mdevine
27.07.08, 19:18
Wyszłam za mąż prawie 2 lata temu, mamy 1,5 rocznego synka. Od
początku jest beznadziejnie, cały czas w klimacie "bądź wdzięczna,
że tu jestem". Zero porozumienia, zero kompromisów, wspólnie
mieszkamy i tyle nas łączy w zasadzie. Długo by opowiadać. Chcę
złożyć pozew bez orzekania o winie, po prostu niezgodność
charakterów, a nie chcę, żeby moj syn uczył się od małego, że taka
obojętność jest normalna w małżeństwie. No więc pozew bez orzekania,
na tym mi nie zależy. I teraz pytanie: czy sąd może wyznaczyć
miejsce zamieszkania dziecka przy ojcu, nawet jeśli napiszę w
pozwie, że chcę, aby niuniek mieszkał ze mną??? Synio jest moim
skarbem największym, męża też, oboje kochamy go jak szaleni i wiem,
że mąż będzie walczył zębami i pazurami. Ja też. Ale czym kieruje
się sąd, ustalając te sprawy? Żadne z nas nie prowadzi życia, które
mogłoby skreślać go z roli głównego opiekuna, oboje pracujemy, oboje
jesteśmy jednakowo troskliwi... To tylko ze sobą nam źle. Czy
argument, że mąz więcej zarabia, może być brany przez sąd pod uwagę?
On wiecej zarabia, ale ja wcześniej wracam z pracy do domu...
Proszę, napiszcie, co wiecie na ten temat, bo wolę dalej tkwić w tym
idiotyzmie, niż pozwolić odebrać sobie młode. A wiem, że jak juz
sprawa trafi do sądu, to mąż nie będzie się patyczkował.
Teoretycznie sąd bierze pod uwage dobro nieletniego. A co w
sytuacji, gdy nieletniemu i tu byłoby dobrze i tu? Wtedy to już
walka tylko między nami.