kashkaa 04.02.09, 16:01 no i w kolejki na przystankach wpychac sie nie wolno, chyba ze chce sie narazic na ogromna liczba znaczacych spojrzen i pochrzakiwan. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: arahat a najtragiczniejsze dla polaka to chodzenie w metr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 08:16 i na schodach lewa strona...musi byc przejscie dla spieszacych sie...u nas stado idzie zgodnie z wola boza...jak popadnie ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: po powrocie Re: a najtragiczniejsze dla polaka to chodzenie w IP: *.ip.telfort.nl 12.02.09, 10:47 tak wracamy do tego wymarzonego kraju i - sasiad wilkiem,nawet na grzeczne dzien dobry odwraca sie w druga strone - w autobusie kazdy sie lepi - a czasem moze lepiej nie gadac bo zaleje cie fala ludzkich problemow zdrowotnych ktorych podloze znajduje sie raczej w niezdrowym trybie zycia lub w powszechnej lekomanii niz w zlym losie powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: a najtragiczniejsze dla polaka to chodzenie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:16 Nie mogę też przejść do porządku dziennego nad tym, że wchodząc do lokalu/sklepu w Polsce to ty musisz pierwszy grzecznie ukłonić się w pas już w progu - co robię bo jestem dobrze wychowany, a przynajmniej staram się być (wielu włazi bez słowa, tak samo wychodzi - nikt też ich nie wita, ani nie żegna). Nie jesteś traktowany jak oczekiwany gość (w końcu siedzę i CZEKAM na klientów, za to mi płacą i z tego żyje szef oraz ja!), którego OBSŁUGA PIERWSZA wita od progu, tylko jak intruz który zakłóca spokój państwa obsługi, za co należy przeprosić kłaniając się już w progu... Przy czym ile razy bywa, że ktoś mi coś tam odburknie obrażony (jak by mi robił łaskę, że zostawiam u niego swoje pieniądze), albo BRAK REAKCJI (!). "W końcu czy za bycie miłym ktoś mi płaci, a poza tym czy ta jałmużnę można płacą nazywać, ku..wa..." W związku z powyższym pracownik z Polski zostaje słusznie poddany koniecznej reedukacji po przybyciu na wyspę: panienka z wiecznie obrażoną miną biorąca łaskawie pracę np. kelnerki, będącą absolutnie poniżej jej godności i niebotycznych kwalifikacji dostaje na początek szmatę/miotłę do łapki i ściera podłogi przy klientach ze spuszczoną główką (ach, cóż to za pohańbienie!) dopóki nie nauczy się zwykłej grzeczności i nie nauczy zasady: żadna praca nie hańbi, hańbi jej brak. Przy okazji dociera do niej, że każda praca wymaga określonych umiejętności i praktyki oraz znajomości pewnych tak podstawowych zasad, których wbrew swemu przekonaniu niestety nie znała... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: a najtragiczniejsze dla polaka to chodzenie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 10:52 Mała poprawka z tym patrzeniem sobie w oczy - gapienie się na kogoś obok jest dosyć powszechnie odbierane wśród ludzi dobrze wychowanych nie tylko w Anglii ale i np. w Polsce za niegrzeczne, ofensywne, buractwo (chyba, że robimy cielęce oczy do obiektu naszych wzruszeń...). Natomiast unikanie kontaktu wzrokowego w trakcie rozmowy (płacenia w sklepie i tym podobnych sytuacji) tak samo uchodzi w wielu cywilizowanych krajach za przejaw niegrzeczności, braku szacunku czy wręcz nieszczerości. Jest to bardzo częsty brzydki obyczaj w Polsce - patrzenie gdzieś w bok w takich sytuacjach, z ponurą oczywiście miną. W Anglii rozmówca (sprzedawca, itd.) patrzy prosto w oczy i zazwyczaj ma przyjazną minę, ludzie w miażdżącej większości starają się nawzajem poprawiać sobie nastrój, a nie pogarszać ponurą, obrażoną miną i narzekaniami. Rzeczywiście mówią często: Anglia się sypie, ale jest to slogan, nie bardzo wchodzą dalej w jakieś konkrety i przykłady, ma on bardziej ma pokazać ich dystans do własnego kraju niż stanowić początek dogłębnej analizy powszechnych patologii..., mam wrażenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Straszne gafy emigranta IP: *.acn.waw.pl 12.02.09, 08:19 Strasznie durny tekst Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piescywil Śmierć cywilna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 08:29 Śmierć cywilna to pozbawienie zdolności prawnej(inaczej: traktowanie człowieka jakby nie żył). Dość paskudna sprawa, orzekana jako kara do okolic połowy XIX wieku. Czy obytemu autorowi tekstu nie chodziło czasem o śmierć towarzyską? To takie miłe kiedy dziennikarzami zostają ludzie nie rozumiejący własnego