prawo być w
              mieszkaniu, zgarną go i tyle
              ucałuj dzieciaki :*
              • agadom38 Re: co dalej? 21.11.08, 15:27
                Dostałam separację. Niestety, pomysł o eksmisji okazał sie raczej mało
                wykonalny- trzeba by było kolejne sprawy i dowody o rażącym postępowaniu ( czy
                jakoś tak) w każdym razie już wiem co mieli na myśli Ci którzy mówili ,że z
                eksmisja w Polsce to nie jest łatwo...I teraz muszę po prostu wywalić byłego
                męża z chałupy. on nie był na sprawie ale nie omieszkał zadzwonić i pytać jak
                było więc kazałam mu się pakować na co zaczął kozaczyć.Własnie jestem na etapie
                odpierania ataków telefonicznych i wyglada na to,że musi się wkońcu rozpetac
                wielka zadyma żeby coś drgnęło.
                • nik3333333 Re: co dalej? 21.11.08, 19:06
                  Witam
                  Niestety takie jest nasze prawo i nawet jeśli udowodnimy, że pijany
                  ojciec i mąż niszczy całą rodzinę to i tak nie ma szans na szybką
                  eksmisję z domu. Jak ma być dobrze skoro matka z dziećmi musi
                  wyprowadzać się do jednego pokoju, a mąż alkoholik sam mieszka sobie
                  w dwupokojowym mieszkaniu.
                  Jestem po raz pierwszyy na tym forum mam podobną sytuację. Mąż pije
                  od 5 lat. Niejednokrotnie myslałam o wyprowadzce, ale dlaczego to ja
                  mam ustąpić. Latem mąż przebywał przez miesiąc w prywatnym ośrodku
                  na leczeniu. Jednak jego abstynecja trwała bardzo krótko po 2
                  miesiącach ponownie zaczął pić. Wtedy dałam mu już ostatnią szansę,
                  drugiej mu już niestety nie dam bo wiem, że jego leczenie nigdy nie
                  przyniesie sukcesu. Muszę przyznać, że przez te 2 miesiące naprawdę
                  trochę odżyłam, a teraz znów zaczęło się piekło. Po weekendzie
                  wybieram się do dobrego prawnika aby podpowiedział mi jak najlepiej
                  rozejść się z mężem. Mam problem bo oboje prowadzimy firmę, w której
                  odpowiedzialność od dłuższego czasu ciąży na mnie. Mam dosyć
                  pracowania na niego, a on bawi się z kolegami za pieniądze zarobine
                  moimi rękami. Szkoda mi tylko dzieci bo one bardzo go potrzebują.
                  Jak wpada w trans i nie ma go kilka dni to wciąż o niego pytają. Są
                  małe i do końca nie rozumieją jego choroby. Po długim siedzeniu w
                  internecie i śledzeniu wątków o uzależnieniach doszłam do wniosku,
                  że muszę jak najszybciej zakończyć z tym człowiekiem. Jak był na
                  terapii to ciągle wydzwaniał i użalał się nad sobą. Mówił, że jak
                  wróci to rozpocznie życie na nowo i wynagrodzi mi i dzieciom te lata
                  kiedy pił i zaniedbywał rodzinę. Wierzyłam mu chociaż spotkałam się
                  z wieloma przypadkami, że nawet po terapii zaczynali pić. Dlatego
                  też nie wierzę już w jego chęci leczenia.
                  Jeśli ktoś z Was miał podobną sytuację, ze nie pomogła mu terapia
                  proszę o kilka słów.
                  Pozdrawiam
            • aaugustw [...] 20.11.08, 22:27
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • krowibobek Re: co dalej? 19.11.08, 15:03
      Witaj . Nie wiem u kogo zasięgałaś porady jak postępować z alkoholikiem ale
      jedno wiem zmień doradców :)) Alkoholik musi poznać smak swojego picia w tym
      celu nie sprząta się mu mieszkania . Swoją drogą zastanów się po co to zrobiłaś
      myślę że to ważne! Popełniasz typowe błędy osoby współuzależnionej. Jest takie
      coś jak przymus leczenia niech ci pani z OPS coś powie o tym bliżej.Znajomi
      którzy ci mówią że się ułoży z alkoholikiem nie mieszkają więc ich opinia wcale
      nie musi być prawidłowa.
