Odwiedzam to forum od początku jego powstania. Korzystałem z Waszych
informacji , cieszyłem się z Waszych radości, przeżywałem razem z Wami Wasze
załamania i comiesięczne „małe tragedie”. Czytałem ale nigdy nic nie
napisałem. Dziś – muszę !!!
Nasza „walka” trwa od sześciu może siedmiu lat – straciliśmy już rachubę .
Przeszliśmy już chyba przez wszystkie fronty: Laparoskopie , ciężkie leczenie
endometriozy , Kraków i prof. Klimka , inseminacje też już nawet nie
pamiętamy ile ich było , szczepionki u prof. Malinowskiego w Łodzi , mnóstwo
badań , ISCI w Novum po którym nie dano mam już większych nadziei ( bardzo
oporna odpowiedz na stymulację ) , wizyty u p. Połoneckiego, potężną
stymulację i kolejne nieudane ISCI w Kriobanku itd., itd. Nie będę tego
wszystkiego wymieniał bo już nie chcemy o tym pamiętać. Za każdym razem
wierzyliśmy że się uda , za każdym razem było to oczekiwanie i za każdym
razem ta jedna wstrętna różowa lub niebieska kreska ( znacie to przecież

.
Za każdym razem komuś się udawało – nam nie! Powiedzieliśmy STOP ! tak żyć
się nie da, widocznie tak ma już być, nie tędy droga do naszego upragnionego
dziecka. Dojrzeliśmy do decyzji która od kilku lat w nas kiełkowała –
Adopcja ! To właśnie tu na tym forum w którymś z wątków przeczytałem takie
zdanie które mamy do dziś w pamięci : „ żałujemy że tak późno się
zdecydowaliśmy, w naszym domu pojawił się anioł – wszyscy oszaleliśmy ze
szczęścia „ ................. i w nas zapanował spokój , wybór
ośrodka adopcyjnego – mój skarb „zaszedł” w adopcyjną ciąże. Zaplanowaliśmy
wakacje ! nie tak jak co roku – wyjazd nad ciepłe morze żeby się wyluzować (
może po wakacjach się uda ) , ale tak po prostu – prawdziwe wakacje !!!
I nagle przypomniało się nam że nie odebraliśmy wstrętnej „cioci” z
lotniska, i co więcej okazało się że ona nie przyleci !!! (
pierwsza „katastrofa” lotnicza w której nikt nie zginął – a wręcz
przeciwnie

...................... po prostu cud !!!!!!!! do dziś nie
potrafię zrozumieć jak to możliwe .....
Jestem PEWIEN !!! że My wszyscy którzy przechodzimy to wszystko....,
dojdziemy wreszcie do swojego szczęśliwego finału . Czy to po roku ( dla
niektórych to już jest straszna tragedia i "szmat" czasu ), czy po siedmiu
(jak my – sponiewierani , ale niewyobrażalnie szczęśliwi) czy po –
..nastu ... (udręczeni , ale wniebowzięci ).
I czy <urodzone fizycznie> czy <urodzone sercem> będzie to nasze
ukochane ........ !!!!
Nasze ukochane dziecko na które zawsze czekaliśmy !!!