języka:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dinah Re: Śmierć cywilna IP: *.85-237-181.tkchopin.pl 12.02.09, 09:19 za slownikiem jezyka polskiego - smierc cywilna: 1. «kara pozbawienia kogoś praw obywatelskich» 2. «utrata zaufania i wiarygodności w środowisku zawodowym lub społeczeństwie» Autorowi textu chodzilo o to drugie znaczenie, panie mądraliński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: Śmierć cywilna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:00 Poza tym niektórych zwrotów używamy w tzw. sposób żartobliwy, nie do końca na serio, dinah... To się nazywa: poczucie humoru... Jest nawet coś takiego, jak wisielczy humor albo humor angielski... (który bywa mi bliski i to bardzo - bo kocha paradoks i absurd, a nie pierdzenie i robienie koziołków, choć nawet mnie czasem zaskakuje, albo śmieszy nie to, co angielskiego autora danego dowcipu... :) Odpowiedz Link Zgłoś
hoppke Re: Śmierć cywilna 12.02.09, 12:00 > Autorowi > textu chodzilo o to drugie znaczenie, panie mądraliński Jeśli tak, to chyba tym gorzej dla autora Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maciejkozlowski emigrant i sąsiedzi. IP: *.range86-137.btcentralplus.com 12.02.09, 08:40 Mowy nawet nie ma aby odwiedzić sąsiada prosząc np o odrobinę soli czy zapałki. W domu gdzie mieszkam są 3 mieszkania polaków i 7 anglików. Tylko z polakami takie "spoufalanie się " jest dopuszczalne a nawet pożądane, bo nawiązuje się dzięki temu kontakty i jest przyjemniej mieszkać. Od anglików wieje chłodem, obojętnością. Nawet na " Good morning" na klatce schodowej odpowiadają z niechęcią. Jeżeli ja nic nie powiem - przejdą obok jakbym był powietrzem. To nie jest miłe. Odpowiedz Link Zgłoś
jestem_dziwny Re: emigrant i sąsiedzi. 12.02.09, 08:58 moja podpowiedź - jak chcecie mieć dobry kontakt to pracujcie nad tym. moze trzeba zaczac od artykulowej "pogody"? czasem sie usmiechnac i przytrzymac drzwi? przyjsc z ciastem i przeprosic za delikatny halas na imprezie? moich sasiadow widzialem moze z kilka razy w ciagu ostatniego pol roku. i jakos nie ma problemu z usmiechnieciem sie i powiedzeniem "dzien dobry" "jak sie masz" itp. albo inna sytuacja - przyjechała dziewczyna, za jakies 3 godziny pukanie do drzwi. sasiadka z kilku domow obok zlokalizowala czyj portfel znalazla podczas spaceru z psem. klaniamy sie sobie na ulicy do dzisiaj, chociaz poza tym jednym incydentem jakies poltorej roku temu nie bylo zadnego innego kontaktu. tak ze jak chcecie miec dobry kontakt z sasiadami, to pracujcie nad tym. i nie zapominajcie kto jest czyim gosciem w tym kraju (co oczywiscie nie oznacza chowania glowy itp) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: emigrant i sąsiedzi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:31 Ja powiem więcej: po przybyciu do Londynu czułem się obco i po prostu bardzo samotny. Jak mi jeszcze znajomy Polak chciał ukraść pierwszą pensję (i to miesięczną - co tu rzadkie, ale bywa), bo poprosiłem go o użyczenia konta (miałem problemy z założeniem cholernego konta bankowego, Anglia też potrafi wkurzać) i lazłem któryś raz z rzędu do niego pieszo przez miasto, z ponurą miną i w czarnym płaszczu (tam ludzie dużo częściej ubierają się o wiele bardziej kolorowo, niż my - np. Krakusy gremialnie łażące w czarnych płaszczykach - eleganci... albo buroszarych ortalionach - plebs...) - nieznajoma Angielka (śliczna jak obrazek - są takie...), popatrując na moją ponurą gębę, podskoczyła pół metra do góry machając rękami i narobiła strasznego pisku na widok czarnej wiewiórki, która wyskoczyła jej prawie spod nóg. Wszystko po to, by mi poprawić nastrój. Poza tym bardzo miłe jest to, że minimum raz w miesiącu podchodzą do ciebie dosyć atrakcyjne dziewczyny/kobiety i pytają np. o pojemność silnika twojego motocykla, na którym właśnie siedzisz albo chcą pomóc znaleźć ci drogę, gdy na rogu skrzyżowania stoisz nad mapą... O rodowitych Anglikach mam niemal wyłącznie dobre słowa do powiedzenia. To są bardzo przyzwoici ludzie, oni naprawdę starają się być "fair". Odpowiedz Link Zgłoś
hoppke Re: emigrant i sąsiedzi. 12.02.09, 12:08 > (tam ludzie dużo częściej ubierają się o wiele bardziej > kolorowo, niż my Święta prawda. W oczach kontynentalnego Europejczyka często popadają w brak wyczucia kolorów (okropne zestawienia potrafią na siebie włożyć...), ale dzięki temu wyglądają żywiej. > albo chcą pomóc znaleźć ci drogę, gdy na > rogu skrzyżowania stoisz nad mapą... Prawda. Wystarczy przez chwilę powyglądać na zagubionego, a zaraz ktoś podejdzie i zapyta, czy może pomóc. W Warszawie nigdy mnie to nie spotkało. Niby drobne rzeczy, ale sprawiają że jakoś sympatyczniej się robi. Odpowiedz Link Zgłoś