    • 7zahir Poczytaj w linkach w watku Wsóluzaleznieni 19.11.08, 17:45
      Moze też znajdziesz cos dla siebie w moim watku HALT
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=83726447&a=83726447
    • agadom38 Re: co dalej? 21.11.08, 22:29
      witam Cię! niestety nie czuje się na siłach,żeby dawać komukolwiek jakies rady-
      fajnie,że napisałaś bo wygląda na to,że " jedziemy na podobnym wózku".jedyne co
      mogę napisac po dniu dzisiejszym to to,że gdybym jeszcze raz miała podjąc
      decyzję o zakończeniu tego związku zrobiłabym to samo, mimo że na dzień
      dzisiejszy jestem jak ślepiec w ciemności. Sadziłam, że dzień dzisiejszy będzie
      dla mnie victorią - niestety- separację mam ale nie zmienia to mojej sytuacji
      mieszkaniowej. Mąż, na wieść o wyniku sprawy wpadł chyba w jakiś rozstrój - bo
      zasypał mnie lawiną telefonów, z których chyba dwa odebrałam. Fuka na mnie,
      kozaczy, grozi że nie wyniesie się z mieszkania. Argument ,że przecież PRZEDE
      WSZYSTKIM dobro dzieci jest w ogóle niezauważalny. Taki zacietrzewiony, urażony.
      Pojechałam z bratem do naszego mieszkania i niestety on nas nie wpuścił! Odzywał
      się , ale nie otworzył drzwi! Prawdopodobnie po raz kolejny wymienił zamek.
      Normalnie, ręce opadają... Po rodzinnej "burzy mózgów" doszliśmy do wniosku,że
      muszę się wymeldować i szukać mieszkania. Taki to kraj przyjazny matkom- ofiarom
      przemocy domowej. Aha, i chyba zaczął pić- z rozpaczy, że jednak zrobiłam to o
      czym mówiłam.I znowu ukłon w kierunku naszego systemu leczenia- człowiek trafia
      na detoks i zaraz po tym powinien iść na terapię - niestety, trzeba czekać w
      kolejce. I wszystko na nic.Czyli właściwie "wywalone w błoto" nasze pieniądze.
      Jestem po dniu dzisiejszym odrętwiała z nadmiaru emocji. Na koniec poczęstował
      mnie smsem z groźbą w kier. mojego brata. Żałosne...
      • aaugustw [...] 22.11.08, 12:12
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • agadom38 Re: co dalej? 22.11.08, 12:41
          zależało mi na jego wyzdrowieniu 10 lat naszego związku, ja w tym czsie
          prowadziłam dom, wychowywałam dzieci, łatałam dziury gotówkowe, tłumaczyłam
          rodzinie i znajomym ,że on jest chory,ze miał toksycznych rodziców, prosiłam ich
          o wyrozumiałość itd. a on sobie po prostu był i zbierał się w sobie badź nie
          żeny cos zadziałać. Nikt się nie martwił kiedy w nocy wzywałam do niego
          pogotowie bo zachlał i zjadł tablety,że dzieci na to patrzą? To niby co? jemu
          wszystko uchodzi bo jest chory??ja mam być zwarta, gotowa, zawsze mam wiedzieć
          lepiej a on moze sobie bezkarnie pogrywać na naszych uczuciach bo jest chory?
