Dodaj do ulubionych

Silicea - początek

27.06.08, 14:26
Tak jak wspominałam zakładam osobny wątek, w który postaram się wpisywać
spostrzeżenia dotyczące leczenia mojego synka. Miłoszek jest dzieckiem
wrażliwym i odrobinkę nieśmiałym. Od 1 miesiąca życia cierpi na alergię nie
wiadomo na co, zdiagnozowane AZS i towarzyszący temu świąd skóry. Napisałam
alergia nie wiadomo na co, bo dokładnie tak jest - to co nie powoduje wysypek
nagle objawia się pokrzywką, zazwyczaj jednorazową, po czym znów przestaje
uczulać [pokarmy]. Za radą mam z forum Alergie trafiłam na winowajców -
lamblie oraz grzybica ukł. pokarmowego. Po wyleczeniu z lambliozy, skóra
zrobiła się piękna, zginął świąd i wszelakie wysypki. Synuś miał wtedy roczek.
Spokój był przez jakieś 6 miesięcy, potem znów zaczęły się pojawiać wysypki tu
i ówdzie, opadłam z sił. Czytałam, czytałam - wyszło mi, że pasożyty są
dosłownie wszędzie. To co? Ma zakazać dziecku bawić się w piaskownicy,
zabronić taplania rączek w błotku, kontaktów z innymi dziećmi, zwierzętami?
Pomyślałam - jak to jest, ze jedni mają pasożyty i nie cierpią z tego powodu,
a inni przeżywają taki dramat? Wyszło mi, ze to jakieś predyspozycje organizmu
mojego dziecka do reagowania w taki właśnie sposób. No i postanowiłam coś z
tym zrobić. Zaczęłam od homeopaty...
Obserwuj wątek
    • mamusiamaluszka Wizyta u lekarza 27.06.08, 14:50
      Naszym lekarzem homeopatą jest polecona tu na forum dr Elżbieta Wołyniec -
      Zawiślak z Bydgoszczy. Wywiad trwał prawie 2 godziny i pewnie trwałby dłużej ale
      maluszek bardzo się już niecierpliwił. Objawy, które zwróciły uwagę pani Eli,
      to: przebyta lamblioza i szkody natury neurologicznej które po niej zostały,
      pogorszenia stanu skóry po szczepieniach, mocne reakcje niektórych części ciała
      na zimno, ogólnie osłabiona prawa część ciała [usztywniona prawa nóżka,
      notoryczne skubanie prawego kciuka, ropiejące prawe oczko] oraz kłopoty ze snem.
      Na początek, według niej, lekiem konstytucyjnym pasującym do Miłoszka jest
      Silicea. Zapisała nam więc kropelki Silicea LM VI, [cokolwiek to znaczy i tak
      jest to dla mnie czarna magia], 3 razy dziennie po jednej kropli na łyżeczkę
      wody, przez 6 tygodni. Dodatkowo wytłumaczyła jak używać innych dawek tego leku
      gdyby nastąpiły silne reakcje skórne. Jedno co mnie martwi, to fakt, że na czas
      tych 6 tygodni sugerowała odstawić wszelkie wspomagacze [zioła do kąpieli,
      smarowidła, antyhistaminy itp.]. Rozumiem doskonale, że to czas sprawdzenia czy
      to dobry lek i nie należy niczym zagłuszać tego co się będzie działo ale... No
      wiecie same, pewne rzeczy ułatwiały nam życie dość znacząco. Dzięki kąpielom
      ziołowym już ponad rok nie użyłam żadnej maści sterydowej, więc to dobry obrót
      sprawy, prawda? Przy silnych napadach świądu, kropelki Fenistil pomagały synkowi
      nie raz, choć osobiście nie lubię ich używać. No cóż, czas pokaże jak to będzie.
      W każdym razie, trzymajcie kciuki.
      • molla7 Re: Wizyta u lekarza 27.06.08, 20:27
        trzymam kciuki!
      • molla7 Re: Wizyta u lekarza 27.06.08, 20:28
        jesli bedzie źle kapiele w krochmalu nie zaszkodzą, a zniosą swiąd przynajmniej na troche. To genialnie prosty pomysł:)
        • halszka111 Re: Wizyta u lekarza 28.06.08, 01:41
          Mozesz jeszcze kąpać w soli bocheńskiej. Mój mały leczy się homeo i nie używamy
          antyhistamin i tym podobnych. Jest coraz lepiej, ale nawet przy pogorszeniach
          ich nie używamy.
          • very.martini Re: Wizyta u lekarza 28.06.08, 11:13
            Gdyby było naprawdę ciężko, można też użyć ozonelli, tak to się
            chyba nazywa. Łagodzi objawy.
            W całym tym zakazie chodzi o to, żeby nie tłumić objawów, żeby nie
            wracały wgłąb ciała.
            A silicea to mniej więcej to
            images.google.com/imgres?imgurl=http://www.apoitalia.it/
            manifestoECO%26EQUO_file/image005.jpg&imgrefurl=
            www.apoitalia.it/manifestoECO%
            26EQUO.htm&h=366&w=512&sz=24&hl=pl&start=16&sig2=cdV1vuV7qwtT6WwP1H5
            Dfg&um=1&tbnid=tiaXCVh_NW9NPM:&tbnh=94&tbnw=131&ei=NwBmSKPOKpqUwQGSn
            oDIDw&prev=/images%3Fq%3Dsilicea%2Bwikipedia%26um%3D1%26hl%3Dpl%26lr
            %3D%26client%3Dsafari%26rls%3Dpl-pl%26sa%3DN
            tylko oczyszczone i zhomeopatyzowane:)

