merdicius
06.06.04, 15:28
1. Wypowiedziałem już poniższą myśl w którymś wątku dyskusyjnym, jednak
postanowiłem ją powtórzyć, bo tam może Wam umknąć, zaś tu powinniście ją
jednak odczytać. Metodologia zawiązywania dyskusji jest tu po prostu
śmieszna. Wybaczcie, ale wygląda to tak, jakby komuś wpadały pomysły podczas
porannego środkowego strumienia, po czym natychmiast leciał on tę myśl ulotną
zapisywać na forum, nie dbając ani o pokazanie własnych przemyśleń w tym
względzie, ani o zgrubny chociaż rys możliwych rozwiązań. Zadowalacie się
zwykle gołym pytaniem, oczekując mniej lub bardziej entuzjastycznego odzewu,
co dla mnie jest szczególnym niechlujstwem umysłowym, wynikającym z pogardy
dla innych (skoro JA coś powiedziałam / em, to wszyscy winni zawyć z zachwytu
nad głębią mego umysłu).
2. Kamforo, skąd nabyłaś takich zwrotów jak "zrobić komuś dobrze"? Staraj się
unikać takiego słownictwa, bo - od rzemyczka do koniczka - ani zauważysz, jak
się intelektualnie zdeklasujesz. Może nie zrozumiałaś, ale nie chodziło mi
przecież o skierowanie dyskusji na manowce seksualności, tylko o wykazanie
możliwości względności odczuć. Ty jednak - wybacz mi śmiałość - działasz jak
pies Pawłowa, wzmagający sekrecję na bodziec dźwiękowy, bo inaczej po prostu
nie potrafi. Wyławiasz z tekstu jakieś słowo, na które jesteś nastawiona (na
przykład Dobro lub Zło) i już automatycznie musisz wyrzucić z siebie wyuczone
konotacje. Jak Dobro, to tylko Absolutne. Zdarzyło Ci się kiedyś zejść z
wydeptanej ścieżki skostniałego aparatu pojęć?
3. Kamforo (jednak Cię polubiłem, skoro tyle mam uwag właśnie do Twojej
osoby), śpisz spokojnie z tym wyraźnym przeświadczeniem o swej wyższości nad
różnymi tam zboczeńcami? Skąd to poczucie lepszości? Nie ma w Tobie żadnej
pokory w stosunku do odmienności? Skąd wiesz, co jest normą i czy Ty się w
niej mieścisz?
4. Kamforo (znowu!), w jednej Twej odpowiedzi rozpoczęłaś od zwrotu,
cytuję "Hi, hi". Tuszę, że rozśmieszył Cię któryś z moich poglądów. Masz do
tego pełne prawo, bo każdego śmieszy co innego. Może jednak dobrze byłoby
trzymać swe odczucia na wodzy, nie okazując ich w dyskusji, bo to trochę
lekceważące w stosunku do partnera. (Jesteś, Sokratesie tak odrażający, jak
twe poglądy.) Jeżeli jesteś nastolatką i nikt Ci o tym jeszcze nie
powiedział, to jestem gdzieś pierwszy i dokonałem właśnie dobrego uczynku.
Jeżeli zaś jesteś dojrzałą kobietą, to cały mój wysiłek poszedł był właśnie
na marne - masz to już wdrukowane w osobowość typu kierowniczego, to znaczy,
że Ty wiesz i tak najlepiej. Ergo, nie ma dla Ciebie ratunku.
5. Kamforo (ho, ho!), wrażliwość nie może być powodem odcięcia się od źródła
niepokoju i powrotem do spokojnego snu na jawie. Powiedziane jest, że to Ty
masz się martwić swoimi reakcjami na bodźce zewnętrzne, a nie je zwalczać
(Jeżeli oko twoje gorszy Cię, wyłup je). Nie ma tu przecież mowy o walce z
powodem zgorszenia, tylko o działaniu w stosunku do samego siebie.
Nadwrażliwcy muszą - niestety - sami wyginąć, a im to zrobią wcześniej, tym -
choć to okrutne - lepiej dla społeczeństwa, bo później mogą narobić coraz
większych, szkodliwych dla ogółu, głupstw, jako jednostki rozkojarzone.
6. Otrycie (no, wreszcie jakaś zmiana adresata), Twoje wpisy są tu jedynymi,
które kompozycyjnie starają się trzymać wzorców klasycznych, z jakimś
zakończeniem i własnymi przemyśleniami. Pewnie Cię, jako zbyt zakotwiczonego
w rzeczywistości, zgnoją na tym forum.
7. Kamforo (powróciłem do Ciebie), rozważania teoretyczne są po prostu
niemoralne, jeśli nie przejawia się żadnego zainteresowania światem
zewnętrznym. Nikt z Was - Ty też - nie zareagował na (śmieszny, przyznaję)
pomysł wspomożenia biednych poprzez darowanie im kozy. Jesteście wszyscy
ponad to? Pewnie, że łatwiej abstrakcyjnie wykazywać jakiemuś prostakowi
zaplątanemu na Waszym Prześwietnym Forum, że błędnie rozumie klarowne wszak
pojęcie Koherentności i Harmonii Przedustawnej, niż samemu zainteresować się
czyjąś biedą, a może nawet wysupłać jakieś pieniądze. Nie czyńcie jednak z
Waszej taniej filozofii pozoru głębi.
8. W sumie zapewniam Was uroczyście, że niniejszym tekstem żegnam się z Wami
na zawsze, bo nie odpowiada mi udział w mutualnej adoracji. Kochajcie się
nawzajem, dopieszczajcie tekstami pozbawionymi wniosków. O mnie, prostaku,
który wdarł się tutaj z kozimi ekskrementami na krzywych butach możecie już
zapomnieć i dalej oddawać się bezpiecznym zabawom celebracji Prawdziwej Myśli.
9. Dla spokoju Waszego ducha oświadczam, że nie oczekuję żadnej Waszej
odpowiedzi i nie zamierzam nawet jej czytać, gdybyście jednak zapałali
świętym oburzeniem i splantowali mnie na Forum całkowicie. Dlatego możecie
albo całkowicie mnie zignorować, albo wypisywać, co tylko ślina na język
przyniesie. Mnie na waszym Forum już nigdy nie będzie, więc jesteście
bezkarni - nie będę się bronić. Jam coctum est.