          Nasza starsza córka też jest chora, on nawet nie zapyta o diagnozę bo taki
          bardzo jest zajęty sobą i to nawet zbyt wiele dla niego bo ledwo to ogarnia. Jak
          twoim zdaniem naciągam przepisy pod siebie?! Mieszkam 4 m-ce kątem na 10 m kw. w
          jednym pokoju mam sypialnię, ubieralnię, komputerownię i bawalnię , a on mieszak
          jak lord na 58 m kw.( wogóle tam nie przebywa tak poza tym, nie prowadzi żadnych
          NAMIASTEK gospodarstwa domowego) , nie poczuwa się do opłat (bo jest chory?)to
          jak ci się wydaje czyje prawa są tutaj łamane?13 letnai dziewczyna, która
          wstydzi się bo nie może zaprosic do siebie koleżanki< albo wsydzi się jak widzi
          ojca pijanego na ulicy - co mam jej mówić- jest chory więc tak może, my jesteśmy
          zdrowe więc musimy żyć tak ?Wiesz co? wogóle nie zależy mi na jego wyzdrowieniu-
          bo przede wszystkim JEMU na tym nie zależy- zależy mi na dzieciach i tym co
          zostało we mnie w środku po 10 latach walki. I tyle
          • to_ja_pytam Re: co dalej? 22.11.08, 20:35
            agadom38 napisała:
            > zależało mi na jego wyzdrowieniu 10 lat naszego związku,

            Na pewno wiele żalu i goryczy jest w Tobie. Ja to rozumiem. Niemniej
            choroba alkoholowa tak właśnie wygląda. Niekoniecznie jest tak, że
            mężowi na dzieciach nie zależy. Obecne stadium jego choroby po
            prostu tak wygląda. Szansa na inne zachowanie zacznie istnieć
            dopiero po podjęciu leczenia.
            Niestety okrutna jest to choroba, tym straszniejsza, że dotyka całą
            rodzinę, a nie tylko uzależnionego...Nikt nie wymaga od Ciebie
            wyrozumiałości. W żadnym wypadku. Zrozumienia choroby, tak. Ale to
            jest bardzo trudne i nie każda osoba współuzależniona jest w stanie
            ZROZUMIEĆ. To bardzo pomaga, pozwala nie roztrząsać żalów,
            pretensji, urazów zgromadzonych przez lata życia z alkoholikiem. No
            i łatwiej wtedy działać mając poczucie właściwego postępowania. Ale
            to tak nawiasem mówiąc.

            > zostało we mnie w środku po 10 latach walki.

            Nawiązując do tego co wyżej napisałam, można zmienić swoje
            nastawienia. Walcząc z tą chorobą - zawsze przegrasz. Akceptując ją -
            możesz ułożyć swoje życie pomimo jej istnienia.
            Nie oznacza to, że masz zaprzestać swoich działań. Musisz koniecznie
            zapewnić i sobie, i dzieciom spokój. Zgadzam się, że w przypadkach
            podobnych do Twojego prawo bardzo kuleje. Ubolewam nad tym bardzo.
            Zwłaszcza jak słyszę o sprawach sądowych, które prowadzą i orzekają
            sędziowie nie mający ŻADNEJ, choćby podstawowej wiedzy o
            alkoholiźmie...
            Trzymaj się, jeszcze trochę wysiłku musisz włożyć, po to by móc
            później spokojnie życ.
            Pozdrawiam :)
            • agadom38 Re: co dalej? 22.11.08, 22:39
              Wydaje mi się,że mąż nie podejmie dalszego leczenia-gdyz po tygodniu detoksu
              uważa,że już sobie z tym poradzi.Wiem,że tak nie jest. Myślę,że już trochę wiem
              o tej chorobie,i na pewno rozumiem jej mechanizmy działania znaczniej lepiej niż
              kilka tygodni temu- gdyż wciąż czytam. Dzięki temu uświadomiłam sobie,że również
              jestem chora- bo przecież współuzależniona. A to myślę- krok milowy w
              samoświadomości. Niestety nie mam szansy na udział w jakiejkolwiek terapii-
              proza życia, po prostu- choć bardzo potrzebuję jakiegoś solidnego, fachowego
              wsparcia.Pozostaje mi więc tylko forum i to co znajdę w internecie. Dziękuję wam
              za każde słowo.Będę sobie tu skrobać- żeby się wygadać- jest to swojego rodzaju
              terapia, prawda?
              • zuzia36 Re: co dalej? 22.11.08, 22:53
                na mojej pierwszej terapii była kobieta z córką i nikt nic nie miał przeciwko,
                dziewczynka ok 3-4 latka w czasie terapii rysowała, lepiła z plasteliny. Jej
                mama przychodzi na terapie do poradni już ponad 9 lat!!!! Jak pierwszy raz
                trafiłam do poradni to z płaczacym i sennym dzieckiem na ręku, warto było... od
                tego dnia wszystko się zmieniło...
