chaladia
29.08.10, 13:07
Wróciliśmy, przemyśleliśmy, co było i pozwalam sobie napisać parę
słów na ten temat.
Ocena ogólna:
1. Ścieżki rowerowe i piesze - najlepsze z tych, które dotychczas
spotkaliśmy w Chorwacji. W Basce są dobre, zwłaszcza "Droga do
Księżyca" i trawers do Starej Baski przez Bag, ale to są trasy dla
bardziej doświadczonych hikerów, zaś dookoło Losinja można chodzić i
chodzić, nawet z wózkiem dla dziecka, a widoki są wspaniałe.
2. Informacja turystyczna - dno dna i 30 m cuchnącego mułu. Na
żadnym zabytku nie ma porządnej tablicy informacyjnej, choćby o tym,
z którego wieku jest i zarysu historii. A z przewodników wynika, że
kościoły zą z XIV-XVII wieku. O "Kastelu" nigdzie niec nie
znalazłem, ale wygląda na XV-wieczny.
3. Plaże - za piniowe gaje tuż nad wodą - sześć na sześć. Gorzej z
zejściem do wody. Nie wiem, kto daje obecnie "Plave Zastavy", ale to
chyba bardzo liberalne towarystwo. Jeśli dwukilometrowa Vela Plaza w
Basce ma "Plavą Zastavę" - to rozumiem. Ale teraz "PZ" ma betonowy
pomost w Velim Losinju i maleńka, częściowo betonowa plaża w Cikat.
Najlepszą plażę znaleźliśmy od strony Wewnętrznego Morza, przy Św.
Marcinie. Jest żwirkowe zejście do wody, w którym mogą taplać się
małe dzieci i parę drabinek. Szkoda, że chyba od paru lat nie
konserwowanych i niektóre się ruszają. Chyba ktoś próbował spawać
stal nierdzewną zwykłą elektrodą, bo spawy skorodowały, choć same
rurki - nie.
4. Stosunek lokalnych władz do turystów - katastrofa! Poustawiano
wszędzie znaki zakazu zatrzymania i lokalna policja poluje na co
zamożniej wyglądające auta z zagraniczną rejestracją. Nie ostrzega,
nie poucza, nie wlepia mandatów, nie zakłąda blokad, tylko "od
pierwszego spojrzenia" łąduje samochód na lawetę i wywozi za miasto.
Nie zdziwię się, jeśli tak potraktowany turysta już nigdy na Losinj
lub w ogóle do Chorwacji nie wróci. Cały ten biznes wygląda mi na
joint venture lokalnego komendanta policji, właciciela lawety i
ajenta pakingów strzeżonych.
5. Jedzenie - lokali jest sporo, ale trzeba dobrze rozpozanć, który
jestb lepszy, który gorszy. Bywają takie, które wydają się
nieuczciwe. W pizzerii na Trg Zagazinje 1 doliczyli nam 14 kun
za "ubranie stołu". Żeby ceny za dania były niższe niż u
konklurencji, to bym zrozumiał, ale nie - ceny były takie same, albo
wyższe. Najsympatyczniesze są knajpki w porcie naprzeciwko
hotelu "Apoksiomen" i pizzeria nad ulicą Stjepana Vindulica (nad
parkingiem).
6. Dojazd. Promy kusują doś szybko i "gęsto", bo są dwa. Ale wąskim
gardłem są budki sprzedaży biletów, przez co tworzą się
niemiłosierne kolejki. Budki są jednookienkowe i obsługa jest bardzo
powolna. Nie ma żadnej relacji pomiędzy kolejnością samochodów w
kolejce a kolejnością obsługi przy kasie. Należy - gdy sie tylko
dojedzie - wydelegować kogoś po bilety, żeby poszedł pieszo do końca
kolejki. Jak można - to z "alkie-takiem". Gdy kupi - wezwie samochód
i zjedzie się na dół omijając stojących cierpliwie "frajerów".
Inaczej czeka nas wiele godzin stania.
7. Plan miasta można dostać w Biurach Obsługi Turystycznej, podobnie
jak plan "okolicy" - czyli obszaru aż do Velego Losinja i wysepek
wokół.
8. Mali Losinj jest bardzo górzysty. Niby do Wewnętrznego do
Zewnętrznego Morza jest półtora km, ale trzeba pokonać dwa grzbiety
po kilkadziesiąt metrów wysokości, do tego po wyślizganych
kamiennych schodkach.
9. Polacy. Było ich na Losinju sporo. Dość, żeby uzasadnić
funkcjonowanie polskiej informacji turystycznej "Agave" na ul Mile
Mirkovica". www.agavetravel.com/en/index.asp. Prowadzą ten
interes Polka i mówiący po polsku Chorwat.
Generalnie trudno dziś rozpoznać Polaka na plaży - takie same maty z
Decathlonu, podobne kostiumy kąpielowe itp. Jesteśmy Europejczykami.
Ale jak przyjachało sześcioro polsich ludzi sukcesu, trzech
gentlemanów bez karków i trzy "barbie", to wstyd był na cały Losinj:
wynajęli trzy quady i zaczęli się nimi uganiać po alekach
spacerowych, nawołując się przy tym co drugim słowek "K...!". A
największym ich "żalem" doświata było to, że nikt z nimi nie chciał
rozmawiać po polsku...