basiaw87
08.05.08, 10:57
Witam
W związku z ciągłymi infekcjami w styczniu rozpoczęłam leczenie mojej
5-letniej córki u klasyka. Dostała lek konstytucyjny w potencji 200 i bierze
go do tej pory, najpierw co 2 tygodnie, a ostatnio co tydzień (teraz znów mam
podać co 2 tyg.). Na początku była "porządna" infekcja (a może pogorszenie?),
później było lepiej (prawie cały luty w przedszkolu, katar, który przed
leczeniem trwał 5 tygodni minął łagodnie w ciągu 3 dni, kaszel sporadyczny),
potem przez 2 m-ce nie chodziła (ale nie z powodu choroby, więc trudno ocenić
- oczywiście była w tym czasie zdrowa).
Od ok. 2-3 m-cy zaczęły się natomiast i wciąż się nasilają NAPADY ZłOśCI -
płacz, krzyk,że aż uszy bolą, tupanie nogami. Powodem może być właściwie
wszystko (zawołałam ją na obiad, nie tak się odezwałam, ponaglam, bo czas
wychodzić do przedszkola (od 3 dni znów chodzi) itp.). Każde odezwanie się w
trakcie napadu czy próba dotarcia do przyczyny złości tylko pogarsza i
przedłuża atak. Nie pomaga tłumaczenie ani krzyczenie, już nie wiem co mam
robić. Jest coraz gorzej. Wcześniej była b. spokojnym dzieckiem, lubiła
porządek (przeszło jej to).
Homeopata stwierdził natomiast, że to dobrze, że jest jak jest. Minął jej
katar i kaszel, a teraz musi wyładować negatywne emocje i kulki jej w tym
pomagają - to objaw zdrowienia organizmu.
Co o tym sądzicie, może ktoś przechodził przez to samo? Jak to wytrzymać i jak
reagować?
Dodam jeszcze, że 8 tyg. temu urodziła się jej młodsza siostra. Może to też
przejaw zazdrości.