              • aaugustw Re: co dalej? 22.11.08, 23:01
                agadom38 napisała:
                > Wydaje mi się,że mąż nie podejmie dalszego leczenia-gdyz po
                tygodniu detoksu uważa,że...
                _____________________________________________________.
                Obawiam sie, ze stracil motywacje przez te toczaca sie
                z Toba wojne...! - On chcial to zrobic dla Was... - Dla Ciebie i dla
                dzieci,a to jest podstawowowy blad, jaki robia prawie wszyscy
                alkoholicy...! :-((
                A...
                • agadom38 Re: co dalej? 23.11.08, 08:52
                  No właśnie, myslę nawet że jedyną motywacją męża było zrobic to dla nas. A
                  przeciez On powinien chciec leczyc się dla siebie? Prawda?Toczymy jakąś pokrętną
                  walkę, ale wierz mi to On wytacza wszystkie działa i jest coraz bardziej
                  pomysłowy- ja staram się w większości przypadków nie reagować, ale czasam się
                  zwyczajnie nie da. Zaczepki słowne, telefony z pogróżkami do mnie i mojej
                  rodziny- prosze ich żeby nie reagowali, że to nie On tylko jego choroba, ale
                  emocje robią swoje... Nie chcę z Nim walczyć, wolałabym załatwić to co musimy
                  ustaliś spokojnie, bez zbędnych złośliwości ale z Niego obecnie kipi
                  zaiwiść.Wyzanaczyłam sobie cel- walczę o normalne zycie- ale przecież nie jest
                  tak że w jednej sekundzie wyrzuciłam zgłowy to co razem przezyliśmy. Dlatego
                  szczerze życze mu aby tarfił na właśiwą drogę.Może nie jestem wytrawnym znawcą,
                  ale na moje oko to On obecnie tak się zapadł w nienawiść do mnie,że zupełnie się
                  zatracił. bo przecież nienawiś i miłość to uczucia wywołujące te same rakcje
                  somatyczne, róznica tkwi tylko w mózgu...
                  • aaugustw [...] 23.11.08, 09:45
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • agadom38 Re: co dalej? 23.11.08, 12:45
                      do mieszkania poszłam (które także jest moje i dzieci) po buty zimowe i kurtki
                      właśnie dla dzieci- i nie weszłam albowiem on po raz kolejny zmienił zamki.
                      wczesniej równiez zmienił zamki i wyobraź sobie jak potrzebowałam zdjęć rtg.
                      corki , które zostały w domu to MUSIAŁAM dzwonić do niego i prosić aby
                      przyszedł mi otworzyć (również )MOJE mieszkanie ( on wówczas wychodził z
                      knajpy) , czekałam pod blokiem jak zbity pies, po czym przyłaził i w swej
                      pijanej łaskawości proponował mi,że pomoze zanieść rzeczy do Mamy. Proszę, nie
                      próbuj przekonywać mnie że to jest OK.A co z moimi uczuciami? Ta sama
                      konkluzja-Jemu w imię choroby wolno wszystko- ubliżać mojej Mamie( która tak w
                      ogóle swojego czasu opiekowała się nim lepiej niz jego rodzicielka), wyzywać
                      moich braci, prowokować ich, obrzucać obelgami mnie i naszą córkę, rzucać jej w
                      twarz że juz nie jest jego dzieckiem, grozić mi śmiercią, skazywać nasze dzieci
                      i mnie na siedzenie pod blokiem do nocy (bo zablokował drzwi ot tak na złość- a
                      dziecko mi na rękach spało). To ja się pytam, jak daleko ta tolerancja ma być
                      posunięta? w imię choroby? A zadłużył nie siebie tylko NAS- bo kilka lat jeszcze
                      będę spłacać ogromny kredyt,który wzięłam razem z Nim aby ratować JEGO
                      zadłużenie na kartach kredytowych(dawał pieniądze również swojej mamie). NO mercy
                      • aaugustw Re: co dalej? 23.11.08, 13:13
                        agadom38 napisała:
                        > do mieszkania poszłam... - (i tu nastepuje wyliczanka
                        pamieciowa...! - moj przyp.) :-((
                        ______________________________________________________.
                        Opisalas nam tu przeszlosc z mezem, ktora wszedzie jest podobna i
                        powinna byc zapomniana, bo inaczej nie bedzie zadnej przyszlosci...!
