Witajcie,
i my zaczynamy oszczędzać. Najważniejsze informacje:
dwie osoby dorosłe + "dziecko" :o) - młody student, dwa dzienne kierunki
studiów, dorobi z 300 zł miesięcznie to ma "kieszonkowe"
wydatki stałe - 2100 zł (czynsz, prąd i gaz proporcjonalnie do 1 mies, raty,
abonamenty, ubezpieczenia, parking, leki).
Po odjęciu wyżej wymienionych, mamy do dyspozycji 5800 zł. I niestety NIC nie
potrafimy przyoszczędzić. Na razie policzyłam tylko wydatki na chemię i
kosmetyki - ogółem wychodzi to miesięcznie 370 zł - czy to za dużo?
Zastanawialiśmy się z czego zrezygnować, co zamienić na tańsze odpowiedniki, i
wyszło nam, że miesięcznie możemy na samej chemii oszczędzić 40 zł. Jeśli
chodzi o rachunki, to dużo pochłania czynsz (kamienica w centrum Warszawy),
jeszcze raty (za różne sprzęty, ostatnia kończy się w marcu. Prąd i wodę już
oszczędzamy, zobaczymy efekty dopiero za jakiś czas. Abonamenty zamienione na
tańsze pakiety (UPC 2 + jeden gratis).
Ubrania kupujemy wtedy, kiedy coś nam jest potrzebne, głównie w sieciówkach.
Miesięcznie wydajemy na nie około 500 zł na naszą trójkę, jednak teraz wyjdzie
więcej, trzeba będzie kupić w październiku jeden płaszcz zimowy (przy okazji
może wiecie gdzie można kupić ciepły damski płaszcz za kolana? oczywiście za
mniej niż 500 zł).
Mamy psa - miesięczny koszt utrzymania to ok. 100 zł.
Drobne remonty, zakupy do domu to ok. 200 zł miesięcznie.
Pozostawiając margines 200 zł na wydatki, wychodzi na to, że resztę wydajemy
na jedzenie

owszem, lubimy dobrze zjeść, ale nie jemy jakichś ogromnych
ilości drogiego jedzenia. Podczas dużych zakupów w markecie kupujemy zwykle
parówki, mięso (filety kurze i schab), wędliny (jakaś sucha kiełbaska, czasem
szynka, czasem pieczemy schab, wtedy wędliny nie kupujemy). Zjadamy sporo
serków do smarowania typu Ostrowia, żółtego sera prawie wcale nie jemy, mleko
staramy się kupować o najlepszej proporcji cena/jakość, zwykle za 2-2,20 za
karton. Raz w tygodniu pozwalamy sobie na małe ekstrawagancje - roladę z
koziego sera pleśniowego, wędzonego łososia itp. Obiad jemy codziennie - zupy
(najróżniejsze), drugie dania (zwykle jakiś kotlet, ziemniaki, surówka).
Jesteśmy mięsożerni, jemy mięso codziennie, na śniadanie (parówki), obiad
(kotlet) i kolację (wędliny). Za to prawie w ogóle nie jemy słodyczy. Jedna
czekolada deserowa leży tydzień zanim zjemy wszystkie kosteczki.
To niesamowite ile wydajemy na jedzenie, a... lodówka często jest pusta! Chyba
oszczędzanie musi się w naszym przypadku wiązać ze zmianą nawyków
żywieniowych, ale jak to zrobić? Co zmienić?
Mam w szafkach dużo różnych zapasów - makarony, ryż, kasza. Zastanawiam się,
czy np. zarządzenie "jemy przez tydzień to, co mamy w domu" (oczywiście
dokupując chleb, serki i pomidory) coś by dało? Mam wrażenie, że to zamrożone
pieniądze, bo i tak w dużych ilościach jemy inne produkty, niż te, które mamy
zmagazynowane.
Ile na jedzenie powinny wydawać trzy osoby dorosłe miesięcznie? Weźcie pod
uwagę jak żyjemy i to, że jesteśmy na początku drogi

Po wszystkich opłatach, zakupie art. chemicznych i wszystkich innych zostaje
nam 4000 zł. Ile zostawić na jedzenie a ile wsadzić na konto i absolutnie nie
ruszać? Mamy dosyć przeżerania takiej kasy, a planujemy zrobić pod koniec
wiosny remont w salonie. Jest szansa, by zrobić go bez kredytu?
Podzielcie się waszymi doświadczeniami.