jagoda2 Re: mamy grypę... 17.02.07, 16:39 Ponieważ wiele osób śledzi ten wątek, czuję się zobowiązana donieść, że mamy grypę. Ola, babcia i ja - wszystkie mamy grypę. Tak więc, Ola nie umarła w męczarniach, tylko w taki oto sposób wylęgała się jej grypa. Mnie i babci grypa wylęgała się dokładnie wg tego samego schematu tylko z dwudniowym opóźnieniem. Wszystkie mamy duszący kaszel, woda leci nam z nosa, uporczywie powracająca temperatura do 39.4 (Ola i babcia), do tego typowe przy grypsku połamanie i ból głowy. Ola znosi to wszystko znacznie lepiej niż my - humor cały czas jej dopisuje, w przeciwieństwie do mnie. To chyba mimo wszystko dobry objaw, że przy tak wysokich temepraturach ona wciąż jest w dobrym nastroju? Dla mnie to nie do pomyślenia. Od wczoraj temperatura już tak Oli nie rośnie - w nocy było 38.5, dzisiaj o 16.00 - 38.0. Ola ma wciąż bardzo brzydki kaszel i w tej chwili jest to jedyna rzecz, która mnie niepokoi. Niestety, jest na wziewach, ale prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, żeby jej w tym momencie odstawić wziewy. Skóra wokół oczu niemal idealna, oczy nie są podkrążone, ani podcienione. Migdały powiększone, czerwone, ale bez białych kropek i nitek. Pomimo 3 dni niejedzenia Ola zrobiła dzisiaj kupę. Często narzeka na ból brzuszka i ma rozwolnienie, ale ja się cieszę, że sama zrobiła kupę. Bardzo dużo pije wody. Tak sobie myślę, że może jednak jest to jakiś wpływ Thuji, że Ola tak dobrze znosi to grypsko? A może po prostu chcę się doszukać czegoś, czego wcale nie ma? Trochę jestem zła na moją homeopatkę, że nie chciała podać tel. komórkowego. Powiedziała, że zawsze mogę zadzwonić do niej do domu, a w domu jej nie ma, bo wyjechała - tak powiedziała córka. Hmm..., a podobno homeo powinien być zawsze dostępny. Z drugiej strony każdy ma prawo do odrobiny prywatności. A może homeo nie ma prawa? :-) Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
5_monika Re: mamy grypę... 17.02.07, 18:05 i ja podałabym tu lek objawowy jeśli to nowa infekcja.Już jeden od razu mam na myśli po tym co napisałaś. pozdrawiam Odpowiedz Link
jagoda2 Re: mamy grypę... 17.02.07, 19:02 Jako osoba wciąż zupełnie zielona w temacie, nie wiem, jaki lek masz na myśli - czy możesz mi podpowiedzieć? Wiem, że nie pochwalacie korzystanie z tego typu porad przez sieć, ale skoro nie mogę się skontaktować z homeo, to może jednak można by zrobić wyjątek? Pozdrawiam, Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 18.02.07, 16:51 Może mnie wyśmiejecie, może powiecie, że to ciężka nadinterpretacja i dorabianie ideologii, ale tak sobie myślę, że to obecne zapalenie zatok Oli, to może wynik działania Thuji? Abstrahując od grypy, czy też innego wirusa, który męczy nas wszystkich. Zacznę od początku. Po dzisiejszej nieprzespanej nocy z powodu nieustannego Oli kaszlu i napadowego, męczącego kaszlu przed południem, pełna obaw pojechałam z nią na tzw. ostry dyżur. Jako matka w pewnym stopniu zapewne przewrażliwiona, doszukiwałam się już u Oli „popularnego” obecnie śródmiąższowego zapalenia płuc. Tym bardziej, że obajwy się zgadzają: 3 doby wysokiej temeperatury i koniec – jak ręką odjął, za to przyplątał się ten męczący kaszel. Im bardziej temperatura spadała, tym kaszel bardziej się nasilał. I tak od wczoraj. Ostatnią temperaturę 38 st. Ola miała wczoraj po południu, kaszel coraz większy, od tamtego czasu temp. już nie ma, a kaszel taki, że niemalże nie ma minuty bez kasłania. No więc pojechałyśmy na ten ostry dyżur, wykonano rtg płuc i zatok. Płuca czyste, natomiast rtg zatok wykazał „zacienie obu zatok szczękowych”. Nie wiem, co to dokładnie oznacza, ale laryngolog stwierdziła, że to zapalenie zatok, że kaszel spowodowany jest spływającym katarem i zapisała Augmentin. Bardzo nie podoba mi się ten kaszel, ale skoro płuca są w porządku, to chyba laryngolog ma rację, że to od kataru. I teraz to, co mam do powiedzenia w związku z tą Thują. Moja homeopatka jest równocześnie laryngologiem dziecięcym i kiedy po raz pierwszy do niej pojechałam zrobiła Oli usg zatok. I to ona wtedy jako pierwsza stwierdziła, że Ola ma pogrubioną błonę śluzową zatok sitowych, że jest to w pewnym sensie stan zapalny, i że jest to spowodowane alergią (Ola rzeczywiście prawie okrągły rok ma katar na tle alergicznym) i że homeopatia także z tym sobie poradzi. Tak więc, stąd ten mój szalony pomysł, że może te zatoki to sprawka Thuji? Oczywiście, nie podam Oli tego Augmentinu. Katar nie jest w ogóle bakteryjny i temp. już w ogóle nie ma, więc po co? Tak sobie myślę, że gdyby wykonano ten rtg zatok w każdym innym momencie (z katarem czy bez), to też by wyszedł taki sam wynik, skoro ten stan spowodowany jest alergią. Oczywiście, nie jestem lekarzem, więc mogę się mylić, ale decyzję w tej sprawie pozostawiam mojej homeo. Jutro się do niej wybieramy i niech ona zdecyduje, co dalej. Poza tym wszystko jest w porządku. Skóra wokół oczu bez zarzutu, dziecko zadowolone, w dobrym nastroju. Co prawda apetyt jest na poziomie zerowym, ale dzisiaj znowu była kupa (rozwolnienie, ale po raz pierwszy kupa miała kolor brązowy). Gardło i migdały czerwone, ale bez jakichkolwiek nalotów i niebolesne. Język obłożony od wczoraj. Jeżeli trochę chaotycznie napisałam, to przepraszam, ale sama mam wysoką temp. i ledwie myślę. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 18.02.07, 21:42 no to kamień z serca, że nic poważnego - ciekawe jak homeopatka oceni cały szereg objawów i co zadecyduje. Trzymajcie się wszystkie ciepło i oszczędzajcie siły! Odpowiedz Link
jagoda2 Re: coś jest nie tak... 19.02.07, 11:18 Ola wyraźnie jest w kiepskiej formie. To pogorszenie samopoczucia obserwuję już od soboty, ale tak naprawdę dotarło to do mnie wczoraj wieczorem i dzisiaj rano. Dodam, że od soboty Ola melduje, że źle się czuje (to naprawdę rzadkość), chociaż nie potrafi powiedzieć, co jej dolega. Pomijam, że od kilku już dni dosłownie nic jej nie smakuje, zupełnie jakby straciła smak. Jeśli nawet wykaże zainteresowanie jedzeniem, to po 2-3 kęsach jest po jedzeniu. Je tak mało, że dziwię się, że jeszcze ma siłę utrzymywać się na nogach i bawić. Wczoraj wieczorem znowu pojawiła się temepratura 38.1. Nie zbijałam jej, w nocy sama spadła do 37.5 i od rana też taka jest. Ola wyraźnie „nie swoja” – obudziła się z bólem brzuszka (od kilku dni uskarża się na brzuszek), zjadła 3 kęsy, wypiła trochę wody i znowu śpi. Wyraźnie coś jest nie tak. Kiedy nie śpi, kaszel nadal ją męczy. Już drugą noc z rzędu między 4 a 5 rano Ola miała napadowy kaszel, taki poranno-nocny jak przy astmie. Nic nie robiłam, czekałam aż minie i faktycznie minęło. W nocy Ola spała spokojnie, kaszel ją praktycznie nie męczył. Prawa górna powieka z wyraźnym rowkiem, rowek najwyraźniej rozdrapany, bo widać w nim zaschnięte ślady krwi. Oczy raczej nie wyglądają mi na podkrążone. No i ten katar – lewa dziurka suchutka, z prawej wypływa gęsty, zielony katar z domieszką krwi. Wczoraj wieczorem Ola wspomniała, że boli ją głowa – może to faktycznie te nieszczęsne zatoki? W nocy parokrotnie Ola narzekała na bół gardła – albo z przesuszenia (śpi z otwartą buzią), albo od tego kaszlu. Obserwując ją dzisiaj rano nie kryję swojego niepokoju. To wyraźnie nie to dziecko, coś jest nie tak. Na szczęście mamy wizytę u homeo dzisiaj o 17.00. Trzymajcie kciuki za Olę. Pozdrawiam, Jagoda Odpowiedz Link
jaga1968 Re: coś jest nie tak... 19.02.07, 19:59 Jagoda jestem pełna podziwu, że z chorym dzieckiem i własną grypą jeszcze znalazłaś czas i siły, żeby relacjonować wszystko na forum. Mam nadzieję, że jesteście już po wizycie u homeo, że jesteś spokojniejsza, a Ola czuje się lepiej. Nie daj sobie wmówić, że robisz coś złego usiłując wyrwać dziecko z kręgu sterydów i antyhistamin. Gdyby medycyna konwencjonalna była w stanie leczyć, a nie tylko zaleczać, (i to jeszcze na dodatek szkodząc) nikt z nas nie szukałby metod alternatywnych. Oczywiście, że trzymamy kciuki za Ole :) Odpowiedz Link
jagoda2 Re: po wizycie... 19.02.07, 22:43 Podejrzewam, że parę osób na tym Forum czeka już niecierpliwie na tę relację. Wspomnę tylko, że Ola praktycznie cały dzień dzisiaj przespała. Obudziła się dopiero przed 16, jakby czuła, że to najwyższy czas zacząć się zbierać do wyjścia do homeo. Homeo popatrzyła, wysłuchała, zbadała, zadała parę pytań i najwyraźniej była zadowolona z efektów. Zmartwiła się tylko na wieść o powrocie do sterydów. Miałam wrażenie, że z pewną satysfakcją utwierdziła się w przekonaniu, że dobrała Oli właściwy lek. Chciałoby się rzec: Thuja, Thuja, forever Thuja. Zaraz na miejscu podała Oli dwie granulki, jutro rano mam podać kolejne dwie i zadzwonić wieczorem. Homeo uważa, że wszystko jest w porządku – objawy, które opisałam świadczą jej zdaniem o prawidłowo dobranym leku i prawidłowym jego działaniu. Wg niej największym tego potwierdzeniem jest fakt, że Ola przestała miewać zimne rączki, że kupy robi regularnie i bez wysiłku i że przez cały czas miała doskonałe samopoczucie. Jak na początek to całkiem dobrze. To, że w ostatnich 2-3 dniach Oli „siadł” nastrój, zdaniem homeo wynika z tego, że Thuja już przestała działać. Homeo twierdzi, że Thuja już nie działa, bo włączyłam Oli wziewy. Na pytanie, co jej zdaniem miałam zrobić odpowiedziała, że gdyby tylko udało mi się z nią skontaktować w tę środę, kiedy się to wszystko zaczęło, to kazałaby mi podać Oli nic innego jak właśnie Thuję. Usiłowałam się „bronić”, że przecież sterydy działają przeciwzapalnie, a ona mi na to, że Thuja też zadziała na Olę przeciwzapalnie. Przyznaję, że szczęka mi opadła. Ponownie więc kazała mi odstawić wziewy. No i kurcze, wyobraźcie sobie, że z ciężkim sercem, ale nie podałam już dziś wieczorem Oli tych wziewów. Jakoś uwierzyłam tej kobiecie pomimo, że ja jestem raczej niedowiarkiem i zawsze mam dużo wątpliwości. Zobaczę, co się będzie działo. Na noc miałam podać Diphergan, żeby kaszel tak Oli nie męczył. Póki co, wiem jedno – po tej dawce Thuji Ola odżyła – znowu powrócił dobry nastrój i energia, a nawet apetyt. Nie przesadzam, nie naciągam – patrzyłam i własnym oczom nie wierzyłam. Jeśli chodzi o zatoki homeo nie kazała nic z tym robić, tylko czyścić nos i koniecznie odkrztuszać wydzielinę, „aż do bólu”. Stwierdziła, że najważniejsze jest to, że nie ma w nich ropy i że Ola jako alergik zawsze może mieć taki obraz zatok. Wykonała jej też usg zatok i ponownie stwierdziła, że błona śluzowa jest pogrubiona, że jest to przewlekła sprawa, ale u alergików ta błona tak wygląda i że tak naprawdę nic się z tym nie da zrobić, a już na pewno nie warto tego leczyć antybiotykiem. Obejrzała gardło, które nie jest już nawet czerwone. Niestety, nic białego już nie było na migdałach, ale potwierdziła, że najprawdopodobniej były to naloty grzybicze. To chyba wszystko. Przyznaję, że trochę mam mętlik w głowie, do tego jeszcze ta grypa, więc może piszę trochę chaotycznie. Ale cieszę się, że homeo jest zadowolona, bo to znaczy, że jesteśmy na dobrej drodze, prawda? Jej zadowolenie jest w tym momencie chyba nawet ważniejsze niż moje. Tylko sama się sobie dziwię, skąd we mnie taka wiara w tę Thuję? I w tę kobietę? Jutro dalszy ciąg relacji. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
mamumilu Re: po wizycie... 19.02.07, 23:01 :) - dzięki za relację i trzymamy kciuki dalej! Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 20.02.07, 22:57 Stan zdrowia Oli wyraźnie się poprawił. Niestety, kaszel wciąż ją męczy, nasilił się zwłaszcza wieczorem, kaszle także podczas snu. Trochę się martwię, że Ola nie daje rady odkrztusić porządnie tej zalegającej wydzieliny - jak zwykle boję się zapalenia oskrzeli, zwłaszcza teraz, kiedy odstawiłam sterydy. Przyznaję jednak, że nie jest to kaszel spastyczny, tylko taki właśnie wykrztuśny, chociaż dudni okropnie. No nic, jutro zadzwonię do homeo i zapytam, co zrobić z tym kaszlem. Ola dzisiaj w ogóle nie gorączkowała, miała stosunkowo dobry apetyt. Kataru nie za dużo, zdecydowanie wodnisty, przezroczysty, więcej z prawej dziurki. Skóra wokół oczu bez zarzutu. Ze stópek schodzi skóra. Migdały bez wykwitów. Kupy nie było. Jedyne, co mnie dzisiaj zaniepokoiło, to zmiana zachowania Oli. Przed południem była taka jakaś drażliwa, skłonna do płaczu, szybko się denerwowała właściwie bez powodu. Z kolei po południu energia ją rozpierała, humor dopisywał, ale była lekko agresywna, pokrzykiwała na wszystko dookoła i także szybko się denerwowała, tylko już nie tak na płacząco, a bardziej ze zniecierpliwienia lub złości. Przypominała trochę takie niegrzeczne dziecko, a na co dzień Ola tak się nie zachowuje. Z natury Ola jest raczej spokojna, chociaż temperamentu także jej nie brakuje, ale z całą pewnością jest grzecznym dzieckiem, z którym naprawdę nie ma problemów. Dzisiaj wyglądało to tak, jakby chciała pozbyć się nadmiaru energii, ale nie mogła znaleźć dla niej ujścia, ani nie wiedziała, co począć z takim nadmiarem energii. Przychodziły jej do głowy niedorzeczne pomysły, tak jakby z nudów, chociaż cały czas się bawiła. Wieczorem trochę się uspokoiła i zaczęła przypominać „moją Olę”, ale za krótko to trwało, by stwierdzić, czy to na dłużej. Kilkakrotnie w ciągu dnia zauważyłam, że miała bardzo zimne ręce pomimo, że na pewno nie było jej chłodno, momentami była nawet spocona, a ręce zimne. Czy to Thuja namieszała? Może za dużo tej Thuji (wczoraj i dzisiaj)? Jutro po południu będę dzwonić do homeo – ciekawe, co ona na to powie? Teraz biedaczka męczy się strasznie z kaszlem, a ja nie wiem, jak jej pomóc. Jutro ciąg dalszy. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
iga_01 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 21.02.07, 08:14 Śledzę cały czas Twój wątek i podziwiam Cię za wytrwałość. A jeśli chodzi o kaszel to dokładnie oklepuj córcię kilka razy dziennie(głowa nisko, a pupa wysoko, trzeba oklepywać porządnie, żeby dudniło) i rób masaż bańką codziennie 15-20minut. Wiem, że to trochę uciążliwe, ale naprawdę pomaga. Moja córka też miała wieczny kaszel, oskrzela. Była ciągle na antybiotykach i wziewach, a od niedawna wystarczy tylko homeo. Odpowiedz Link
iwonka9911 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 21.02.07, 18:45 Ciekawa jestem co słychac u naszej Oli, bo jakos nie widze przebiegu relacji z leczenia która mama Oli zawsze tak dokladnie opisywała. Odpowiedz Link
iwonka9911 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 21.02.07, 19:34 Wlasnie ze nie zawsze wieczorem gdy corka idzie spać. Pisala o różnych porach np. o 07:54,08:56,09:16,13:31,14:35,16:51 itd. A dzisiaj jeszcze ani slowa! Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty drugi 21.02.07, 23:04 Już sama się pogubiłam, ile to dni minęło od naszego startu z Thują. Ostatnią noc Ola okropnie przekaszlała. Dwukrotnie – o północy i o 5.30 musiałam zrobić Oli wziew z Salbutamolu. Na szczęście Salbutamol dozwolony, bo to nie lek sterydowy. I wziewy pomogły – całe szczęście. Ciekawe, jak minie dzisiejsza noc. W dzień Ola w ogóle nie kaszlała, jedynie na moje wyraźne i częste polecenia odkrztuszała wydzielinę, bo słychać wyraźnie, że jest jej tam jeszcze sporo. Homeo kazała przede wszystkim „oczyścić drzewo oskrzelowe”, by nie doszło do stanu zapalnego w oskrzelach. Tym nocnym kaszlem nie przejęła się specjalnie, zapytała jedynie, czy Ola ma takie napady kaszlu także w ciągu dnia i kazała obserwować, co będzie dalej. Niby racja. Swoją drogą, to dziwne, że te napady kaszlu pojawiły się akurat po podaniu Thuji i że są tylko w nocy i nad ranem. Chociaż pewnie wszystko można wytłumaczyć – kaszel o tej porze jest typowy dla astmy (Ola jest obserwowana w kierunku astmy). Nie do końca natomiast potrafię wytłumaczyć to, że akurat teraz ma to miejsce, bo chyba odstawienie sterydów nie ma na to większego wpływu. Czyżby to sprawka Thuji? Przyznaję, że Ola miewała objawy mogące wskazywać na skłonności astmatyczne, więc może teraz to wychodzi? Stan zdrowia Oli jest bardzo zadowalający. Z nosa wychodzą resztki przezroczystego kataru, gardło i migdały idealne. Rano nie za dobrze wyglądała prawa górna powieka (wyraźnie zaczerwieniona pozioma kreska wzdłuż powieki), ale wieczorem wyglądała już normalnie, z kolei na lewej dolnej powiece coś zaczyna się dziać – zaczerwienienie. Dzisiaj zwróciłam uwagę, jak delikatną i cienką skórę Ola ma pod oczami – dziwne, żebym dopiero dzisiaj to zauważyła przemywając jej tę skórę od 4 lat? Skóra ze stópek delikatnie schodzi. Była kupa w bardzo przyzwoitym kolorze. Apetyt bardzo słaby, nie chciała też pić zbyt wiele. Rączki zimne, w ogóle chłodne ciało – dzisiaj i wczoraj temperatura ciała ok. 36.2 – 36.3 stopni. Jeśli chodzi o samopoczucie i zachowanie Oli dzisiaj, to sytuacja odwrotna niż wczoraj. Ola dzisiaj jakby na zwolnionych obrotach – powolna, spokojna, pogodna – aż za spokojna jak na nią, dopiero pod wieczór trochę się rozkręciła i humor wyraźnie jej dopisywał. Generalnie dziecko zadowolone, pogodne, w dobrym nastroju, tylko jakby ze spuszczonym powietrzem. Ale dzisiaj już dużo bardziej zbliżona do „oryginału’ niż wczoraj. Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale w ciągu kilku poprzednich dni (sb, nd, pn) zauważyłam, że temperautura ciała Oli obniża się, i to dosyć wyraźnie, podczas snu. Mierzyłam jej wtedy bardzo często temperaturę, bo przecież walczyłyśmy z wirusem i zaobserwowałam, że w ciągu dnia Ola zasypiała z temp. 37.8, budziła się z temp. 37, by po niedługim czasie mieć 37.5. Czy dzieje się tak dlatego, że najlepszym lekarstwem na chorobę jest sen, wypoczynek i spokój? Na dzisiaj to wszystko. Jakoś za dużo dzisiaj nie miałam do opisywania, ale czasami brak wiadomości, to dobra wiadomość, prawda? Ola teraz śpi spokojnie i nawet w ogóle nie kaszle. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
gika66 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 21.02.07, 23:05 Mam nadzieję, że mama Oli nie wystraszyła się nagrania podanego w linku. Ja swojego syna leczę od paru lat homeopatycznie i także przechodziłam z nim zmianę nastrojów. Najpierw leczenie konwencjonalne, tony antybiotyków, pobyt na oddziale: gastrologicznym, nefrologicznym , hepatologicznym, i poradnia endokrynologiczna i wychodowana candida. Też był dzieckiem bardzo pogodnym,ruchliwym, zawsze uśmiechniętym, nic nie wymuszającym, cierpliwym, a zmienił się w pyskatego chłopca walczącego o swoje. I nie była to wina wieku dojrzewania, bo gdy był za spokojny na wszystko się zgadzał to dla mnie był to sygnał ostrzegawczy, że zaczyna tłumić emocje i zaraz gdzieś łupnie. I wtedy telefon do homeo i w zależności gdzie upchnął emocje to albo powtórzona dawka leku, albo zmiana. Ja po leczeniu migreny, z osoby zamkniętej, zniechęconej odnalazłam radość życia przybyło mi energii. A co do zawładnięcia duszy czy umysłu to i jest osoba która w czasie leczenia homeopatycznego wstąpiła do klasztoru i dalej używa leków homeo. Więc jak to jest z tym zawładnięciem duszy Aha syn w tej chwili jest lektorem i animatorem w grupie oazowej. Więc u nich poszło to w odwrotnym kierunku niż sugerowany. Nie doszukujmy się w tym jakiejś magi, bo dla wielu ludzi jest to jedyna metoda która nie powoduje spustoszenia w ich organizmach ( np. moja wątroba zniszczona lekami przepisywanymi przez neurologów). Nie chcę tu opisywać ile trudnych chwil było podczas leczenia homeopatyczneo, ile zwątpień, pogorszeń i ile jeszcze ich będzie, ale przez 7 lat leczenia konwencjonalnego też nie było łatwo. Każdy ma prawo wyboru, ale na tym forum powinniśmy się wspierać, od nawracania wyrodnych rodziców są inne fora. Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty trzeci 22.02.07, 23:23 Całą dzisiejszą noc Ola przespała idealnie – spała spokojnie, nie rozkopywała się i ani razu nie zakaszlała. Spała ponad 14 godzin! Ostatnio w ogóle dłużej śpi – tak jakby chciała nadrobić braki z poprzednich okresów. W ciągu dnia kaszel „na moje żądanie”, czyli odkrztuszanie, a nadal jest co odkrztuszać. Pojawił się zielony katar i to w całkiem sporych ilościach – nie wiem, skąd on się znowu wziął? Ja już w ogóle nic nie rozumiem z tymi Oli katarami – raz jest, raz prawie już nie ma, raz przezroczysty, raz zielony i tak w kółko od trzech tygodni. Pocieszające jest to, że jednak schodzi – przez większą część roku Ola chodzi z „zapchanym” nosem, a nic z niego nie wylatuje, więc dobre i to, że teraz leci, może w końcu się ten jej nosek udrożni? Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mnie to irytuje, kiedy słyszę, że Ola znowu mówi przez nos, więc może wreszcie się to skończy? Gardło i migdały ładne. Na dolnych powiekach znowu coś zaczyna się dziać – widać wyraźnie zaczerwienione rowki. Oczy lekko podkrążone. Na prawej rączce liszaj – bardzo wyraźny. Kupy nie było. Samopoczucie Oli dobre. Apetyt beznadziejny i to od paru dni. Na wszystko tylko słyszę: „nie smakuje mi”, a przecież dostaje to, co zwykle. Już mi ręce opadają. Niechętnie też pije. Poza tym wszystko w porządku. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
marciszonka Re: dzień dwudziesty trzeci 23.02.07, 14:23 Jagoda, fajnie to idzie, ale zawsze zwracaj uwagę na takie rzeczy, które mogą świadczyć o zahamowaniu sił życiowych. Brak apetytu, pragnienia, brak sił to są rzeczy o których prowadzący powinien szybko wiedzieć. Sen to jest zdrowie, fakt, ale nalezy jeszcze zobaczyć czy to bardzo długie spanie nie jest wynikiem osłabienia, bo wtedy to juz się do plusów nie zalicza. Może nie jest minusem, ale jest wskaźnikiem, że trzeba baczniej obserwować całokształt. Za niska temperatura ciała tym bardziej na to wskazuje. To może być ok, bo walczy z czymś i wyczerpuje ją to bardzo mocno, ale może tez świadczyć o czymś innym i to powinien ocenić prowadzący. Tak samo zahamowania wydzielania. Cokolwiek - stolec, katar. Nie powinna się zatrzymywać. I to chciałam Ci napisać. Trzymam kciukasy :-) Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty trzeci 23.02.07, 21:20 Dziękuję za zwrócenie mi na to uwagi. Tym bardziej, że z apetytem to już jest po prostu masakra. Ryczeć mi się chce, kiedy patrzę, jak ona na wszystko patrzy z niechęcią i zawsze mówi to samo: "nie smakuje mi" albo "nie jestem głodna" albo "nie mam ochoty". Zaczyna mi to przypominać anorektyczkę, która prawie mdleje na widok jedzenia. Na szczęście dzisiaj więcej piła, ale kupy nie było. Jutro będę dzwonić do homeo. Pozdrawiam, Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty czwarty 23.02.07, 22:16 Noc znowu idealnie przespana, bez kaszlu. W ciągu dnia odkrztusza. Wciąż jest tego sporo, ale miałam wrażenie, że mniej niż wczoraj. Katar z rana dosyć gęsty, zielonkawo-żółtawy, w ciągu dnia zrobił się śluzowaty, przezroczysty, chwilami wodnisty, jest go trochę, ale nie jakoś bardzo dużo. Skóra wokół oczu znowu w gorszym stanie. Górna powieka prawego oka przesuszona i zaczerwieniona, ponadto znowu zrobił się czerwony cień pod okiem. Z daleka Oli prawe oko wygląda jak taka mała fioletowo-purpurowa śliwka. Na obu dolnych powiekach zaczerwienione rowki, a na lewej dolnej powiece zauważyłam nawet drugi zaczerwieniony rowek – taki rowek pod rowkiem. Naprawdę nie mam pojęcia, skąd się te rowki biorą i czego są wyrazem. Tak sobie dzisiaj pomyślałam, że ładnie te oczy wyglądały zaledwie przez dwa lub trzy dni – szkoda gadać. Skóra ze stópek już nie schodzi, liszaj na lewej rączce jest nadal. Samopoczucie Oli takie sobie. Dzisiaj miałam wrażenie, jakby była smutna. Od jakichś 2-3 dni wyraźnie preferuje spokojne, statyczne, nie wymagające większego wysiłku i zaangażowania, zajęcia. Wyraźnie widać spadek energii. We wtorek energia ją rozpierała, a teraz jakby brak tej energii. Nie, nie snuje się po domu z kąta w kąt, nie pokłada się co chwilę, ale jest taka jakaś spowolniona. Może to długotrwałe przebywanie w domu tak na nią wpływa? Może jest po prostu znudzona i najzwyczajniej w świecie zblazowana? Już parę dni temu mówiła, że tęskni za przedszkolem, za babcią. Może kiedy powróci do swojej zwykłej rutyny przedszkolnej, to wszystko wróci do normy? Być może, że takie zachowanie wynika z jakiegoś osłabienia – Ola prawie nie je, mało pije, dużo śpi (po 13-14 godzin), stąd też pewnie taka niska temperatura ciała. Kiedy śpi, to nadsłuchuję, czy oddycha – tak słabo oddycha. Nie wspominam już nawet, że jest blada, bo Ola zawsze jest blada – jak mówią – taki typ „alergiczny”. Ciało nadal bardzo chłodne, ręce bardzo zimne. Zupełny brak zainteresowania jedzeniem. W zamian za to obserwuję bardzo duży apetyt na słodycze, ale konsekwentnie odmawiam. Dzisiaj więcej piła, ale chciała tylko wodę. Kupy nie było. Stosunkowo szybko dzisiaj zasnęła – zwykle musi być „na chodzie” ok. 12- 13 godzin, dzisiaj zasnęła bez probelmu po 10 godzinach. Tak sobie ciągle myślę, że przez pierwsze dwa tygodnie po podaniu Thuji Ola była taka radosna, szczęśliwa, pełna energii i wigoru, a teraz jest taka jakaś… inna. Czy to możliwe, żeby ta sama Thuja teraz tak zadziałała? I co właściwie można teraz z tym wszystkim zrobić? Chyba tylko przeczekać? Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
jaga1968 Re: dzień dwudziesty czwarty 23.02.07, 22:47 A co na to lekarz homeo? Z moich (niewielkich, przyznaję) doświadczeń wynika, że samopoczucie dziecka jest sprawą kluczową, takim podstawowym wskaźnikiem tego, że wszystko jest o.k. Dopóki pisałaś, że Ola ma dobry humor, byłam pewna, że leczenie zmierza w dobrym kierunku. Teraz chyba czas na kolejny krok lekarza. Choć może to tez byc zwykłe osłabienie po przebytej grypie. A jak Ty się czujesz? Pewnie też jesteś jeszcze osłabiona. Dziecko tym bardziej. Życzę spokojnej nocy i napisz koniecznie, co powiedział lekarz. Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień dwudziesty czwarty 23.02.07, 23:03 Zadzwoń koniecznie jutro do swojej lekarki - chociaz to sobota, ale może odbierze. Może Ola potrzebuje innej potencji thuji albo kolejnej dawki, bo ta walka ja wyczerpuje. Gorąco ściskamy! Odpowiedz Link
marciszonka Re: dzień dwudziesty czwarty 23.02.07, 23:15 Dokładnie - koniecznie skontakować się z homeo. To wszystko, co teraz opisałaś jest niedobre, więc albo już nie ta dawka, albo nie ta potencja albo thuja w ogóle już swoje zrobiła jako lek określonego stanu i teraz pora na inny. Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty piąty 24.02.07, 21:29 Noc znowu przespana wzorcowo. Pewnie dziwi Was, że ja tak ciągle wspominam o tych nocach, ale odkąd pamiętam Ola nigdy spokojnie nie spała, a teraz śpi tak jakby jej w ogóle nie było. Zawsze strasznie się rozkopywała, wierciła, wędrowała po łóżku, przenosiła z jednego końca na drugi, wybudzała, mówiła przez sen, siadała na łóżku, a teraz co najwyżej głowę obróci. Inna sprawa, że zawsze mnie to bardzo denerwowało, ale teraz śpi tak spokojnie i długo, że z kolei mnie to niepokoi. I bądź tu mądry człowieku – i tak źle i tak niedobrze. Kaszlu w nocy nie było – miała rację homeo twierdząc, że wziewy sterydowe są niepotrzebne – punkt dla niej, pierwszy duży punkt dla niej. Ola odkrztusza resztki wydzieliny, katar też raczej w fazie szczątkowej. I pomyśleć, że na Krysiewicza (ostry dyżur) kazali mi podać Oli Augmentin! Oczy podobnie jak wczoraj, może minimalnie lepiej. Skóra ze stóp nie schodzi. Na prawej rączce wciąż liszaj. Była bardzo przyzwoita kupa. Samopoczucie Oli dzisiaj bardzo dobre. Ola nadal raczej spokojna, ale przynajmniej w dobrym nastroju. Dobry humor traci tylko przy jedzeniu – autentycznie. Jedzenie to nadal masakra, na szczęście z piciem znaczna poprawa. Zupełnie nie potrafię wytłumaczyć tej jej niechęci do jedzenia. Podejrzewam, że nawet ona sama nie wie, o co chodzi, bo siada do posiłku raczej z entuzjazmem, by zakończyć po chwili niemal z łzami w oczach. Na wszystko słyszę: „nie smakuje mi”, już nawet nie, że nie jest głodna, tylko NIC (poza słodkim) jej nie smakuje. Momentami mam wrażenie, że ona nawet stara się coś zjeść, nawet może by chciała, ale nie może, coś ją odrzuca od jedzenia – o co chodzi? Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim. Temperatura ciała bardzo niska – rano, po przebudzeniu, jeszcze pod kołdrą 35.9, później nie mierzyłam, ale ręce cały czas bardzo zimne. Co dziwne – zauważyłam, że rączki rozgrzewały się podczas – nazwijmy to – jedzenia i podczas oglądania ulubionej bajki na dobranoc. Z tą dobranocką to zauważyłam już wczoraj, że wtedy rączki miała ciepłe – siedząc przecież zupełnie nieruchomo. Czy ktoś potrafi to racjonalnie wytłumaczyć? Ręce zrobiły się ciepłe, bo była zadowolona, szczęśliwa? Ale jak zatem odnieść to „szczęście” do posiłków, które teraz są dla nas prawdziwą udręką? Ręce się rozgrzały, bo wrzuciła w siebie 10 kalorii? Rozmawiałam z homeo. Pytała o kaszel, czy nadal są napady w nocy. Kazała nadal obserwować i zadzwonić w poniedziałek do gabinetu, gdzie ma karty pacjentów. Powiedziała, że być może konieczna będzie zmiana leku, ale przez telefon – nie znając jeszcze tak dobrze dziecka – nie chciała się na razie wypowiadać. W sumie chyba rozsądnie? Dziękuję za rady i komentarze – są dla mnie bardzo cenne. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień dwudziesty piąty 24.02.07, 23:09 No to dobrze, ze chociaż pije - może od jedzenia ja odrzuca, bo organizm nadal walczy i nie chce tracic energii na trawienie? Nie mam pojęcia. Dobrze, że lekarka przemyśli sprawę - czasem trzeba się dłużej zastanowić. Nadal trzymamy kciuki! Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty szósty 25.02.07, 22:10 Ola w znacznie lepszej formie. Sporo energii i trochę cieplejsze ciało, chociaż ręce nadal często zimne. Nastrój bardzo dobry, apetyt trochę lepszy – żadna rewelacja, ale widać poprawę. Czy może być jakieś racjonalne wytłumaczenie dużego łaknienia słodyczy? Zaznaczę, że Ola w swoim 4-letnim życiu stosunkowo niewiele zjadła słodyczy. Wychodząc z założenia, że być może organizm ma swoje powody, by tak bardzo domagać się słodkiego, dałam Oli kilka kostek czekolady. Jaka była szczęśliwa! Skóra wokół oczu nadal niedoskonała. Prawa górna powieka wyraźnie przesuszona z łuszczącą się skórą, pod okiem nadal brązowo-czerwony cień. Obie dolne powieki z lekko zaczerwienionymi rowkami. Katar z rana gęsty, zielonkawy, w ciągu dnia rzadszy, ale też jednak podbarwiony. Nie jest go bardzo dużo, niemniej jednak wciąż schodzi. Jeśli chodzi o kaszel – Ola odkrztusza resztki wydzieliny, ale słychać wyraźnie, że jest jej tam coraz mniej. Liszaj na rączce zaczął się brzydko „paprać”, ale kto wie, czy nie dlatego, że Ola go rozdrapała. Dwa podobne liszaje zauważyłam dzisiaj na tylnej stronie ud. Może od słodkiego zaczęły wychodzić te paskudztwa? Zastanawiam się, czy powinnam je czymś posmarować, czy lepiej pozostawić je samym sobie? Skóra ze stópek znowu zaczęła schodzić. Ola nadal śpi bardzo spokojnie i cicho, do tego stopnia, że muszę przykładać ucho niemal do samej twarzy, by usłyszeć jej oddech. Wieczorem stosunkowo szybko jest zmęczona, chociaż sypia teraz bardzo długo – ok. 13 godzin. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty siódmy 26.02.07, 23:11 Ostatnia noc to istne szaleństwo – przewracanie się, rozkopywanie, wyrzucanie w górę rąk i nóg, następnie przez jakąś godzinę albo dłużej, już chyba nad ranem, Ola zaczęła się prawdopodobnie czegoś bać, bo musiałam ją bardzo mocno przytulać i ani na moment nie puszczać, bo zaraz sprawdzała, czy jestem w pobliżu. Wciąż tylko powtarzała: „przysuń się bliżej, przytul mnie mocniej”, a potem nagle zaczęła mi opowiadać, dlaczego woli kisiel waniliowy (??) od galaretki o smaku jakimś tam. Koniec świata. Samopoczucie bardzo dobre. Pod wieczór bardzo zmęczona, może dlatego, że to pierwszy dzień w przedszkolu po dłuższej przerwie, a i spanie było dzisiaj krótsze i płytsze niż ostatnio. Apetyt jakby trochę lepszy. Kupy nie było już dwa dni. Skóra wokół oczu bardzo, bardzo przesuszona. Zarówno na górnych, jak i dolnych powiekach, łuszczy się. Rowki na dolnych powiekach widoczne, ale nie zaczerwienione. Oczy lekko podcienione na czerwono-brązowo, zwłaszcza prawe – wyraźnie widać, że raz mocniej, raz mniej podcienione. W pobliżu lewego oka, mniej więcej na kości policzkowej, pojawił się mały liszaj – takie liszaje Ole miewała okresowo w przeszłości. Wkrótce pewnie pojawi się w pobliżu prawego oka. Ze stóp skóra nie schodzi, z wyjątkiem jednego miejsca na dużym palcu. Z liszajów na udach, które zauważyłam wczoraj, pozostał jeden. Na rączce nadal jest liszaj, ale chyba zaczyna powoli schodzić. Czyżby teraz przyszedł czas na reakcje skórne? Katar nadal jest – trochę zielonkawy i niezupełnie wodnisty, raczej bardziej śluzowaty, gęstszy z rana i po długim czasie nieściągania (po przedszkolu). Ola nadal odkrztusza wydzielinę, niestety, kiedy chodzi do przedszkola nie mogę jej o tym przypominać i w związku z tym pewnie jeszcze trochę będzie ją odkrztuszać. Ciało nadal chłodne, ręce i stopy zimne. Byłam dzisiaj u homeo. Kazała jeszcze Olę obserwować, bo zwróciła uwagę na powracający dobry humor i energię – to chyba najważniejszy wyznacznik terapii. Za bardzo pozytywny objaw uważa to, że Ola tak spokojnie sypia (-ła). Zasugerowała, że być może (ale to tylko domniemanie) ciepło z Oli odpływa, bo na razie jej organizm bardzo mocno walczy i zużywa to ciepło na walkę z chorobą. Uważa, że być może te kilka „nieudanych” dni, to było pogorszenie, po którym nastąpi przełom i poprawa, ale będzie to można stwierdzić z całą pewnością dopiero za jakiś czas. Brakiem apetytu nie przejęła się, ale kazała zwrócić uwagę na ciepłotę ciała. W środę mam ponownie zadzwonić i zdać relację. Dała mi też Carcinosinum, ale na razie nie kazała podawać, bez konsultacji z nią. Poszukałam trochę o tym leku w necie, niewiele tego jest, ale nie daje mi to spokoju, dlaczego akurat taki lek dla niej wybrała? Czy dopatruje się u Oli skazy nowotworowej? Wiem, że Ola nie ma nowotworu i nie panikuję z powodu tego leku, tylko zastanawia mnie, co takiego w niej jest, że homeo uważa za stosowne włączenie akurat tego leku? Od razu zaznaczam, że ja absolutnie nie kwestionuję podania tego leku (zaufałam kobiecie i koniec, niczego nie neguję), ja w ogóle się nie znam na homeopatii, by cokolwiek móc kwestionować, ja po prostu jestem ciekawa – ot, tak po ludzku ciekawa. Czy ktoś mógłby mi podesłać jakiegoś linka do tej skazy nowotworowej? Poczytałam o Carcinosinum to, co umieścił tom_j23, ale nic innego w necie nie znalazłam a propos skazy nowotworowej. Będę wdzięczna za pomoc. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
marciszonka Re: dzień dwudziesty siódmy 27.02.07, 09:34 Jagoda, Carcinosinum ma wpisaną jako cechę silną ogromną labilność objawów i to może być klucz do pomysłu na ten lek. Nie oznacza, że ktoś ma nowotwór. I oczywiście musi być jeszcze ładna ilość danych wskazujących. Nie martw się, moja też to brała i ja brałam. I bardzo ładnie nam to właśnie wyklarowywało obrazy, likwidowało to szaleństwo objawowe. Jak zaczniecie podawać, to patrz na psychikę, ona Ci raz dwa powie, czy to trafione czy nie. Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty siódmy 27.02.07, 13:59 Bardzo dziękuję za odpowiedź. Twoje wyjaśnienie wydaje mi się sensowne i dzięki temu lepiej mogę zrozumieć postępowanie homeo. Widocznie nie doczytałam o tej labilności objawów przy opisie tego leku - mea culpa. Czy dobrze rozumiem, że podając Carcinosinum, homeo chce uzyskać bardziej wyrazisty obraz stanu zdrowia Oli? Co masz na myśli pisząc o szaleństwie objawowym? Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam. Jagoda Odpowiedz Link
marciszonka Re: dzień dwudziesty siódmy 27.02.07, 21:11 Nie tyle chce uzyskać obraz (bo najważniejsza jest tu Ola a nie łatwość jej przypadku dla lekarza) co ustabilizować sprzeczne reakcje w organizmie (o ile o to mu naprawdę tu chodzi). Co mam na myśli pisząc o naszym szalenstwie objawowym to Ci nic nie powie, bo to są reakcje indywidualne :-) Ale chodzi o sprzeczność, np. chce pić tylko gorące płyny a jest mu za gorąco, kocha wodospady ale szlag go trafia nad morzem i takie tam. Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty ósmy 27.02.07, 22:56 Samopoczucie i nastrój Oli doskonałe. Humor dopisuje. Apetyt powraca. Całe ciało trochę cieplejsze, jednak ręce nadal często bardzo zimne. Parę razy Ola dzisiaj mówiła, że jej zimno; widziałam nawet, że miała dreszcze, ale temperatury nie ma. Noce powracają do normy, czyli znowu mamy rozkopywanie, wierzganie nogami, rzucanie rękami, przewracanie się i całą gamę innych podobnych zachowań – oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że dziecko wraca do siebie. Dzisiaj pani w przedszkolu powiedziała, że w ciągu tych dwóch dni zauważyła, że Ola stała się bardziej otwarta, odważna, że zaczyna wyrywać się przed szereg. Zawsze mi się wydawało, że Oli brakuje pewności siebie w niektórych sytuacjach – może teraz to się zmienia? Katar i kaszel w zasadzie bez zmian od wczoraj – przynajmniej nie udało mi się takich zmian zaobserwować. Skóra wokół oczu nadal przesuszona, ale nie łuszczy się. Pod oczami widoczne brązowawe cienie, zwłaszcza pod prawym. Rowki na dolnych powiekach widoczne, ale nie zaczerwienione. Liszaj na lewym policzku ledwo widoczny; podobny, ale większy zaczyna wychodzić pod prawym okiem. Liszaj na rączce znowu większy, na udach nie widziałam. Kupy nie ma już 3 dzień mimo, że Ola zaczęła lepiej jeść. Wieczorem narzekała na ból brzuszka, więc może kupa pojawi się rano. To chyba wszystko na dzisiaj. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
jaga1968 Re: dzień dwudziesty ósmy 28.02.07, 00:17 Fajnie, że humorek lepszy. No i ta "otwartość". Chyba już "z górki". Zuch dziewczyna (i jej mama :))! Nasze kciuki nadal do Waszych usług ;) Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień dwudziesty ósmy 28.02.07, 11:02 Dzięki tym Twoim codziennym relacjom Ola stała nam się bliska i bardzo się cieszymy, że się wszystko normuje i oczywiście nadal gorąco dopingujemy. :) Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty ósmy 28.02.07, 11:58 Dziękuję wszystkim życzliwie kibicującym i dopingującym. Pozdrawiam, Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień dwudziesty dziewiąty 28.02.07, 20:43 Ola nadal w świetnym nastroju, samopoczucie bardzo dobre. Apetyt powraca całkiem ładnie. Ręce często nadal zimne, ale rzadziej niż to miało miejsce ostatnio. Ciało wydaje mi się cieplejsze, ale nie mierzę jej temperatury. Katar i kaszel podobnie jak wczoraj. Skóra wokół oczu także podobnie jak wczoraj, może trochę mniej przesuszona. Ktoś mi dzisiaj zasugerował (z autopsji), że te cienie pod oczami mogą być od zatok – możliwe? Wspominałam już kiedyś, że cienie te różnie wyglądają w różnych momentach. Dzisiaj zauważyłam, że kiedy Ola pochyla głowę (np. kiedy rysuje, ogląda książkę, itp.), to wtedy tych cieni w ogóle nie widać, tak jakby ich tam wcale nie było (?). Liszaje pod oczami niemal niewidoczne. Na rączce i udach liszaje nadal są. Dzisiaj zauważyłam także (właściwie bardziej wyczułam niż zauważyłam) bardzo niewielkie zmiany atopowe na obydwu przedramionach. Może naprawdę teraz nadszedł czas na skórę? Pierwsze objawy alergii u Oli zaobserwowano właśnie na skórze, a ostatnie w oskrzelach – spastyczny skurcz oskrzeli. Po drodze jest alergiczny nieżyt nosa i alergiczny obrzęk śluzówki nosa. Skurcz oskrzeli (a przynajmniej napady kaszlu mogące sugerować skurcz oskrzeli) już za nami (mam nadzieję), katar jest cały czas, może teraz kolej na skórę? Skóra ze stóp już nie schodzi. Kupa była bardzo przyzwoita, ale trzeba było wspomagać się czopkiem. Zastanawiam się, czy te ostatnie Oli problemy z wypróżnianiem nie są spowodowane tym, że zaczęła podjadać słodycze (głównie czekoladę). Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień trzydziesty - minął miesiąc... 01.03.07, 21:29 Samopoczucie i nastrój Oli doskonałe, dużo energii. Apetyt dobry. Jednak Ola nadal ma zimne ręce i często mówi, że jej zimno. W przedszkolu zakłada dodatkową bluzę, więc chyba naprawdę odczuwa zimno, skoro sama wpadnie na to, żeby się ubrać. Rozmawiałam dzisiaj z homeo – ona jest zadowolona z efektów i każe jeszcze poczekać. Jej zdaniem ciepłota ciała się unormuje, tylko musimy dać organizmowi jeszcze trochę czasu. Twierdzi, że to sterydy namieszały i że organizm musi znowu od nowa poszukiwać równowagi i że to ma prawo trochę potrwać. Za tydzień mam zadzwonić. Katar i kaszel powoli lecz systematycznie zmierza ku końcowi. Skóra wokół oczu, chociaż nadal sucha, wyglądała dzisiaj znacznie lepiej, niemal bez zarzutu. Skoro nie zauważyłam dzisiaj cieni pod oczami to znaczy, że chyba ich tam nie było? Liszaje pod oczami prawie zupełnie niewidoczne – ktoś, kto ich nie widział, pewnie w ogóle by ich już nie dojrzał. Na skórze to tu, to tam, pojawiają się szorstkie atopowe zmiany, bardziej wyczuwalne niż widoczne. Liszaj na rączce nadal jest i coś się zaczyna dziać na drugiej rączce. Kupy nie było. Dzisiaj mija miesiąc od pierwszego podania Thuji. Mnie trudno oceniać to, co się wydarzyło przez ten miesiąc. Pewnie ten wirus po drodze niepotrzebnie nam namieszał (sterydy itd.), ale trudno. Może Wy pokusicie się o ocenę mijającego miesiąca? Chętnie poznam Wasze opinie, bo moja homeo jest raczej powściągliwa i oszczędna w słowach. Pozdrawiam czytających. Jagoda Dodam jeszcze, że to cowieczorne pisanie weszło mi już w nawyk :-). Odpowiedz Link
jaga1968 Re: dzień trzydziesty - minął miesiąc... 01.03.07, 21:50 ...tak jak nam czytanie twoich postów :) A propos odczuwanego chłodu teraz mi się przypomniało, że u Ani też był taki czas, po wprowadzeniu leku konstytucyjnego, że było jej ciągle zimno. Dziwiło mnie to, bo z całej naszej rodziny ona zawsze była najbardziej "zimnoodporna". Wspominałam o tym naszej p. doktor, ale Ona temat zbagatelizowała. Po jakimś czasie ( tak chyba koło miesiąca) Ania przestała zakładać dodatkowe swetry. Znów jest jak kiedyś odporna na zimno. Ja sobie tłumaczę to tak, że dobrze dobrany lek mobilizował organizm do samoregulacji i przy okazji "zużywania" większych ilości energii i nie starczało jej już na ogrzewanie. Ale to taka moja prywatna teoria. W każdym razie u Ani to był zwiastun radykalnej poprawy i mam nadzieję, że tak też jest u Oli. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień trzydziesty - minął miesiąc... 01.03.07, 22:01 Moja homeo ma podobną teorię co do zużywania energii na "walkę" (lub samoregulację - to brzmi znacznie lepiej) w związku z czym brakuje tej energii na ogrzewanie ciała, więc może rzeczywiście coś w tym jest. Ciekawe, czy ktoś jeszcze spotkał się z czymś takim? Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam. Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień trzydziesty - minął miesiąc... 01.03.07, 22:11 Dodam jeszcze, że po pierwszym podaniu Thuji (miesiąc temu) organizm Oli wyraźnie się rozgrzał, rączki zawsze były ciepłe, co w przeszłości nie zawsze miało miejsce. Po kolejnym podaniu Thuji (dwukrotnie w ubiegłym tygodniu - pn i wt) nastąpiło takie gwałtowne oziębienie, wychłodzenie. Może rzeczywiście Thuja zaczęła mobilizować organizm do walki i całą energię skierowała na tę walkę? Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień trzydziesty pierwszy i drugi 03.03.07, 22:15 Ola przez cały czas ma doskonałe samopoczucie, dobry apetyt i ogólnie widać, że jest dzieckiem radosnym i szczęśliwym. Sypia dobrze, dosyć spokojnie, chociaż znowu się rozkopuje. Niestety, nadal marznie. Z tego powodu zaczęłam ją naprawdę ciepło ubierać i jest trochę lepiej, rzadziej miewa takie lodowate ręce. Kataru i kaszlu już nie ma. Gardło i migdały w porządku. Skóra wokół oczu, poza tym, że sucha, niemal bez zarzutu. Widoczne są cieniutkie i płytkie rowki na dolnych powiekach. Z cieniami pod oczami to jest dziwna sytuacja – raz są, a raz ich nie ma. Wygląda to mniej więcej tak: w pewnym momencie widzę te cienie, po jakimś czasie na pewno ich nie ma, po czym znowu są i znowu ich nie ma. Jednak od wczoraj coraz więcej jest tych okresów, kiedy ich nie ma. Może to rzeczywiście ma jakiś związek z zatokami? Katar się skończył i cienie też? Na skórze zauważam/wyczuwam coraz więcej szorstkich miejsc, ale póki co nie ma powodu do niepokoju. Zmiany nie są duże i nie swędzą. Jedynie na rączkach zmiany utrzymują już od jakiegoś czasu i swędzą. Po trzech dniach pojawiła się kupa. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień trzydziesty trzeci i czwarty 05.03.07, 22:06 Właściwie to mogłabym skopiować niemal dokładnie to samo, co napisałam dwa dni temu. Ola miewa się doskonale – samopoczucie, nastrój, humor - wszystko znakomicie. Apetyt bardzo dobry. Sen raczej spokojny. Dzisiaj po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam wrażenie, że Ola nie miała zimnych rączek, ale w sumie niezbyt długo się z nią dzisiaj widziałam, więc nie wiem, jak to wyglądało w ciągu dnia. Poza tym w ogóle cała wydała mi się dzisiaj cieplejsza. Inna sprawa, że mając na uwadze to, że Ola teraz tak marznie, cieplej ją ubieramy, więc może to też ma jakieś znaczenie. Dziecko jest zdrowe – można tak powiedzieć – żadnego kataru, kaszlu itp. atrakcji. Na dolnych powiekach widoczne rowki – dzisiaj wyraźne głębokie bruzdy, znacznie bardziej widoczne niż wczoraj i przedwczoraj, kiedy to były bardzo delikatne. Górna powieka prawego oka lekko zaczerwieniona. Cienie pod oczami – tak jak pisałam ostatnio – raz są, raz ich nie ma. Dzisiaj miałam wrażenie, że oczy są raczej lekko podkrążone niż zacienione. Już nie raz pisałam, że zupełnie nie umiem tych cieni z niczym pokojarzyć – może ktoś ma jakiś pomysł, skąd mogą pochodzić te cienie i dlaczego tak się pojawiają i znikają? Standardowa odpowiedź to alergia. Na skórze nadal są niewielkie zmiany atopowe. Te, które są, nie ustępują, ale póki co nie pojawiają się nowe. Skóra ze stóp już nie schodzi. Nadal mamy nieuregulowaną kwestię kupy – ostatnio była w sobotę, a więc dwa dni temu. Piszę teraz rzadziej, bo niespecjalnie jest o czym pisać – przynajmniej mi się tak wydaje. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