                        (chyba, ze nie chcesz zadnej przyszlosci z mezem, na co wskazuja
                        Twoje posty).
                        Ale mnie interesowaly rzeczy obecne: po co byla potrzebna
                        ta Twoja koncentracja i wysilek na jego detoks...!?
                        Po nim nastapilo przeciez, niepicie meza i czekanie na terapie... -
                        Co sie z tym stalo, ze nie przeczekalas do szczesliwego konca...!?
                        A...
                      • cela-pl Re: co dalej? 23.11.08, 14:26
                        agadom, nie daj się wkręcać Augustowi. On pisze jak typowy
                        alko /aktualnie w abstynencji/. To jest punkt widzenia alko -
                        liczą się jego potrzeby, jego uczucia, jego prawa...
                        Masz machnąć ręką na 10 lat doświadczeń z czynnym alko, na to co
                        musiałaś przejść Ty i Twoje dzieci /jak wyglądało ich dotychczasowe
                        dzieciństwo w takiej rodzinie, jakie już to przyniosło skutki w ich
                        psychice itp/.
                        Właśnie Twoja odpowiedzialność /ewentualna wina też/ to zakończyć
                        to piekło życia z czynnym alko pod jednym dachem.
                        Zgadzam się, że alkoholizm jest chorobą za którą nie należy winić.
                        Ale to nie zwalnia z odpowiedzialności za wszystkie złe czyny. Tych
                        już choroba nie usprawiedliwia.
                        • aaugustw Re: co dalej? 23.11.08, 14:45
                          cela-pl napisała:
                          > agadom, nie daj się wkręcać Augustowi. On pisze jak typowy
                          > alko /aktualnie w abstynencji/. To jest punkt widzenia alko -
                          > liczą się jego potrzeby, jego uczucia, jego prawa...
                          > Masz machnąć ręką na 10 lat doświadczeń z czynnym alko, na to co
                          > musiałaś przejść Ty i Twoje dzieci...
                          _______________________________________.
                          Cela, i wszystko to ma pojsc na marne...?
                          To cale bogate doswiadczenie ich zycia i ten
                          caly gnoj, na ktorym teraz moglyby rosnac
                          wyjatkowo piekne kwiaty ma isc na marne...?
                          Czy przez odejscie od niego teraz, kiedy
                          wszystko mialo juz byc dobrze te dzieci i
                          ona, ta zona beda zdrowsze...? - NIE !!!
                          Bo wiem, jak bylo u mnie... - I wiem jak jest u mnie...!
                          Bardzo malo pisze na ten temat, zeby nie zostac oskarzony
                          o przechwalki...!
                          A...
                          Ps. Cela, ja nie wkrecam nikogo, ja chcialbym tylko zeby i ich
                          rodzina byla szczesliwa, zeby im sie zylo jak w niebie, bo pieklo
                          maja juz za soba...! - Tego nauczyla mnie Wspolnota AA...
                          - - -
                          Ponoc nie ma lepszej i bardziej kochanej osoby od trzezwego
                          alkoholika...! - To nie moja slowa...! ;-))
                          Chyba, ze ktos szuka Adrenaliny, zamiast Milosci, to juz insza
                          inszosc...! :-((
                          • to_ja_pytam Re: co dalej? 23.11.08, 18:54
                            aaugustw napisał:
                            > Cela, i wszystko to ma pojsc na marne...?
                            > To cale bogate doswiadczenie ich zycia i ten
                            > caly gnoj, na ktorym teraz moglyby rosnac
                            > wyjatkowo piekne kwiaty ma isc na marne...?
                            > Czy przez odejscie od niego teraz, kiedy
                            > wszystko mialo juz byc dobrze

                            Nie na każdym gnoju kwiaty wyrosną, czasami lepiej przenieść się na
                            inną, żyzną ziemię by móc zbierać dobre i obfite plony...
                            Zakładasz, że teraz miało być już dobrze, a tego nie wie nikt, nawet
                            sam alko. Nie było żadnej gwarancji, że to "teraz" właśnie nastąpi.
                            A kobieta nie ma obowiązku czekać czy to akurat nastąpi. Każdy ma
                            wolny wybór.
