agadom38
19.11.08, 13:54
Witam! po lekturze wątku "żona alkoholika" postanowiłam i ja napisać. JMój mąż
jest akoholikiem. Jesteśmy małżeństwem od prawie 14 lat, mamy dwie córki 13 i
3,5 roku. W sierpniu tego roku w wyniku kolejnej awantury domowej zmuszona
byłam wynieść się wraz z dziećmi i zamieszkać u rodziców. Wczesniej złożyłam
pozew o separację, pierwszą sprawę miałam w październiku (mąż się nie zgłosił)
nastepną mam w najbliższy piątek. Przez te kilka miesięcy mąż cały czas pił,
nie pracował - przebywał na chorobowym- nie opłacał jakichkolwiek opłat
związanych z mieszkaniem. Na poczatku tego miesiąca w wyniku wspólnych działań
moich i pracownicy z OPS udało nam się namówić go na detoks, który zakończył
się w poniedziałek. W czasie gdy on przebywał w szpitalu ja dostałam się do
naszego mieszkania ( on w międzyczasie zmienił zamki, mimo iż jestesmy
obydwoje jego najemcami- nie ma przepisu, który by mu tego zabraniał- ale to
już inny wątek tej sprawy)i doprowadziłam je do stanu używalności. Nie
wróciłam do domu z dziećmi, gdyż zgodnie z prawem on po powrocie z odwyku ma
również prawo tam przebywać. Tak więc wyszedł ze szpitala, okazało się że mimo
, iż jego rodzice mają fantastyczne warunki mieszkaniowe- nie chcą go
zwyczajnie przyjąć więc ja chcąc nie chcąc dałam mu klucze ( bo przecież nie
będzie spal na dworcu...) i zamieszkał sobie w czystym mieszkanku. Oczywiście
okazało się,że tak czy owak za mieszkanie trzeba będzie zapłacić, a ponieważ
zależy mi aby tam wrócić zaczęłam na raty spłacać zadłużenie i jednoczesnie
aktualne opłaty mieszkaniowe. Pewnie bardzo chaotycznie piszę ale staram się
przedstawić sprawę w wielkim skrócie. bilans jest taki: mieszkam z dziećmi i
psem "kątem"u rodziców , opłacam mężowi mieszkanie i czekam aż ta - jak to
nazwała pani z OPS "patowa sytuacja" się rozwiąże. Na dzień dzisiejszy nie ma
żadnej siły sprawczej, która mogłby wyrzucić męża z naszego mieszkania. W
dodatku on po powrocie ze szpitala zachowuje się jakby nic się nie stało,
jakby ta cała irracjonalna sytuacja była czymś najnormalniejszym w świecie.
Oczywiście wogóle nie wspomniałam o stronie emocjonalnej - o tym jak dzieci
przeżywają to co się dzieje, i o tym zwłaszcza jak ja się motam ze swoimi
myślami, jak nie wiem już w jakim miejscu mojego życia jestem i zaczynam się
zastanawiać czy warto było zacząć zmieniać? znajomi i rodzina wciąż mi
powtarzają że się ułoży, że będzie dobrze, ale chyba zaczynam tracić w to wiarę?