mamusiamaluszka
27.06.08, 14:26
Tak jak wspominałam zakładam osobny wątek, w który postaram się wpisywać
spostrzeżenia dotyczące leczenia mojego synka. Miłoszek jest dzieckiem
wrażliwym i odrobinkę nieśmiałym. Od 1 miesiąca życia cierpi na alergię nie
wiadomo na co, zdiagnozowane AZS i towarzyszący temu świąd skóry. Napisałam
alergia nie wiadomo na co, bo dokładnie tak jest - to co nie powoduje wysypek
nagle objawia się pokrzywką, zazwyczaj jednorazową, po czym znów przestaje
uczulać [pokarmy]. Za radą mam z forum Alergie trafiłam na winowajców -
lamblie oraz grzybica ukł. pokarmowego. Po wyleczeniu z lambliozy, skóra
zrobiła się piękna, zginął świąd i wszelakie wysypki. Synuś miał wtedy roczek.
Spokój był przez jakieś 6 miesięcy, potem znów zaczęły się pojawiać wysypki tu
i ówdzie, opadłam z sił. Czytałam, czytałam - wyszło mi, że pasożyty są
dosłownie wszędzie. To co? Ma zakazać dziecku bawić się w piaskownicy,
zabronić taplania rączek w błotku, kontaktów z innymi dziećmi, zwierzętami?
Pomyślałam - jak to jest, ze jedni mają pasożyty i nie cierpią z tego powodu,
a inni przeżywają taki dramat? Wyszło mi, ze to jakieś predyspozycje organizmu
mojego dziecka do reagowania w taki właśnie sposób. No i postanowiłam coś z
tym zrobić. Zaczęłam od homeopaty...