                            Sam wiesz, że wiele związków rozpada się w momencie rozpoczęcia
                            trzeźwienia. Jeżeli kobieta nie chce dalszego wspólnego życia, to po
                            co ją do tego zmuszać? A poza tym, separacja to nie ostateczność. To
                            jest właśnie sytuacja, kiedy można jeszcze wszystko cofnąć (o ile
                            będzie co) - a z drugiej strony pozwala zabezpieczyć sobie, a
                            głównie dzieciom bezpieczeństwo z każdej strony.
                            Pozdrawiam
                      • zuzia36 Re: co dalej? 23.11.08, 21:57
                        strasznie dużo w Tobie złości i nienawiści. Zrób coś z tym, bo się strasznie
                        męczysz!!!!
        • agadom38 Re: co dalej? 22.11.08, 12:42
          I faktycznie będę szukac mieszkania, ale zapewniam Cię że w tej materii Polska
          nie leży w Europie
          • aaugustw Re: co dalej? 22.11.08, 13:11
            agadom38 napisała:
            > I faktycznie będę szukac mieszkania...
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            To jest o wiele rozsadniejsze od wojny z nim...
            (w poprzednim poscie duzo piszesz o krzywdach przeszlosci
            i jego chorobie, ale nie wspominasz, ze teraz on nie pije...!?).
            _____________________________________________________
            agadom38 napisała dalej:
            > ... ale zapewniam Cię że w tej materii Polska nie leży w Europie
            - - - - - - - - - - - - - - - -
            Zapytano kogos: "Co nalezaloby uczynic w Polsce, aby jakosc drog
            odpowiadala jakosci norm obowiazujacych w Europie...?" -
            Nalezaloby zmienic normy...!" ;-))
            W kazdym kawale jest polowa prawdy...!.
            (na terapii dowiedzialem sie z zona, ze za obecna sytuacje rodzinna
            oboje malzonkowie ponosza jednakowa odpowiedzialnosc: TY i ON)!
            A...
    • aaugustw co dalej? - a co chcialabys, zeby bylo blizej...!? 22.11.08, 13:00
      nik3333333 napisała:
      > Niestety takie jest nasze prawo i nawet jeśli udowodnimy, że
      pijany ojciec i mąż niszczy całą rodzinę to...
      - - - - - - - - - - - - - -
      ... to powinno sie wtedy jeszcze zapytac samemu:
      dlaczego tak sie dzieje...!?
      ___________________________________________________.
      nik3333333 napisała dalej:
      > Mąż pije od 5 lat. Niejednokrotnie myslałam o wyprowadzce, ale
      dlaczego to ja mam ustąpić...
      - - - - - - - - - - - - - - - -
      No wlasnie, tylko po co to narzekanie, skoro tak wybralas...!? :-((
      _______________________________________________________.
      nik3333333 napisała dalej:
      > Latem mąż przebywał przez miesiąc w prywatnym ośrodku na leczeniu.
      Jednak jego abstynecja trwała bardzo krótko po 2 miesiącach ponownie
      zaczął pić...
      - - - - - - - - - - - - - - -
      To juz jest cos, jak na alkoholika...!
      _______________________________________.
      nik3333333 napisała dalej:
      > ... Wtedy dałam mu już ostatnią szansę, drugiej mu już niestety
      nie dam bo wiem, że jego leczenie nigdy nie przyniesie sukcesu.
      - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      A co Ty masz mu do dawania, lub nie dawania szans...? - Ty zadbaj
      lepiej o siebie...!
      Jak rowniez nie zastanawiaj sie nad tym, co mu moze pomoc i czy
      dalsze leczenie przyniesie sukces...!
      (tracisz czas, bo tego Ty nie wiesz, a bogiem nie jestes...!).
      _____________________________________________.
      nik3333333 napisała dalej:
      > Po weekendzie wybieram się do dobrego prawnika aby podpowiedział
      mi jak najlepiej rozejść się z mężem.
      - - - - - - - - - - - - -
      To juz jest lepsze (dla niego i Ciebie), od tego, co do tej pory
      robilas, (jezeli, oczywiscie pod slowami: "jak najlepiej rozejść się
      z mężem", nie jest ukryta mysl: "Jak najlepiej go wykiwac"... !?
      A...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka