......juz bardzo się bałam...skurcze w nocy....skurcze w dzien....Pan Gin
bardzo przyjemny- ale jeszcze większy panikarz niz ja....dzwonił do ginki
mojej- a ona też leżeć w szpitalu...jejku...
sprawdzono brzuszek- twardawy bez skurczy- tzn macica twardsza- niz powinna-
ale akurat skurczy nie było...gin chciał wpier mnie wyekspediować na
Kopernika...później zostawić na Ujstku- pytałam- co mi podadzą- powiedzial że
magnes w kroplówce...i fenoterol... zdecydowałam...że wezmę fenoterol- w
tabl...w domu....wstałam tylko teraz- by opowiedzieć- jak serce mi tłucze-
trudno- 108 na min jak leże...lepiej nie mierzyc- jak sie popisuje przy
wstawaniu....jakos musze sie przyzwyczaić.....Bałam sie- że może szyjka
puszcza- ale jest O.K.......och.....kochana ginka...i miły gin- byli tacy
ciepli.....Pomyślałam tylko- że gin był tak przejęty- a powinien mnie
uspokajać- a on łapał sie za głowę jak w filmie niemym...a przeciez
powiedzial- że na szczeście nie jest tak źle....i teraz przyżekłam sobie- że
do końca- będę już GRZECZNA!!!!!! Pozdrawiam
