Napiszcie mi proszę co o tym myslicie..Staramy sie o kolejne dziecko (jak wiekszość tutaj). Owulacje miałam 25.04, mialam robić test teraz 9 maja, ale odjeło mi ochotę..
W ten piątek i w sobotę, znalazlam krew na bieliźnie, żywa czerwona krew, nie było jej jakos bardzo dużo, ale była. Więc poszlam dziś do mojej ginekolog. I nadal nic nie wiem! Zrobila usg, sprawdzila szyjke i nic nie znalazła, nic a nic. I mówi mi, że nie wie co moglo byc przyczyna krwawienie, żeby to monitorowac i w razie czego dzwonic o kazdej porze. Czyli skoro nic nie znalazła to znaczy że raczej w ciazy nie jestem? Czy to mozliwe żeby nie widziała jeszcze ciazy? I to krwawienie nie wiadomo skąd...Mial ktos podobnie? Zrobic bete dla mojego spokoju?Naprawde odjeło mi ochote do wszystkiego, wydalam 160 zl a nic sie nie dowiedziałam...
Aha tak dla wyjasnienie, nie bede jakos starsznie rozpaczac jesli nie jestem w ciazy, spróbujemy kolejny raz

ale martwi mnie troche zachowanie mojego organizmu i dlatego Was pytam..