Dodaj do ulubionych

A rynek swoje

10.11.11, 20:50
Ulubione tur-info:
PILOCI do BERLINA z okolic PIŁY (WLKP)
Poszykujemy PILOTA z okolic Piły, Szczecinka oraz Koszalina, który pełniłby jednocześnie rolę przewodnika w BERLINIE.
Wyjazdy z grupami w grudniu.
Wymagana bardzo dobra znajomość BERLINA oraz języka niemieckiego.
Zgłoszenia tylko drogą mailową!

I kto winien? Oczywiście niejaki mkaczka co wszem i wobec rozgłasza, iż ma serdecznie i głęboko wszelkie licencje i uprawnienia. Więc niech sobie firma ogłasza konkurs piękności, a my, jedyni uprawnieni do zajmowania się turystami, mówimy zdecydowanie NIE podżegaczom i wichrzycielom, zakałom naszego zawodu, w którym powołanie łączy się z pasją, a pasja ma swoje odzwierciedlenie w stosownych dokumentach.
A przecież tak naprawdę, to tylko chodzi o to, czy zapłacą oprowadzającemu pilotowi to 150 euro za dzień pracy przewodnika (plus stawka pilota). Można pokrzyczeć, a rynek swoje.
A tak nawiasem mówiąc, to nie znam Koszalina, który pełniłby jednocześnie rolę przewodnika. Gramatyka polska się kłania, zdanie przydawkowe.
Obserwuj wątek
    • bluemar Re: A rynek swoje 10.11.11, 21:06
      smerv napisał:

      >Można pokrzyczeć, a rynek swoje. >

      Piła to jeszcze nie cały rynek.Idąc dalej- to czego wyskakujesz
      jak diabeł z pudełka z tym zdaniem przydawkowym :),a?
      Komunikat zrozumiał?Wiadomo o co chodzi?To właśnie taki rynek.

    • agnes-05 Re: A rynek swoje 10.11.11, 21:30
      smerv napisał:
      > A przecież tak naprawdę, to tylko chodzi o to, czy zapłacą oprowadzającemu pilo
      > towi to 150 euro za dzień pracy przewodnika (plus stawka pilota). Można pokrzyc
      > zeć, a rynek swoje.

      Naprawdę uważasz smervie, iż rzeczone biuro z Piły taką stawkę pilotowi zapłaci?
      "Rynek" szuka tu chyba obniżki kosztów, a nie ich podwyższania. Gdyby tak było, to po kiego grzyba byłby im pilot oprowadzający po Berlinie? Skoro summa summarum zapłaciliby tyle samo?

      I o ile nie uważam, że jakiekolwiek uprawnienia podnoszą wartość pilota czy przewodnika, o tyle sądzę, ze na polskim rynku jak zwykle będzie się szukało jeleni, a nie profesjonalistów.
      Polska to nie Niemcy czy Holandia, czego wielokrotnie doświadczamy w życiu codziennym.

      • smerv Re: A rynek swoje 10.11.11, 21:42
        Więc własnie chodzi o to, żeby piloci oprowadzający po jakimś mieście znali swoją wartość, a nie robili za rogaczy. Więc niech ta stawka będzie 100 euro za oprowadzanie, a nie 100 zł na otarcie łez. Wiele razy pisałem, że połączenie dwóch funkcji jest konieczne i w perspektywie czasowej nieuniknione, jeśli myśleć o wytworzeniu się grupy ludzi żyjącej tylko z turystyki.
        Bluemar, Piła też ma rynek, ze szkołą policyjną na okrasę. A o zdaniu przydawkowym napisałem z wrodzonej upierdliwości.
        • free-znowak Re: A rynek swoje 10.11.11, 22:58
          No widzisz smervie - rynek SWOJE ... a nie TWOJE (pobożne życzenia)!
          Oczywiste, że ten rynek psują sami organizatorzy - nie wszyscy, ale widzimy ich coraz więcej i coraz częściej.
          Taki "nowoczesny przedsiębiorca" - organizator, NIEPILOT i "przewodnik który SAM SOBIE dał uprawnienia" jedzie na VII Forum Pilotażu i Przewodnictwa - Toruń 2-4.12. nie dla dobra Pilotów i Przewodników - LECZ ŻEBY GARNĄĆ POD SIEBIE CO SIĘ DA! Na VII Forum będzie onże przekonywał panią przewodnik z Wiednia o wyższości swojej wizji turystyki nad modelem austriackim, a przyglądający się temu pan wydawca "pilockich" podręczników będzie zacierał rączki BO JEST NOWY MATERIAŁ na poprawę starego kompedium i jeszcze na wydanie czegoś następnego. Kręci się! Potem wypiją kawkę i rozjadą się - jak 6 razy dotąd (a nawet więcej, bo i inne ośrodki też debatują), a dalej będzie jak było.
          • agnes-05 Re: A rynek swoje 10.11.11, 23:11
            free-znowak napisał:

            > będzie onże przekonywał panią przewodnik z Wiednia o wyższoś
            > ci swojej wizji turystyki nad modelem austriackim, a przyglądający się temu pan
            > wydawca "pilockich" podręczników będzie zacierał rączki BO JEST NOWY MATERIAŁ
            > na poprawę starego kompedium i jeszcze na wydanie czegoś następnego. Kręci się!
            > Potem wypiją kawkę i rozjadą się - jak 6 razy dotąd (a nawet więcej, bo i inne
            > ośrodki też debatują), a dalej będzie jak było.

            A kilka działaczek stowarzyszeń, obwieszonych odznaczeniami, jak nie przymierzając, Breżniew, dopisze sobie kolejne osiągnięcia do cv. Nawiasem mówiąc, znane mi działaczki przepilotowały może ze 3 dni i to jeszcze w czasach komuny, reszta to działalność quasi biurowa w różnych organizacjach. Oj dużo by o tym opowiadać...A potem mówi się, że organizacje pilockie niewydolne, że nie walczyły o korzystne zapisy w ustawie. Hmm...Dla nich one są korzystne, dla działaczy, w sensie..)))
          • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 02:52
            To "psucie rynku" to jest właśnie przejaw deregulacji - pozytywnej i pożądanej. Jeśli ktoś bez "papierów" przekonuje do siebie grupę ludzi, że warto mu zapłacić zarobione pieniądze za oferowaną usługę, to niech sobie działa. Lessez faire. Jeśli ktoś ma teczkę personalną wypchaną świadectwami, certyfikatami, uprawnieniami i innymi dokumentami potwierdzającymi doskonałe przygotowanie do zawodu, a po jednym zleceniu nie może dostać kolejnego, to na nic się zdadzą te papiery.
            Owi działacze żyją i karmią się istniejącymi ograniczeniami. Nie będzie koryta - świnie zdechną.
            Nikt mi nie nadał uprawnień do pracy w charakterze tłumacza, a od lat to robię i z tego głównie żyję.
            • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 03:01
              Z przerażeniem widzę, że moją pierwszą wypowiedź, w której zabrakło tylko "zaplutych karłów reakcji" przeczytano śmiertelnie poważnie. I słusznie, bo jeszcze są prawdziwi piloci, a nie udawane gnomy, atrapy, podróby i samozwańce, piloci, co dyplom ukończenia stosownych kursów wieszają w ramkach na ścianie, a z "kompendium" idą do łóżka i budzą się rano, żeby jeszcze siorbnąć bezcennej wiedzy.
            • agnes-05 Re: A rynek swoje 11.11.11, 09:49
              smerv napisał:

              >... Lessez faire...
              oj smervie, francuski purysta by Cię poprawił, )) "Laissez faire"
              Sorry, że tak przy święcie, ale mam nadzieję, że się nie obrazisz.))))
              • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 11:41
                Nie, francuski to nie mój język. Święto też nie francuskie, choć niektórzy by chętnie zakrzyknęli "Aux armes citoyens!". Ale przytoczyłem, choć nieudolnie, podstawową zasadę wolności gospodarczej, z którą sprzeczne są wszelkie licencje, certyfikaty, pozwolenia, koncesje, itp. Szczególnie w takiej branży, jak turystyka.
                • agnes-05 Re: A rynek swoje 11.11.11, 11:52
                  smerv napisał:

                  > Nie, francuski to nie mój język. Święto też nie francuskie, choć niektórzy by c
                  > hętnie zakrzyknęli "Aux armes citoyens!". Ale przytoczyłem, choć nieudolnie, p
                  > odstawową zasadę wolności gospodarczej, z którą sprzeczne są wszelkie licencje,
                  > certyfikaty, pozwolenia, koncesje, itp. Szczególnie w takiej branży, jak turys
                  > tyka.

                  Akurat Francja nie jest dobrym przykładem wolności gospodarczej w dziedzinie turystyki. Nie mówię tu o pilotach, a o otwieraniu biur podróży. Nie dość, że potrzeba na to tony dokumentów i naprawdę dużej kasy, to ostatnio prefektury w ogóle nie chcą biur rejestrować. Dlaczego? Bo nie.((
                  A gdzie tak się dzieje? na przykład tu:
                  www.quotidiendutourisme.com/site/on-ne-peut-plus-creer-d-agence-de-voyages-en-france-43626.html
                  • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 12:06
                    A ile w naszym kraju jest narzekań na biurka, co mieszczą się w jednej teczce? Jak się autokar za granicą rozkraczy to już jest problem. Może to sposób na poprawę rynku- musisz mieć na koncie tyle, jaki jest budżet grup, które są w danek chwili w rozjazdach lub gwarancję banku na tę kwotę - tak, jak w zakupach międzynarodowych - akredytywa lub gwarancja bankowa. Wtedy piloci nie prosiliby się łaskawie o wypłatę, tylko szli z umową do banku i bank płaci, jako żądanie oczywiste.
                    • agnes-05 Re: A rynek swoje 11.11.11, 12:12
                      Myślę podobnie, bez pieniędzy nie da się otworzyć sprawnie działającego biznesu i żadne zaklęcia, ani talenty tu nie pomogą. Dlatego ci, którzy wystarczającej ilości kasy nie mają są pracownikami najemnymi albo wolnymi strzelcami.
                      Gdyby u nas wprowadzili takie ograniczenia jak we Francji, to jaki procent biur zniknąłby z powierzchni Ziemi, a raczej rynku?
                      • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 13:41
                        Myślę, że gdyby zamiast haraczu na izby turystyczne czy obowiązkowego ubezpieczenia wprowadzić obowiązek posiadania gwarancji bankowej na kwotę odpowiadającą budżetowi zagranicznych imprez obsługiwanych w danym momencie (nie jako suma rocznego budżetu, ale np. wartości maksymalnej), to firmy by nie ucierpiały za bardzo, a rynek byłby normalniejszy. Tylko co na to izby? Działacze? A gdyby rozesłać ankietę dla organizatorów: 'Co ci daje przynależność do jakiejś izby turystycznej?'). Może to temat na owe VII forum?
                        • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 15:58
                          > Myślę, że gdyby zamiast haraczu na izby turystyczne czy obowiązkowego ubezpiecz
                          > enia wprowadzić obowiązek posiadania gwarancji bankowej na kwotę odpowiadającą
                          > budżetowi zagranicznych imprez obsługiwanych w danym momencie