very.martini Re: dzień trzydziesty trzeci i czwarty 06.03.07, 15:46 Naprawdę miło się czyta... Jeszcze raz wczoraj prześledziłam wszystkie Twoje posty - robi wrażenie, i taki opis, i takie efekty! Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień trzydziesty piąty i szósty 08.03.07, 08:45 Stan zdrowia Oli od pewnego czasu nie zmienia się, jest stabilny – jak mówią w terminologii lekarskiej. Ola miewa się doskonale – samopoczucie, nastrój, humor – bardzo dobre. Apetyt bardzo dobry. Sen raczej spokojny. Temperatura ciała z pewnością wyższa, chociaż jej nie mierzę. Rączki bywają zimne, ale coraz rzadziej. Ola jest zdrowa, póki co nie ma żadnego kataru, kaszlu itp. atrakcji. Na dolnych powiekach nadal widoczne rowki – dosyć głębokie i bardzo wyraźne, ale nie zaczerwienione, co najwyżej skóra w nich trochę się łuszczy. Na prawej górnej powiece okresowo pojawia się zaczerwieniony rowek, który jednak stosunkowo szybko znika. Cienie pod oczami raz widoczne, raz nie, pojawiają się zdecydowanie rzadziej, ale są znacznie bledsze i o mniejszym zasięgu. W każdym razie Ola już nie straszy tymi oczami. Na skórze nadal są niewielkie zmiany atopowe. Skóra ze stóp znowu zaczęła schodzić, ale nie wiem, czy nie z powodu pocących się nóżek. Z kupą nadal problemy – właściwie jest to jedyna kwestia, która do tej pory pozostaje nieuregulowana. Jedyna, w sensie tego, co ja widzę, co mnie niepokoi. Powoli czuć wiosnę, więc niemal odruchowo zastanawiam się, co się będzie działo i jak Ola będzie reagować, kiedy zaczną pylić wczesne drzewa, a to już za chwilę. Zastanawiam się także, co ja zrobię w sytuacji, kiedy Ola zacznie kaszleć z powodu pyłków. Zadzwonię do homeo – to pewne, ale co dalej? Czy Ola poradzi sobie już w tym roku bez sterydów? Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień trzydziesty piąty i szósty 08.03.07, 19:58 może wcale nie zacznie a może pomoże jej wtedy thuja - jak jestes pod opieka homeo , to nie martw sie na zapas, bo wygląda na to, że problemy macie juz za sobą :) Odpowiedz Link
falafala Re: dzień trzydziesty piąty i szósty 10.03.07, 18:10 Jestem pod wrazeniem (musialam napisac ;)), niesamowiete efekty i na "koniec" ta skora... wzorcowy przebieg procesu samoleczenia. To dopiero poczatek, ale jestes pod opieka lekarza badz dobrej mysli. Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień trzydziesty siódmy i ósmy 10.03.07, 18:51 Kolejne dni mijają, a u nas wszystko w porządku. Ola miewa się znakomicie – ma dużo energii, dobry apetyt, doskonałe samopoczucie. Wczoraj pani w przedszkolu ponownie stwierdziła, że Ola stała się bardziej odważna, że już nie jest taka cichutka trusia, że chętnie włącza się do rozmowy, a nawet odzywa się wtedy, kiedy akurat nie powinna. Pani jest „wtajemniczona”, swojego synka także leczy homeopatycznie, więc wierzę, że rzeczywiście baczniej teraz obserwuje Olę i jestem jej naprawdę wdzięczna za te spostrzeżenia. Ja natomiast zaobserwowałam, że Ola stała się bardziej wybuchowa – w sensie mniej tłumi emocje, zaczęła protestować, reaguje tak jak akurat w danym momencie potrafi – płaczem, złością lub krzykiem. Są to oczywiście sytuacje, w których coś jest nie po jej myśli, bo poza tym jest bardzo wesoła i pogodna. Ogólnie można powiedzieć, że Ola jest takim prawie zawsze zadowolonym dzieckiem, o jasnym spojrzeniu. Tak się zastanawiam, że to chyba dobrze, że Ola zaczęła odreagowywać, okazywać negatywne emocje, prawda? Do tej pory miałam bardzo spolegliwe dziecko, ale prawdopodobnie tłumiące negatywne emocje w sobie. Teraz Ola jest może mniej „grzeczna” (w powszechnym rozumieniu tego słowa), ale za to może jest to z korzyścią dla jej psychiki? Nie wiem, czy te zmiany spowodowane są wiekiem i tym, że Ola się po prostu zmienia, czy też może jest to jakiś wpływ Thuji? Skóra wokół oczu w zasadzie bez zarzutu. Widoczne są głębokie rowki pod oczami, ale „czyste”. Prawa górna powieka okresowo zaczerwieniona. Przez ostatnie dwa dni nie zauważyłam cieni pod oczami. Nasilają się natomiast zmiany atopowe, zwłaszcza na rączkach i udach, ale nie ma powodu do paniki – w sumie i tak są nieduże. Z kupą nadal problemy. Gardło piękne. Ciało zdecydowanie cieplejsze, rączki bywają zimne, ale jest duża poprawa w stosunku do stanu sprzed tygodnia. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień czterdziesty trzeci 13.03.07, 21:19 Z radością donoszę, że u nas nadal wszystko w porządku. Ola tryska energią i humorem, ma bardzo dobry apetyt, spokojnie śpi. Nawet ja ostatnio obserwuję, że Ola stała się bardziej odważna i wygadana w stosunku do dzieci – bardzo mnie to cieszy, bo zawsze miałam wrażenie, że Ola jest taka trochę „wycofana” w stosunku do dzieci – chciałaby się z nimi bawić, czy rozmawiać, ale nie ma odwagi, żeby do nich podejść i odezwać się. Teraz to się wyraźnie zmienia. I znowu nie wiem, czy to kwestia wieku, dojrzewania do pewnych zachowań, naturalne nabywanie i rozwijanie umiejętności społecznych, czy to także zasługa Thuji. Thuja robi nam chyba naprawdę bardzo dobrą robotę – aż się boję pisać, żeby nie zapeszyć. Parę dni temu pisałam o moich obawach odnośnie okresu pylenia wczesnych drzew i tego, jak będzie reagować Oli organizm. Obecnie mamy bardzo wysokie stężenie pyłków olszy, na którą Ola także jest uczulona. Otóż, jak na razie – nie reaguje wcale. Nie ma kaszlu, nie ma obrzęku śluzówki nosa, nie ma kataru – po prostu rewelacja. W „normalnej” sytuacji Ola prawdopodobnie byłaby już na sterydach – jeśli nie z wyraźnej konieczności, to prewencyjnie. Od dwóch lat przerabiałyśmy podobny scenariusz – od marca choroba za chorobą dopóki nie weszły sterydy, a jak weszły to Ola była na nich aż do końca września, początku października, ale gwarantowały nam one względny spokój. Na razie wszystko jest w porządku, ale naprawdę boję się cieszyć na wyrost. Kolejnym „sprawdzianem” będzie brzoza, na którą Ola ma bardzo duże uczulenie. Aż mi trudno uwierzyć, że Thuja tak szybko zdołałaby wyregulować Oli organizm. Pod oczami nadal głębokie, wyraźne rowki, lekko zaczerwienione. Nawet homeo przyznała, że Ola ma typowe objawy świadczące o alergii, m.in. właśne te rowki pod oczami czy pękającą skórę na styku płatka ucha i głowy. Od paru dni oczy nie są zacienione ani podkrążone. Gardło czyste. Na skórze nadal zmiany atopowe, ale „do zaakceptowania”. Ze stóp skóra już nie schodzi, natomiast stopy pocą się Oli na potęgę – może to kwestia obuwia? Ktoś mi kiedyś powiedział, że to zdrowy objaw, kiedy stopy się pocą. Nadal niestety mamy problem z kupami. Rączki już tylko bardzo sporadycznie bywają zimne. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
5_monika Re: dzień czterdziesty trzeci 13.03.07, 21:41 Jagoda dziecko na kolejne dawki tego samego leku nie reaguje już tak intensywnie, tak po prostu jest.Może być tak że po kolejnych podaniach lek "bierze się" za inne dolegliwości. Nie będę pisać o gatunkach drzew, bo widzę że drobiazgowo się do tego przyłożyłaś :) Pamiętaj że skóra goi się na końcu ,jest po prostu najmniej ważna, tak to jest ;) trzymamy kciuki Odpowiedz Link
falafala Re: dzień czterdziesty trzeci 13.03.07, 22:10 >Teraz to się wyraźnie zmienia. I znowu nie wiem, czy to kwestia wieku, dojrzewania do pewnych zachowań, naturalne nabywanie i rozwijanie umiejętności społecznych, czy to także zasługa Thuji. Wlasnie, tego nigdy nie bedziesz pewna ;), nawet jak ktos staje nagle zdrowy to zawsze mozna powiedziec ze tak sie zlozylo. Grunt ze idzie ku dobremu, oby tak dalej Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień czterdziesty ósmy 18.03.07, 23:14 Od trzech dni Ola ma bardzo zapchany nos, w nocy aż jej furczy. Twierdzi, że ma katar, ale kataru jeszcze nie ma – to dopiero początek. Niestety, ja wiem, co to jest – alergiczny obrzęk śluzówki nosa. Ostatecznie mamy połowę marca i bardzo wysokie stężenie pyłku olszy. Trzeci rok z rzędu zaczyna się ten sam scenariusz – połowa marca i dziecko zaczyna chorować, a wszystko zaczyna się od pozornego kataru. Mam nadzieję, że tym razem homeopatia uratuje nas przed sterydami. Nie wiem skąd u mnie ten wyjątkowy spokój i niespodziewany megaoptymizm, być może zdecydowanie na wyrost, ale tak coś czuję. Homeo kazała podać Thuję (spodziewałam się tego) i obserwować, a nuż będzie poprawa. Pozwoliła także podawać antyhistaminowe krople do nosa, ale dopiero muszę je zamówić, więc miną pewnie kolejne dwa dni zanim zacznę je podawać. Thuję podałam wczoraj, ale prawdę mówiąc nie widzę żadnej poprawy, może nawet pogorszenie. Być może sama Thuja okaże się niewystarczająca. W czwartek mamy wizytę u homeo i zobaczymy, co zdecyduje. Skóra Oli wciąż jest z niewielkimi zmianami atopowymi, ale zmainy te wyraźnie się cofają. Oczy od pewnego czasu, mniej więcej od tygodnia, praktycznie nie bywają zacienione. Tylko w piątek wydawało mi się, że źle wyglądały, ale tego dnia Ola w ogóle wyglądała na zmęczoną. Wyraźne pogorszenie stanu skóry wokół oczu miało miejsce w piątek – długie głębokie rowki na dolnych powiekach i prawej górnej jakby z zaschniętą krwią. Wtedy też zaczął się obrzęk nosa. Kiedy obrzęk nosa się powiększał, stan skóry wokół oczu poprawiał się. Dzisiaj Ola ma nos niemal zupełnie zapchany, natomiast rowki pod oczami – owszem wyraźne i widoczne, ale czyściutkie, nie paprzące się. Gardło czyste, chociaż w piątek rano Ola twierdziła, że boli ją gardło. Samopoczucie bardzo dobre, dużo energii, ciepłota ciała w normie. Nie wiem, czy to po wczorajszym podaniu Thuji, ale dzisiaj było Oli cały czas bardzo ciepło, do tego stopnia, że chodziła w krótkim rękawku, a w domu u nas jest zaledwie niecałe 20 stopni. Apetyt dobry, z kupami nadal problem. Od paru dni Ola znowu bardzo się w nocy rozkopuje, w nocy muszę ją wielokrotnie przykrywać. Znowu zdarza się jej mówić przez sen, ostatnio nawet się śmiała, czym oczywiście mnie również doprowadziła do śmiechu. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale teraz zauważyłam, że Ola znowu częściej robi w nocy siusiu, nawet 3 razy, a przez ostatni miesiąc coraz rzadziej w nocy się załatwiała. Nie wiem, czy to ma jakikolwiek związek z Thują? Kiedy teraz to wszystko piszę, to tak sobie myślę, że może dlatego pewne rzeczy wracają, znów mają miejsce, bo minął już niemal miesiąc od ostatniego podania Thuji i po prostu Ola nie odczuwa już jej działania? Swoją drogą powinnam jednak bardziej regularnie tu pisywać, bo zmusza mnie to do baczniejszej obserwacji, bardziej wnikliwej analizy i głębszego zastanowienia się nad „tym wszystkim”. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
onka_od_olka Re: dzień czterdziesty ósmy 19.03.07, 08:20 Nasz synek dopiero 3 tygodnie temu zaczął na dobre przygodę z homeopatią i przyznam, że czytanie Twojego wątku bardzo mi pomaga. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i Oli. Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień czterdziesty ósmy 19.03.07, 08:54 Cieszę się, że moja pisanina tutaj może komuś pomóc. Dla mnie samej możliwość podzielenia się na tym Forum spostrzeżeniami i własnymi myślami jest rodzajem terapii, która pomaga mi przetrwać trudniejsze momenty. To, że można liczyć na wsparcie, dobre słowo, trafne uwagi i spostrzeżenia, bardzo pomaga i motywuje do dalszej pracy. Trzymam za Was kciuki. Pozdrawiam, Jagoda Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień czterdziesty dziewiąty 20.03.07, 10:23 Ola pomimo wyraźnego obrzęku nosa, nadal w dobrej formie. Pod wieczór nawet trochę jakby przezroczystego kataru wyszło, ale to chyba raczej skutek wypływających kropli. Homeo pozwoliła podać krople przeciwalergiczne, więc podałam. W nocy Ola nadal głośno spała: charczała, sapała, furkotało jej w nosie – wyraźnie zapchany nos jest słyszalny zwłaszcza podczas snu, chociaż czasami także w ciągu dnia słyszę, jak jej tam bulgocze. Nad ranem spała jakby trochę ciszej, ale to też pewnie zależy od ułożenia głowy. Może wyda Wam się śmieszne, że ja się tak przejmuję tym zapchanym nosem, ale właśnie w ten sposób zawsze zaczynają się niekończące się ciągi chorób Oli, stąd to moje niewątpliwe przewrażliwienie. Oczy były wczoraj lekko podcienione - fioletowo-czerwone, ale nie jakoś koszmarnie. Rowki pod oczami widoczne, ale czyste. Gardło ładne. Brzydko schodzi skóra z palców stóp, przy samych paznokciach, jest taka zaczerwieniona. Znowu pęka skóra pomiędzy palcami stóp. Atopowe zmiany na skórze mniejsze, praktycznie niezauważalne, ale bardziej rozprzestrzenione, zwłaszcza na wewnętrznej stronie ud. Poza tym wszystko w porządku. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień czterdziesty dziewiąty 20.03.07, 19:28 No cóz - jestesmy z Wami, bo wygląda na to, że teraz będzie prawdziwy test leczenia - miejmy nadzieję, że wyjdziecie z tego zwycięzko! Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień pięćdziesiąty drugi 22.03.07, 21:43 Ola nadal w dobrej formie. Obrzęk nosa utrzymuje się, ale kataru nie ma. Śpi trochę ciszej, ale wyraźnie słychać, że nos jest zatkany. Oczy podcienione, z każdym dniem coraz bardziej. Przedwczoraj były takie brązowawe, dzisiaj czerwono-fioletowe. Rowki pod dolnymi powiekami lekko sączące. Brzydko schodzi skóra z palców stóp, grubą warstwą. Nadal pęka skóra między palcami. Atopowe zmiany na skórze wyraźnie mniejsze. Liszaj na rączce, o którym tylekroć wspominałam, jest niemal niewidoczny, ledwie wyczuwalny. Gardło ładne. Samopoczucie i apetyt dobre, kupa była dwa dni temu. Ola ostatnio znowu śpi w miarę spokojnie, chociaż trochę się rozkopuje. Byłyśmy dzisiaj u homeo. Podała Oli na miejscu dwie granulki carcinosinum, ale właściwie to nie wiem po co? Usłyszałam tylko tyle, że mam wszystko obserwować, co się będzie działo po podaniu carcinosinum i w razie czego dzwonić. Napiszę jeszcze może o tych oczach, o których piszę praktycznie na okrągło. Zdaniem homeo poprzez te sączące się rowki pod oczami organizm pozbywa się toksyn, czyli w sumie dobrze robi, że ich nie kumuluje tylko wydala. Natomiast te cienie, które też się homeo nie podobają, to jej zdaniem prawdopodobnie „zapowiedź” tego, że będzie się sączyć. Tłumaczyła mi to mniej więcej tak, że skóra pod oczami jest bardzo cienka i że „to coś” może w pewnym sensie jest widoczne pod skórą, a kiedy organizm się oczyści poprzez sączenie, to wtedy tych cieni nie ma. Kazała mi jednak bacznie obserwować związek między jednym a drugim, jakby dla potwierdzenia tej hipotezy. Co myślicie o tej teorii? Sama homeo pewnie nie jest do końca o tym przekonana, bo sama przyznała, że zobaczymy, co się będzie działo po tym carcinosinum. Następna wizyta za miesiąc, jeśli wszystko będzie w porządku. Pozdrawiam czytających. Jagoda Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień pięćdziesiąty drugi 22.03.07, 22:54 Często się zdarza, że organizm ma taki zawór bezpieczeństwa - czasem objawia sie w bardzo nieprzyjemny sposób, zle widocznie jest to potrzebne. Moze tak jest też u Oli. Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień pięćdziesiąty drugi 22.03.07, 23:38 a carcinosinum pewnie wywołało Twój niepokój, bo nazwa się źle kojarzy - to dość popularny lek - moze Ola go dostała, bo lekarka chce przejść do następnego poziomu leczenia i ten lek moze to ułatwic. Trudno tu zgadywać jaki jest powód, ale na pewno nie ma się o co martwić :) Odpowiedz Link
jagoda2 Re: dzień pięćdziesiąty drugi 23.03.07, 09:34 Rzeczywiście, kiedy poprzednio homeo zastanawiała się nad podaniem carcinosinum, to zaniepokoiło mnie to trochę, ale marciszonka rozwiała moje obawy, więc teraz jestem spokojna. Ciekawa jestem, co się będzie działo po podaniu tego leku. Miałam wrażenie, że dzisiaj w nocy Ola ciszej spała, ale wiem, że to dużo zależy od ułożenia głowy i ciała, więc nie chcę na wyrost wyrokować. Wiem, że muszę teraz zwrócić baczniejszą uwagę na zmiany nastroju, na psychikę, samopoczucie, zachowanie. Homeo zastanawiała się nad podaniem tuberculinosum (nie wiem, czy dobrze napisałam), ale ostatecznie zdecydowała się jednak podać carcinosinum i zobaczyć, co się będzie działo. Tuberculinosum ma chyba jakiś związek z alergią wziewną, prawda? Jagoda Odpowiedz Link
mamumilu Re: dzień pięćdziesiąty drugi 23.03.07, 21:00 Tuberculinum ma związek ze skazą tuberkulinową ( jeśli np ktos w rodzinie chorowal na gruźlicę to jest wskazowka do tego leku) i skłonnościami do pewnych schematów przebiegu chorób - szczególnie górnych dróg oddechowych. Leków, które maja jakikolwiek związek z objawami alrgii wziewnych jest bardzo dużo i dobiera się je tak samo jak wszystkie inne leki. Odpowiedz Link