7 października w szpitalu robiono mi usg, żywy zarodek miał 5 mm, w pęcherzyku
23.5mm, co odpowiadało dokładnie wiekowi ciązy kalendarzowej, tj. od OM, czyli
jakieś 6 tc + 2 dni.
Na 15 października zapisałam się do dr Osóbki Morawskiego, jeszcze we
wrześniu, gdy zaczęłam domniemywać że jestem w ciąży. Wczorajsze (15.10) usg
wykazało, że ze mną jest wszystko w porządku, natomiast CRL dzieciaczka
wynosiło 7.8mm, pęcherzyk 32.5mm. Myślałam, że dziecziaczek będzie mięc już co
najmniej 1cm, tymczasem... nie urósł jak należy

Kalendarzowo powinien kończyć się 7 tydzień, a małe jest o tydzień o tyłu!

Nagle skończyły mi się wszelkie uciążliwe objawy (potężne mdłości, wróćcie!),
dbam o siebie jak poprzednio, łykam na dzień 4 foliki (zalecenie ze spzitala,
żeby nie mniej), 3.1 nospe.
Boję się powtórki z mojej poprzedniej ciąży - która tez tak nagle przestała
się rozwijać, potem obumarła.
Jak moge pomóc dzieciaczkowi, żeby rósł?
Czy któraś z Was miała taki przypadek, że było opóźnienie, i następnie
dzieciaczek nadgonił?
Do swojego lekarza idę dopiero w piątek, czyli aż za tydzień

ala,