patinia23
07.04.08, 21:30
mam 10 miesięczne chore dziecko, w piątek (3 dni temu) byłam z nią u lekarki
która miała być homeopatką, w gabinecie pani powiedziała mi że tylko
interesuje się homeopatią, jednak przepisała leki (homeopatyczne) i dała
wskazówki jedynie na dwa dni, oraz dodatkowo receptę na antybiotyk gdyby nic
nie pomogło. W niedziele (gdy stan małej się wahała,raz lepiej raz gorzej,i
nie wiedziałam jakie leki jej podawać skoro wskazówki wyczerpały,a tamta pani
doktor nie odbiera telefonu) postanowiłam dzwonić chociaż po słowną poradę do
zupełnie obcych lekarzy, których znalazłam w książce telefonicznej. jedna pani
powiedziała mi że leków wieloskładnikowych absolutnie nie powinno łączyć się z
tymi jednoskładnikowymi,powiedziała że dziecko powinno być leczone jednym
tylko lekiem konstytucyjnym. Kolejna pani powiedziała że leki są ok (ta druga
rozmowa trwała jakieś 20-30 minut), pani trochę jakby zmodyfikowała dawkowanie
i dorzuciła jeszcze jeden lek do tego, ale w trzech różnych potencjach. Teraz
trzymam się jej wskazówek. to wszystko mnie przerasta. dzis jeszcze
zadzwoniłam do 3 lekarza, którego zresztą znalazłam na tym forum.. chciałam
tylko umówić się na wizytę,ale rozmowa potoczyła się dalej.. pan powiedział że
nie powinnam małej dawać takich leków jak: belladonna, pyrogenium, hepar
sulfur, mówił coś o l.52 że w porządku ale nie do końca.to wszystko co piszę
jest w dużym skrócie. nie mam siły. pomóżcie.
dzidzia miała gorączke,kaszel (duszący), oraz katar (teraz jest zielony) i
zaropiałe oczka(do tego brak apetytu).tak wyglądał początek jej choroby,moja
lekarka jest chwilo nie osiągalna więc dlatego wybrałam się do innej.nie
rozumiem tego wszystkiego,być może homeopatia ma tak szerokie pole do popisu
że to ma sens. ale jeśli jeden lekarz przepisuje lek, który kolejny lekarz
neguje argumentując że rozstroje jej organizm a ja w tym wszystkim jestem
rozdarta i nie wiem już komu wierzyć.
przpraszam za rozproszony opis,jesli bedziecie o cos pytac wtedy napisze
bardziej konkretnie