Dodaj do ulubionych

Wazny temat

27.04.14, 13:02
www.edziecko.pl/rodzice/1,79353,15818429,Matczyna_wscieklosc__czyli_zlosc__o_ktorej_nikt_nie.html#BoxPlotekTxt
Tak sobie myślę, że jeszcze pokolenie temu nie wywierano (a może mnie się tak wydaje?) takiej presji psychicznej na matki że muszą być idealne, że całe szczęście i zdrowie psychiczne ich dziecka w przyszłości zależy od tego czy "się sprawdzą". Począwszy od (nieznanej w innych krajach) diety eliminacyjnej w ciąży żeby "nie alergizować płodu" (tak, tak, były takie zalecenia jeszcze 5-10 lat temu, już powoli chyba się je wycofuje), poprzez diety eliminacyjne "na wszelki wypadek" promowane w szkołach rodzenia (sama się dałam miesiąc trzymać na ryżu i gotowanym kurczaku oraz jabłkach, potem mi przeszło), przez nacisk na to jak trzeba tworzyć bliskość, poczucie bezpieczeństwa, szczęście młodego człowieka (jasne, że trzeba, ale nie ma jedenj recepty dla 100% populacji matek w każdej sytuacji życiowej i z każdym charakterem, każda taka recepta opisana ex cathedra miała tylko jeden gwarantowany skutek: wpędzenie ogromnej rzeszy kobiet w poczucie winy i poczucie że nie są dobrymi matkami a to co innym przychodzi łatwo dla nich jest jak nauka mandaryńskiego). Efektem są tony poczucia winy, frustracji, zmęczenia i gry aktorskiej (której nie da się uprawiać non stop). Jeżeli dorosła kobieta czuje że bez paru chwil dla siebie nie jest w stanie funkcjonować, bez chwili samotności (nie wiem ile z nas tak ma, ja na pewno) a próbuje się jej wmówić że w imię rodzicielstwa bliskości i przyszłego szczęścia swego dziecka musi z nim spać/ jeść/ chodzić do kibla/ zajmować się nim non stop a wyjście na kawę do drugiego pokoju czy zamknięcie drzwi łazienki to prawie zaniedbanie to to się musi skończyć zaburzeniami psychicznymi. Na szczęście większośc ludzi nie daje się zwariować (mam nadzieję) i szybko odkrywa że życie jak opisane w gazetkach dla jedynie słusznych matek idealnych jest.... w jedynie słusznych gazetkach dla matek idealnych. I tylko tam. Ale czasem w konfrontacji z problemami w życiu, wymogami bycia idealną (odczuwanymi mniej lub bardziej), w stanie permanentnego zmęczenia osuwamy się w niebezpieczne rejony. Niebezpieczne dla nas, dla dzieci, dla rodziny. I dobrze że ktoś wreszcie napisał jaki bywa początek drogi w poważne problemy. Nie wynika tylko z patologii, nieczułości, złej woli, nałogów czy czego tam jeszcze. Czasem jest efektem tego że człowiek za bardzo chce/ stara się/ staje na palcach bo wierzy, daje sobie wmówić że tak trzeba, że to jedyna droga. A skutki mogą być przerażające. Dlatego o tej sytuacji IMHO trzeba rozmawiać do znudzenia. Bo wydaje mi się że większość młodych matek ociera się o sytuacje jak w tym artykule i nawet jeśli nie uderzą, nie wrzasną, wypracują modus vivendi i wychowają w końcu fajne dzieci ciesząc się macierzyństwem (to ciężka praca, ale wyjątkowo fajnawink) to wiele prawie dotknęło czasem granicy. I zostało z problemem samemu. Bo to jest jedno z dzisiejszych tabu. Coś do czego nie można się przyznać: że własne, ukochane, wyczekane dziecko potrafi nudzić, męczyć, skrzywdzić słowami czy doprowadzić do furii wewnętrznej. A problem niewypowiedziany rośnie.
Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Wazny temat 27.04.14, 13:27
      Myślę, ze masz 100% racji.
      Ja sie boję jeszcze dwóch rzeczy - wychowania dziecka w domu, gdzie wszyscy udają kogoś, kim nie są. Dla mnie, nie ukrywam, to forma kłamstwa. Matka, która łatwo wybucha (ja?) powinna próbować się czasem opanować, powinna wytłumaczyć dziecku, ze ma sie za bardzo nie przejmować, jak czasem wybuchnie, ale nie może przez x lat udawać wiecznie spokojnej mamusi. Tak sie nie da. A jaki sie da, to obawiam sie, ze skończy sie na tym, że najszczęśliwszym dniem życia będzie pozbycie się dzieci z domu.
      Po drugie - jestem głęboko przekonana, ze dla dziecka nie jest dobrze żyć w domu, gdzie awantury sa codziennością. I równie niedobrze jest żyć w domu, gdzie matka jest chodzącym ideałem bez skazy, podporządkowującym całe swoje zachowanie, nawyki, codzienność wyłącznie dziecku. To jest zwyczajnie złe dla dziecka - nie da sie ideałowi dorównać, nie da sie go poznać, nie da się z nim porozmawiać.
      • maadzik3 Re: Wazny temat 27.04.14, 13:43
        Absolutna zgoda smile
      • szarsz Re: Wazny temat 27.04.14, 14:23
        Ja też się zgadzam w 100%. Mam jeszcze jedno przemyślenie - dom to miejsce, w którym wszystkim powinno być dobrze, miejsce, które daje oddech i wsparcie. Nie da się tego uzyskać od rodziców z wiecznie zaciśniętą szczęką, od takich się ucieka, nawet jak mały człowiek nie potrafi jeszcze zorientować się, dlaczego mu w domu źle.
        Dlatego bardzo istotny jest luz i odpuszczanie, sobie, współmałżonkowi i dzieciom.
        • verdana Re: Wazny temat 27.04.14, 14:34
          Ja od dawna mam teorię (do której jestem bardzo przywiązana) mamy-niedźwiedzicy.
          Niedźwiedzie, jak wiadomo, sa jednymi z najgroźniejszych drapieżników. Bo lew wściekły zaryczy, pies zawarczy, kot zacznie machać ogonem. Niedźwiedź nie daje żadnych sygnałów - jest idealnie spokojny, po czym atakuje.
          Te matki, które zawsze mają zawsze uśmiech na twarzy i nigdy nie podnoszą głosu (poza pojedynczymi wyjątkami, które po prostu takie są) to często takie mamy-niedźwiedzice. Nie dają żadnych wstępnych sygnałów niezadowolenia , ale jak zaatakują, to nie ma co zbierać. I nie muszą wcale podnosić głosu.
          • szarsz Re: Wazny temat 27.04.14, 17:20
            A wiesz, że moja pierwsza prawdziwa lekcja rodzicielstwa to byla właśnie lekcja "warczenia"?
            Inaczej, umiejętności rozpoznania pierwszych objawów nadciągającej burzy, żeby huknąć raz albo wyjść albo zażądać opuszczenia pokoju. A dla moich - umiejętność rozpoznania, że nie żartuję, kiedy ostrzegam, że zaraz będzie ze mną źle.
            Nigdy wcześniej nie miałam takiej potrzeby, nic wcześniej nie wyprowadzało mnie na tyle z równowagi. W domu jest zupełnie inaczej, dom nie jest pracą, którą można odreagować, przegadać z partnerem i przystąpić do walki następnego dnia...
    • kooreczka Mów mi jeszcze 27.04.14, 16:32
      To i tak łagodny przykład- moją faworytką pozostaje kobieta, która potrzebowała psychoterapii, by pozbierać się po cesarce. Wykształcona, nieźle zarabiająca, przed 30, doskonale poinformowana o tym, co dla dziecka dobre. Niestety pod sam koniec ciąży wystąpiły komplikacje na tyle poważne, że małego człowieka trzeba było ekspresowo ewakuować.

      Rozkleiła się trzy dni po, kiedy było już po wszystkim. Nie, że dziecku groziła śmierć. Bo tak chciała urodzić naturalnie, bo to dobre, bo dziecko wyrwano z niej i na pewno nie będzie dobrą matką. Te szlochy pamiętam do dziś. Mam nadzieję, że psycholog jej pomógł, bo sądząc z przygotowań bardzo jej zależało na byciu matką idealną.

      Dawniej dziecku było dobrze, jak nie było źle- ubrane, nakarmione, zaopiekowanie, nie płacze, ma kolegów, nie ma problemów. Dzisiaj jest źle jak nie jest idealnie. Ubierzesz za grubo, za cienko, nie dostrzeżesz talentów natychmiast, nie zagospodarujesz, nie wiesz wszystkiego, co dzieje się w szkole.
      Może to przez nadmiar informacji? Analizujemy wszystko, próbujemy przyciąć rzeczywistość, a ona ciągle się nam wymyka, a to rodzi frustracje.

      Najśmieszniejsze jest to, że ojciec wykpi się zabawą z dzieckiem czy wykąpaniem go i już. No przecież pomaga przy dziecku.
      • maadzik3 Re: Mów mi jeszcze 27.04.14, 19:29
        "Dawniej dziecku było dobrze, jak nie było źle- ubrane, nakarmione, zaopiekowanie, nie płacze, ma kolegów, nie ma problemów. Dzisiaj jest źle jak nie jest idealnie. Ubierzesz za grubo, za cienko, nie dostrzeżesz talentów natychmiast, nie zagospodarujesz, nie wiesz wszystkiego, co dzieje się w szkole.
        Może to przez nadmiar informacji? Analizujemy wszystko, próbujemy przyciąć rzeczywistość, a ona ciągle się nam wymyka, a to rodzi frustracje. "

        Bardzo, bardzo mądrze powiedziane. Mogę się podpisać? Przypomniało mi się opowiadanie Lema gdzie komputer żądał wciąż nowych danych żeby wszystkie mieć w czasie startu rakiety w czasie rzeczywistym. Dane dostał. Rakieta się rozwaliła bo czasu na analizę i wydanie decyzji nie starczyło.
        • verdana Re: Mów mi jeszcze 27.04.14, 22:11
          Dziś rozmawiałam ze swoim ojcem, lat 83, który przeżył wojnę. I nawet on współczuł dzisiejszym dzieciom i młodym ludziom, którzy sa wychowywani zgodnie może z wytycznymi - bez bicia, bez krzyku, ale wymaga sie od nich, aby byli najlepsi, aby nie mieli porażek, aby zdawali egzaminy do najlepszych szkół i odnosili sukces - bo przecież zostali tak starannie wychowani, tak rodzice wszystko zaplanowali, tak pilnowali szesnastu rozwijających zajęć dodatkowych.
          • kooreczka Re: Mów mi jeszcze 28.04.14, 00:04
            Myślę, że takie wypadki istniały zawsze- przed wojną kolega mojego stryjecznego dziadka powiesił się, bo groziło mu usunięcie z uczelni, a był od małego chowany na jedyną nadzieję rodziców, podporę na przyszłość i drogę do odrodzenia świetnej niegdyś rodziny.

            Tyle, że teraz układaniem życia atakuje się dzieci ze wszystkich stron.
            PS. przypomniało mi się jak w 5-10-15 prezentowali uzdolnionych widzów i moja mama za bardzo na mój gust zachwyciła się dziewczynką, co żyje między skrzypcami i tenisem, sypia w samochodzie między jednymi zajęciami a drugimi i tym podobne, że ja też mogłabym się za coś zabrać. Zagroziłam, że zacznę śpiewać i tyle było tematu (mój głos to zbrodnia przeciw ludzkości big_grin )
      • zla.m Re: Mów mi jeszcze 28.04.14, 07:35
        I jeszcze słyszymy, że jest nam łatwiej - bo pralka automatyczna, pieluszka jednorazowa, a jedzenie w słoiku. I tak, logistycznie czy fizycznie jest nam łatwiej. Ale psychicznie o wiele łatwiej być dobrą matką piorącą pieluchy pół nocy niż dobrą matką która-daje-wsparcie-ale-nie-jest-nadopiekuńcza i spełnia inne takie wykluczające się powinności. Ja mam to szczęście że jestem wystarczająco inteligentna/leniwa/stara i doświadczona, że nie poddaje się tyranii bycia matką idealną, ale zdarza mi się mieć wyrzuty sumienia, że np. nie dość aktywizuje moje dziecko... A przecież, gdy się zastanowić - zostawienie na chwilę dziecka by bawiło się samo (bo mama robi obiad albo nawet czyta książkę wink ) tak naprawdę też jest dla niego dobre - uczy bycia samemu z sobą, rozwija kreatywność, pozwala robić to, co dziecko naprawdę interesuje, a nie to co wciskają rodzice...
        • triss_merigold6 Naści 28.04.14, 08:58
          forum.gazeta.pl/forum/w,567,132556954,132556954,Co_to_za_dziwny_trend_.html
          Matki są nieustannie wpędzane w poczucie winy.
      • ambivalent Re: Mów mi jeszcze 30.04.14, 14:30
        Podobnie bylo u mnie. Nie wyszlo karmienie piersia. Do dzis, a corka ma trzy i pol roku, mam wyrzuty sumienia. I nie mam problemu z faktami - wiem, ze od mm dziecku nie wyrosnie ogon. Ale emocjonalnie nie jestem w stanie tego przezyc.
    • ambivalent Re: Wazny temat 30.04.14, 14:27
      Wazny temat. Bardzo wazny.
      Kocham moje dzieci nad zycie (nie wiem w sumie sama, dlaczego to zaznaczam, chyba czuje, ze musze, bo inaczej ktos pomysli, ze tak nie jest). ALE doprowadzaja mnie czasami do takiego stanu, ze mnie zlosc zalewa. Szczegolnie moja trzy i pol latka, ktora do drugiego roku zycia byla dzieckiem prawie idealnym. A potem przestala. Teraz to jeczenie, te awantury, te histerie. Bosz, czasami czuje, ze nie lubie mojego dziecka sad
      Wiem, ze nie jestem sama. Mam ten luksus posiadania przyjaciolek z dziecmi dokladnie w tym samym wieku i fakt, ze maja one podobne problemy z dziecmi i ze soba bardzo pomaga. Opowiedzenie komus, na glos, o kolejnej histerii rano, bo cos tam, bardzo pomaga. Jest w stanie obrocic cale wydarzenie w kolejna, smieszna anegdote i pomaga tez uzbroic sie w odpowiednie pokladny dobrego humoru (ja juz nawet nie wiem co to znaczy byc cierpliwym, wiec o cierpliwosci nie pisze), ktory niewatpliwie pozwala na przezycie kolejnego dnia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka