Pierwszy raz zaszłam w ciążę w 98 roku. Miałam wtedy 28 lat, 5-cio letni staż
małżeński, ustabilizowaną sytuację zawodową i finansową i nowe piękne
mieszkanie czekające na przyjęcie nowego członka rodziny. Gdy zrobiłam test
ciążowy z radością stwierdziłam, że zaczynamy nowy etap naszego życia.
Niestety 2 dni po zrobieniu testu poczułam ostry skurcz w dole brzucha, i
lekkie krwawienie. Wiedziałam co to może oznaczać, ale nawet nie miałam
jeszcze kontaktu z żadnym lekarzem. Przypomniałam sobie nazwisko lekarza,
które pojawiało się na jakiejś imprezie. Wiedziałam, że pomógł kilku moim
znajomym więc szybki telefon do małej prywatnej kliniki pod Krakowem i jazda
samochodem prawie na sygnale.
Podczas badania okazało się, że poronienie jest w toku i nic już nie da się
zrobić....... Łzy same spływały mi po policzkach mimo, że zaledwie od 2
dni "byłam mamą". Żona lekarza trzymała mnie za rękę, a on uspokajającym
głosem mówił "wiem, że jesteś nieszczęśliwa, ale teraz musimy to wyczyścić i
obiecuję Ci, że zrobię wszystko żeby odebrać Twoje zdrowe dziecko".
Tak więc tego samego wieczora czyszczenie macicy a potem cała seria badań.
Okazało się, że miałam w układzie moczowym paskudną bakterię odporną na wiele
antybiotyków. Walka z nią zajęła nam ponad pół roku. I w końcu 10 miesięcy po
poronieniu dostałam od lekarza "zielone światło" do działania !
KASIA
Kasia została poczęta w 3 cyklu więc na szczęście nie musieliśmy zbyt długo
czekać. Z powodu poronienie od razu na początku ciąży dostałam zastrzyki
hormonalne na wszelki wypadek. Początek ciąży przebiegał prawidłowo, ale ja
praktycznie przez pierwsze 3 miesiące nie chciałam przywiązywać się do myśli,
że jestem w ciąży. Każda wizyta w toalecie była stresem. Na szczęście nie
miałam nawet najmniejszego plamienia. Cały czas walczyłam z infekcjami dróg
moczowych ale tym razem bakterie nie były takie oporne. Później okazało się,
że szyjka macicy skraca się, ale było już za późno na założenie szwu.
Pozostało leżenie i .... nerwy. Każdy delikatny ból, każde kopnięcie
wywoływało panikę, że szyjka nie wytrzyma. Dostałam sterydy na szybszy rozwój
płucek dziecka, ponieważ było zagrożenie wcześniejszym porodem. Na szczęście
nic takiego się nie stało natomiast pod koniec ciąży na jednym z rutynowych
zapisów KTG pojawiły się dziwne "efekty dźwiękowe". Zapis wyglądał dość
dobrze ale słychać było jakby dodatkowe uderzenie serduszka ! Szybka
konsultacja : serduszko w porządku, przepływy też ... co to może być ?! Mój
lekarz wpadł na pomysł, że może zaczynać się jakaś infekcja wewnątrzmaciczna -
podał mi antybiotyk, położył w klinice i monitorował praktycznie co kilka
godzin. Wygląda na to, że miał rację ponieważ po 4 dniach wszystko wróciło do
normy, ale nie moje paranoje .... Cały czas wydawało mi się, że dziecko się
nie rusza. Postanowiłam więc zostać w klinice i co 2 godziny biegałam na KTG -
również w nocy

W 37 tyg. wspólnie stwierdziliśmy, że nie ma co dalej
przedłużać ciąży bo ja się wykończę psychicznie.
21 września 2000 roku przyszła na świat Kasia.
Waga 3300 g, wzrost 54 cm Apgar w 1 min 8 pkt w 2 min 10 pkt
Lekarz dotrzymał obietnicy - Kasia była (i jest) zdrowa !
MAJA
Gdy Kasia miała 3 lata doszliśmy do wniosku, że jeśli mamy się zdecydować na
drugie dziecko to jest ten moment. Sprzedaliśmy nasze mieszkanie i zaczęliśmy
przyspieszoną bodowę domu. Ja miałam 34 lata i obawiałam się, że dłużej
możemy czekać na dwie kreski. Ale i tym razem udało się dość szybko bo w 4
cyklu. Zaraz pognałam do mojej ukochanej kliniki, a mój lekarz bardzo się
ucieszył na mój widok

Tak jak poprzednio dostałam zastrzyki z Pregnylu (na
wszelki wypadek). Nie działo się nic niepokojącego i muszę przyznać, że
początek ciąży znosiłam dożo lepiej niż poprzednio.
W 11 tyg. pobranie krwi na test PAPP-A
W 12 tyg. badanie USG i pomiar NT - wynik bardzo dobry NT=1,2 mm
ale kilka dni później przychodzi wynik badania krwi z laboratorium .......
wyniki są złe : prawdopodobieństwo wystąpienia Zespołu Downa wynosi z samej
biochemii (bez brania pod uwagę NT) 1 : 55 !!! Mimo, że lekarz dołączył
szeroki opis podawanych mi leków i dawkowania, laboratorium "Diagnostyka"
wogóle nie wzięło tego pod uwagę, nie zwrócili nawet uwagi, że jakieś leki
mogą zaburzyć wyniki biochemiczne !! Po tych hiobowych wieściach
zrobiłam "mały doktorat" z badań prenatalnych i mogę śmiało powiedzieć, że
mam teraz sporą wiedzę na ten temat. Zdecydowałam się na konsultację w
renomowanym ośrodku zajmującym się badaniami prenatalnymi w Łodzi. Długie
uspokajające rozmowy z lekarzami z tego ośrodka, tygodniowe "czyszczenie"
organizmu z leków i powtórka testu PAPP-A. Po 7 dniach jest wynik. Wynik
jest....... bardzo dobry !!!! Prawdopodobieństwo wystąpienia Zespołu Downa
wynosi 1 : 2400 , Zespołu Edwardsa poniżej 1 : 100000 !!!!
ULGAAAAAA !!!
Czuję się swietnie ! ciążę znoszę bardzo dobrze do .... 20 tyg. W 21 tyg w
niedzielę po przygotowaniu obidku i deseru idę spokojnie do łazienki i widzę
na bieliźnie dużą kroplę żywo czerwonej krwi ! Telefon do lekarza i
polecenie "przyjeżdżaj natychmiast". Po badaniu okazało się, że z dzieckiem
wszystko w porządku, a krew pochodzi z małego krwiaczka, który utworzył się
niedaleko ujścia wewnętrznego szyjki. Krwiak nie jest duży, ale skąd on się
wziął ?! Nie doszło do urazu, nie miałam żadnych niepokojących objawów, nie
było skurczy, nic ! MUSZĘ LEŻEĆ PLACKIEM - no więc leżałam prawie przez 2
tygodnie, wstawała tylko do toalety. Po dwóch tygodniach powtórne badanie i
optymistyczna informacja - krwiaka nie ma , wchłonął się ! Ale nadal
pozostaje pytanie dlaczego wogóle powstał ? Lekarz zleca dodatkowe badania
krwi, a w międzyczasie moja "nieznośna" szyjka zaczyna przypominać o
swojej "krótkiej urodzie". Podejmujemy decyzję o założeniu szwu okrężnego.
Nie będziemy się denerwować tak jak w poprzedniej ciąży, tymbardziej, że
odczuwam twardnienie brzucha. Dostaję Fenoterol (znoszę go dużo lepiej niż
poprzednio) i umawiam się na zabieg założenia szwu. W dniu zabiegu przychodzą
wyniki badania krwi i .... chyba mamy odpowidź skąd wziął się krwiak ? Mam
znacznie podwyższony poziom przeciwciał antykardiolipinowych ! Grozi to
mikrozakrzepami, które jak wiadomo są w ciąży bardzo niebezpieczne.
Specjaliści szacują, że ok. 80% ciąż obumarłych w II i III trymestrze jest
właśnie z powodu mikrozakrzepów !! Tak więc zaraz po zabiegu założenia szwu
(w 24 tyg.) czeka mnie kolejna "przyjemność". Do końca ciąży będę musiała
brać codziennie zastrzyki z Heparyny drobnocząsteczkowej, która rozrzedza
krew i zapobiega zakrzepom. Kłuję się więc codziennie od 24 do 37 tyg. Na
szczęście zapisy KTG, które robię przy każdej wizycie są super, a mała (od 21
tyg wiemy, że to panienka) jest bardzo aktywna i nie mam paranoji nie
wyczuwania ruchów. Ponieważ decyduję się na drugą cc, ustalamy termin na
koniec 38 tyg. Tydzień przed terminem muszę przerwać zastrzyki z Heparyny i
automatycznie wzrasta niepokój. Robię przez ten ostatni tydzień kontrolne KTG
codziennie, na szczęście zapisy są bardzo dobre.
Finał
12 pażdziernika o godzinie 20.45 przychodzi na świat Maja.
Waga 3760 g, wzrost 56 cm, Apgar w 1 min 10 pkt.
Oczarowuje cały zespół gęstymi włosami koloru platynowy blond, a pediatra
mówi o niej : SUPER DZIECKO !
Jestem szczęśliwa i .... spokojna.
Dzięki temu, że bardzo szybko po operacji zaczęłam się normalnie poruszać
wypisują mnie do domu już w 4 dobie, a nie tak jak poprzednio w 6.
Lekarz na pożegnanie pyta " no to kiedy widzimy się następnym razem ?"........
Pozdrawiam serdecznie
Ania i Kasia (2000) i Maj (2004)