skipper_ Re: emigrant i sąsiedzi. 12.02.09, 13:11 jestem_dziwny napisał: > moja podpowiedź - jak chcecie mieć dobry kontakt to pracujcie nad tym. moze > trzeba zaczac od artykulowej "pogody"? tylko w zadnym wypadku nie nalezy na nia zarzekac! na kpiny z pogody miejscowi sa uczuleni wrecz... Anglicy kochaja wrecz marudzic, tyle ze w odroznieniu od mieszkancow PL nie robia tego na powaznie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ano Re: emigrant i sąsiedzi. IP: *.dyn-pool.spidernet.net 12.02.09, 10:03 jak do polski najedzie milin rumunow pracowac fizycznie to polacy tez z niechecia i malym entuzjazmem beda ich traktowac Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Re: emigrant i sąsiedzi. 27.02.09, 17:04 Jak na razie, to częściej Rumunia udzielała gościny tułającym się Polakom (rok 1939 a wcześniej 1831, 1864 itd.) niż Polska Rumunom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawietubylec Re: to jest los izolowanych IP: *.pools.arcor-ip.net 12.02.09, 12:45 Nie tylko w Anglii;) Poprostu tak okazuje sie pogarde i sile wobec obcych z jakiegos zapapranego euro-kosmosu. Olewac a nie pozbawiac sie naturalnej, emocjonalnej wrazliwosci (nie mylic z chamstwem, naturalnie). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iwona Re: emigrant i sąsiedzi. IP: 62.172.214.* 02.10.09, 13:25 Widocznie mam szczescie, bo mam wspanialych sasiadow, jestesmy zaprzyjaznieni, ostatnio ich syn lezal w szpitalu i bardzo drobiazgowo codziennie sie dzielili z nami przebiegiem choroby, jade do rodziny synowej na swieta, sasiedzi dostaja klucze do mojego mieszkania, obok nowi sasiedzi tez bardzo przyjazni, dzieciaki uwielbiaja bawic sie z moja kotka, jestesmy one big happy family...w Warszawie oprocz jednej sasiadki staruszki, mieszkal jeden stukniety facet, ktory predzej by sie zalatwil na wycieraczke niz poweidzial do nas cokolwiek i jedna osoba, ktora mowila dzien dobrzy jak miala humor. Odpowiedz Link Zgłoś
jestem_dziwny Straszne gafy emigranta 12.02.09, 08:45 no dobra, jak już wyszukalismy co autor/ka/rzy zrobił złego w tym co napisał (prawda, że juz brzmi bardzo... swojsko?) mozna by dodac cos od siebie. w sumie troszkę to zycie poznałem. z wieloma anglikami sie zaprzyjaznilem. u wielu w domach bylem (a nie tylko pubowe imprezy). Dość powiedziec, ze w tym towarzystwie czuje sie dziwnie. dziwnie, jak na nasze "polskie standardy". plotkuje sie? oczywiscie. obgaduje? komentuje? oczywiscie ze tak. ludzie na calym swiecie sie tak zachowuja. moze w troche inny sposob niz my... czy jest wiec jakis sposob na to zeby sie dobrze czuc i - chyba co wazniejsze - byc dobrze odbieranym? ja stosuje jedną metodę, która w miare zdaje egzamin. Jest łatwa w definicji i cholernie trudna w realizacji. A przyjąłbym tu takie słowa jak: wstrzemięźliwość, cierpliwość, obserwowanie otoczenia i przede wszystkim myslenie co się robi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: Straszne gafy emigranta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:37 Święte słowa! Przede wszystkim myśl, co robisz. Śmierć cywilna w pierwszej kolejności spotyka w tym kraju ludzi bezmyślnych i leniwych. Przy czym dla Anglika nie ma ludzi głupich - są tylko ludzie, którym NIE CHCE SIĘ pomyśleć. I za to jest śmierć cywilna. Przy czym, jeśli myśleć zaczniesz - są szanse na powstanie z martwych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karol Straszne gafy emigranta IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 12.02.09, 08:49 Bardzo potrzebny artykół wszystko się zgadza jakie było moje zdziwienie jak wszyscy się domnie uśmiechali i pozdrawiali po miesiącu tak mnie to zaczoło denerwawać wrrrrrrrr ale teraz wiem że jest to coś wspaniałego i potrzebnego brakuje mi tego jak przyjeżdzam do Polski błagam uśmiechajmy się bądżmi bardziej otwarci zagadujmy się w pubach niszczmy chamstwo i zabujcze spojżenia życie może być leprze naprawde/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dinah Re: Straszne gafy emigranta IP: *.85-237-181.tkchopin.pl 12.02.09, 09:21 ... i uczymy sie polskiej ortografii, błagam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mk Re: Straszne gafy emigranta IP: *.acn.waw.pl 12.02.09, 10:35 Karol najwyrazniej nie ukonczyl nawet(!) trzech klas podstawowki. Czy to jest gafa Polaka czy pelna kompromitacja? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sdf Straszne gafy emigranta IP: 212.160.172.* 12.02.09, 09:04 I to takie fajne że ludzie tam żyją jak stado wyalienowanych robotów? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: Straszne gafy emigranta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:39 bzdury gadasz, śmiać mi się chce Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: n Straszne gafy emigranta? IP: *.ghnet.pl 12.02.09, 09:08 To nie gafy tylko nasza narodowa wredność. W Polsce nawet w dużym mieście, ubrani radośnie dorośli nie mogą przejść ulicą bez głupich komentarzy. W komunikacji miejskiej ktoś starszy musi wyłokciować swoje miejsce. Nawet w pobliskim sklepie ludzie mają gębe na kwintwe i nie potrafią wydusić miłego słowa. Dla sfrustrowanego Polaka świat w UK wydaje się dziwaczny ale to u nas brakuje normalności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kurski Re: Straszne gafy emigranta? IP: *.icpnet.pl 12.02.09, 10:05 twoja normalność ma jeden szkopuł jest subiektywnym odczuciem, opartym na ocenie porównawczej pozytywnych cech widzianych zagranica do negatywnych widzianych w kraju, w tensposób nam tej "normalności" będzie zawsze brakowało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Straszne gafy emigranta? IP: *.dyn-pool.spidernet.net 12.02.09, 10:05 BRAWO! Odpowiedz Link Zgłoś
anna-888 Straszne gafy emigranta 12.02.09, 10:43 Tak to prawda, ze na wyspach panuje inna mentalnosc !! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rollingpeople Straszne gafy emigranta IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.02.09, 10:46 jak zwykle bzdura bzdurę pogania. Nie róbcie z Angoli ześwirowanych indywidualistów a z Polaków totalnych chamów. W autobusie i tak nie patrzy nikomu w twarz ale jeśli wzrok już się spotka to nikt Cię nie zabije wzrokiem, wymiana uśmiechów wystarczy. Pieniądze można połączyć na ladzie i przerażenia nie będzie. Generalnie Angole zdają sobie sprawę, że jesteśmy z innej kultury ale doceniają nasze "zalety": przepuszczanie kobiet w progu, przytrzymywanie drzwi, polską gościnność czy po prostu zwyczajną uprzejmość bo nie ulega wątpliwości, że jesteśmy lepiej wychowani niż oni. Szacunek dla starszych w tym kraju już nie istnieje, no chyba że tylko dzięki nam. Odpowiedz Link Zgłoś
jednokolanko Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 11:17 Och, jej bez histerii. Przecież to jest artykuł żartobliwy. Co nie znaczy, że nie ma w nim trochę prawdy. U nas prędzej by ktoś uciekł z drogi niż powiedział: "dzień dobry" obcemu. Fakt, że może Polacy szybciej się spoufalają, ale zazdroszczę Anglikom kultury właśnie w kolejkach. Nikt się tam nie pcha. A u nas można wyjść z kolejki ze zmiażdżoną stopą lub żebrami. O pchaniu się w tramwaju nie wspomnę. Chociaż, dzięki Bogu z tramwajami już chyba coraz lepiej. Ludzi zakumali o co chodzi?:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: Straszne gafy emigranta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:41 rollingpeople - z wielkim smutkiem stwierdzam, że jako społeczeństwo nie jesteśmy lepiej wychowani od Brytyjczyków - zarówno w życiu codziennym jak publicznym. Dalekooo nam. Odpowiedz Link Zgłoś
wen_yinlu Re: Straszne gafy emigranta 05.03.09, 18:20 W autobusie nie patrzy nikomu w twarz? Ludzie! W londyńskim metrze stado wesołych 40-tek jechało z olbrzymim dmuchanym penisem, którym szturchało nieznajomych mężczyzn, mówiąc "hellooo!". Panowie z uśmiechem rzucali coś śmiesznego, wokoło wszyscy się śmiali. No może ze 2 osoby wyglądały jakby miały ochotę zamienić się w powietrze, ale reszta się nieźle bawiła :) W moim nie za dużym miasteczku też jest fajnie w autobusach, często ktoś zagaduje, zwykle starsze osoby, robią głupie miny do mojej córki. Dużo fajniej mi się tu jeździ komunikacją miejską niż w rodzinnym Krakowie. Ostatnio nawet grupka młodych gniewnych opowiadała kto z kim stracił dziewictwo i tym podobne historie 0_0 i tylko widziałam jak niektórzy pasażerowie siła wstrzymują się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kazbez Straszne gafy emigranta IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 12.02.09, 11:23 Codzienna elementarna uprzejmosc, to przywolane w artykule klanianie sie i usmiechanie oraz nie wspomniane jeszcze nieustanne przepraszanie skutkuje stosunkowo niskim poziomem agresji w codziennych relacjach. Agresja i bezinteresowna zloscliwosc - to jest to co mnie coraz bardziej uderza gdy pojawiam sie w Polsce a co bardzo rzadko przydarza sie Anglikom, ktorzy oczywiscie tez maja swoje przywary. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Straszne gafy emigranta IP: *.cable.ubr02.camd.blueyonder.co.uk 12.02.09, 12:07 Swietna uwaga. Kiedys juz zauwazylam, ze za kazdym razem kiedy jestem w Polsce odczuwam wieksze napiecie (agresje?) w kontaktach z nieznanymi mi osobami, bo chyba podswiadomie obawiam sie wlasnie chamstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: Straszne gafy emigranta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 12:22 Otóż to! otóż to! Nie ma większej wpadki dla Anglika, większego wstydu niż agresja słowna/fizyczna, o udziale w awanturze nie wspominając. Samo wymądrzanie się, wywyższanie np. z racji dłuższego stażu w firmie czy wyższego stanowiska jest odbierane jako przejaw dużego chamstwa. Pracowałem np. w salonie samochodowym jako kierowca, właściwie jako kierowca firmy świadczącej usługi transportowe dla salonu (outsorcing). W Londynie. "Bossowie" z głównego biura na samej górze przyszli sobie obejrzeć nowy nabytek firmy na dół, do naszych kazamatów i zademonstrować niemal ostentacyjnie swoje poczucie humoru i dystans do samych siebie - po prostu przyszli trochę się powygłupiać, bym przekonał się, że są w porządalu goście oraz z ciekawości, zainteresowania. Tylko sam szef najgłówniejszy nie zlazł. Tam się boss interesuje ludźmi, którzy pracują w firmie. Pilnuje się też dobrej atmosfery ogólnej. Nie zmienia to faktu, że co powie boss, to się robi, a jednocześnie że bywa bałagan, bo to nie Niemcy. Mechanik samochodowy - Anglik - w pierwszy dzień dosyć sucho zwrócił mi uwagę, że parkuję w złym miejscu, zajmując zbyt wiele miejsca na niezbyt dużym placyku salonu. Poskarżyłem się Kofiemu, Murzynowi z Ghany myjącemu samochody po naprawie, że ledwo zacząłem pracę, a już mechanik uczy mnie jak mam parkować (to nie była jego działka, był facet pilnujący parkingu i pomagający klientom znaleźć miejsce). Nie pamiętam już imienia tego mechanika - chyba Jimmy. Do Jimmy'ego to dotarło oczywiście, facet przez następnych kilka dni miał minę zbitego psa jak mnie widział, wstydził się jakby mi co najmniej matkę zamordował. I czekał na okazję. Okazją była usterka mojego motocykla. Przyleciał w dyrdy mi go naprawiać, chociaż to tak samo nie należało do jego obowiązków - naprawiał samochody klientów, a nie motocykle obcej firmy świadczącej usługi transportowe dla jego salonu. Był szczęśliwy. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Oczywiście nie mówię tu o kibicach angielskich, łobuzy są wszędzie... Tak samo bywają wredni i złośliwi ludzie - ale w moim zespole był taki zaledwie jeden Angol na kilkadziesiąt osób i nikt go nie lubił. Za to złośliwi i bardzo drażliwi bywają Ghańczycy i to bardzo. Anglików zresztą była chyba najwyżej połowa w zespole - większość mechaników, babka w recepcji, chyba spora część managmentu na górze. Szefem działu obsługi klienta był Ratna -Hindus, jak się pytałem Hindusów, Włochów, Anglików z RPA - gdzie się podziali Brytyjczycy, czy to jeszcze Anglia jest - to się śmiali. Bywały też plotki i obgadywanie - to jest wszędzie. A każdy klient był Bogiem, aż do przesady. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hermenegilda Polskie chamstwo IP: *.chello.pl 12.02.09, 11:45 1. Wchodzę do sklepu, mówię grzecznie "dzień dobry", odpowiada mi cisza. 2. Mówię "dzień dobry" obcej osobie, odpowiada mi zdziwienie bliskie reakcji na wyczyn lokalnego wariata, który wymyślił kolejną głupią sztuczkę, np. aktualnie pokazuje goły tyłek przechodniom. 3. Przepychanki w tłoku. 4. Próbuję zagadać panią za ladą, w pustym sklepie, a ona odwraca się do mnie tyłem lub odburkuje mi jak z łaski, raczej nie jest urobiona po pachy, ale za uprzejmość nikt jej przecież nie płaci, no nie? Więc po co być miłym. 5. Spieszę się bardzo, potrącam kogoś na schodach, przepraszam, a on i tak mnie zlewa wiadrem pomyj słownych. 6. W knajpie, urzędzie, na ulicy poziom uprzejmości nieznajomych jest wprost proporcjonalny do ilości złota i norek na moim ciele. 7. Najłatwiej załatwić coś chamstwem i krzykiem. Inaczej druga strona uznaje cię za frajera i kopie w tyłek. 8. Inne. A jak jest w Anglii? Odpowiedz Link Zgłoś
