Ostatnio zaczęłam podjadać sobie czekoladkę gorzką bez cukru z firmy
Wawel (na substancjach słodzących niestety) - wygląda na to, że mam
bardzo słabą wolę - cholera - ziemniaki, ryż, makaron, kaszę, a
nawet chleb jestem a stanie odłożyć na bok - ale słodyczy nadal mi
brakuje, mam na nie olbrzymią ochotę, stąd właśnie pojawiła się w
moej diecie czekolada bez cukru, a do tego jeszcze owocowe jogurty z
Lidla (tez ponoć bez cukru, na słodziku, takie "Diat" 250 g).
Co o tym myślicie? Wiem, że nie powinnam... nie mogę... ale jem to -
cholera...