            16%VOL
            22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 1, 2 oraz 3 28.06.08, 14:14
      W zasadzie nie zauważam żadnych zmian, ani w kwestii zachowania, ani w kwestii
      skórnej. Być może jest jeszcze za wcześnie, aczkolwiek pani Ela powiedział nam,
      iż u wrażliwców reakcja zazwyczaj występuje dość wcześnie i należy się
      spodziewać reakcji natury neurologicznej bądź psychiki. Czekam więc. Bardzo
      dziękuję Wam za trzymanie kciuków oraz rady dotyczące pielęgnacji.
    • mamusiamaluszka Dzień 4 [27 czerwca] 28.06.08, 14:25
      I oto mam zagwozdkę. Pewnie nie jedyna to będzie zagwozdka w tym całym leczeniu.
      Od czasu wyleczenia z lambliozy, Miłosz ma bardzo wrażliwe nóżki. Wrażliwe w ten
      sam sposób były też górne partie ciała - synuś nie robił z rączkami prawie nic,
      nie jadł nic co byłoby nie przetarte na krem [ponad roczne dziecko], nie
      próbował siadać, pełzać - tylko leżał i majtał nóżkami. Lekarze rozkładali ręce
      - neurologicznie wszystko prawidłowo, USG głowy - też wszystko w porządku. Jakiś
      miesiąc po leczeniu z lamblii, górna część ciała "puściła". Nagle w kilka dni
      Miłosz nadrobił swoje "zaległości". Pozostały te nóżki nieszczęsne, najczęściej
      i najwięcej drapane, wrażliwe na dotyk, na zimno. Miłosz nie stanie bosą stopą,
      zawsze życzy sobie "petki" czyli skarpety. Zagwozdką jest to, że dzisiaj, Miłosz
      siedząc na kanapie, sam zaczął ściągać skarpetki i bardzo ucieszył go widok
      własnych gołych stóp. Zaproponowałam "wyprawę" do kuchni na drugie śniadanie,
      tym razem ulubiony chlebuś z dżemikiem. I oto co się stało: mój lękliwy panikarz
      przeszedł bosą stopą przez cały długaśny przedpokój do kuchni i jeszcze po
      drodze w lustrze obejrzał swoje gołe stopy wydając okrzyk radości: mama, dzidzia
      goły! Po czym już na foteliku w kuchni zażądał "petki", bo zimno. Czy to już?!!!
      • very.martini Re: Dzień 4 [27 czerwca] 29.06.08, 11:55
        Może już... Aż gębę rozdziawiłam, kiedy przeczytałam, serio, szczena
        opada.

        16%VOL
        22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 5 [28 czerwca] 29.06.08, 12:36
      Zagwozdka z wczoraj powtórzyła się dzisiaj i to 2 razy. Raz przed drugim śniadaniem, potem wieczorem - Miłosz pobiegł na boso do kuchni oraz do łazienki. Za każdym razem z asekuracją moją albo taty ale zrobił to i to bardzo mnie cieszy, bez względu na to czyja to zasługa - homeopatii czy też dojrzewającej psychiki.
      W południe przyszło nam stoczyć małą bitwę z drapaniem pod kolanami - po śniadaniu Miłosz zaczął nagle drapać się dość mocno najpierw pod jednym kolankiem, potem pod drugim. Te kolana to nasza zmora od wielu, wielu miesięcy - z byle nerwu rączki wędrują od razu do nich, żeby zrobić uspokajające "drap, drap" [Miłosz jest dzieckiem, które uprzedza, ze będzie to robić i tak właśnie mówi]. Wychodzi na to, że zareagował dziś alergicznie na jajecznicę z przepiórczych jaj, które to nigdy jeszcze go nie uczuliły. Nosiliśmy go z mężem na zmianę aby odwrócić jego uwagę od świądu ale on biedny aż płakał, więc musiało go nieźle swędzieć:( Pod kolanami szybko pojawiła się pokrzywka, nigdzie więcej nie było zmian. Aby ulżyć mu choć troszkę, posmarowałam mu te miejsca płynem znoszącym świąd - taki płyn dla dzieciaków przy odrze, gdy komar ugryzie itp. Nazywa się Tanno Lotion firmy Hermal - mam nadzieję, że nie nabroiłam poprzez jego użycie. Chwilę po tym fakcie, Miłosz dostał przepisową dawkę Silicei i szybciutko mąż zabrał go na spacer, żeby zapomniał o porannym drapaniu. Potem dzień toczył się zwykłym torem - przekąska i dzienna drzemka. Po niej, gdy ubierałam Miłosza okazało się, że nóżki są gładziuśkie, nawet nie przesuszone jak to było rano, a pod kolankami nie ma śladu po śniadaniowym zdarzeniu. Nie dostał żadnych antyhistamin, nie kremowałam niczym. Taka mała reakcja alergiczna, na chwilkę? Czy może lek rzeczywiście Miłoszkowi służy? Bardzo dobrze też spał tej nocy mój synuś, obudził się zaledwie 3 razy [standard u nas to jakieś 8-10 pobudek z jękami], po czym o 6:30, rześki i pogodny zawołał: "mama, dzidzia jeść dżemik".
      Coraz bardziej mnie to wszystko zaskakuje...
      • very.martini Re: Dzień 5 [28 czerwca] 29.06.08, 15:30
        No wygląda to pięknie.

        16%VOL
        22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 6 [29czerwca] 30.06.08, 13:50
      Dziś Miłosz szalał w dosłownym tego słowa znaczeniu. Podskakiwał, wdrapywał się
      na swojego tatę i wymyślał cuda niestworzone. Za każdym razem gdy wdrapywał się
      na kanapę, sam ściągał skarpetki - co było dla mnie radosnym widokiem. Drzemka
      dzienna skończyła się jakimś chyba snem niedobrym, bo Miłosz obudził się z
      jękiem, wcześniej niż zwykle i ewidentnie niedospany. Bardzo długo ziewał i
      powracał do świata dziennego z popłakiwaniem. Po południu wybraliśmy się nad
      pobliskie jezioro. Staramy się jeździć tam co niedzielę, aby Miłosz oswajał się
      z chodzeniem z gołymi nogami, gdyż jest tam olbrzymia plaża, a on uwielbia bawić
      się w piachu. Zazwyczaj wyglądało to tak, że przez jakieś 15-20 minut, mąż
      przekonywał go, że piasek jest ciepły i można zdjąć buty oraz osławione "petki".
      czasem się udawało panikarza namówić, czasem kończyło się rykiem i siedział na
      plaży w butach. Dziś na moje hasło, że pochodzimy boso po piaseczku - Miłosz
      zaczął ściągać buty już w samochodzie - czegóż chcieć więcej?:)
      Wieczorem znowu pojawiły się swędzące pręgi pod kolankami ale już w kąpieli
      wieczornej, Miłosz zupełnie o nich zapomniał.
      Noc była dla nas prawdziwym wyzwaniem. Najpierw bardzo długo nie chciał usnąć,
      był dziwnie radośnie pobudzony, wciąż coś opowiadał, przekładał wszystkie swoje
      przytulanki, bardzo dużo wypił wody. W końcu padł. Wybudzał się z kwileniem co
      godzinę, po czym o 4 rano obudził nas głośny ryk i krzyki "mama, mama".
      Pobiegłam do pokoju, a moje dziecię z płaczem wołało: "petki, dzidzia włozić
      petki, dzimne nóźki". Środek lata, dziecko w śpiochach, pod kołdrą i prosi żeby
      włożyć mu jeszcze skarpety? Nie mogłam go uspokoić, więc zabrałam go do naszego
      łóżka. Wtulił się w tatę i zasnął, ok. 6 znowu zaczął kwilić i prosić o
      skarpetki ale udało się go uspokoić dość szybko i spał z nami do 7:30. Obudził
      się oczywiście marudny i cały na nie ale to zrozumiałe po takiej nocy.
      Coś jest w tym, co mówicie, że homeopatia jest dla matek o mocnych nerwach.
      Dobrze, że jest to forum i mogę się wypisać ;)
      Very Martini - czy myślisz, że to już rzeczywiście działanie leku? I że zmierza
      w dobrą stronę? Ta nocka lekko mnie wystraszyła.
    • mamusiamaluszka Dzień 7 [1 lipca] 01.07.08, 13:26
      I oto wchodzimy w nowy miesiąc. Dziś w zasadzie nie działo się nic
      niepokojącego. Pręgi pod kolankami nadal mocne ale Miłosz jakby o nich
      zapomniał. Nocka tradycyjnie masakryczna - zasypianie na godzinkę i pobudka z
      jękiem, wędrówki po całym łóżeczku, drapanie dla rozluźnienia. Spokojniejszym
      snem zasnął Miłosz dopiero około godziny 4 rano i o 7 był już zwarty i gotowy by
      zacząć dzień. Czasem myślę, że on chyba już się przyzwyczaił do takiego systemu
      spania, w końcu od urodzenia mieliśmy może ze 20 przespanych nocy... Tyle, ze ja
      po takich wybudzaniach jestem w dzień nieprzytomna, a on ma drzemkę:(
    • mamusiamaluszka Dzień 8 [2 lipca] 02.07.08, 14:03
      Dzisiejszy dzień minął mi na zakupach w centrum. Trochę się bałam o mojego
      "małego panikarza", wiadomo - środek miasta,mnóstwo samochodów, tramwai, tłum
      ludzi. Zawsze staraliśmy się oszczędzać mu wielkich wrażeń, bo widzieliśmy nie
      raz jak odreagowywał to wszystko w nocy. I oto kolejne zaskoczenie: moje dziecko
      wcale nie chciało wracać - "szalało" na skwerze w samym środku wielkiego ronda,
      wykrzykując radośnie: "tamwaj, tobuś, duży mochód". Z wielkimi obawami kładłam
      go spać w południe, a on najzwyczajniej w świecie padł po kilku minutach i to
      tak mocno, że w końcu musiałam go obudzić, żeby nie przespał całego popołudnia.
      To jeszcze nie koniec cudów - Miłosz zaprzestał drapania w kąpieli. Już 4 raz w
      kąpieli kompletnie nie był zainteresowany swoim ciałem, a muszę przyznać, że
      dziś nóżki wyglądają dużo gorzej niż wczoraj. Zamiast pręg pod kolankami są już
      rozlane liszajowate place, to samo dzieje się po wewnętrznej stronie ud. Wysypka
      pojawiła się również na pleckach, tuż nad pupą.
      I ostatni dzisiejszy cud: Miłosz poszedł spać ok. 22 - zjadł 2 kolacje i ...
      przespał całą noc.
      • molla7 Re: Dzień 8 [2 lipca] 02.07.08, 15:14
        :)
      • molla7 Re: Dzień 8 [2 lipca] 02.07.08, 15:15
        :)
      • very.martini Re: Dzień 8 [2 lipca] 03.07.08, 12:49
        No i co?
        Ewidęęęęętne placebo, zawsze to powtarzam:PPPPP