hoppke Re: Polskie chamstwo 12.02.09, 12:28 > 1. Wchodzę do sklepu, mówię grzecznie "dzień dobry", odpowiada mi > cisza. Wchodzę do sklepu i sprzedawczyni mówi "dzień dobry, jak mogę pomóc?". W większym sklepie często zdarza mi się, że wchodzę i po chwili zza pleców słyszę "jak mogę pomóc?". No a jako Polaka zawsze rozbraja mnie to ich "Hello love". Jeśli dłużej patrzysz na jakiś towar, to też się ktoś z obsługi Tobą dość szybko zainteresuje i podejdzie pomóc. Tłumaczę to sobie tym, że w UK nawet z pensji sprzedawcy idzie godnie wyżyć. A może po prostu nie są takimi ponurakami. > 2. Mówię "dzień dobry" obcej osobie, odpowiada mi zdziwienie bliskie > reakcji na wyczyn lokalnego wariata, który wymyślił kolejną głupią > sztuczkę, np. aktualnie pokazuje goły tyłek przechodniom. Odpowiedzą. Zignorowanie byłoby niegrzeczne. > 3. Przepychanki w tłoku. Zależy. Zwykle są dość porządni (wspomniane już kolejki ustawiające się na przystankach), ale w londyńskim metrze panuje wolna amerykanka. No ale metro to specjalny przypadek, wyjątek moim zdaniem. Jedna ciekawa rzecz Odpowiedz Link Zgłoś
jacgg Re: Polskie chamstwo 12.02.09, 13:21 Hoppke możesz w to nie uwierzyć, ale w 10-milionowym Londynie przez 2 miesiące chyba ani razu NIKT mnie nie potrącił nawet w metrze! Fakt, że dużo metrem nie jeździłem, więcej autobusami, samochodami i motocyklem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: totalizator Anglicy nie przerywaja, kiedy ktos mowi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:49 Rowniez nie zagluszaja drugiego tylko dlatego, ze sie z nim nie zgadzaja. Polecam naszym parlamentarzystom i innym kolkom nie okrzesanym, kiedy jeden mowi drugi "morde w kubel". Odpowiedz Link Zgłoś
gringo68 Re: Anglicy nie przerywaja, kiedy ktos mowi. 12.02.09, 12:00 tu się akurat mylisz, wystarczy obejrzec posiedzenie brytyjskiego parlamentu...smiechy, przerywanie, zlosliwości czesto niskich lotów... Odpowiedz Link Zgłoś
jacgg Re: Anglicy nie przerywaja, kiedy ktos mowi. 12.02.09, 13:27 Tak tak! Polska specjalność - przerywanie ci, ledwo zacząłeś. Ile razy słyszałem w Anglii: LISTEN TO ME! YOU DON'T LISTENING! Szczególnie w pracy, ale w życiu codziennym również. Tam się słucha drugiego człowieka co ma do przekazania, przekazuje się bardzo konkretnie własne racje, tak żeby za chwilę nikt nie musiał drugi raz tego samego powtarzać!!! I potrafią być boleśnie szczerzy, kiedy wkurzeni w końcu ci mówią: "Probably You are lovely boy but You are STUPID!!!" (w sensie: "w ogóle nie myślisz, do cholery!") Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: atari Re: Anglicy nie przerywaja, kiedy ktos mowi. IP: *.zone8.bethere.co.uk 12.02.09, 17:32 LISTEN TO ME! YOU DON'T LISTENING! a co to znaczy ???? I jeszcze wpisął dużymi..... żenada..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: Anglicy nie przerywaja, kiedy ktos mowi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 17:55 pardonsik, duża wtopa, wróciłem 3 lata temu i praktycznie języka nie używam, zapominam... "you're not listening", of course... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacgg Re: Anglicy nie przerywaja, kiedy ktos mowi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 17:56 aj, to już 4 lata Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cyprian Straszne gafy emigranta IP: *.40.237.247.sub.mbb.three.co.uk 12.02.09, 12:03 Muszę dodać komentarz, bo mam wrażenie, że tekst, jeśli to wszystko prawda, nie dotyczy Londynu. Doskonale jeszcze pamiętam zgrzyty towarzyszące przyswajaniu zwyczaju wręczania pieniędzy do ręki w Polsce. To było 15, może 10 lat temu i zwyczaj ten przyszedł do nas z kultury Zachodu. Żyję w Londynie i raczej nie zdarza się, by ktoś nie dał mi reszty do ręki. Jeśli zaś chodzi o kontakt wzrokowy w środkach transportu, a zwłaszcza w metrze, to co w tekście, absolutnie mija się z prawdą. Mam wrażenie, że ludzie tu zaglądają sobie w oczy znacznie częściej niż na przykład w Warszawie. Autorze kochany przejedź się metrem!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aga Re: Straszne gafy emigranta IP: *.sport.ox.ac.uk 12.02.09, 12:38 A i prosze nie zapominac o kulturze za kierownica samochodu. Nie ma problemu z wyjechaniem z podrzednej ulicy, kierowcy nie traktuja przechodniow jak celu na strzelnicy... W Wielkiej Brytanii jezdzi sie duzo lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
jacgg Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 13:29 Mój Boże tutaj naprawdę mógłbym rozwinąć ten temat, jako że pracowałem w Londynie głównie jako kierowca... British driver i polski cham za kierownicą - to ciągle jest przepaść!!! Odpowiedz Link Zgłoś
jacgg Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 13:35 Jeżdżąc z powrotem po Polsce cierpię, to jest cierpienie, zero przyjemności z jazdy. Stan dróg, pojazdów (smród ze zdezelowanych układów wydechowych, nielegalnie pozdejmowane katalizatory, żeby mniej paliwa spalił silnik będący w takim stanie wskutek niechlujstwa właściciela oraz często domorosłych mechaników, że i tak pali dużo za dużo), kultura jazdy - niepotrzebnie poruszyłeś ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aga Re: Straszne gafy emigranta IP: *.sport.ox.ac.uk 12.02.09, 13:38 Oj, nie chcialam otwierac puszki Pandory... Odpowiedz Link Zgłoś
coright Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 12:47 Ciekawe, mieszkam w Londynie od 4 lat i wszedzie dostaje reszte do reki, od sklepiku na rogu, przez markety, w Harrodsie - zawsze reszta do reki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kazbez Re: Straszne gafy emigranta IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 12.02.09, 17:20 To wszystko jak najbardziej dotyczy Londynu. NIe wiem w ktorej czesci miasta mieszkasz ze masz inne doswiadczenia, ale we wszystkich czesciach oproch wschodu ktorego nie wizytuje poniewaz nic mnie jeszcze tam nie zagonilo te zasady funkcjonuja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kjl Straszne gafy emigranta IP: *.t-mobile.co.uk 12.02.09, 13:01 Ale błąd - za wylewne przywitanie się z członkiem gangu nie grozi kulka w głowę tylko zadźganie nożem. To nie Stany, tu jest kultura noża. Odpowiedz Link Zgłoś
skipper_ Straszne gafy emigranta 12.02.09, 13:05 Kolejny raz GW publikuje bzdety na temat zycia w UK... jesli dla kogos Hyacinth Bucket jest "doskonałym przykładem angielskiego savoir-vivre'u" znaczy, iz po prostu nie rozumie zachowania Brytyjczykow.... (tak a propos "Keeping Up Appearances" jest serialem satyrycznym, a Bucket'owie sa jawna kpina) zainteresowanym "zrozumieniem" Brytyjczykow polecam ksiazke Kate Fox "Watching the English", gdzie w lekki i zabawny sposob przedstawione sa "osobliwosci" zwyczajow w UK... polskie wydanie, w nienajlepszym tlumaczeniu, ma tytul "Przejzec Anglikow"... Odpowiedz Link Zgłoś
jacgg Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 13:37 Potknęli się we fragmencie nie po całości, skądinąd ten serial jest świetny!!! Kocham Hiacyntę! Odpowiedz Link Zgłoś
annika.h głośne dyskusje o łamaniu w kościach 12.02.09, 13:14 ciśnieniu,zgagach itp.,opowieści o pobytach w szpitalu snute bez najmniejszego skrępowania,przebieg chorób ze szczegółami-to jest to , co można usłyszeć czekając w urzędach,przychodniach ,korzystając z komunikacji w Polsce.Ostatnio byłam świadkiem , jak dwie baby dyskutowały o hemoroidach jednej z nich na poczcie,w obecności kilku osób.No i to ostentacyjne gapienie się na siebie.Wystarczy, że według oglądacza ktoś wygląda tylko trochę inaczej, osobnik nie oderwie od ciebie oczu póki nie obejrzy każdego szczegółu twojej garderoby i każdego pryszcza na twojej twarzy.W żadnym innym kraju nie czułam się tak obserwowana jak w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: amrik Brytyjczyk przeszedłby najzupełniej obojętnie... IP: 167.127.24.* 12.02.09, 13:20 oto konsystentnie ujete wiesniactwo i chamstwo (niektorych empigrantow). Ja, bedac na emigracji od 10 lat nauczylem sie jednago - unikac Polakow jak ognia. I dobrze na tym wychodze. Odpowiedz Link Zgłoś
jeanie_mccake Wciaz te same dziwne stereotypy 12.02.09, 13:31 czasami pisane w nieco innej kolejnosci. Czy redakcja Wyborczej naprawde nie zna nikogo, kto kiedys byl w Britain? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rumburak Straszne gafy emigranta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.09, 13:33 Nie dokonca tak jest z tymi Anglikami. Mowienie dziendobry kiedy dwie osoby mijaja sie w parku to miła rzecz, ale skad wiadomosci jakoby Anglicy kulturalnie ustawiali sie w kolejce do autobusu? Mieszkalem przez rok w Manchesterze, jezdzilem autobusem do pracy, nie ma mowy o ustapieniu starszej osobie miejsca. Dzieciaki jak i dorosli siedza czesto z butami opartymi na siedzeniu naprzeciwko. Smieci w autobusach wiecej niz na ulicy, głośno słuchaja muzyki pala papierosy. Nie widzialem w Polsce zeby ktokolwiek palil papierosy w autobusie :/ Jak kazdy kraj ma swoje plusy i minusy, u nas lepsze jest jedno u nich co innego. Wazne zeby ci co wracaja z tamtad przywozili co dobre do Polski :) Odpowiedz Link Zgłoś
hoppke Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 13:57 > Mowienie dziendobry kiedy dwie osoby mijaja sie w parku to miła rzecz, ale skad > wiadomosci jakoby Anglicy kulturalnie ustawiali sie w kolejce do autobusu? Ustawiają, ale głównie w mniejszych miastach. Można to np. zobaczyć w Bristolu, ale w Londynie już nie uświadczysz. Inna też sprawa, że im większe miasto, tym mniej Anglików a więcej "tylko" Brytyjczyków i przyjezdnych. > Mieszkalem przez rok w Manchesterze, jezdzilem autobusem do pracy, nie ma mowy o ustapieniu starszej osobie miejsca. Bo to nie jest tu pojmowane jako "niegrzeczność". Czasem widzę ludzi, którzy ustępują innym miejsca, ale nie jest to chyba dyktowane ani wiekiem, ani płcią, tylko bardziej ogólnymi względami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tola Straszne gafy emigranta IP: *.range81-157.btcentralplus.com 12.02.09, 13:38 Po kazdej wizycie w polskim niewielkim sklepie w UK jest mi po prostu wstyd za nasza rodzima obsluge.Moj maz jest Anglikiem i zawsze stara sie lamana polszczyzna przywitac ze sklepowa Polka.Mnie osobiscie by rozbrajalo to jego ,,dzjen diobry'', czy ,,jak se mas?'' ,ale nie polska sklepowa z mina przyslowiowego kota zachowa milczenie, schowa wzrok nawet nie wydusi falszywego usmiechu. Jestem zazenowana takim zachowaniem, brakiem serdecznosci i spontanu u nas Polakow. Odpowiedz Link Zgłoś
krecik Re: Straszne gafy emigranta 08.03.09, 11:07 Ugh, nawet nie mow... W moim miescie sa ze trzy polskie sklepy i obserwuje identyczne zachowanie. Niesamowite... To tak, jakby z importowanym towarem zaimportowano rowniez ta straszliwa chorobe umyslu - nieuprzejmosc chroniczna... Ag Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pocalujta_wujta Wreczanie pieniedzy - tak samo w USA IP: 204.153.88.* 12.02.09, 14:40 Wielu Polakow sprzedajacych w USA jeszcze sie nie nauczylo ze reszte wydaje sie do reki tak samo jak inkasuje z reki. To ni jest tylko zwyczaj, ale takze praktyczna sprawa. Chodzi o to ze pieniadze lezace niezaleznie gdzie sa bez wlasciciela i jesli je ktos wezmie to bedzioe jedneuj albo drugiej stronie zal a poza tym bedzie masa klopotow bo tu nie latwo sie oskarza "zlodziej" (za to mozna niezle oberwac w sadzie bo tu nie ma lawych i bezkarnych pomowien jak w Polsce). A mowienie dzien doby jest wszedzie. Brak kontaktu wzrokowego jest szczegolnie zalecany w Nowym Jorku. Ogolnie w USA obowiazuja podobne zasady do brytjskich. Pozdrawiam z New Jersey Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cock-knee Re: Straszne gafy emigranta IP: *.chello.pl 12.02.09, 19:01 'do niedawna w Londynie i picie alkoholu są naturalnym elementem każdego dnia' Czyli autor czytal gdzies o Borisie i jego potepieniu picia w autobusach, i naiwnie wyobraza sobie, ze to cos zmienilo? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anonim Straszne gafy emigranta IP: *.brig.cable.ntl.com 12.02.09, 20:33 Przeczytalem caly artykul i z zalem stwierdzam, ze pisala go osoba, ktora nie ma pojecia o zyciu na wyspach. Jak zyje nie czytalem wiekszych bzdur. W mniemaniu autora tego tekstu polacy sa skazani na masowa zaglade, tylko dlatego, ze zabieramy prace Anglikom; w gruncie rzeczy to Anglicy sa sami sobie winni, anie naplyw emigrantow z calego swiata. Grubo ponad polowa Brytyjczykow nie ma ochoty pracowac za przyslowiowe minimum, tylko daltego, ze Anglia uchodzi za bardzo dumy narod (przypisuja sobi wszystkie mozliwe wynalazki i odkrycia). mieszkam tu juz kupe lat i zdazylem zauwazyc jak Anglicy traktuja pojecie pracy. Przykladem jest np: zawod elektryk: wykfalifikowany elektryk z Anglii zarabia srednio 20 - 35 funtow za godzine, gdzie dla polaka z takimi samymi kwalifikacjami pracodawca ofiaruje zaledwie 10 - 15 funtow. Kazdy dumny brytyjczyk odrzuci taka oferte, bo uzna to za narodowy skandal i dyskryminacie dokonana na rodaku. Pare slow do autora, proponuje raz jeszcze sie zastanowc nad kolejnym artykulem. Zanim cos napiszesz to przespij sie z tym conajniej 48 godzin przed napisaniem, lub po prostu znajdz na gadu-gadu kogos kto widzi roznice zycia na emigracji i w kraju. P.S. Polacy nie maja nic wspolnego z globalnym kryzysem ekonomicznym. Mozemy tylko winic USA i rzad brytjski a dokladnie Tonego Blaira. Oni sa odpowiedzialni za tego typu nieszczecia. Pozdrawiam i zyce powodznia:) Odpowiedz Link Zgłoś