anuszka_ha3.agh.edu.pl
18.05.13, 20:01
Przeczytałam pod paroma artykułami komentarze i widzę taką śmieszną prawidłowość.
Założeniem marszu jest przekazać ideę, że skąpy strój nie uprawnia do gwałtu.
Na co mężczyźni-internauci odpowiadają: "Ależ skąpy strój przecież prowokuje do gwałtu! Wiem, bo sam jak widzę latem kobiety w kusych sukienkach, to taaaaki się czuję sfrustrowany, bo one taaaak mnie prowokują!" Komentarzy w tym tonie jest naprawdę bardzo dużo i aż nasuwa się pytanie: No to do czego cię prowokują? Byłbyś taki odważny, żeby rzeczywiście napaść i zgwałcić?
Bo wynika z tego, że oni w sumie jak gdyby poczuwają się do bycia potencjalnym gwałcicielem. Potencjalnym. Ale duma z możliwości jest. Jak ten baca z kawału, co "tyz mioł aparaturę". Oczywiście, powiedzą, ja czuję się prowokowany, ale się powstrzymuję. Jakiś zły mężczyzna może się nie powstrzymać i zgwałcić. A ja jestem ten dobry, to się powstrzymuję. Jednak my wszyscy, mężczyźni źli i dobrzy, jesteśmy takimi samymi prostymi zwierzętami i działamy na tej samej zasadzie.
I to mniemanie o sobie mnie w gruncie rzeczy rozczula. Oni chcą o sobie myśleć jak o potencjalnym agresorze seksualnym, bo tak się lepiej czują! Gdy pan widzi na ulicy piękną kobietę, w wyniku czego jego mózg wykonuje serię tajemniczych procesów generujących na wyjściu frustrację - to ten pan woli myśleć, że frustracja wynika z: "tak bym zgwałcił, ale jestem za szlachetny", a nie z: "boję się do niej podejść, bo za ładna, a ja za cienki bolek".
Ludzie sami sobie opowiadają bajki na własny temat...