        16%VOL
        22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 9 [3 lipca] 03.07.08, 14:09
      Dziś Miłosz przed południową drzemką postanowił zjeść parówkę. Parówki jada
      rzadko ale jak już sam o nie prosi, to mu je daję. Zawsze są to parówki tej
      samej firmy, po których nic się nie działo. Dramat zaczął się już w trakcie
      jedzenia tej parówki. Świąd nóżek nie do opanowania. Histeria, pokrzywka pod
      kolanami, drapanie. Za chwilę płakaliśmy oboje - on, bo nie pozwalałam się
      drapać i ja, bo wiedziała, że niewiele mogę zrobić żeby mu pomóc. Umyłam te nogi
      w chłodnej przegotowanej wodzie, dałam doraźnie kroplę Silicei [wg przykazu p.
      doktor] i starałam się zając jego i moje myśli czymkolwiek innym. Potem , gdy
      udało nam się trochę wyciszyć, ugłaskałam szkraba i zasnął.
      I to jest właśnie nasza walka z wiatrakami. Alergolog w kółko powtarzający:
      należy wykluczyć z diety alergeny i wszystko będzie dobrze i ja po drugiej
      stronie barykady - ze świadomością, że jak już coś przejdzie do diety, to nigdy
      nie wiadomo kiedy przestanie być tolerowane przez organizm mojego dziecka.
      Porażka normalnie i jedna wielka załamka. Każde takie zdarzenie przygniata mnie
      do ziemi - dwulatek śpiący w środku lata w rajtuzach , bo inaczej chyba
      zmasakrowałby sobie te nogi.
      Ale są też i dobre wieści - po doraźnym podawaniu silicei [kropelka co 3
      godziny] po pokrzywce nie było śladu, Miłosz o 20:30 ochoczo postanowił iść do
      piaskownicy, podczas kąpieli nadal się nie drapał, padł o 22 i znowu przespał
      całą noc:)
      Bardzo dziękuje wszystkim, którzy jeszcze chcą to czytać i za uśmiechy też.
      • very.martini Re: Dzień 9 [3 lipca] 03.07.08, 14:12
        No niestety, takie incydenty jak ten parówkowy się zdarzają,
        leczenie homeopatyczne przebiega sinusoidalnie... Ale myślę, że samo
        to, że już przesypia całe noce, jest dużym plusem. Będzie dobrze,
        zobacz, minęło zaledwie kilka dni, a jaki masz bilans plusów
        dodatnich i plusów ujemnych:)

        16%VOL
        22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 10 [4 lipca] 04.07.08, 14:45
      Dzisiejszy dzień minął pod hasłem "dziecięca akcja niszczenia własnych nóg".
      Poważnie zaczynam się zastanawiać nad faktem, iż najczęściej to w mojej
      obecności Miłosz się drapie. Przy tacie nie robi tego prawie wcale. Inna sprawa,
      że to mnie najbardziej to przerasta, to ja ciągle mówię nie drap i chwytam za
      rączki. Tata zachowuje się tak, jakby nic się nie działo.
      Zmian nie ma prawie żadnych, jest "jedynie" ten okropny świąd rozgrzanej,
      przesuszonej skóry. Po obiedzie bunt układu pokarmowego. Miłosz zjadł na obiad
      kawałek ryby [ze źródła tego co zawsze, oczywiście], do tego trochę gotowanych
      warzyw. Po jedzeniu zrobił kupę, której koniec był jedną galaretowatą masą.
      Takie kupy to była norma wtedy, gdy Miłosz chorował na lambliozę, więc
      oczywiście cała jestem w panice. Po wieczornym spacerze, kupa druga - już tylko
      sama galareta - cuchnąca niemożebnie. Ja w nerwach, z obietnicą, że jak ta ryba
      stara była, to chyba powieszę panią zza lady sklepowej, a synuś w mega radosnym
      nastroju. Spokojnie zasnął, obudził się tylko raz, bo się w kołdrę nieszczęśnik
      zaplatał, po czym rozgadany przebudził się dopiero o 8:30. Co o tym myślicie
      moje kochane? Gdyby to było zatrucie, to chyba bolałby brzuch, jakaś gorączka
      itp.? Czy dzwonić do naszej homeopatki?
      Very martini, baaaardzo dziękuje za wsparcie:)
      • very.martini Re: Dzień 10 [4 lipca] 04.07.08, 16:21
        A propos kupy:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=19760&w=81612829
        Sama piszesz, że forma psychiczna niezła, prawda? Ja często sugeruję
        tutaj, żeby zadać sobie pytanie, jak na takie same objawy fizyczne
        delikwent zareagowałby nastrojem PRZED podaniem leku. Z tego, co
        piszesz, domyślam się, że wcześniej przy takich problemach dziecię
        Ci zalegało i koniec - a tutaj radosne, rozgadane, czego chcieć
        więcej? Może się tym po prostu za bardzo nie przejmuje, nic go nie
        boli - więc na zdrowy chłopski rozum, po co sobie marnować piękne
        letnie wieczory?

        A jesli chodzi o to, że drapie się przy Tobie - dzieciaki często
        wyczuwają nastroje, może przy Tobie czuje się zestresowany i psyche
        rzuca mu się na ciało. Norma w homeopatii, zresztą nie tylko w
        homeopatii, tylko ludzie z rzadka to łączą - co najwyżej zauważają,
        że jest im niedobrze ze stresu przed egzaminem.
        Ja bym się nie nakręcała negatywnie, jasne, że to Ty masz dziecko
        przed oczyma, nie ja, ale z boku to wygląda całkiem przyzwoicie.

        16%VOL
        22%VAT
      • halszka111 Re: Dzień 10 [4 lipca] 05.07.08, 09:13
        to mnie najbardziej to przerasta, to ja ciągle mówię nie drap i chwytam za
        > rączki.

        Wiem że to trudne, ale spróbuj sie powstrzymać z tym zabranianiem drapania. To w
        dziecku rodzi poczucie winy. Uwierz, że jak swędzi to kosmicznie trudne jest
        niedrapanie się zwłaszcza dla dziecka (wiem, bo smam mam problem z dłońmi, jak
        swędzi bardzo, to się po prostu MUSZĘ podrapać). Ale może byc i tak, ze jest to
        jakoś stymulowane Twoją obecnością, zabranianiem. Spróbuj odpuścić sobie, moze
        jak sie zaczyna drapać spróbuj wykazać zrozumienie, zapytaj czy swędzi,
        zaproponuj, ze sam podrapiesz (wtedy możesz robic to lekko bez uszkodzenia
        skóry, a dziecko będzie wiedziało, że jesteś z nim.
      • smaragdin Re: Dzień 10 [4 lipca] 05.07.08, 10:06
        mamusiamaluszka; całkiem ciekawa 'ta' terapia,żeby tylko była
        skuteczna.Chyba się na nią zapiszę.Musisz tylko podać swoje
        namiary.
    • mamusiamaluszka Dzień 11 i początek 12 05.07.08, 12:30
      No niestety, nie jest dobrze. Miłoszek dostał galaretowatej biegunki. Wczoraj
      mało co jadł, w południe zaczął gorączkować. Póki gorączka mieściła się w
      granicach 39-39,5 i dzidziul "dawał radę" nic z nią nie robiłam. Pilnowałam [i
      nadal pilnuję], żeby często pił, do jedzenia nie zmuszałam. Wieczorem gorączka
      skoczyła do 40 stopni, ok. 22 dałam nurofen. Miłosz cały czas skarży się na ból
      szyi, zrobienie kupy przynosi wyraźnie widoczną ulgę, więc mniemam, że to nie
      szyja go boli ale nie umie tego bólu określić i umiejscowić. Dziś też gorączka
      wysoka ale póki co 39 więc nie zbijam. Silicei bałam się dziś podać, a nasza
      pani homeopatka nie odbiera telefonu. Miłosz jest apatyczny, marudny i
      płaczliwy. Co jakiś czas płytko przysypia - nie ma rady zamówiłam wizytę domową
      lekarza pediatry. Jest sobota, a ja nie chcę dzidziula ciągać po izbach przyjęć.
    • mamusiamaluszka Dzień 13,14 08.07.08, 14:00
      Powoli Miłosz dochodzi do siebie. Niestety przez 2 dni nie dostawał Silicei.
      Lekarz zapisał nifuroksazyd co 6 godzin na tę biegunkę ale podałam go w sumie
      tylko 3 razy i nie co 6 godzin. Gorączka była solidna, tą powyżej 40 zbiłam 2
      razy nurofenem. Efekt prawie 3 dniowej choroby - dwie dolne "piątki" - co
      jeszcze raz utwierdza mnie w przekonaniu, ze Miłosz zdecydowanie jest typem
      wrażliwca. Każdy nowy ząbek, to u nas cała gama "intensywnych przeżyć", nie
      tylko dla naszego dziecka ;)
    • mamusiamaluszka Dzień 15 [8 lipca] 09.07.08, 13:04
      Czy homeopatia bardzo może zmieniać zachowanie dziecka? Po 2 dniach choróbska, w
      których to Miłosz nie dostawał swojej silicei - zrobił się marudnym, nieznośnym
      2-latkiem, który bał się wszystkiego, co wcześniej było dla niego proste, a pcha
      się wręcz w miejsca, w których łatwo mogłoby mu się coś stać i doskonale o tym
      wie np. boi się teraz sam zjechać na zjeżdżalni, na której szalał już od dawna,
      a wspina się na wszelkie murki, wysokie ławki, które omijał z daleka [on do
      niedawna na wyższy krawężnik wchodził na 4, bo się bał, że upadnie;)]. Noce znów
      pełne pobudek:(
      Już pierwszego dnia podawania silicei jęczenie zmalało o połowę i nocka znów
      była prawie przespana, drugiego - powrócił spokojny i pogodny, aczkolwiek
      zdystansowany do świata Miłosz, a noc minęła spokojnie. Z tego co tu czytam,
      wygląda, że lek został dobrany właściwie - czy mam rację?
      Dziś zadzwonię o naszej pani homeo i się dopytam, bo bardzo mnie to ciekawi.
      • very.martini Re: Dzień 15 [8 lipca] 09.07.08, 13:31
        Skoro homopatycznie można leczyć schizofrenię i depresję, to znaczy,
        że na zachowanie wpływa ona jak najbardziej.
        Myślę, że jeśli po podaniu leku wszystko się uspokaja, to rzecz
        idzie w dobrym kierunku, ale najlepiej będzie, jak pogadasz z Waszą
        homeo. Na pewno ta weekendowa choroba mogła trochę przystopować, ale
        bez konsultacji z homeo ciężko stwierdzić, czy to pogorszenie po
        leku, czy coś się przyplątało.
        Mam nadzieję, że nie ogarnia Cię zniechęcenie ani nic takiego.

