ankups
09.03.08, 22:40
Wspomnialas o obciążeniu, ktorym jest dla ginekologa przeprowadzanie
aborcji - mysle , że jest w tym wiele prawdy - straciłam troje
Dzieci, do dzis zadnego nie urodzilam, ale mam pewne doświadczenie -
kiedy traciłam pierwszego Malucha, trafilam do lekarza (nie mialam
wyboru, sytuacja była dramatyczna), o ktorym wszyscy wiedzieli, ze
wykonuje "zabiegi': brak zainteresowania, obcesowosc, zero nadzieji,
oficjalne czekanie - "zobaczymy, co sie bedzie działo", komentarz po
zabiegu "no, wiedzialem, ze tak bedzie" i bagatelizacja. druga
ciaża - USG: a meża po co tu pani przywlokla, jak tu nic nie ma". To
byl kolejny z "tych".
Wreszcie mój Gin, dla Niego moje dziecko od pierwszej wizyty było
DZIECKIEM i tak o nim mówił. Walczył do samego końca, nie poddawał
sie, choc to było wbrew logice. I wiesz co, to niby nic, ale
ostatnie usg robil tak długo..., powtarzał je i widziałam cierpienie
w jego oczach, kiedy wykrztusił, ze nadzieji juz nie ma. Ma opinie
faceta "od przypadków nie do uratowania'. Mojego Dzieciatka nie
uratował, ale masz znów racje, tak było zapisane u Boga. uratowal za
to strzepek nadzieji, która sukcesywanie i konsekwentnie rozbudza na
każdej wizycie.