                          Ależ proszę nie odkrywać Ameryki! Żeby prowadzić biuro trzeba mieć właśnie takie zabezpieczenie. Na izby turystyczne nikt haraczu płacić nie każe, to są wydatki dobrowolne, natomiast owe obowiązkowe ubezpieczenie jest właśnie po to aby np. w przypadku bankructwa biura sprowadzić turystów do domu.
                          • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 16:36
                            Obowiązkowe ubezpieczenie służy rzeczywiście do pokrycia kosztów, jak biuro padnie, żeby turyści z Afryki nie musieli czekać na powrót bocianów i ewentualny loto-stop za ogonem. Formuła gwarancji bankowej jest szersza i obejmuje wszelkie oczywiste roszczenia z tytułu organizowanej imprezy, podobnie, jak akredytywa czy gwarancja bankowa (np. performance bond). Czyli biuro nie zapłaci za hotel czy inną usługę (albo pilotowi) w określonym czasie, to wierzyciel idzie z fakturą do banku-gwaranta, dostaje, co mu się należy, a wydębienie kasy od posiadacza gwarancji jest sprawą banku. Bank z kolei ma dużo szersze środki oddziaływania, niż biedny, indywidualny usługodawca czy mały hotelik.
                            • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 17:00
                              > Obowiązkowe ubezpieczenie służy rzeczywiście do pokrycia kosztów, jak biuro pad
                              > nie, żeby turyści z Afryki

                              No nie tylko z Afryki, teoretycznie także np. z Czech, również do organizacji na teren Europy są potrzebne ubezpieczenia (oczywiście dużo niższe).

                              A co do reszty - problemy ze wzajemnymi płatnościami to nie tylko bolączka turystyki, wiąże się ogólnie z kulturą biznesu w danym kraju a nie jest specyfiką tej czy innej branży. Jest nawet taka grupa na facebooku "czekam na przelew" www.facebook.com/groups/103388819703671/

                              Więc nie wiem jak sobie Pan to wyobraża, obowiązek zabezpieczania gwarancją bankową dla każdej biznesowej czynności np. zakupu ziemniaków w hurtowni do osiedlowego warzywniaka? Nierealne ;)
                              • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 18:42
                                Grupę znam, też często czekam na przelew. Gwarancje bankowe zamiast obowiązkowego ubezpieczenia chroniłyby nie tylko turystów, ale i podwykonawców biur podróży. Są powszechną praktyką w handlu międzynarodowym,nawet przy niewielkich wartościach transakcji. Więc czemu nie mogłyby być praktyką w turystyce międzynarodowej?
                                • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 18:51
                                  > Grupę znam, też często czekam na przelew. Gwarancje bankowe zamiast obow
                                  > iązkowego ubezpieczenia chroniłyby nie tylko turystów, ale i podwykonawców biur
                                  > podróży.

                                  Ależ nikt nie zabrania zawierać - dobrowolnie także i teraz. Tyle że obligatoryjny nakaz czegoś takiego byłby niewykonalny. Bank do udzielenia gwarancji wymaga zwykle pełnego zabezpieczenia. Czyli np. każdy właściciel biura musiałby mieć majątek równy sumie zaliczek wpłaconych na imprezy. To jest absolutnie nierealne, nawet w przypadku biur dużych i o ugruntowanej pozycji. Wtedy chyba wszystkie biura w PL musiałyby się zamknąć.

                                  Po prostu nie przyjmować więcej zleceń od raz spalonego zleceniodawcy. Hotele zwykle nie przyjmują więcej rezerwacji od biura które nawali, dzięki internetowi wiadomości szybko si rozchodzą i rynek sam delikwenta eliminuje.
                                  • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 19:50
                                    To dlaczego tyle lamentów się słyszy, że jedna, druga czy piętnasta firma nie płaci? A dlaczego gołodupiec ma zgrywać wielkiego właściciela firmy? Jak ktoś nie ma kapitału, to zakłada firmę jednoosobową i sam wykonuje wszystkie usługi, a nie obraca cudzymi pieniędzmi. Bank nie musiałby mieć zabezpieczenia na kwotę całego rocznego obrotu, tylko tyle, jaki jest maksymalny dzienny budżet w ciągu roku. Ale wiem, nierealne, zbyt dużo firm działa na zasadzie - wyroluj partnera, a po wykonaniu usługi to usługodawca ma wszystkie atuty w ręku. Ubezpieczenie jest obligatoryjne i wszyscy płacą.
                                    • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 20:29
                                      > To dlaczego tyle lamentów się słyszy, że jedna, druga czy piętnasta firma nie p
                                      > łaci?