        16%VOL
        22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 16 [9 lipca] 10.07.08, 22:27
      W zasadzie znów zaczyna być coraz lepiej jeśli chodzi o sferę psychiczną Miłosza
      - jest pogodniejszy, bardziej odważny. Za to skóra na nóżkach wygląda coraz
      gorzej - i sama nie wiem czy to "zasługa" soku owocowego, który dziś wypił,czy
      też homeopatii. Fatalna drzemka w dzień, rzucał się, wybudzał co pół godziny
      więc w końcu dałam za wygraną i nie utulałam ponownie. Tak sobie pomyślałam, że
      jak w dzień spanie kiepskie, to i nocka będzie do bani - wykrakałam. Od 23 do 3
      rano Miłosz zmagał się z jakimiś snami. Koło 3 zerwał się z wrzaskiem, żeby mu
      podać "czystą świnkę" [śpi ze świnką przytulanką]. Miał otwarte oczy i wyglądało
      to jakby był świadomy, machał rękami i gdy próbowałam podać mu pluszaka odpychał
      go i wrzeszczał, że jest brudna. Jednak gdy wzięłam go na ręce okazało się, że
      był w jakimś półsennym stanie i obudził się, gdy zaczęłam do niego mówić. Gdy
      się uspokoił, położyłam go do łóżeczka i bez problemu przytulił świnkę i zasnął,
      tym razem na dobre - do 7:30. Nie wiem co to było, może zaczyna się jakiś
      kolejny etap rozwoju? Mam nadzieję, że jednak nie, bo nie wiem jak długo jeszcze
      dam radę bez przespanych nocy...
      Nasza homeo nie odbiera telefonu, więc nic się nie dowiedziałam.
      Póki co jednak - trwam i nie poddaję się.
      • molla7 Re: Dzień 16 [9 lipca] 10.07.08, 22:40
        leczenie homeo bywa a czasami telefonogennne:) ile ja sie nawisiałam na słuchawce, próbujac wdzwonic się w wolny sygnał na dyzurach telefonicznych naszej lekarki. Ale tylko dzieki tym rozmowom, czasami ostrej burze od lekarki udalo mi się wytrwac niełatwe poczatki z siliceą:/
        Głowa do góry.
        Tylko, ze co lekarz na urlopie?
    • camilcia Re: Silicea - początek 12.07.08, 11:32
      moja mała dostawała na początku silicea ale razem z tym thuja,
      sięgnęłam do zapisków (a było to dawno ze 4 lata temu) objawy przez
      pierwszy miesiąc - straszne pogorszenie stanu skóry, rany sączyły
      się aż po czym schodziły stopniowo, pamiętam że homeo nasz
      opowiadał, że ostatnie goją się rączki, dłonie właściwie, które w
      pewnym momencie wyglądały jak poparzone ze skorupką

      po jakimś czasie arsenicum dostała (wtedy spała i spała i spała) i
      potem jeszcze cos innego, potem konstytucja ustawiona

      w tym czasie nie dawałam żadnych leków 'zwykłych' do tej pory
      dostaje wyjątkowo (np zapalenie ucha)

      a dodzwonić się do homeo też ciężko ;) ale to chyba normalne, jak ma
      pacjenta to nie odbiera, w szpitalu też przecież nie ma możliwości
      zawsze

      całe leczenie to były chyba 4 wizyty, reszta telefonicznie

      dziecko uzdrowione ;) czego i Wam życzę

      najważniejsze to być cierpliwym
    • mamusiamaluszka Dzień 17, 18 12.07.08, 22:23
      W zasadzie jest o.k. Miłosz pogodny, drzemka w dzień uległa wydłużeniu - więc
      wyspany. Nocki też obecnie jako takie, bo 3 pobudki to wynik całkiem niezły.
      Niestety drapańsko przeniosło się i na rączki, które to już daaaawno nie były
      obiektem zainteresowania.
      Póki co, widzę te dobre zmiany i jakoś daję radę ale nie jest łatwo patrzeć na
      to zmasakrowane ciałko. Jedyne, co mnie nurtuje to fakt, że te zmiany w psychice
      są całkiem spore i trochę się tego boję. Cóż, jestem laikiem, do naszej
      homeopatki wciąż nie mogę się dodzwonić, ale chyba nie można się "uzależnić" od
      leków homeo? Cały czas mam przed oczami te 2 dni bez Silicei i te dni potem -
      olbrzymia różnica. Fakt, może dziecko przez to choróbsko było takie strachliwe i
      majaczące, sama już nie wiem.
      Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie, mam nadzieję, że wytrwamy.
    • mamusiamaluszka Dzień 19 [12 lipca] 13.07.08, 13:48
      Jest źle ze skórą. Miłosz drapie się już praktycznie wszędzie, mimo, że jakichś
      tragicznych zmian skórnych nie zauważam. Oczywiście tam, gdzie się podrapie,
      zmiany za jakiś czas się pojawiają ale jest to raczej na zasadzie "roznoszenia"
      paluchami, niż nasilania samego w sobie. Znowu też pojawił się ten specyficzny
      wyraz twarzy - puste spojrzenie i jakby "szał" drapania - Miłosz nie słyszy
      wtedy nic i zachowuje się tak jakby nic innego nie potrafił robić, nie da się
      odwrócić jego uwagi. Nawet wyjście na spacer nie odwróciło jego uwagi od
      drapania, więc mój niepokój narasta. Wieczorem dostał ataku świądu, był też
      bardzo pobudzony - wstawał, kładł się, usypiał swoje pluszaki, gadał, a pomiędzy
      tym wszystkim bardzo ziewał i widać był, że fizycznie jest już u kresu sił, ze
      zmęczenia oczywiście. Sen nie przyniósł ulgi, po godzinie zaczął jęczeć i drapał
      się niemożebnie, więc pomyślałam, że oto mamy pogorszenie i pora na częstsze
      podawanie silicei. jednak po dodatkowej dawce zasnął tak, ze nie obudził już się
      do rana. Skóra się wygoiła, jednym słowem całkiem znośnie to rano wyglądało.
      Ponieważ ja ciągle jeszcze niewiele wiem o tej całej homeopatii, podpytam tych
      bardziej doświadczonych - skąd wiecie, kiedy pogorszenie wymaga częstszych dawek
      leku, a kiedy większego rozrzedzenia wodą? Nasza homeo powiedziała, ze
      pogorszenie nastąpi ale nie będzie wyglądać tak strasznie jak już bywało. Mam
      problem, bo z jednej strony skóra nie wygląda aż tak tragicznie ale z drugiej
      strony takich napadów świądu nie było u Miłoszka już bardzo dawno. Czy muszę po
      prostu obserwować, który sposób podania leku przynosi poprawę? I jeszcze jedno,
      gdy mam zalecenie podawać co 3 godziny do momentu uzyskania poprawy [nawet 2
      tygodnie], to czy wtedy oznacza to całą dobę i mam budzić dziecko również i w
      nocy? Pomóżcie.
    • mamusiamaluszka Dzień 20 i 21 15.07.08, 14:16
      Ze skórką powoli wychodzimy z dołka, tzn. mniej drapania, tylko chwilowe napady
      i jakoś daje się je żartobliwie rozładować, choć czasem bez jęków się nie
      obejdzie. Co mnie cieszy, to fakt, że nie używamy smarowideł, jedynie łagodny
      kremik nawilżający na te najbardziej suche miejsca [i to też wtedy, gdy jest już
      konieczność] i wcale nie jest tak źle jak myślałam. Może to nawet i lepiej dla
      tej zabiedzonej skóry, że odpocznie od tych wszystkich kosmetyków i sama zacznie
      pracować jak trzeba?
      Żeby jednak nie było tak cudnie, to mamy fatalne nocki. Miłosz długo nie może
      zasnąć, skarży się, że bolą go oczy, pomaga nakrycie głowy i oczu pieluszką i
      dopiero wtedy zasypia. Potem przebudza się nieskończoną [jak dla mnie] ilość
      razy, znów uprawia wędrówki po łóżeczku. Potem rano odsypia zmęczony i nie
      sposób go dobudzić. W dzień też co jakiś czas mówi, że "nie ma siły" jak coś ma
      podnieść [np. łopatkę w piasku] albo gdzieś wejść i nie są to zazwyczaj momenty,
      gdy jest zmęczony, lecz pora codziennych zabaw z dzieciakami. Fajne jest to, że
      zrobił się "nagle" bardziej kontaktowy - kiedyś jedynie przyglądał się dzieciom,
      teraz gdy gdzieś widzi dzieci od razu mówi: "dzieci, dzidzia iść się bawić z
      nimi". Udało mi się w końcu dodzwonić do naszej homeo i wyjaśniła mi
      wątpliwości, które miałam. Czas pokaże, jak to będzie dalej.
      • very.martini Re: Dzień 20 i 21 15.07.08, 18:07
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=26078
        Polecam to forum do podczytania o pielęgnacji skóry
        bez używania świństw.

        16%VOL
        22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 25 [18 lipca] 18.07.08, 14:07
      Ze skórą jest znośnie. Nadal są napady świądu, bardzo się też ta skóra przesusza
      i chyba to właśnie wtedy Miłoszek najbardziej się drapie. Nie wiążę tego z
      dietą, bo nic nowego nie wprowadzamy - już mam stracha po prostu. A żal mi
      trochę, bo teraz takie bogactwo krajowych owoców, a Miłosz nie spróbowała ani
      jednego z nich. :(
      Napisałam wcześniej o poprawie drzemek w ciągu dnia - wiąże się to z tym, że
      kiedyś synka wybudzał najmniejszy szmer, byle hałasik. Teraz jest odwrotnie,
      tzn. - "śpi jak kamień". Wczoraj np. sąsiedzi wymieniali okna - tłukli się
      niemożebnie, wiercili co i rusz, a koleś jak przysnął, to spał i spał. Wstaje
      też po tych drzemkach pogodny i wypoczęty, kiedyś budził się niedospany i zawsze
      z jękiem.
      Nadal jednak fatalne są noce, pobudki, majaczenia, jęki i wędrówki po łóżeczku.
      Very martini forum naturalne już znam, między innymi dzięki niemu nie popadłam w
      obłęd "cudownych" aptecznych maści.
    • mamusiamaluszka Dzień 38 [31 lipca] 01.08.08, 14:21
      Dawno już nie pisałam ale pragnę poinformować, że wcale nie rezygnuję:)
      W zasadzie jest coraz lepiej, aczkolwiek mieliśmy 2 tygodnie temu spory zakręt i
      dodatkowe spotkanie z naszą panią doktor. Teraz już Miłoszek Jego infekcja
      bakteryjna była raczej wynikiem działania Silicei [sugestia p. doktor] i wielką
      szkoda było podanie nifuroksazydu, choć plus dla mnie, ze podałam go tak mało i
      tylko do zatrzymania tej potwornej [jak dla mnie] biegunki.
      Bilans ostatnich tygodni jest raczej dodatni. Noce prawie całe przespane, piękne
      kupy bez resztek pokarmowych, brak zaparć. Dziecko jest otwarte, chętne na
      kontakty z innymi dziećmi. Prawdziwym sukcesem okazało się przyzwolenie na
      założenie sandałków na gołą nóżkę - trwało to 3 dni jedynie [6 spacerów] ale i
      tak było piękne. Nadal jeszcze zmagamy się ze świądem nóżek i dziwnymi
      pokrzywkami ni z gruszki ni z pietruszki ale Silicea dość dobrze sobie z nimi
      radzi. Czasu pewnie dużo jeszcze upłynie, nim wyjdziemy na prostą ale i tak jest
      nieźle.
    • mamusiamaluszka Dzień 42 [4 sierpnia] 04.08.08, 13:09
      Jak by nie patrzył, to mamy za sobą już 6 tydzień kurowania Siliceą. Nie powiem,
      że mi się nie podoba, bo podoba mi się i to bardzo. Miłosz przesypia noce [co
      robił sporadycznie odkąd się urodził], nagle dość intensywnie zaczął rosnąć w
      górę. Wysypka na razie się wyciszyła - ostrożnie wprowadzam trochę nowych
      warzyw. Z owocami jeszcze dam sobie spokój, bo po nich wywalało Miłosza na
      skórze najbardziej. Czekam na jeszcze :)
    • very.martini Re: Silicea - początek 13.08.08, 11:50
      No i co tam?

      16%VOL
      22%VAT
    • mamusiamaluszka Dzień 52 [14 sierpnia] 14.08.08, 21:41
      Ani się obejrzałam, a tu już mam w domu pełnoprawnego dwulatka! Nie pisałam już
      trochę, bo dużo się u nas działo obecnie. Znów pojawiła się dziwaczna biegunka z
      bardzo wysoką gorączką - zupełnie jak ta na początku leczenia [początek lipca].
      Tyle, że teraz była zwarta i gotowa, przygotowana do działań. I znowu homeopatia
      nie zawiodła mnie. Tamtą biegunkę leczyłam lekiem przeciwbakteryjnym [ze strachu
      nie podając Silicei], mocną gorączkę zbijałam paracetamolem, do tego
      elektrolity, probiotyki - do głowy mi nie przyszło, że to może być pogorszenie.
      Tę biegunkę "poparłam" Siliceą w częstszych dawkach, z prawie 40 stopniową
      gorączką świetnie rozprawiła się Beladonna 200 CH. Efekt - po 2 dniach mam
      pogodne, pełne życia dziecko. Tamtą biegunkę leczyłam dni 4 :) Co prawda Miłosz
      nadal ma coś w stylu biegunki - niesamowicie cuchnące, śluzowate pierdziochy co
      i róż ale wyraźnie mu to w niczym nie przeszkadza, więc i ja nie ni przejmuję
      się tym zbytnio. Wydarzenia ostatnich dni uświadomiły mi jedno - problem mojego
      dziecka tkwi w układzie pokarmowym, a nie na skórze i cieszę się, że widać takie
      efekty leczenia. Pozdrawianki.
    • mamusiamaluszka Dzień 63 [24 sierpnia] 25.08.08, 21:51
      Oj dzieje się u nas, dzieje. Biegunka ustała jakieś 3 dni temu - "samoistnie",
      że tak powiem. Nie przeszkadzała dzidziulowi w żaden sposób, często wręcz nawet
      nie był świadom, ze zrobił kupę. Tydzień, w którym ustała był tygodniem 7
      przespanych nocy - od wieczora, do ranka bez żadniusieńkich pobudek - nie
      powiem, było to piękne :) Piszę było, bo oczywiście znów wróciły pobudki co
      godzinkę, co dwie, koszmary senne, krzyki i gadanie przez sen. Mocno pogorszył
      się stan skóry, nasilony jest też świąd, pewnie od jutra zwiększę częstotliwość
      podawania Silicei, jak poradziła nasza homeo. Najnowsze wydarzenie - to wejście
      Miłosza bosą stopą do jeziornej wody i od wczoraj - chadzanie na boso po domu
      przez calutki dzień. Miłosz zaczął też przyjmować pozycję czworaczą, a wczoraj
      nawet czworakował po piasku - jest to dla mnie nowość, bo Miłosz poruszał się
      [zanim zaczął chodzić] "półczworaczo", czyli z jedną podkuloną nóżką. Czekam na
      dalsze nowości i przyznam szczerze - jestem w szoku.
    • mamusiamaluszka Dzień 69 [30 sirpnia] 30.08.08, 14:00
      Od 3 dni podaję synkowi Silicea w ilości kropelka co 3 godziny, bez wybudzania
      w nocy]. Robię tak z racji fatalnego stanu skóry. Widzę poprawę ale nie mogę
      jeszcze jednoznacznie stwierdzić, czy to po kropelkach, czy też dzięki temu, że
      odstawiłam chwilowo gluten z diety małego. Kolejna wizyta u naszej homeo, która
      sama ma zagwozdkę - co robić z tą skórą - niby wszystko idzie ku dobremu - synuś
      ładnie śpi, wilczy apetyt i napady głodu zmieniły się w normalne, regularne
      jedzonko, nadal biega na bosaka - więc o.k. Tylko ta skóra i ten świąd nie do
      zniesienia [napadowe okresy]. Powiedziała, że może coś tam jeszcze jest do
      posprzątania, jakieś pozostałości polekowe w spadku ode mnie [ja w ciąży byłam
      leczona antybiotykiem]i zapisała nam Thuya LM6. Czas pokaże, co będzie dalej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka