Zaczynam trzeci rok starań. Trzech ginów, monitoringi, stymulacje,
PCO, badanie hormonów, hsg, zioła, podejrzenie wrogości, HSG,
psycholog, mąż tragiczne badania, dwie IUI ... To dopiero początek.
Tak bardzo jest mi źle. Jeszcze oliwy do ognia dokłada debata nt. in
vitro i stanowisko kościoła. Mąż niezbyt wylewny w uczuciach. O
problemie z nikim nie rozmawiamy bo nikt nie wie. Poza dwoma osobami
i to krótko i bardzo rzadko i nie zagłębiając się w temat. Zamiast
optymistycznie patrzeć z nowym rokiem w przyszłość zaczynam znów
wpadać w dołek. Nie potrafię tak żyć. Obłęd jakiś

Dobrze, że
istnieje takie forum. Nie mam komu tego dziś powiedzieć ...
Podziwiam Was za wytrwałość, walkę a wiem, że każda ma chwile
zwątpienia.