llajla 13.05.06, 22:26 Cześć. Szukam chętnych(ok. 20 lat)na wyprawę stopem przez Bałkany w głąb Turcji. Chcemy wyruszyć pod koniec czerwca. Mój adres:lajla_@vp.pl Pozdrawiam:-) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
tomek854 Re: stopem do Turcji 14.05.06, 19:06 Ja mam jedną radę - byłem niedawno (choć nie stopem): W Bułgarii i Serbii bardzo rygorystyczne przepisy meldunkowe, więc jeżeli spać na dziko, to tak, żeby was przypadkiem nie znaleźli, bo bardzo łatwo jest na dołku wylądować ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
pufeczka nie polecam 17.05.06, 10:24 ledwo wsiadziesz do auta, turek zacznie Cie obmacywac,kolezanki sprobowaly i od razu zrezygnowaly, ja korzystalam z autobusów i pociągów sa tanie jak barszcz, a standard wyzszy niz w Polsce Odpowiedz Link Zgłoś
woda.lekko.gazowana Re: nie polecam 20.06.06, 20:29 oj, pufeczka, ploty rozpuszczasz. przejechałam całą Turcję (od Bułgarii do Syrii) stopem (wolałam od autobusów i pociągów, choc tanie jak barszcz - bo przygoda) i nikt mnie nie obmacywał. :) pozdrawiam, woda Odpowiedz Link Zgłoś
stukotek Re: stopem do Turcji 22.05.06, 12:17 Ilajla: może trochę moich wspomnień pomoże Ci w wyprawie autostopowej do Turcji. Nie są to wprawdzie informacje świeże, bo stopem w Turcji byłam w 2000 r. I nie podróżowałam tylko stopem. Podróżowałam w składzie 2 dziewczyny i 1 chłopak. Z Polski przez Słowację jechaliśmy pociągiem, przez Węgry i kawałek Rumunii stopem. W Rumunii wieczorem wsiedlismy do pociągu (miejsca na korytarzu, ale wygodna półeczka na bagaż - można się było na niej zdrzemnnąć. Na rano zajechaliśmy do Bukaresztu, gdzie przesiedliśmy się do taniego autobusu. Autobus był troche dziwny. Np. brakowało kilku miejsc - tzn fotele były wymontowane, ale bilety na te miejsca sprzedawano. A pani obok nas kupiła sobie dwa bilety i podróżowała z trójką dzieci - i ona i najstarsza córka twierdziły,że będą trzymały młodsze dzieci całą drogę na kolanach. W każdym bądź razie dojechaliśmy do Stambułu następnego dnia przed południem. (wcześniej kupliśmy wizę turecką na granicy). W Stambule znaleźliśmy fajny tani hostel blisko centrum- przykro mi, ale nazwy nie pamiętam. Zwiedziliśmy Błękitny Meczet, Aya Sofia i pałac Topkapi i mnóstwo innych meczetetów, no i oczywiście Bazar plus bazar z przyprawami. Po kilku dniach pojechaliśmy do Kapadocji - pociągiem ze Stambułu (był problem z kupieniem biletu, bo kajserzy twierdzili, przez dłuższy czas, że nie ma miejsc). Pociąg jechał przez całą noc do Ankary. Bilet był stosunkowo tani, a pociąg wygodny, czyściutki. Rano wyruszyliśmy stopem z Ankary i dotarliśmy do Göreme. W Ankarze stalismy w jakimś felernym miejscu chyba ze dwie godziny, w końcu jakiś człowiek z warsztatu samochodowego, obok którego stalismy wyszedł do nas i stwierdził, że zawiezie nas w inną część miasta, skąd łatwiej złapiemy stopa. Zapakował nas na swojego pickupa i przejechał przez całe miasto. Rzeczywiście potem poszło łatwiej, aż do czasu kiedy trafiliśmy na polną drogę. Ze względu na jakieś remonty, głowna droga "kończyła " się gdzieś w polach. Nie wyglądała to zbyt dobrze, bo "naszą" drogą przez godzine nie jechało absolutnie nic, a słońce prażyło niemiłosiernie. W końcu zatrzymal sie mercedes z tradycyjnym tureckim małżeństwem w średnim wieku i pojechaliśmy dalej. Po Kapadocji, bez problemów poruszlaismy się stopem. Potem zachciało się nam obejrzeć Nemrut Dagi. Pojechaliśmy nocnym autobusem z Kapadocji (nie mogę sobie przypomnieć miasta, z którego wyjeżdżalismy) do Kahty. Tam złapaliśmy stopa ( niestety tam akurat trzeba było kierowcy coś zapłacić, bo jemu nie było po drodze, wiózł specjalnie nas). Ale zdecydowaliśmy się. Wywiózł nas dość wysoko w górę, ale zatrzymał się przy jakimś lokaliku i stwierdził, że wyżej już nie wyjedzie :( Potem próbowaliśmy się zabrać jakimiś busami, które dość często wiozły zorganizowane grupki, ale jakoś nikt nie chciał nas zabrać (chociaż mieli wolne miejsca). w końcu na szczyt Nemrut Dagy wyjechaliśmy z fasonem traktorem na przyczepie. I tymże traktorem zjechliśmy w dół. W Kahcie byliśmy po południu i stopem dalej na wschód zabrała nas para Kurdów, którzy w żadnym języku nie znali ani słowa. Przeżyliśmy z nimi , rzec można moc przygód. (dobrze, że przeżyliśmy ) Byliśmy z nimi na kolacji (jedno z nas nie jadło, bo baliśmy się, że chcą nas czymś otruć :) Potem zrobiło się już ciemno, o rozbiciu se gdzieś na dziko nie było mowy, a "nasi" Kurdowie też szukali noclegu. Pojechaliśmy z nimi dalej, ale utknęliśmy przed przeprawą promową (przez noc prom nie kursował). Pod wiatą przydrożnej knajpy przyszło nam nocować. W towarzystwie licznej grupy Kurdów. Nie było przyjemnie:( Tzn nic się nie stało, ale w pewnej chwili ktoś próbował się koło nas położyć, a ciemno było choć oko wykol. Teraz myślę, że mieliśmy o wiele więcej szczęścia niż rozumu. Niemniej jednak rano "nasi" Kurdowie" odwiezli nas do głównej drogi, zjedliśmy razem śniadanie i zatrzymali nam kolejnego stopa na wschód. Przemierzyliśmy długi dystans, zatrzymywani czasem przez patrole policji, które sprawdzały nie tylko dokumenty kierowcy, ale i nasze paszporty. Przesiedliśmy się do kolejnego stopa na kolejnym przystanku policyjnym. Pan policjant mówił płynnie po angielsku i był bardzo sympatyczny. Kolejną ciężarówką przejechaliśmy aż do jeziora Van, ale niestety samochód się zepsuł i musielismy szukac kolejnego stopa. Do Dogubeyazit dotarliśmy po zmroku i na kemping podwiózł nas Kurd osobowym audi. Ten Kurd następnego dnia z rana przyjechał do nas i zabrał nas na wycieczkę do Isak Pasa Seray (pewnie się to inaczej pisze). Super opowiadał nam o wszystkim - po rosyjsku, bo jak powiedzial robi interesy w Moskwie, ale przyjechal na wakacje do domu. Podwiózł nas w miejsce skąd było dobrze widać Ararat. Później pojechliśmy stopem i autobusem do Trabzonu (noclegi w schronisku misji katolickiej (za darmo - ew. wolny datek), zwiedzeni morzem i klasztorami na skałach. Rzeczywiście klasztory Sumela robią spore wrażenie, natomiast nie znaleźliśmy w Trabzonie żadnej plaży. Wszyscy wskazywali nam jakąś miejscowość kilka km od miasta na zachód. Więc udaliśmy się tam. Plaża była absolutnie czarna i jakoś tak nam się tam nie spodobało, więc następnego dnia z rana zebraliśmy się w drogę powrotną. Zatrzymana ciężarówka przewiozła nas 1000 km - do samego Stambułu. Ale kierowca zażądał zapłaty i to jakoś nie mało. Daliśmy mu mniej - na szczęście o pieniądzach powiedział jak już wyszliśmy z auta. Ze Stambułu pojechaliśmy autobusem do granicy z Bułgarią. Do samej granicy dojechaliśmy jakimś busem i ciężarówką, ale choć byl to krótki odcinek nie szło nam dobrze zatrzymywanie stopa. Z granicy do Primorska ( w okolicy Burgas) dotarliśmy z celnikiem, który akurat kończył służbę. Bez problemu znaleźliśmy tani kemping i kilka dni wylegiwaliśmy sie na złocistej plaży i moczyli się w cieplutkim morzu. Mogliśmy sobie pozwolić nawet na obiady w lokalu gastronomicznym - bardzo tanio i smacznie. A ostatnią noc spędziliśmy na dziko na wysokich wydmach - przy pełni księżyca odbijającego sie w morzu... No cudnie było, po prostu. Z powrotem przez Bułgarię i Rumunię wracalismy pociagiem. Dopieoro przy granicy przesiedliśmy się na stopa. Trochę podejrzani goście - nie wiem czy nie chcieli przewieźć nas przez granicę dla niepoznaki przez swoimi ciemnymi intersami. Zaraz za granicą nas grzecznie wyprosili z auta. I przez Węgry jechało się stopem w ten dzień fatalnie. To była chyba sobota, ruch bardzo mały. W końcu utknęliśmy na noc na jakiejś wsi i nad ranem pojechaliśmy pociągiem do granicy ze Słowacją. Natomiast na granicy węgiersko -słowackiej - przeszliśmy bardzo, bardzo dokładną kontrolę naszych plecaków - dla węgierskich celników wszystko w naszych bagażach było podejrzane. Na szczęście zaraz za granicą szybko złapaliśmy stopa - zabrał nas Szwed rumuńskiego pochodzenia, który wracał do domu po odwiedzinach u swojej babci w Rumunii. I szczęsliwie dowiózł nas do Krakowa. KONIEC :) Odpowiedz Link Zgłoś
rafaleon1 Re: stopem do Turcji 21.06.06, 14:41 A jak wygląda spanie na dziko w Serbii,Macedonii,Bułgarii i w Turcji? Tzn.Czy da się spać na dworcach,plażach albo w parkach? Odpowiedz Link Zgłoś
woda.lekko.gazowana Re: stopem do Turcji 22.06.06, 15:39 raz rozbiłam namiot pod komisariatem na tureckim dworcu autobusowym :) generalnie, zarówno w bułgarii, jak i turcji, znajdziesz tanie kampingi, a na nich bieżącą wode i prąd, więc nie ma specjalnie potrzeby nocowac na dziko. a jak bardzo chcesz, warto zapytać np. właścicieli ogródka, czy możesz, zwykle nie robia problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
pstosia Re: stopem do Turcji 26.06.06, 18:38 w turcji mozesz spac na dziko legalnie przez 2 noce, pozniej muszisz zmienic miejsce. a jak jedziesz stopem po turcji to i jeszcze obiad dostaniesz :)) Odpowiedz Link Zgłoś