                                      Gdzie się słyszy, chyba tylko na tym forum. Ja prowadzę biuro 21 lat wszystkie rachunki mam popłacone :) Moi koledzy, kontrahenci też. Nie zauważam żeby ztpo był jakiś problem, jak toś by to robił natychmiast wypadłby z obiegu, np. hotel nie przyjąłby rezerwacji bez opłacenia zaległych rachunków plus odsetki a za następne rezerwacje z góry.

                                      > A dlaczego gołodupiec ma zgrywać wielkiego właściciela firmy?

                                      Co to znaczy "zgrywać"? albo ktoś jest właścicielem firmy albo nie. Co to znaczy "gołodupiec?" osobisty majątek jest sprawą prywatną. Proste.

                                      > Jak ktoś ni
                                      > e ma kapitału, to zakłada firmę jednoosobową i sam wykonuje wszystkie usługi, a
                                      > nie obraca cudzymi pieniędzmi.

                                      Niestety bez obracania cudzymi pieniędzmi nie da się prowadzić biura. Na tym właśnie jego prowadzenie polega :)


                                      > Bank nie musiałby mieć zabezpieczenia na kwotę
                                      > całego rocznego obrotu, tylko tyle, jaki jest maksymalny dzienny budżet w ciągu
                                      > roku.

                                      No i właśnie, z racji że turystyka jest biznesem wyjątkowo sezonowym, ów "maksymalny budżet" w szczycie lata to dla biura średniego może być nawet kilka milionów, dla większego kilkadziesiąt albo kilkaset. Nierealne!

                                      Akurat turystyka jest tą dziedziną gdzie renomę i zaufania zdobywa się bardzo długo, latami, stracić można bardzo szybko, więc ten mechanizm regulacyjny działa dobrze.
                                    • agnes-05 Re: A rynek swoje 11.11.11, 22:59
                                      smerv napisał:

                                      > To dlaczego tyle lamentów się słyszy, że jedna, druga czy piętnasta firma nie p
                                      > łaci? A dlaczego gołodupiec ma zgrywać wielkiego właściciela firmy? Jak ktoś ni
                                      > e ma kapitału, to zakłada firmę jednoosobową i sam wykonuje wszystkie usługi, a
                                      > nie obraca cudzymi pieniędzmi. Bank nie musiałby mieć zabezpieczenia na kwotę
                                      > całego rocznego obrotu, tylko tyle, jaki jest maksymalny dzienny budżet w ciągu
                                      > roku.

                                      W myśl nowej ustawy o usługach turystycznych, we Francji gwarancja finansowa dla biura podróży nie może być niższa niż 100 000 euro. Do tego dochodzi polisa OC i potwierdzenie doświadczenia zawodowego
                                      pme.service-public.fr/actualites/breves/agences-voyage-comment-faire-immatriculer.html
                                      Nie jest to raczej biznes dla gołodupca, no chyba że gołodupiec działa jako firma np. eventowa i organizuje wyjazdy dla swoich klientów zamawiając usługi przez biuro podróży. Usługa jest odpowiednio droższa, ale jeśli klient bogaty i lubi gołodupca oraz uważa, ze jest on profesjonalistą mimo braku gotówki, to z jego usług korzysta. Mam takie przypadki wśród swoich klientów i dobrze mi się z nimi pracuje. Wiem jednak, że imprezę "przepuszczają" przez zaufane biuro z licencją ( teraz Francuzi nazywają to imatrykulacją), żeby w razie czego nie było dymu. Ale na pewno nikt bez zabezpieczeń finansowych, we Francji biurem podróży nie zostanie, nieważne jednoosobowym czy stuosobowym.
                                      • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 23:55
                                        > W myśl nowej ustawy o usługach turystycznych, we Francji gwarancja finansowa dl
                                        > a biura podróży nie może być niższa niż 100 000 euro.

                                        U nas takiej gwarancji wymagano by od biura mającego obroty roczne rzędu 4 - 4,5 mln PLN czyli średniego a nawet z tych mniejszych średnich. Koszt uzyskania w Idunie czy AXiE rzędu 4-5 tys. zł więc nie taka cena zaporowa.

                                        > Do tego dochodzi polisa OC

                                        u nas dobrowolna, chociaż wskazana, też nie jest to drogie

                                        > i potwierdzenie doświadczenia zawodowego

                                        No tego u nas na szczęście nie ma, bo i nie ma żadnych "kursów dla właścicieli biur podróży" i nie będzie. Wcześniej były takie zapisy że trzeba mieć takie i takie studia tyle i tyle lat praktyki ale zostało to przy ostatniej nowelizacji zniesione.

                                        > Nie jest to raczej biznes dla gołodupca, no chyba że gołodupiec działa jako fir
                                        > ymu. Ale na pewno nikt bez zabezpieczeń finansowych, we Francji biurem podróży

                                        Tako i w Polsce - bo tym zabezpieczeniem nie jest jakiś wielki majątek własny tylko polisa. Jedynie że u nas można startować z niższego pułapu obrotów, co jest zrozumiałe zważywszy mniejszy rynek i uboższe społeczeństwo. Nie więc ma żadnych istotnych różnic. Z drugiej strony - mógłbym wymienić wiele plusów prowadzenia biura na Zachodzie - przejrzystsze, prostsze przepisy, niższy VAT, mniej restrykcyjne prawo ochrony klienta (np. potrącenia ryczałtowe, które u nas są zabronione!) ale w końcu do forum jest dla pilotów a nie organizatorów.
                      • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 16:09
                        > Myślę podobnie, bez pieniędzy nie da się otworzyć sprawnie działającego biznesu
                        > i żadne zaklęcia, ani talenty tu nie pomogą.

                        Znam wiele przykładów które temu przeczą, biura zaczynające kilka lat temu od zera, dziś mające obroty rzędu 10 mln. rocznie (nazwy pominę żeby nie robić reklamy).

                        Duży kapitał tak, jeśli by ktoś chciał konkurować z Triadą czy Neckermanem w dziedzinie wczasów czarterowych. Ale tu akurat dla pilotów wiele roboty nie ma, tylko dla rezydentów.

                        Jeśli chodzi o wycieczki objazdowo - studyjne to wystarczy minimalny kapitał, koszt obowiązkowej polisy dla małego biura jest rzędu 2-4 tys. złotych.

                        Wiele udanych inicjatyw biznesowych ma źródło w imprezach organizowanych wcześniej czysto społecznie i hobbystycznie, to ku uwadze tych co tak "płaczą" jak widzą oferty pilotażu za niewielką stawkę.

                        A natura uwagi ogólnej - zanim państwo napiszecie coś o "psuciu rynku" to najpierw dowiedzcie się jak ten rynek funkcjonuje, bo widzę że brak tu bardzo elementarnej wiedzy.

                  • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 15:54
                    > Akurat Francja nie jest dobrym przykładem wolności gospodarczej w dziedzinie tu
                    > rystyki. Nie mówię tu o pilotach, a o otwieraniu biur podróży. Nie dość, że pot
                    > rzeba na to tony dokumentów i naprawdę dużej kasy, to ostatnio prefektury w ogó
                    > le nie chcą biur rejestrować. Dlaczego? Bo nie.((

                    Francja jest w połowie drogi pomiędzy liberalną północą a południem, gdzie licencję np. na aptekę albo na taksówkę można albo odziedziczyć albo kupić za 200-500 tys. Euro. Czym to się kończy, widać na przykładzie Grecji.

                    U nas na szczęście biuro może otworzyć każdy.


                    Natomiast jeżeli chodzi o pilotaż, to mając swoje wewnętrzne regulacje od dawna nie utrudniają pracy pilotom przyjezdnym, przynajmniej według oficjalnych deklaracji.
          • bluemar Re: A rynek swoje 11.11.11, 08:57
            free-znowak napisał:

            >Taki "nowoczesny przedsiębiorca" - organizator,...>

            Firmę może zarejestrować każdy-najlepiej rencista (składki mniejsze a jak brakuje zleceń
            to jaki taki przychód zawsze jest).Do uzyskania licencji natomiast potrzeba jeszcze kilku zaświadczeń.

            free-znowak napisał:

            >...NIEPILOT i "przewodnik który SAM SOBIE dał uprawnienia" jedzie na VII Forum Pilotażu i Przewodnictwa...>

            Nie demonizowałabym roli mkaczki na tym forum.To jest taka lokalna (krakowska jak domyślam się) ciekawostka-nic więcej.Gdyby poszukać to mkaczkę-społecznika :) ma każde miasto i każdy pretekst
            jest dobry by zaistnieć,nie zostać anonimowym,niektórym to potrzebne do samorealizacji.
            Poznań ma swego przodownika,Gdańsk obrońcę Złotej Bramy a Kraków- mkaczkę.
            Papier i sieć wszystko przyjmą.Można samemu sobie nadać tytułów ile dusza zapragnie.Jak to pisze smerv-rynek zweryfikuje.
            A turyści i tak coraz częściej spoglądają na piersi pilotów i przewodników w poszukiwaniu identyfikatorów.
            • smerv Re: A rynek swoje 11.11.11, 09:39
              Ubolewam, bo na moje piersi nikt spoglądać nie chce. Nawet ukradkiem rzucić okiem.
              Turysta przede wszystkim słucha, co pani/pan ma do przekazania i jak to opowiada. Dopiero, jak zauważa, że z tym pilotem /przewodnikiem coś jest nie tak, to powstaje pytanie, czy to jest na pewno ktoś "z papierami". Niestety - najczęściej okazuje się, że tak, wtedy naturalne jest pytania: "od kogo i za co dostał(a) uprawnienia". Nie zdarzyło mi się, aby turysta zakwestionował legalność dobrego przewodnika /pilota. Wniosek się sam nasuwa: po grzmota te papiery? W przypadku pilotów - tylko po to, żeby zarabiały organizacje prowadzące kursy /egzaminy, niestety, często za państwowe (czyli podatników) pieniądze.
              • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 15:59
                > Turysta przede wszystkim słucha, co pani/pan ma do przekazania i jak to opowiad
                > a. Dopiero, jak zauważa, że z tym pilotem /przewodnikiem coś jest nie tak, to p
                > owstaje pytanie, czy to jest na pewno ktoś "z papierami". Niestety - najczęście
                > j okazuje się, że tak,

                DOKŁADNIE!
        • mkaczka Re: A rynek swoje 11.11.11, 15:42
          Chciałbym kulturalnie zwrócić uwagę, że rynek również reguluje wysokość opłat za zlecenia.

          O ile w przypadku pracy etatowej przepisy gwarantują "pracę minimalną" o tyle w przypadku umów-zleceń (a pilotaż to klasyczna umowa-zlecenie na czas trwania imprezy) jest to wyłącznie kwestia umowy obu stron. Ustalenie "urzędowych stawek" za te czy inne usługi, co się tu chyba śni niektórym, jest nie do pomyślenia. Tego nie proponują nawet najbardziej lewackie i prospołeczne partie. Wprost przeciwnie - jest prawo monopolowe które tego zabrania i można za to zostać ukaranym tak jak ostatnio stowarzyszenie przewodników tatrzańskich.

          Nie rozumiem co znaczy sformułowanie że tyle czy tyle pieniędzy jest na "otarcie łez". Nikt nikogo do pracy nie zmusza. A i ja i wielu innych często prowadziliśmy imprezy społecznie za darmo, a nawet dokładając do interesu w przypadku np. małej liczby osób. Turystyka, podróże i cały holiday business jest zajęciem radosnym a nie miejscem do płakania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka